OPOWIEŚĆ, Relacje międzyludzkie

TYLKO CI BEZ SERCA ROBIĄ INNYM NADZIEJE

Ile razy w naszym życiu wypowiedzieliśmy słowa, które nie miały żadnego odzwierciedlenia w przyszłości? Ile obietnic bez pokrycia popełniliśmy? Ile razy powiedzieliśmy ”kocham Cię” ludziom, których nie kochaliśmy?

Aby w pełni zrozumieć ten wpis, sugeruję, abyście najpierw przeczytali moje pierwsze opowiadanie. Ten tekst jest jego ostatnim rozdziałem. Zrobicie to, klikając w poniższy obrazek:

 

ON

Poznali się po wielkim wybuchu. W okresie chyba dla niego najbardziej bolesnym. Parę tygodni wcześniej rzuciła go kobieta, z którą chciał spędzić całe życie. Z którą wspólnie planował przyszłość. Dla której był w stanie zabić i samemu zginąć. Kobieta jego życia. Jego Julia.

Nie potrzebował kolejnej dupy. Jedyne, na co liczył, to to, że będzie miał komu pisać na dobranoc ”kocham Cię”. Że znajdzie osobę, z którą będzie mógł dzielić się swoim życiem i która odwzajemniać będzie to wsparciem i ciepłem, którego tak bardzo teraz pragnął. Którego zasadniczo pragnął od zawsze. Po zerwaniu czuł się jak kompletne gówno. Wieczorami wsiadał na motor i starał się na nim uciec przed własnymi myślami, których oddech tak dotkliwie odczuwał na karku.

Ciągnął za sprzęgło i zamykał oczy licząc, że to wszystko się skończy. Wieczorami bawił się maszynką w wannie, niebezpiecznie blisko przykładając ostrza do swoich nadgarstków. Ale to nie było w jego stylu. Bardziej od smaku zimnego ostrza potrzebował ciepła drugiej osoby.

Nie pamięta, ile dokładnie to trwało. Tydzień, może dwa. Umawiali się, spędzali miło czas – wiecie, taki klasyczny przykład pierdolonej telenoweli. Było idealnie. Mimo iż obiektywnie rzecz biorąc obojgu do ideału wiele brakowało. On przez ostatnie parę miesięcy nieźle się zapuścił, ona – niższa i odrobinę szersza, niż przedstawiał to instagram. Ale dla niego była najpiękniejsza. Jedna z lepszych dziewczyn w tej części galaktyki i okolicznych mgławicach. Patrzył na nią i myślał, że mógłby się w niej zakochać. Problem w tym, że nie wchodziło to w grę.

To, co czuł do Julii było jeszcze zbyt świeże. Zresztą – bał się, że już nigdy nie pokocha nikogo tak mocno jak jej. Czuł się tak, jakby ktoś wyrwał mu kawałek serca i przyrządził je sobie na rożnie. W sosie barbecue i z dużą ilością chilli.

Zdawał sobie sprawę z faktu, że im dłużej to trwa, tym bardziej może ją skrzywdzić. Stanął więc przed wyborem: albo wyjdzie na chuja, albo sprawi, że dziewczyna przez tygodnie będzie moczyła poduszkę łzami. Wybór był oczywisty.

Uciął to w najgorszym stylu, jaki tylko znał i nie pozostawił żadnych nadziei. Bez klasy, ale przynajmniej na świecie nie umarł żaden jednorożec. Kogoś serce zostało ocalone.

ONA

Byli ze sobą z przerwami od ponad czterech lat. Długo. Cholernie długo. Dla niej? Za długo.

Miała już dość. Przez te wszystkie lata widziała, jak on dziesiątki razy zmieniał fryzurę. Ona zaledwie parę. Miała dość tej parabolicznej relacji, ciągłych kłótni o nic i przeprosinowego seksu. Który swoją drogą był dla niej odrobinę za krótki.
Miała dość życia z perspektywą, że to już koniec jej harców. Chciała korzystać z życia całą sobą i on to rozumiał. Ale chyba nie mógł dać jej tego, czego oczekiwała od życia.

Pomimo tej całej swej rockowości, brakowało mu całkiem sporo do ideału, który ona sobie wyśniła. Chciała szaleństwa i stabilizacji jednocześnie. Szukała przeciwieństw zamkniętych w jednej klatce. Dwóch przeciwstawnych dusz, pływających w szklanej kuli…

Chciała, żeby obok niej był ktoś inny. Sama do końca chyba nie wiedziała, kim ten ktoś miał być, ale na pewno tą osobą nie miał być On.

Miała tego wszystkiego dość.

Nie miała natomiast odwagi powiedzieć mu, że to definitywny koniec. Zupełnie jakby czekała, aż on sam się zorientuje. Aż da jej pretekst do tego, aby mogła stwierdzić, że był chujem. I tak się stało. Miesiąc po tym, gdy ona ”zawiesiła ich związek na czas nieokreślony”, on zaczął spotykać się z inną. Zachował się przy tym trochę jak szczeniak, tyłkiem tej bogu ducha winnej dziewczyny pochwalił się na swoim instagramie. Well, pomyłki się zdarzają.

