Relacje międzyludzkie

WOLĘ BYĆ DOBRYM CZŁOWIEKIEM, NIŻ KATOLIKIEM

Katoliku, nie tędy droga!

Wytłumaczcie mi pewną rzecz? Bo czegoś tu nie rozumiem. Po co się chodzi do kościoła? Żeby porozmawiać z Bogiem? Aby odpuścił wam wasze winy? Cholera, bardzo wygodne zważywszy na to, że większość katolików „właściwie” zachowuje się jedynie przed ołtarzem. Cały tydzień macie głęboko gdzieś całą tą religię, no… czasami się pomodlicie, ale za to już w niedzielę wszyscy udajecie zarówno przykładnych obywateli jak i chrześcijan. Bo tak nakazuje wam religia.
Tylko po jaką cholerę wam ona, skoro i tak macie ją głęboko w poważaniu? Czytacie te swoje przykazania, modlicie się, klęczycie, obchodzicie święta, a jednocześnie gro z was w życiu codziennym jest podła dla swoich bliskich, zawistna i tak skora do pomocy innym jak ZUS emerytom. I żeby była jasność – nie każdy. Bo znów jakiś idiota zarzuci mi generalizowanie i wrzucanie wszystkich ludzi do jednego worka.

Wierzycie, deklarujecie się, a jednocześnie podcieracie się tymi wszystkimi zasadami moralnymi, które wpaja wam kościół. Korzystacie z nich tylko wtedy, gdy to wam pasuje. Zasłaniacie się nimi w wygodnych dla was sytuacjach. Chyba nie tak powinno być, nie sądzicie?

„Imagine there’s no heaven”

DLACZEGO TO PISZĘ?

Dlaczego? Bo przez 10 lat mieszkałem obok kogoś, komu bycie zdeklarowanym katolikiem oraz kimś, kto co tydzień zostawiał na tacy w kościele dniówkę niejednego pracownika fabryki wcale nie przeszkadzało w tym, aby od rana do wieczora lać równo swoją żonę i dzieci po pyskach, tylko dlatego, że miał taki akurat kaprys. Bycie katolikiem nie przeszkadzało mu w byciu całkowitym zaprzeczeniem człowieczeństwa.
To odospobniony przypadek, nie wszyscy katolicy tacy są” – i ja już wiem, że z całą pewnością przeczytam coś takiego w komentarzach.
Wiecie, wychowałem się na wsi i przez te wszystkie lata widziałem dziesiątki przykładnych niedzielnych mężów i katolików. I jak każdej niedzieli wracali rano z kościołów, to tak w każdy poniedziałek rano szli pod sklep spędzić tam resztę dnia. Pijąc i awanturując się. A później kulturalnie wracali do swoich domów, aby kontynuować libacje i kultywować patologię.
Zresztą zastanówcie się nad tym ile wy razy naginacie tą swoją religię? Ile razy – mówiąc po waszemu – „grzeszycie”, a później jak gdyby nigdy nic idziecie do kościółka, spowiadacie się jakiemuś facetowi w czarnej sukience i PUF! – grzechów nie ma, a wy macie w pełni czyste sumienie. Jak łza. Wygodne prawda?
Za to jak bardzo nieszczere i pełne hipokryzji.

Wolę wierzyć w siebie i starać się być dobrym człowiekiem niż zasłaniać się religią i udawać przykładnego męża, który tylko od czasu do czasu jebnie profilaktycznie żonę w twarz.
Bo wiecie, zupa w polskim domu nie może być za słona.

„…And no religion too”

I wiecie co? Ja wcale nie jestem przeciwnikiem wyznawania religii. Jeżeli chcecie się tak ograniczać, to macie oczywiście do tego pełne prawo. Ale pamiętajcie o tym, aby starać się być dobrymi ludźmi i nigdy nie zasłaniać się wierzeniami. To właśnie wartości takie jak dążenie do szczęście oraz szacunek do innych winniście stawiać na piedestale. Dopiero później bawcie się w religię i inne gusła. W innym wypadku, to wszystko w co wierzycie staje się nic nie warte.
Niczym papier toaletowy.

Ktoś kiedyś spytał się mnie „czy słucham rapu?”. Odpowiadam – nie, ja słucham poezji. Tego nie można tak po prostu nazwać rapem.

