#seks_sobota

W ŁÓŻKU NIE MA NIC GORSZEGO OD MILCZĄCEJ KOBIETY

”W życiu boję się paru rzeczy: śmierci, skarbówki, pająków i kobiet, które w łóżku milczą” – Hans Krystian Andersen

PROLOG W JAMIE SMOKA

Występują Bloger tragiczny (nie wesołek), Wymarzony typ, Milcząca dama
BLOGER:
Nigdy nie umiałem pisać wierszy.
Może mi ktoś podać rym do ”pierwszy”?

Pierdolić to, jadę prozą.

”Jak my się tu właściwie znaleźliśmy” – pytam w myślach sam siebie, zupełnie jakbym był grupą, a nie pojedynczym wędrowcem. Nie umiem udzielić sobie odpowiedzi, a w moich myślach zaczynają rodzić się kolejne pytania: ”Czy to naprawdę musiało się tak skończyć?”, ”co mnie podkusiło, żeby stawiać jej kolejnego drinka?”, ”czy nie mogłem zostać wtedy ze znajomymi?” i ostatecznie – ”po jaką cholerę zapraszałem ją do swojego mieszkania?”.
Ale od początku:

NIE MA NIC LEPSZEGO OD WSZYSTKIEGO

No dobra, trochę chyba jednak umiem w tą poezję. Szkoda tylko, że w innych dziedzinach związanych z władaniem piórem lub językiem, nie jest już w moim przypadku tak kolorowo. No bo wyobraźmy sobie taką sytuację:

Umawiam się z dziewczyną. Rozmawiamy sobie, pijemy kawę/herbatę/drinki – generalnie impreza się klei. Ja jestem doktorem, a ona ma na imię Małgorzata. Albo Gretchen. Jak kto woli. Ważne jest teraz jedynie to, że jest nam tak dobrze, że nie zauważamy, iż nieuchronnie zbliża się zmrok. Wieczór się kończy, a nam pozostaje, albo rozstać się z perspektywą kolejnej randki, albo wskoczyć na wyższy poziom. Wybieramy więc tą drugą opcję. ”U mnie czy u ciebie?”, ”pieprzyć to, do mnie jest bliżej”.
Zamawiamy więc taksówkę i kierujemy się do jej mieszkania. Oboje wiemy jak to się skończy. W środku lub na jej twarzy.
Wjeżdżamy windą i oboje przeklinamy polskich inżynierów, że też te wszystkie blaszane kurwy muszą jeździć tak wolno.
W końcu docieramy do drzwi. Ona wyciąga ze swojej torebki klucz, wsuwa go w otwór, przekręca i po chwili jesteśmy już w środku. Nie ma czasu na kawę, nie ma czasu na herbatę, nie ma czasu na konwenanse. W połowie drogi do sypialni jesteśmy już lżejsi o parę warstw ubrań. Moja koszula i jej spodnie, leżą w przedpokoju, a ja rzucam ją na łóżko.

Tak jak wcześniej wspominałem – konwenanse to strata czasu. Zresztą przez ostatnie parę godzin rozmawialiśmy tak intensywnie, tak z pasją, że prawdopodobnie jeszcze przed wzmianką o tym, że lubię Wysockiego zrobiło jej się już mokro między nogami.

Zdzieram więc z niej majtki, rozpinam swoje spodnie, wyciągam swój instrument badawczy i przystępuję do zbierania kolejnych materiałów. Ona jęczy, a ja czuję, że jestem bogiem. Co prawda istnieje cień szansy, że tak nie jest, ale gdy tylko czuję jak jej ciało drga, powoli jednak zaczynam utwierdzać się w tym przekonaniu.

Dochodzę. Nie trwało to długo, ale po jej minie oraz fakcie, że chyba jeszcze nie do końca wróciła na ziemię, wiem, że wystarczyło z nawiązką. Zresztą to dopiero początek. Noc jeszcze młoda.

Po chwili ona przytula się do mnie i mojego, trochę ostatnio zapuszczonego ciała, po czym pyta, „czy mam ochotę się czegoś napić?”.
Jeszcze jak! – odpowiadam, a mój wymarzony typ kobiety wstaje z łóżka i bosymi stópkami przemyka do kuchni by przyrządzić nam drinki.
Whisky z lodem dla szefa raz – melduje, po czym dodaje – i ”Maryjka półsłodka” dla jego obiektu badawczego.

„Kurczę, ta sarenka zna się na rzeczy, trzeba będzie jej za to ładnie podziękować” – myślę sobie, po czym chwytam za swojego drinka i wychylam go w połowie. Szkoda tylko, że ja już swoje wypiłem i przez bliższą chwilę mogę nie stanąć na wysokości zadania. Odkładam więc szklankę i podejmuję pierwszą tego wieczoru, prawdziwie męską decyzję.

