EMOCJE, Kino!, Kültura

UKRYTY SENS W BAJKACH DISNEY-PIXAR

Czyli na koniec świata i jeszcze dalej!

Od razu chciałem zaznaczyć: w poniższym wpisie parę bajek zostało pominiętych. Zrobiłem tak tylko i wyłącznie dlatego, gdyż nie chciałem, aby z tekstu, który i tak wyszedł już mi całkiem długi zrobiła się jeszcze większa kobyła. Nikt by go nie przeczytał.
Doszedłem jednak do wniosku, że być może za jakiś czas zrobię drugą część. Także bez obaw – do bajek takich jak Ratatouile, Merida Waleczna, Ralph Demolka, Potwory i Spółka, czy być może także i Dawno Temu w Trawie jeszcze wrócimy.

MOŻLIWE SPOILERY. ALE KOGO TO OBCHODZI?

Kiedyś bajki opowiadały o księżniczkach, smokach i tym całym innym „baśniowym towarze”. Nie znaczy to oczywiście, że nie wnosiły one niczego w świat dziecka. Wręcz przeciwnie. Pod bajkową oprawą, ujmującymi animacjami oraz przepięknie narysowanym światem zwykle kryły się proste zasady moralne uczące dzieci, mówiąc w prosty sposób, „czego robić nie powinny, a co wręcz należy?”. „Dlaczego dobro popłaca, a zło jest karane?”.

Dziś czasy się zmieniły. Wraz z wypuszczeniem przez studio Pixar pierwszego pełnometrażowego filmu wykorzystującego w pełni technikę komputerową, format niektórych bajek wszedł na kompletnie nowy level. Kiedyś bajki były skierowane jedynie w stronę dzieci. Dzisiaj jednak często zdarza się tak, że prawdziwym odbiorcą, kimś kto w pełni zrozumie przesłanie danej animacji, jest nie kto inny jak… dorosły.
Także zapnijcie pasy, przygotujcie miskę i pudełko chusteczek jednorazowych. Dzisiaj kapitan Anonimek zabierze was w rejs po tej bardziej dorzałej stronie bajek, które wszyscy dobrze znacie z dzieciństwa.

All systems ready for takeoff, please stand by…

TOY STORY

Mamy 22 listopada 1995 roku. Za nieco ponad rok na świat ma przyjść najlepszy polski bloger.
Yyy… a nie, sorki. Teksty mi się popieprzyły. Tak więc zacznijmy od początku:

Mamy 22 listopada 1995 roku. To właśnie tego dnia światło dzienne ujrzał film Toy Story. Pierwszy tego typu projekt, w pełni wykonany w technice komputerowej. Historia w nim przedstawiona jest dosyć prosta. W domu pełnym zabawek, należących do dziecka o imieniu  Andy, pojawia nowa zabawka. Wszyscy się nią zachwycają, a dotychczasowy lider (Kowboj Chudy) czuje się przez wszystkich pominięty. Niechciany.

To chyba pierwsza bajka w której autorzy zderzają nas z problem dyskryminacji, a jakby tego było mało, to na deser dostajemy przekrój osobowościowy Buzza Astrala, który nie może pogodzić się z tym, że jest taki jak inni. Normalny. Przeciętny.
W jego głowie słychać głosy, które mówią: „Jesteś tylko dziecięcą zabawką”.
Już rozumiecie czemu Buzz non stop powtarzał „Na koniec świata i jeszcze dalej”? Dążenie do bycia idealnym. Ponadprzeciętnym.
Nie wiem jak wam, ale mi, kiedy tylko widziałem na ekranie Buzza, ciągle chodziła po głowie postać osoby pełnej kompleksów, która z zewnątrz błyszczy, a od środka boryka się z masą problemów, które w pewnym momencie wręcz ją przytłaczają i prowadzą do dramatycznego upadku i zderzenia z parkietem rzeczywistości.
Koniec końcu jednak Buzz akceptuje siebie i zaczyna pojmować, że bycie zabawką wcale nie jest niczym złym. Że nawet zabawki mogą być kimś niezwykłym za sprawą zwykłych aktów dobroci.

TOY STORY 3

Okej, a teraz umówmy się – o pozostałych dwóch częściach Toy Story napiszę w kolejnej części tego tekstu. Za jakiś miesiąc lub dwa. Może wcześniej. Teraz jednak przejdźmy do opowieści o pewnych rybach. Tylko, cholera, jedna z nich zaginęła i czas najwyższy zadać sobie pytanie…

GDZIE JEST NEMO?