DLACZEGO WIERZYCIE?

Bo jest to zgodne z waszym sumieniem? Ani trochę. Z potrzeby ducha? No, już bliżej. A może ze strachu? Bingo.
Boicie się śmierci, potrzebujecie czegoś co da wam nadzieję. Światełko w tunelu, które pozwoli wam choć na chwilę uwierzyć, że śmierć wcale nie jest ostatnim przystankiem, a jedynie jedną w wielu stacji waszej egzystencjonalnej podróży. Nie macie na tyle odwagi, aby krzyknąć do samych siebie, że wasz czas jest ograniczony i musicie jak najlepiej go wykorzystać. Giniecie w trybikach maszyny zwanej przeciętnością i brakiem wiary w siebie.
Po co? Jaki jest w tym sens?
Po co dalej marnować swoje życie i pocieszać się Bogiem?
Walczcie każdego dnia o swoje, udowadniajcie coś sobie i innym – nie ma w tym nic złego. Róbcie wszystko, to w czym czujecie się najlepsi. Jeżeli taki jest wasz życiowy cel, to pomagajcie innym. Jeżeli chcecie zostać gwiazdą rocka, to nią do kurwy nędzy zostańcie i nie zważajcie na jakieś chore prawidła wyczytane w książce, która już milion razy została podważona na wszelkie możliwe sposoby. Bądźcie ponad wszystko. Stać was na to. Szybujcie wysoko nad tym całym brudem i zaściankowością żyjąc w zgodzie z własnym sumieniem. A kiedy świat się zatrzyma i zacznie podziwiać, to co mu przekazaliście, wy tupnijcie nogą i krzyknijcie, że to nie jest wasze ostatnie słowo.
Macie jedno życie i to wy decydujecie kim jesteście. A jesteście tym, co po was zostanie. Czy po śmierci coś na was czeka? Owszem, życie wieczne. W pamięci swoich bliskich, w przedmiotach, które po sobie zostawicie. W zegarku, który daliście swojemu synowi, gdy był mały. W powieści, którą napiszecie i po waszej śmierci okaże się bestsellerem. W piosence, która łączy pokolenia i której sens z każdą dekadą jest odkrywany na nowo. I wreszcie w oczach waszych bliskich, którym nagle zrobiło się nudno gdy odeszliście z tego świata. To jest nieśmiertelność.
A nie jakiś bóg.


Aha, prawie zapomniałbym – kliknij TUTAJ like’a, a od dziś i ty, i ja będziemy szczęśliwi. Możesz także zacząć obserwować mnie na moim PROFILU PRYWATNYM i dzięki temu jako pierwszy będziesz dostawał informacje o najnowszych wpisach.
Przypominam jednocześnie, że każdy chamski, wulgarny czy w jakikolwiek sposób czepialski komentarz zostanie natychmiast usunięty. To mój dom i to mi ma być tutaj wygodnie.

Poprzedni post Następny post

Mało? Mam dla ciebie parę propozycji:

  • butcherhutcher

    Zgadzam się!

  • Igu

    Nie mam nic do tego czy ktoś jest wierzący czy nie, ale tak jak powiedziałeś. Albo wierzymy albo udajemy, że to robimy. Będąc na co dzień zwyczajnymi szarakami nie znajdującymi czasu nawet na dziesiątkę różańca. Ale co z tymi starszymi paniami które mają aż za dużo czasu na wiarę? Moja babcia codziennie odmawia różaniec jak mówi „za nas wszystkich”, więc czy wiara przychodzi z wiekiem i… hmm… z nudów?

    • Nikodem Babik

      Myślę że to nie przez wiek, no chociaż może pośrednio. Chodzi o czasy w których żyli nasi dziadkowie, w powojennej Polsce Kościół Katolicki był bardzo pozytywnie odbierany. Pomagał gnębionym ludziom i dawał im wspólnotę która była międzynarodowa więc komuna nie mogła jej do końca stłumić. Naszym dziadkom pozostał dużo bardziej szlachetna wizja kościoła niż przedstawiana teraz. Zwłaszcza że teraz Katolicyzm jest mocno oczerniany prze chociażby telewizje, każde popularne nie katolickie źródło informacji, oraz pseudo katolików. Inną rzeczą jest to że starsze pokolenie traktuje Kościół jako wspólnotę w której mają wielu znajomych troszczą się o nią… (Jednocześnie wiele nie wydają bo nie muszą i nie mogą) Taki trochę internet dla starych ludzi ;)