Trener poziomka zawsze mawiał: Kiedy pojawiają się problemy z hydrauliką należy zajrzeć pod maskę.

Wchodzę więc pod kołdrę i zaczynam całować jej uda. Powoli, delikatnie kieruję się w stronę epicentrum ciepła, które tak namiętnie przyciąga mnie swoją wonią. Dotykam swoim językiem jej warg, a następnie całymi ustami. Słyszę jak sarenka pojękuję i czuję, że to jedna z tych, które tak bardzo lubię. Mój wymarzony typ, dziewczyna z nawigacją.
Ruszam językiem raz po raz w jedną i drugą stronę. Robię wszystko, co czuję, że może sprawić jej jeszcze większą przyjemność. Z każdym kolejnym ruchem tylko się upewniam, że mała jest coraz bliżej ekstazy. Słyszę to, czuję, jak się wije, a mi coraz trudniej jest utrzymać swój wirujący język na jej pulsującym guziczku.

Doszła.
Bloger spojrzał na nią i wiedział, że było dobrze.


Chcesz więcej tekstów? Udostępnij ten wpis i polajkuj mój fanpage. To motywuje lepiej niż wódka.


WSZYSTKO JEST LEPSZE OD NICZEGO

Wyobraźmy sobie jednak drugi scenariusz. Początkowo zgoła podobny do tego, który opisałem wyżej, aczkolwiek w późniejszych aktach różniący się już diametralnie.

Załóżmy, że grę wstępną mamy już za sobą. Porozmawialiśmy, dojechaliśmy do mojego mieszkania i obecnie znajdujemy się w łóżku. Młody osobnik przysuwa się do samicy i następuje zbliżenie. Dalej jest już jak w filmach przyrodniczych z Krystyną Czubówną. Widać sceny miłości, aczkolwiek oprócz denerwującej muzyki nic nie słychać. Kompletnie. Totalna cisza. Nul.

Staram się być odrobinę bardziej brutalny ale dalej nic. Żadnego jęku, żadnego posapywania. Tylko ja, jej ciało i mój kutas, który także zaczyna rozumieć, że ”coś tu jest, kurwa, nie tak„.
Posuwam ją coraz mocniej, coraz szybciej i jedyne co słyszę, to swój przyśpieszony oddech i bicie serca, które uderza z mocą godną Dzwonu Zygmunta tuż po ogłoszeniu śmierci papieża w 2006 roku. Zwalniam więc, przymierzając się do zmiany taktyki. Wertuję w głowie kamasutrę i w końcu sugeruję dziewczynie, aby położyła się na plecach. Rozchylam jej nogi i zagłębiam się w jej ciało doprowadzając do całkowitego kontaktu. Nasze ciała są ze sobą zespolone, a każdy centymetr kwadratowy mojego torsu, brzucha oraz okolic intymnych, pokrywa się z powierzchnią jej ciała. ”Teraz już musisz zacząć jęczeć, kochanie” – mówię do siebie w myślach i powoli zaczynam poruszać swoimi lędźwiami. ”Może to jedna z tych, które lubią bardziej namiętnie, delikatniej?”.

Mija parę minut, a ja dalej jedyne co słyszę, to swoje przyśpieszające bicie serca oraz mlaskanie jej języka, który wsunęła mi wprost do ucha. Dziwne uczucie: z jednej strony chcę ją zabić za to, że nie daje mi żadnych wskazówek, a z drugiej, mam ochotę przerżnąć ją na pół, za ten cudowny język, świdrujący po brzegach mojej małżowiny.

Po jakimś czasie jestem już na skraju imprezy i chwilę później dochodzę. Czy ona także szczytowała? A cholera ją tam wie, przynajmniej ja bawiłem się przednio.

NIENAWIDZĘ TEGO UCZUCIA

Nienawidzę niepewności. Nie cierpię załatwiania spraw połowicznie. Jeśli ja szczytowałem, to znaczy, że i ona ma z tego wyjść z chociaż jednym orgazmem na plusie. Nie ma tak, że ja podupczę, a ona będzie mi się później zastanawiała, czy seks ze mną to rzeczywiście taka dobra rzecz, jak to ona sobie wcześniej wyobrażała. Ma być remis. Każdy ma tutaj ugrać sobie punkty, by wyjść z grupy.

Więc siedzę teraz na kanapie, rozkminiając, czy ta historia mogła potoczyć się inaczej, jeśli wtedy zostałbym z kumplami? Czy musiało do tego dojść i czy nie mogło skończyć się na tej miłej rozmowie?