All right, mieliśmy już problem akceptacji samego siebie oraz dyskryminacji przez pewną społeczność, to teraz czas na coś zupełnie innego.
Któż z nas nie przerabiał problemów dorastania? Te ciągłe kłótnie z rodzicami, przekomarzanie się z nimi, wytykanie im, że sami już potrafimy o sobie decydować w czasie, gdy tak naprawdę tylko tak nam się wydaje. Pewnie w zdecydowanej części przypadków kończyło się to szlabanem lub, w co bardziej cywilizowanej rodzinie, klapsem, ale czasami zdarzało się i tak, że tego typu konflikty pomiędzy dzieckiem, a rodzicami kończyły się tragedią. Dziecko ucieka z domu, znika, ktoś je porywa.

Sytuacja jest o tyle gorsza, gdy dziecko wychowywane jest przez jednego z rodziców. Mówcie mi co chcecie, ale ja i paru moich najbliższych znajomych dobrze wiemy co to znaczy mieć tylko jednego z rodziców. Bo tata lub mama, albo są weekendowi, albo jednego z nich w ogóle nie ma.
I nawet nie zdajecie sobie sprawy jak tytanicznego wysiłku wymaga wychowywanie dziecka w pojedynkę. To gdy ojciec musi zastępować matkę i jednocześnie zapewniać całej rodzinie byt, lub gdy mama nie jest w stanie pokazać dziecku wszystkich tych rzeczy, które powinien nauczyć je ojciec.
I o tym właśnie opowiada „Gdzie jest nemo?” – o dorastaniu, problemach wynikających z utraty jednego z rodziców i przede wszystkim konflikcie ojca z synem.

Hmm, było o zabawkach, było o rybkach, czas na… kurczę! Widzieliście? Ale te…

AUTA

… są szybkie!

Do tego musiało dojść. Pixar razem z Disneyem stworzyli bajkę opartą na problematyce związaną z „byciem najlepszym”. I choć może to wywoływać u was skojarzenia z pierwszym filmem tegoż studia i postacią Buzza Astrala, to jednak tutaj w pełni skupiono się na postaci gwiazdora, który ma wręcz obsesje na punkcie tego, by być najlepszym. I jest.
Aż do czasu kiedy jego koło zostaje przebite, a on znajduje się pośrodku pustyni w jakiejś zabitej dechami dziurze. W miejscu gdzie żyje się inaczej, z dala od blasku fleszy i fanek, które proszą nas o podpisywanie się im na kubkach ze Starbucksa (No co? Mnie proszą. Nie opowiadałem wam o tym?)

Główny bohater staje przed ciężkim wyzwaniem. Musi nauczyć się pokory oraz tego, że upadki bolą tym bardziej im wyżej się wznosimy.

Zrzut ekranu 2015-03-13 o 19.13.21


Ziemia. Rok 2815. Ludzkość musiała opuścić ziemię po tym, jak okazało się, że zanieczyściliśmy ją do tego stopnia, że nie jesteśmy w stanie na niej żyć.
Brzmi jak ponura wizja filmu Sci-Fi? Nie, to tylko…

WALL-E

To niesamowite jak pod maską miłości uroczego robocika do drugiego, nieco bardziej zaawansowanego robota imieniem EVA, może kryć się tak nietuzinkowa i dorosła opowieść o destrukcyjnej naturze człowieka przewidująca wizję naszej planety za kilka stuleci.
W tej bajcie jak zwykle ludzie ratują się ucieczką i zostawiają za sobą jedynie śmieci, których sami nie potrafią posprzątać.
Dodatkowo film WALL-E przedstawia przekrój dzisiejszego, nastawionego na konsumpcję i czerpanie jednynie przyjemności, społeczeństwa.
Jednak hej, nie smućcie się. Nie jesteśmy tacy źli.

image3

Pod koniec filmu przychodzi promyk nadzei. Ludzie pokazują, że mimo wad, fatalnego trybu życia, który podporządkowuje sobie inne, niższe formy, są oni gotowi poświęcić swój wspaniały konformizm i wrócić na planetę, która dała im życie.
Słowa wypowiadane przez kapitana statku: „Ja nie chcę przeżyć, ja chcę żyć!”, pokazują, że nawet pod grubą warstwą tłuszczu, wyhodowaną podczas lat nic nie robienia i przyjmowania jedynie rozrywkowej papki, jesteśmy w stanie odnaleźć w sobie to, co w nas najpiękniejsze.
Kiedy w 2008 roku, razem z moim ojcem, oglądałem w kinie ten film, to kompletnie nie rozumiałem dlaczego podczas tej sceny po jego policzku spłynęło parę łez. Teraz rozumiem.
Ta bajka to opowieść o naturze człowieka w najlepszym wydaniu.
WALL-e pokazuje, że mimo tego, iż jest ona wygodna, konformistyczna oraz pełna wad, to przede wszystkim jest też przewrotna i koniec końców skłonna do największych poświęceń. Nasza.
Piękna.

