OPOWIEŚĆ

TEN OSTATNI WPIS

”W byciu gwiazdą lub gwiazdeczką najgorsze jest to, że wszyscy cię znają i kochają. Ale nikt Cię nie lubi”

Wiecie, wyobrażałem sobie ten dzień wiele razy. Począwszy od chwili, gdy pierwszy raz wspominałem o tym mojej dawnej ukochanej, przez setki momentów, gdy o nim marzyłem, po lekcję, na której usłyszałem o tym, że można wyjechać za granicę na studia i nie jest to wcale niczym nieosiągalnym.

Tak, wyobrażałem sobie ten dzień tyle razy.

Dzisiaj jest inaczej. Nie marzę już o studiach, nie rozmyślam o tym, za co będę tam żył, nie zasypiam bojąc się o to, co mnie tam czeka. Jestem tutaj. Jestem tam.
I wiecie, co? Jest, kurwa dobrze. Nie zawiodłem się.

Ale zacznijmy od początku.

TU WSZYSTKO SIĘ KOŃCZY. I WSZYSTKO SIĘ ZACZYNA.

Już nawet nie próbuję sobie wyobrazić ile widział ten balkon. Ile zdrad, romansów, defekacji i moralnych dekapitacji. Odpalam papierosa i próbuję sobie przypomnieć te najważniejsze. Historie, które się tutaj zaczynały. Damn… sporo ich było.

JULKA

„Wiesz jaki jest twój problem? Twoje ego nie było gotowe na tą pseudo popularność”

To była ostatnia wiadomość od mojej przyjaciółki.

Spojrzałem jeszcze raz na ekran telefonu i wzruszyłem ramionami. Ot odchodzi kolejna osoba, która miała ze mną jakiś problem. Zaciągnąłem się po raz ostatni, po czym pstryknąłem papierosem w stronę ogrodu sąsiada. Sorki.

KLAUDIA PART 1

-No i po co mi to mówisz?
-Chciałem…
-…oczyścić sobie sumienie przed wyjazdem w nowe miejsce, abyś tam spokojnie mógł siać wokół siebie chaos i zostawiać za sobą zranione laski?
-Nie, po prostu…
-Wiesz co? Pierdolę Ciebie i te twoje przeprosiny. Jesteś największym błędem, jaki zaliczyłam w swoim życiu. Piszesz o miłości, wielkich rzeczach i szacunku do innych, a tak naprawdę jesteś tylko i wyłącznie smutnym kolesiem, który odtrąca od siebie wszystkich, którzy chcą obdarować go uczuciem. Boisz się relacji z innymi i ranisz ludzi wokół. Twoja była była suką? Zraniła Cię? Kurwa, zdarza się. Zacytuję Ci tu twój własny tekst, którym tak często karmiłeś swoje napalone fanki: „Kacper – Rzeczywistość. Rzeczywistość – Kacper. Poznajcie się, bo spędzicie ze sobą bardzo, kurwa, dużo czasu”.
-Kiedy ja naprawdę…
-W dupie mam to, co chciałeś. Dwa razy dawałam Ci szansę, otwierałam się przed tobą i przytulałam Cię, fiucie, gdy płakałeś po swojej byłej. A ty potraktowałeś mnie jak gówno. Przez jebany SMS. Wielki, kurwa, romantyk. Jesteś zerem.

NAJSILNIEJSZY CZŁOWIEK NA ŚWIECIE

To było w którąś marcową sobotę. Leżałem na kanapie u swojego kumpla w Warszawie, gdy zadzwoniła do mnie mama:

-Dziadek nie żyje

Usłyszałem te słowa i nie poczułem nic. Nie usłyszałem także żadnego z kolejnych słów, które do mnie wypowiedziała. Przed oczami zrobiło mi się czarno, a w uszach poczułem piszczenie. Po chwili się rozłączyłem.

-Idziesz na szluga? – Zapytał kolega Cygan.
-Chętnie. Jakie masz?
-Marlboraski.
-Super.