I to tyle, co można o niej powiedzieć. Więcej szczegółów nie znał. Nie w chwili pisania tego tekstu.

Czyjeś serce zostało wyrwane. I usmażone bez większej finezji.

TYLKO TCHÓRZE ROBIĄ NADZIEJE TYM, Z KTÓRYMI NIE CHCĄ WIĄZAĆ SWOJEJ PRZYSZŁOŚCI

Nigdy nie traktuj ludzi tak, jak sam nie chciałbyś być traktowany” – zawsze powtarzała mi moja mama. ”Jeśli nie czujesz tego, co czuje druga osoba – odpuść. Nie ma nic gorszego, niż życie z kimś, kto nie chce wiązać z Tobą przyszłości. Nie ma nic gorszego od trzymania przy sobie kogoś, kto w przeciwieństwie do nas darzy nas wielkim uczuciem”.

Dobrze zapamiętałem te słowa i choć w moim (jakby nie było, całkiem krótkim) życiu było już całkiem sporo kobiet, to nigdy… żadnej z nich nie robiłem nadziei.
Bo wiem, jakim skurwysyństwem jest trzymanie kogoś w niepewności. Ja miałem to szczęście, że było to jedynie parę miesięcy. Inni nie mają tego komfortu i czekają latami.

Po raz drugi przekonałem się, jak bolesne potrafi być odrzucenie. Jak twarde jest lądowanie awaryjne.
Jestem głupi, bo kolejny raz zaufałem swojemu sercu. Głupi, bo dałem się porwać romantycznej wizji miłości. Ale bez obaw – jestem gatunkiem na wymarciu. Dzięki takim jak Ona z każdym dniem jest nas coraz mniej.

Ale nie poddam się. Bo wiem, że gdzieś tam na końcu jest coś, o co warto walczyć. Tylko tchórze robią nadzieje tym, z którymi nie chcą wiązać swojej przyszłości i tylko słabi po zaryciu o glebę zmieniają się na gorsze.
A ja nie jestem słaby. To całe gówno umacnia mnie z każdą kolejną sekundą i dziś widzę to lepiej niż kiedykolwiek wcześniej:

Nie ma nieszczęśliwej miłości. Są tylko osoby, które kochamy bez wzajemności.

Prawdziwa miłość przyjdzie z czasem. Z kolejnym uśmiechem. W szpilkach. Na plaży. W deszczową noc pośrodku niczego. W innym mieście, które odwiedzimy przejazdem.

W końcu jak śpiewała Budka Suflera: zawsze po burzy wychodzi słońce.

I Tobie życzę tego samego. Abyś znalazła to, czego szukałaś. No hard feelings. Ja jak zwykle zarzucę skórzaną kurtkę na plecy, zapalę papierosa i pójdę w stronę, w którą odchodzą wszyscy przetrąceni bohaterowie książek.

Klasycznie i sztampowo, aż się zesrać można: w stronę zachodzącego słońca. Bo tylko tam czeka nadzieja na lepsze jutro.


Aha, prawie zapomniałbym – kliknij TUTAJ like’a, a od dziś i ty, i ja będziemy szczęśliwi. Możesz także zacząć obserwować mnie na moim PROFILU PRYWATNYM i dzięki temu jako pierwszy będziesz dostawał informacje o najnowszych wpisach.
Przypominam jednocześnie, że każdy chamski, wulgarny czy w jakikolwiek sposób czepialski komentarz zostanie natychmiast usunięty. To mój dom i to mi ma być tutaj wygodnie.

Poprzedni post Następny post

Mało? Mam dla ciebie parę propozycji:

  • http://terra-feliks.blogspot.com/ Hipis

    Przeczytałam całość opowieści i jest całkiem całkiem. Ładnie. Chociaż masz bardzo, hmmy, reporterskie pióro? Nie, lepiej: blogowe. Piszesz z dystansu, bez opisów, wszędzie kryje się jakiś morał, to mi się bardzo kojarzy z przeróżnymi dydaktyczno-umoralniającymi wpisami na blogach, za to mało kojarzy z literaturą piękną. Zresztą, myślę że to widzisz i piszesz tak specjalnie :D Ale ja mam serce po innej stronie i po prostu – kawał dobrej opowieści, ale mnie nigdy nie rzuci na kolana. Pomijając fakt, że mam inne spojrzenie na miłość i to wszystko jest dla mnie nieco z innej planety.

  • Dot

    Piękne :) Powypisywałam sobie ulubione fragmenty i będę do nich wracać.

  • tittle tattle

    Tekst piękny i zawierający dużo prawdy. Boli mnie to tym bardziej, że wychodzi na to, że nie mam serca. Bez dwóch zdań. A szkoda, bo bardzo chciałabym je mieć.
    tasty-mind.blogspot.com

  • http://instagram.com/allandnothingg Marcelka

    Dopiero dziś dotarłam do tego tekstu i nie wiem jak mogłam nie widzieć, że go dodałeś.. Daje bardzo dużo do myślenia. Zresztą jak każdy z Twoich tekstów😊