  • Karolina

    Podoba mi się, w stu procentach zgodzę się z tą wypowiedzią.
    Czasami źli ludzie, to właśnie Ci, którzy co niedzielę biegną do kościoła, jako przykładni wierzący. A tu okazuje się, że ktoś taki przy bliższym poznaniu tylko traci w naszych oczach. Znam przypadek, gdzie człowiek każde swoje zachowanie usprawiedliwia wiarą i tym, że bóg mu wybaczy i zmusza dzieci do chodzenia do kościoła (wielka wiara). :)

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      Cóż, przez chwilę myślałem, żeby poszerzyć spektrum i wspomnieć o innych wierzeniach, ale ostatecznie uznałem, że wtedy tekst nie będzie miał takiej siły.
      Bo weźmy taki dżihad – czy to nie jest chore?

      • Karolina

        Zapewne nie miał by takiej siły, gdyż prawdopodobnie koło 90% osób, do których trafia ten tekst to „wierzący, praktykujący” katolicy.
        Dżihad jest chory i to bardzo.

  • Taka Jedna…

    Jedno nie wyklucza drugiego. Chyba zgodzisz się ze zdaniem, że niektórzy katolicy to niesamowici (pozytywnie) ludzie. I jeśli komuś wiara w byciu dobrym pomaga to dlaczego miałby nie wierzyć? Nie zawsze to ogranicza. Często myślenie nad „kimś takim fajnym”, który sobie „urzęduje u góry” i kocha jest pocieszająca. Gorzej jeśli jest się hipokrytą.
    Mnie wiara jest potrzebna, nie wciskam jej innym na siłę, ale wiem, że jakoś mi tak z tym lepiej. No i dobrze.
    W sumie tym sposobem dajesz sporej grupce osób powody do myślenia. I dobrze.
    Piszesz, nikt oprócz siebie (i dziewczyny) nie jest Ci potrzebny. I dobrze.
    Chociaż co do tego, że w Kościele jest masa hipokrytów nie mogę się nie zgodzić. I wiem jak to może beznadziejnie wyglądać.

    Ale niektórym wystarczy ta podstawa „Bóg kocha, bądź dobrym człowiekiem, nie grzesz, pomagaj”. I to chyba na tym ma wiara polegać.

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      Właśnie, niektórzy.

      • Nika

        Przecież nie od razu jest się doskonałym/niesamowitym. Przykładowo,
        mogę się założyć, że kiedy zacząłeś pisać bloga nie wszystko było
        perfekcyjne. Uczysz się na swoich błędach, prawda? I, jak sądzę, na
        sugestiach twoich czytelników. Myślę, że wszystko działa na podobnej
        zasadzie. Nawet kwestia wiary w „jakiegoś boga”. Fajnie, że zwracasz
        uwagę na ten problem, ale nie można wymagać od wszystkich, że będą
        przykładnymi uczniami, pracownikami i katolikami. Ale każdy ma szansę na
        to, by stawać się lepszym. Natomiast tymi niesamowitymi możemy się inspirować.

    • Polak

      mylisz się, w biblii jest napisane że powinieneś głosić słowo boże (innymi słowy „wciskać wiarę na siłę”)

      • Nikodem Babik

        No pewnie. Zastanowiłeś się nad tym co piszesz czy napisałeś bo poglądy antykatolickie są fajne?

        • Polak

          słuchaj, chłopcze, wiarę katolicką obserwuję i analizuję od jakichś 20 lat, jeśli w swojej łaskawości uznasz że to wystarczający czas na przemyślenia to już masz odpowiedź na swoje pytanie. Nie ma dla mnie znaczenia co jest modne, katolicy uwielbiają się zasłaniać modą na anty-katolickość i w czasie komuny i teraz, ciągle biedni prześladowani przez wszystkich katolicy, tyle że za komuny było to potężne narzędzie inwigilacyjne, a teraz zarobkowo-propagandowe które nie ma nic wspólnego z głoszonym dobrem itp rzeczami, natomiast jest ostoją najstraszliwszego zła wyrządzonego na świecie oraz miejscem w którym zagnieździł się sam szatan.