MILCZĄCE DAMY

To nie tylko te kobiety, które w łóżku nie jęczą, ani nie krzyczą. To także te, które o seksie (po seksie) wcale nie rozmawiają. Dla nich liczy się tylko sam akt. Okrojony ze wszystkich wodotrysków, sprowadzony jedynie do tępego wbijania gwoździ. To tak, jakby mieć grę, w której ścieżka dźwiękowa odgrywa niesamowitą rolę, a mimo to przesunąć w menu wszystkie suwaki na minimum i zostawić tylko dźwięki otoczenia. No super zabawa.

Milczące kobiety, są jedną z tych rzeczy, których w łóżku boję się najbardziej. Bo nie wiem, czy byłem dobry, nie wiem, czy było dobrze. Nie wiem też, co mam robić dalej, ani w którą stronę, bo one nigdy nie dają żadnych znaków. Cholernie mnie ten stan rzeczy irytuje, gdyż nie daje mi on poglądu na to, na jakim etapie jesteśmy. Odgłosy, te wszystkie ochy, achy, krzyki i pojękiwania są dla mnie wyznacznikiem tego, czy jest dobrze, czy nie. Bez nich nie wiem, jaką drogę obrać, aby trafić do celu. Są jak GPS w obcym mieście.

Dla tego drogie panie, moje ukochane czytelniczki! Pamiętajcie o tym, że największą krzywdą, jaką możecie zrobić sobie i swoim facetom, jest bycie właśnie Milczącą Damą.
To chyba jeszcze gorsze od gryzienia podczas robienia loda.

KONIEC AKTU III

Aktorzy wychodzą na scenę i kłaniają się widowni. Kurtyna opada.


Aha, prawie zapomniałbym – kliknij TUTAJ like’a, a od dziś i ty, i ja będziemy szczęśliwi. Możesz także zacząć obserwować mnie na moim PROFILU PRYWATNYM i dzięki temu jako pierwszy będziesz dostawał informacje o najnowszych wpisach.
Przypominam jednocześnie, że każdy chamski, wulgarny czy w jakikolwiek sposób czepialski komentarz zostanie natychmiast usunięty. To mój dom i to mi ma być tutaj wygodnie.

Poprzedni post Następny post

Mało? Mam dla ciebie parę propozycji:

  • Jotka

    Świetny tekst! Po męsku zwrócona uwaga na najważniejsze aspekty. Dobrze jest się czasem tak po prostu utwierdzić w przekonaniu, że wszystko jest jak powinno być :)

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      No i fajnie.

  • Lena

    Wiesz co Kacper, mi trafił się milczący eks :/ Istna tragedia, niewiadomo co robić, co się podoba, a co nie. Nawet kiedy zapytałam prosto w twarz, nie potrafił udzielić mi konkretnej odpowiedzi, nic. I potem tylko pytania w głowie, co z tobą człowieku jest nie tak.

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      Może… może… może się chłopak wstydził?

      • Lena

        Może „nowa” rozwiąże mu język. A poza tym świetny tekst, jak zawsze zresztą.

        • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

          Kłaniam się nisko.

  • saddie

    Wydaje mi się, że typ, który jęczy cały czas jak rasowa aktorka porno, bez względu na sytuację ani to czy się podoba, czy nie, jest gorszy. Albo przynajmniej można je postawić na równi. Naczytają się takie, że mają jęczeć no i jęczą, bo łatwiej pojęczeć niż przyznać że było słabo.

  • kaja zygadło

    Podobne uczucie mam gdy faceta twiedzi ,że jest ‚ ogierem ‚ w seksie i przy nim ‚wzniose się na wyżyny przyjemności ‚ po czym i tak do jakiegokolwiek zbliżenia dochodzi jakoś raz na dwa tygodnie. I przy każdym daniu klapsa przeprasza… A o podduszaniu mogę zapomnieć.

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      Znana bajka.

  • http://tentacle.pl/ Tentacle

    No i dobrze. Moi sąsiedzi wiedzą gdy jest mi dobrze. Ja też wiem, gdy sąsiedzi mają chwilę rozkoszy. Pewnie dobrze by było kiedyś dać sonatę na dwa głosy :)

  • Dot

    „Jeśli ja szczytowałem, to znaczy, że i ona ma z tego wyjść z chociaż jednym orgazmem na plusie.” Podoba mi się Twoje podejście.

    Świetny wpis :)

  • W poczuciu niesprawiedliwości

    Troche gorzej tym kobietom które orgazmu nie maja, udawać nie udawać?