Okej, myślicie, że „Toy Story”, „Gdzie jest nemo?” czy „WALL-E” były bajkami, które poruszały najbardziej dorosłą tematykę w historii filmów animowanych? W takim razie przygotujcie się gorzką i pełną żalu opowieść o niespełnionych marzeniach, problemie bezpłodności oraz niespotykanej goryczy po stracie bliskiej osoby.
Mówię wam, tym razem Pixar zafundował nam niezły…

ODLOT

Przedstawiam wam film o przemijaniu w pełnym tego słowa znaczeniu. Co, że animowany? Nie szkodzi, nie zwrócicie na to uwagi.

Tym filmem Pixar wzniósł się na prawdziwe wyżyny swojego kunsztu artystycznego. Dotąd jego bajki poruszały ważne tematy, ale chyba żadna z nich nie była tak przepełniona goryczą oraz smutkiem wprost bijącym z twarzy głównego bohatera.

Ale jak możemy mu się dziwić. Parominutowa sekwencja pokazująca czasy, które spędził ze swoją, już niestety nie żyjąca, żoną ukazuje brutalność przemijania, która nie oszczędzi żadnego z nas. Obok pięknych chwil dla których warto żyć, romantycznych wzlotów dwójki bohaterów widzimy także scenę, w której dowiadują się oni, że nie mogą mieć dzieci oraz scenę, w której widać osamotnionego starca niemogącego odnaleźć się w nowej rzeczywistości.
Rzeczywistości bez swojej ukochanej.

Codzienne czynności, które jeszcze do niedawna wykonywali razem zostają zastąpione przez rutynę, w której czegoś brakuje.

Zrzut ekranu 2015-03-13 o 19.18.04

Dodatkowo film porusza szalenie ważną kwestię niespełnionych marzeń oraz tego, że tak naprawdę nigdy nie jest za późno na to, aby te marzenia zacząć realizować. Chłopiec, które całe życie marzył o tym, żeby być lotnikiem i sięgnąć chmur, pod koniec swojego życia nagle tą szansę otrzymuje.
Bo na marzenia nigdy nie jest za późno. 


Tym optymistycznym akcentem chciałbym zakończyć dzisiejszy tekst.
Do zobaczenia jutro.


Aha, prawie bym zapomniał – kliknij TUTAJ like’a, a od dziś i ty, i ja będziemy szczęśliwi. Możesz także zacząć obserwować mnie na moim PROFILU PRYWATNYM i dzięki temu jako pierwszy będziesz dostawał informacje o najnowszych wpisach.
Przypominam jednocześnie, że każdy chamski, wulgarny czy w jakikolwiek sposób czepialski komentarz zostanie natychmiast usunięty. To mój dom i to mi ma być tutaj wygodnie.

Poprzedni post Następny post

Mało? Mam dla ciebie parę propozycji:

  • Maria

    Cholera, mocne. I dobre. Ten tekst właśnie stał się moim ulubionym wpisem na Twoim blogu :D

  • Jola

    Łał.

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      Ja tylko przytoczyłem to, co już dawno siedziało mi w głowie. Reszta to magia znajdująca się w tych bajkach.

      • Jola

        Bardzo dobrze napisane, więcej takich ! :D

        • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

          Takie są plany.

  • Uznam

    Nic dodać, nic ująć. :)

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      Dodać, dodać – za miesiąc planuję kolejną część.

  • Aysheh

    To co napisałeś jest oczywiste. To nie jest żaden ukryty sens… :D

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      Tak, myślę, że dla jedenastolatka jest oczywiste, że WALL-E tak naprawdę traktuje o destrukcyjnej naturze człowieka, a w Toy Story porusza się problem dyskryminacji i walki z własnymi ambicjami.

  • Agnieszka D.

    W Nemo jest jeszcze problem niepełnosprawności. W Odlocie mamy rozwód rodziców i chłopca, który zdobycie odznak wiąże z tym, że ojciec w końcu oderwie się od pracy i zwróci na niego uwagę.

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      No tak, z tą niewykształconą płetwą to fakt, ale jeżeli chodzi o tego chłopca z „Odlotu”, to muszę przyznać, że tego nie wyłapałem.

  • Ola

    Mogłeś dodać jeszcze Wiewióra z Epoko Lodowcowej jako alegorię konsumpcjonizmu. Wiewiór ślepo gonił za swoim żołędziem i nie zwracał uwagi na całą resztę, nawet na miłość…

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      To nie jest bajka disneya.

  • Agnieszka

    Przeczytałam kilka Twoich wpisów i już wiem że tu pozostanę…jesteś fantastyczny ! ;)

  • Alicja Czekała

    Chyba jedyny Twój tekst, po przeczytaniu którego, nie miałam ochoty z Tobą dyskutować.

  • Dot

    Wspaniały tekst! Świetny wybór opisanych filmów animowanych. Podzielam Twoje zdanie, recenzuj dalej! :)