  • Olenka

    Nie rozumiem ogólnego sensu tego tekstu. Nie mogę pojąć co chcesz osiągnąć pisząc ten post. Czy jako katoliczka powinnam zacząć teraz gorączkowo przepraszać za moich braci, którzy tak rujnują życie całej społeczności? Czy powinnam zaprzeczyć? Przecież cale zło tego świata to katolicy! Dlaczego ja swojej wiary muszę się wstydzić, a Ty swojego ateizmu już nie?
    Obawiam się, że mój sprzeciw i tak nie ma tutaj nic do rzeczy, a moje zdanie masz gdzieś, przecież wszyscy szanujący się ludzie powinni żyć tak jak Ty!
    Co chciałeś osiągnąć? Czy wszyscy hipokryci obudzą się teraz i zmienią swoje postępowanie? Nie. Ale obrazisz tę wąską grupę osób, dla których religia to nie tylko puste słowa. Ale Ciebie to przecież nie interesuje! Nie chcesz tu mieć czytelników, którzy nie myślą tak jak Ty. Więc mnie też może tu nie być. Dziękuję.
    Ten krótki tekst nie zachęca do wymiany zdań. Ty już powiedziałeś co chciałeś, a jak się ktoś nie zgadza to niech nie czyta. No to nie będę czytać, skoro tak właśnie mnie postrzegasz. Cóż jeden czytelnik mniej, nie przeszkodzi rozwojowi Twojej kariery, więc nie jest to jakaś wielka strata.

    No i tak – jestem idiotką, bo przecież Ty wcale nie uważasz, że każdy katolik to hipokryta. Tak napisałeś, ale umówmy się – wyjątków nie uwzględniasz.
    A więc nie każdy katolik to hipokryta – zapamiętaj to sobie. I nie dla każdego religia to ograniczenie.

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      Bardzo ładnie się sklasyfikowałaś, a teraz rozstańmy się w zgodzie.

    • http://psychoword.wordpress.com/ Gabi Paliś

      Umiejętności rozumnego czytania uczymy się już w podstawówce. Ale jak widać nie każdy się tego uczy, bo chyba wolał siedzieć z biblią w ręce. Kacper, powiedz mi skąd się biorą tacy ludzie? -,-

      • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

        Pojęcia nie mam.

        • http://psychoword.wordpress.com/ Gabi Paliś

          Masakra…

  • Katarzyna Włodek

    Cała prawda zawarta w jednym tekście. I niestety to jest przykre.
    Wpajanie dzieciom na siłę czegoś w co mają wierzyć. Co lepsze, ta wiara jest narzucana przez rodziców, którzy oprócz niedzielnego wypadu do kościoła (który jest zaprezentowaniem nowych butów, drogiego futra, czy po prostu pokazania jaką wspaniałą i przykładną rodzinką jesteśmy), a jak to trafnie ująłeś – całą tą religię w tygodniu mają gdzieś.
    Wierzysz? Fajnie, ale rób to tak, żebyś nie miał sobie nic do zarzucenia. Ale jeżeli robisz to na pokaz, albo dlatego, że tak wypada.. To oszukujesz siebie, innych, a przede wszystkim tracisz czas, który mógłbyś wykorzystać na prawdziwe pasje i wiarę – wiarę w siebie.

    PS Pisz, pisz, pisz i nie przestawaj ! :)