Kolejne dwa dni przeimprezowałem odcinając jakikolwiek dopływ wszystkiego, co realne. Prawdziwy świat dla mnie nie istniał. Kreska, piwo, kreska, wódka, dwie kreski, blant, piwo, wódka, wódka, wódka, blant, wódka, pwiw, krwwwwwww, wóddkaaaaaaaa…

W poniedziałek wróciłem do domu. Otworzyła mi mama. Przytuliłem ją. Spytałem czy jest coś do jedzenia, złapałem walizki i poszedłem na górę. Stanąłem w kuchni, po czym oparłem się o blat. Po chwili weszła mama. Wymieniliśmy parę zdań o pogodzie, a później spytałem o dziadka. W ciągu sekundy wszystko się ze mnie wylało. Nie mogłem powstrzymać łez. To nie był ten rodzaj płaczu, gdy emocje zbierają się godzinami, zanim stróżki słonego płynu wypełzną z pod naszych powiek. Ten płacz był inny. Pierwszy tego typu w moim życiu. Nawet nie zdążyłem zareagować. Łzy poleciały same i ciekły nieustannie.

Raz podczas śmiechu, a raz w ramach oddania czci najsilniejszemu człowiekowi na świecie.

-Wiesz, że pod koniec chciał skoczyć z okna?
-Typowy dziadek. Całe życie był twardy i wszystko miał na swoich własnych zasadach.
-No… nie był przyzwyczajony do tego, że ktoś każe leżeć mu w łóżku. Tylko, że przenieśli go na parter.
-Chuje…
-Byłam u niego w piątek wieczorem. Kacper, on wiedział.
-Jak wujek Witek.
-Siedzę u niego na łóżku, a on nagle zaczyna sobie wypinać wenflon. Wiesz co mi powiedział?
-Co?
-Powiedział: „No, Madziu, zbieraj się, bo przecież nie będziesz tu całą noc siedzieć. Jeszcze godzinka, dwie i do Allaha”.

Oboje zaczęliśmy się śmiać. Dziadek to był koleś. Do samego końca robił sobie jaja z życia. I za to go, cholera, kochałem.

NAJGORSZY CZŁOWIEK W MIEŚCIE

To był jeden z wielu razy, gdy kończyłem na mieście sam. Chociaż nie, źle to ująłem. Żeby kończyć samemu, trzeba zaczynać w otoczeniu kogoś innego. Ja natomiast wychodziłem sam.
Tak czy inaczej plątałem się bez sensu, odbijając się od baru do baru. Szukając… właściwie sam nie wiem czego.

Po dłuższej wędrówce zatrzymałem się w końcu w Antycafe. Właściwie jedynym miejscu, gdzie czułem się jak w domu.

-Siemanko, co dla ciebie? – spytał
-A daj łyszkę z kolką – powiedziałem do znajomego barmana.
-Którą?
-A może być ta lepsza.

Dostałem swój napój i nawet nie odszedłem od baru. Po co, skoro za chwile musiałbym tutaj wracać po kolejnego? Marnotrastwo czasu. Byłem trochę szczęśliwszy.

Rozejrzałem się po sali. Żadnego znajomego. „To dobrze” – pomyślałem i chwilę później zamawiałem już drugiego, trzeciego i piątego drinka. Minęło parę godzin. „Cholera… ale ten czas leci – zbieram się… ale najpierw rozchodniaczek” – pomyślałem i zamawiając ostatniego drinka przysiadła się do mnie dziewczyna. Średnio ładna.
Chociaż z drugiej strony, kim jestem, aby móc to oceniać. Pijak i nałogowy palacz. Chodząca tragedia. No ale dobra, dobra… dość o mnie. Zastanawiacie się pewnie co z tą lasią. Już opowiadam. Przysiadła się do mnie i przywitała się.