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      Ani mi się śni

  • Nikodem Babik

    A ja osobiście uważam że z jakiegoś nie jasnego (w przypadku religii katolickiej) dla mnie powodu zestawiłeś w tym tekście złe zachowanie ludzi i ich wyznanie. Uważam twoje porównanie za nie trafione. I nie chodzi mi o to że katolicy są świetni pokojowi i wszyscy trzymają się zasad swojej wiary będąc jednocześnie wzorowymi obywatelami. Mam na myśli raczej to że to czy ktoś jest katolikiem w taki sposób, w jaki większość osób w Polsce jest katolikami ma raczej nie wielki wpływ na ich zachowanie. Nie wydaje mi się żeby religia miała na nich jakiś negatywny wzbudzający agresję czy pobudzający inne negatywne zachowania wpływ. Oni po prostu są jacy są, nie zależnie od wiary. Z miernym sensem takiej wiary się zgodzę, ale to że wiara osób w Polsce bierze się ze strachu… no to już jest bujda i to konkretna. Wiara osób w Polsce bierze się bardziej z tradycji. Osoby wychowane w rodzinach katolickich mają problem z odłączeniem się od tradycji związanych z tą religią w życiu późniejszym. A do kościoła wielu chodzi na bo tak, albo wcale więc w sumie to ta ich wiara opiera się na spotkaniach rodzinnych w np. Boże Narodzenie.
    Ciężko odnieść się do twojego tekstu tak ogółem bo niektóre rzeczy zawarte w tym artykule są sprzeczne. Twój stosunek do katolików też jest raczej nieokreślony, nie wiem czy sam do końca wiesz co o nich myślisz :P

    Nie zależnie jednak od tego co myślisz o katolikach, twój tekst ukazuje jednoznacznie że nie znasz tej wiary. Myślę że oparłeś go na takiej wiedzy jaką posiada przeciętny opisany wcześniej Polak, który nigdy nie zastanawiał się za bardzo nad tym po co i dlaczego wierzy. Religia katolicka jest bardzo rozbudowana, daje dużą wolność wiary i można ją oprzeć na wielu naukowych publikacjach mądrych ludzi. Według mnie jeżeli znasz temat katolicyzmu tak powierzchownie, to nie powinieneś się o nim wypowiadać, bo po prostu oceniasz książkę po okładce.

    Ostatni powiedzmy akapit nie ma sensu. Zastanów się, twierdzisz, być może słusznie że po śmierci nie ma nic. No cóż na nic dowodów nie ma więc trudno to potwierdzić bądź zaprzeczyć. Ale jeżeli po śmierci rzeczywiście nie ma nic, a po nas zostaje tylko to co zostawimy na ziemi, to to co zostawimy na ziemi jest nie warte dla nas nic. Ta wieczna cząstka siebie którą zostawisz w sztuce, nauce lub innej dziedzinie, będzie nic nie znaczącym mikro punktem na osi czasu. Jeżeli ludzi nic nie czeka po śmierci to ludzi czeka tylko zagłada, A biorąc pod uwagę to że ludzie we wszechświecie pojawili się bardzo nie dawno, i to że ludzie we wszechświecie nie stanowią żadnej znaczącej siły, zagłada ludzkości może nadejść stosunkowo szybko. Jeżeliby zebrać wszystkie fakty do kupy to wychodzi na to, że jeżeli po śmierci nie ma życia to człowiek nie ma po co żyć. Ja osobiście nie jestem w stanie stwierdzić czy wierze że po śmierci coś mnie spotka czy okaże się że Bóg stwórca to tylko i wyłącznie niesamowicie szczęśliwy zlepek przypadków rozpoczynający się wybuchem nieznanego pochodzenia.

    Na koniec dodam jeszcze, że podoba mi się tytuł. Idea w nim zawarta jest jak najbardziej poprawna, i myślę że jest bardziej katolicka niż uważasz.

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      Moje podejście w ostatnim akapicie jest jasne jak słońce popołudniu – Robię wszystko, aby moje życie było jak najbardziej intensywne. Wiara mnie oraz wielu innych ludzi ogranicza. Jest to dla mnie zbiór niepewnych prawideł, które być może są i jakimś wyznacznikiem moralnym et cetera, et cetera… ale tego wszystkiego – moralności – mogę nauczyć się gdzie indziej.

      Plus stary, teza „jeżeli po śmierci nie ma nic, to nie mam po co żyć” jest cholernie pesymistyczna. Wiem, że człowiek od zawsze czuł tą potrzebę przynależności i posiadania czegoś nad sobą ale nie lepiej rozumieć to na zasadzie: „Okej, mam jedno życie – czas wziąć dupę w troki i przeżyć je tak, aby po sobie coś pozostawić”? Bo w takim wypadku stwierdzenie „po śmierci nie ma nic” jest błędne. Po śmierci jest nieśmiertelność. Ale taka, o której napisałem właśnie w ostatnim akapicie :)

      • Nikodem Babik

        Jeżeli ta teza jest cholernie pesymistyczna to twoje założenie że Boga nie ma i że po śmierci nie ma nic oprócz tej „nieśmiertelności” jest pesymistyczne o wiele bardziej. Ta twoja „nieśmiertelność” jest krótka, trwa tylko tyle ile życie gatunku ludzkiego.