-Cześć
-Cześć
-Znam Cię
-Tak?
-Tak, ty piszesz tego bloga. Fajny
-No… od czasu do czasu coś tam naskrobię
-Co robisz tutaj taki sam?
-Um… zasadniczo to sam się zastanawiam. Właściwie to już wychodzę.

… Mimo iż bardzo chciałbym zostać. Może nie była jakoś super ładna, ale miała coś w oczach. Coś takiego, co sprawiało, że chciałbym, aby ten wieczór skończył się inaczej, niż to sobie wyobrażałem wychodząc po raz kolejny samemu na miasto.

-Słuchaj… wyda Ci się to głupie, ale… mogę zdjęcie? Koleżanki nie uwierzą mi, kogo spotkałam. 

I nagle cały czar prysł. Ona chce zdjęcie. Co za, kurwa, zjebane czasu. A gdzie pocałunek. Romantyczne bzykanie u niej, bo ja mieszkam jeszcze z rodzicami? Gdzie poranek o którym oboje chcielibyśmy zapomnieć? Śmierdzący oddech i całkowicie bez pokrycia obietnica ponownego spotkania? Gdzie to wszystko? Zamiast tego ona chce fotkę.

-Jasne, dawaj.

Wiecie… nigdy nie czułem się sławny, popularny czy chociażby rozpoznawalny. Wiem, że zabrzmi to sztucznie, ale naprawdę nigdy nie chciałem być… „gwiazdą”. I chyba dalej nie jestem. Ale jednak od czasu do czasu pojawi się ktoś kto chce zrobić sobie z Tobą fotkę czy – serio – autograf. A ty tysiąc takich osób najchętniej zamieniłbyś na jedną, która mogłaby po prostu Cię przytulić. Tak, abyś poczuł się chciany. Bo tego brakuje najbardziej.

Wiecie… w byciu gwiazdą lub w moim przypadku raczej gwiazdeczką najgorsze jest to, że wszyscy cię znają i kochają. Ale nikt Cię nie lubi

W DRODZE PRZEZ MROK

Na motor po pijaku wsiadałem dwukrotnie. Raz, gdy zerwała ze mną dziewczyna, a drugi raz… no właśnie, ten drugi pamiętam trochę jakby przez mgłę:

„Wracałem z imprezy ze znajomymi. Tzn. Oni zostali, ja wracałem. Pod drodze zahaczyłem jeszcze o sklep. Monopolowy rzecz jasna. Z półki zgarnąłem najtańszą łychę i kolę. Zapłaciłem i skierowałem się do domu.

Byłem podrażniony, emocjonalnie rozbity. Czułem się tragicznie. Nie wiem nawet jak znalazłem się na ulicy, na której miałem wypadek.

Wiem, tylko, że najpierw zajechałem na cmentarz, napić się przed wyjazdem z dziadkiem. Co było potem?
Potem pamiętam tylko prędkość, zakręty, swój krzyk, wiatr, szarpnięcie i ciszę. Obudziłem się w karetce. Ratownik powiedział mi, że jestem najbardziej bezczelnym wypadkowiczem, jakiego zeskrobywali z asfaltu. Bo nie dość, że nie miałem ani jednego złamania i byłem jedynie obtarty w paru miejscach, to jeszcze nawet nie straciłem przytomności, a gdy przyjechali, to byłem obrócony na ulicy na jeden z boków i spałem. A gdy mnie obudzili latarką świecącą po oczach powiedziałem do nich – cytuje – „Co jest, kurwa?”.”

– Tak chce pan zakończyć swoje zeznania?
– Właściwie to nie…
– To co chce pan tam dodać?
-Chcę wymazać ostatnie dwa zdania i zamienić je na:

„Na swoje usprawiedliwienie chciałbym dodać tylko tyle, że jechałem motorem o małej pojemności, po rzadko uczęszczanej drodze oraz w nocy. Dodatkowo wcześniej nie byłem karany, a swojego czynu w pełni żałuję i cieszę się, że ucierpiało tylko lusterko w zaparkowanym na tej ulicy samochodzie”.

-…Poza tym to był fiat 500. Mała strata.
-Zabawne, moja była miała fiata 500. Tak z ciekawości… może mi Pan powiedzieć, kto zgłosił szkodę?
-Hmm… niejaka Julia Z.
-O kurwa.

CHCĘ SIĘ UKRYĆ! 

Chciałbym teraz napisać coś pozytywnego. Coś, co da wam energię…. bla bla bla. Ale do końća tekstu jeszcze daleko, a ja nie podzieliłem się z Wami całym gównem, które mnie spotkało przed wyjazdem do Anglii. Często mogliście odnosić wrażenie, że jestem ze stali. Silny, niezłomny i twardo stąpający przez życie koleś. Numer buta 45. Problem w tym, że nie zawsze tak jest. Tuż przed wyjazdem wszystko mi się skumulowało tak mocno, że uznałem, że nie dam rady.

Chciałem uciec. I uciekałem w różne rzeczy. Używki, kobiety, szybka jazda na motorze. Ale prawda jest taka, że w wielu sytuacjach po prostu chciałem położyć się, zwinąć w kłębek i schować się w jakimś bezpiecznym miejscu. Moim własnym, prywatnym schronie. Całe to gówno, życie, które działo się równolegle z moimi ucieczkami – to wszystko mnie przerastało. Wszystkie wpisy, wszystkie zdjęcia, na których cieszyłem się z tego, że wyjeżdżam były… delikatnie ujmując trochę ściemniane.

Jasne, byłem szczęśliwy, że zmienia się moje życie, że przyszedł czas na zmiany. Ale tak naprawdę oddech złapałem w drodze do Warszawy. Na dwa dni przed wylotem.

PĘTLA.

… a najśmieszniejsza w tym wszystkim jest chyba właśnie ta sytuacja. Na rok po tym, gdy przeczytałem swoje wyniki maturalne i trochę więcej po tym, gdy broniłem swojej wypowiedzi na ustnym polskim, odnosząc się do „Stairway to Heaven” zeppelinów – jechałem do warszawy. Do miejsca, z którego za parę godzin wylecę jeszcze dalej na studia. Jechałem w tym pociągu, a na słuchawkach plant z siłą młotu pneumatycznego wbijał mi do głowy jedną frazę.

„To be a rock, and not to roll”. Być kamieniem, ale nigdy się nie stoczyć.

Kurwa, gdyby ktoś w maju ubiegłego roku powiedział mi, że te słowa, te same, którymi kończyłem swoją wypowiedź na ustnym polskim, staną się iskrą zapalną do tego, abym wreszcie zrobił coś ze swoim życiem, to zagugerowałbym mu profilaktyczną wizytę w psychiatryku.

Niesamowite jak to wszystko zatoczyło koło. Jakby cała ta sytuacja, całe moje życie było pętlą. Zaczynałem i kończę w tym momencie. I znów zaczynam.

W CHMURACH PART 1

-Wiesz stary… jednak nie taka zła ta Warszawa.
-Mówię Ci to od dwóch lat.
-Tak, ale dopiero teraz widzę ją taką, jaką chciałem ją widzieć. Moją. W miejscu, które od dzisiaj należy do mnie.
-No, to prawda. Ten dach jest przepiękny. Ale nie rozpędzaj się tak bardzo z nadawaniem mu swojej konstytucji. To miejsce jest też moje.
-Może być. Podzielę się.
-Fajnie, ale zamiast tak pierdolić, podzieliłbyś się winem
-O kurdę…
-No nie gadaj
-Wyszło

Spojrzeliśmy na siebie i w sekundę dotarło do nas to, że jesteśmy na dwudziestym którymś piętrze opuszczonego budynku, a najbliższy monopolowy jest parę ulic stąd.