        Jestem jeszcze ciekawy w jaki sposób wiara cię ogranicza? Nie biorąc pod uwagę tego że chciałeś raczej napisać religia, to i tak jak jesteś człowiekiem nie religijnym, to nie spotkałem się jeszcze z tym żeby katolicy w dzisiejszych czasach narzucali komuś swoją wiarę. Z tego słyną raczej muzułmanie ;)

        Żyjesz intensywnie, żyjesz jak lubisz. I myślę że póki nie wyrządzasz innym ludziom krzywdy, to nie ma w tym nic złego. Ale wypada zrozumieć że ludzie to istoty świadome i podobno inteligentne więc jeżeli ktoś woli religijny styl życia to chyba jego sprawa. Jeżeli ktoś lubi dziwaczny styl życia w którym z jednej strony chodzi do kościoła a z drugiej grzeszy i się tym nie przejmuje, no to też jego sprawa.

        Według mnie tak jak pisałem na samym początku, odniesienia do religii w tym tekście są płytkie. Ukazują jedynie twój negatywny stosunek do niej. Wydaje mi się że ludzie którzy mają gdzieś religie i postępują wbrew temu co powszechnie uważa się za nauki kościoła katolickiego, mają dziwną tendencję do zaznaczania swojego ateizmu i narzucania go innym. Właśnie to widzę w tym tekście, kawałek twojej ideologii życiowej i multum odniesień w sumie nawet nie ateistycznych a czysto anty katolickich.

  • http://about.me/lavinka lavinka

    Już tłumaczę. W ludziach jest coś takiego, jak potrzeba rytuału i wspólnoty. Gdyby mieli alternatywę, wcale nie chodziliby tak często do kościoła. Dlatego KK tak boi się joginów, new age czy innych religii. Łatwo zmienić grupę.

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      Dejm, żyjemy w XXI wieku. Jest masa alternatyw.

  • zingela

    Niektórzy ateiści z szacunkiem traktują tych, którzy wierzą. No właśnie – niektórzy,

  • someone

    Zastanawiam się po co to napisałeś, bo czytam to i naprawdę nie mogę zrozumieć. Nie interesuje mnie to, że jesteś ateistą i w ogóle mi to nie przeszkadza, ale kiedy widzę, że ktoś jest zwyczajnie niegrzeczny, to aż się we mnie gotuje. Szukasz rozgłosu? Świetnie , cieszę się, ale księża nie noszą czarnych sukienek. To sutanny, wiesz? :) I kto tu jest ograniczony…

  • Pingback: Moje | polishonion.com()

  • Katoliczka Zosia

    Proszę nie obrażać katolików i nie wrzucać wszystkich do jednego worka. Ja modlę się codziennie, nie tylko w niedzielę. Jestem dobrym człowiekiem. Nikomu nie robię krzywdy. Według mnie, to prześladowanie chrześcijan nadal trwa. Ja nie mam nic przeciwko ateistom. Szanuję wszystkich ludzi. Mam koleżanki, które mają inną religię i takie które są ateistkami. Mi to nie przeszkadza. Są fajymi dziewczynami. Ale dlaczego ty piszesz o katolikach, jakby to byli źli i nietolerancyjni ludzie? Prawie wszyscy mówią, że katolicy to homofobi. Ja nie jestem homofobem. Jestem tolerancyjna. Homoseksualiści mi nie przeszkadzają. Katolicyzm to szanowanie wszystkich ludzi i bycie dla nich dobrym, a nie jakieś dokuczani.

  • życie

    ale nie do końca bo nie chodzi o chodzenie do kościoła na siłę tylko żyć zgodnie ze swoja wiarą jeżeli dla ciebie to przykre ze bóg ci daje wolna wole to trudno ale sama wiara może być krucha , może być jak zwać prawdziwa. mozesz nie chodzic do kościoła a wierzyć, pytanie jest takie kto ma jakie pobudki, żyć naprwadę albo słaba śmierć

  • Wikusia

    Każdy, a raczej większość ateistów zrozumie Ciebie, teskt :)