-Kurwa
-Kurwa…

DOMA

-Śniłeś mi się
-Tak? I co robiłem w tym śnie?
-W zasadzie to nic ciekawego. Sypały Ci się siwe włosy na bokach, miałeś domek z białym płotem, żonę i dziecko.
-Syn czy córka?
-Syn
-Iksde, bo byłoby prawię jak w C…
-…No ale nie było.
-Coś jeszcze?
-Spacerowaliście.
-Widziałaś jej twarz?
-Nie, była odwrócona.
-Szkoda…
-Ale widziałam Twoją twarz. Uśmiechałeś się. Byłeś szczęśliwy.

W CHMURACH PART 2

Wróciliśmy z kolejną butelką wina na dach i usiedliśmy na jego krawędzi. To był jeden z najpiękniejszych widoków, jakie w życiu widziałem. Do tego w najlepszych okolicznościach, jakie tylko mogłem sobie wyobrazić. Siedziałem obok z przyjacielem, z którym razem przeszedłem tyle, że na parę tomów zajebistych opowiadań by starczyło. I wiecie co? Chyba kiedyś je spiszę i wydam.

Ale wracając:

Siedzieliśmy tak oboje z Igorem na tym dachu i gadaliśmy o różnych rzeczach. Przeszłości, tym, że wreszcie możemy się śmiać z tych cholernych nauczycieli, którzy wieszczyli nam najgorszą przyszłość… to był wyjątkowy wieczór.

I pierwszy raz od czasu, gdy dotarło do mnie, że wyjeżdżam na studia do innego kraju, czułem spokój. Nieprzeniknioną wolność.

Zanurzyłem się w tych wspomnieniach i skoczyłem przed siebie. Ale nie spadałem. Zamiast tego wznosiłem się w górę, marząc o swojej przyszłości. O książce, którą chcę napisać. O ludziach, których dopiero poznam. O miłości, której – mam nadzieję – jeszcze doświadczę. Leciałem, leciałem, leciałem… Chciałem żyć.

DO TYCH WSZYSTKICH, KTÓRZY SIĘ DLA MNIE LICZYLI

Do Zuzy, Mamy, Igora, Julki, Klaudii, Andrzeja, Mateusza, Natalii, Mojego Ojca i wielu innych, o których zapomniałem. Dziękuję Wam. Nie zawsze byłem fair wobec was. Nie zawsze byliśmy fair wobec siebie. Mamo, w szóstej klasy podstawówki podwędziłem Ci 5 dyszek z portfela, sorki. Gdyby nie wy, to tutaj by mnie nie było. Gdyby nie wasze ciepło, rady i kopy w tyłek, to dzisiaj stałbym dalej w tym samym miejscu.

Wierzę, że mimo wszystko ze wszystkimi z Was będę mógł utrzymywać chociaż okazyjny kontakt. Z niektórymi bardziej, a z innymi mniej inensywny. To wiadome.

Tak czy inaczej… dziękuję. Piszę to ze łzami w oczach, ale wszyscy byliście i mam nadzieje, zawsze będziecie dla mnie osobami wyjątkowymi. Andrzej? Nie wiem jak u Ciebie, ale dla mnie zawsze byłeś przyjacielem. Tato… odezwij się czasem. Klaudia? To, co pisałem wtedy: naprawdę tak myślę. Zuza? Chyba tak naprawdę nigdy nie przestałem Cię kochać. Igor? Żałuję, że nie jesteś moim bratem. Mati? Rusz w końcu swoją polską dupę i przyjeżdżaj tutaj, frędzlu. Julka? Mimo wszystko cieszę się, że Cię poznałem.

Dzięki.

NIE CHCĘ POWTÓRKI

Spójrzcie jak ucieka nam życie. Jak ulatuje jego pieśń pomiędzy palcami. Jak wszystko powoli tracimy. Kochając ludzi, którzy do nas nigdy nie należeli. Stojąc w miejscu, dążąc jedynie do autodestrukcji. Otaczając się ludźmi, którzy pragną naszego nieszczęścia. Słuchając szarlatanów, którzy mówią nam, jak mamy żyć. Łykając brednie z promocji. Tracąc talent, który mamy. Zaniedbując siebie samych.

Spójrzcie, jak to wszystko nam spierdala. 

Patrzę wstecz i widzę to, jakby to było wczoraj. Rozbite szyby, kobiety zastępcze, wyrzuty wzajemne, narkotyki tandetne, kace bolesne.

Spoglądam do tyłu i czuję, że moje życie do tej pory było jednym wielkim poligonem i tylko przypadek sprawił, że jeszcze nie urwałem sobie nogi. Emocjonalny koleś w morzu piranii, całkowicie pozbawiony asertywności.

Byłem tam. I nie chcę powtórki

LIST

Do Was wszystkich,

Do tych, którzy upadali. Do wyrzutków, przegranych oraz tych, w których wszyscy zwątpili. Do tych, którzy zapomnieli, jak to jest wierzyć w samych siebie.

Nie jesteście sami.

Wiecie, świat jest kupą gówna. Obsraną breją, w której wszyscy pływamy. Ciągle spotykamy się z problemami, które nas przerastają. Upadamy i często podnosimy się tylko po to, aby oberwać jeszcze bardziej i upaść prosto w tą cholerną maź naszymi zmęczonymi buźkami. Nikt nie mówił, że będzie łatwo.

Ale wiecie czego nie można robić? Poddawać się. Wiem, wiem, wiem – truizm jak cholera. Kacper odkryłeś nowy kontynent. I know. Ale kto inny Wam to powie, jak nie ja? 5 lat w liceum. Dwa razy ujebany rok. Dziewczyna, która miała być tą jedyną? Poszła i nie wróci. Jak w tym kawałku Giżowskiej. Rok później śmierć dziadka. Z babcią nie wiadomo co będzie. Przyjaciele? Cóż, zostało ich paru, a ja nawet i od tych uciekam do kraju, w którym ciągle pada. Nowy start? Spoko, ale dopiero jak spłacisz dziesięciotysięczną grzywnę. O ile prokurator będzie łaskawy.

Całe życie jest pod górkę. Ze starym się nie odzywamy, dziesiątki relacji z dobrymi osobami – spieprzone.

Ale ciągle się uśmiecham. Ciągle jestem szczęśliwy. Bo nie ma, że boli. Nawet jak ząb wypada. Trzeba znaleźć w sobie tą odrobinę paliwa, a później popchnąć to wszystko w taką stronę, aby zapłonęło ono żywym ogniem.

Walczyć o każdy skrawek szczęśliwej tkaniny. Gdy życie serwuje wam czarną polewkę, to powiedzcie mu, żeby chociaż fajki dorzuciło. Najlepiej bez filterka. I zapalarę. Taką z nagą panienką, która robi bunga bunga z drugiej strony.

Uśmiechacie się? I dobrze. Bo o to w tym wszystkim chodzi. O to, żeby śmiać się z życia. Bo wierzcie mi, życie to taki absurd, że gdyby grupa Monty Pythona jeszcze kleiła kolejne skecze, to starczyłoby im inspiracji na kolejne milenium. Albo i więcej.

Nie mówię Wam, abyście byli tacy jak ja. Bądźcie mądrzejsi. Nie popełniajcie moich, głupich jak cholera błędów. Bądźcie lepsi.

Ale nigdy, przenigdy nie przestawajcie wierzyć w to, że po nocy przychodzi dzień. W metaforycznym sensie. Wiecie, bo generalnie po nocy zawsze… dobra, nie ważne.

To o co mi chodzi i o co chodziło zawsze, to to, aby przekazać Wam tą symboliczną iskierkę. Bo paliwo jest w Was wszystkich.

Weźcie ją. Jest wasza. I postarajcie się jej nie zgubić, to wyjątkowy egzemplarz. Ta laseczka po drugiej stronie była kiedyś Miss Polonia. W 84′ chyba.
A nawet jeśli ją zgubicie, to pamiętajcie: z tymi iskrami jest tak, że właściwie nie potrzebujecie mojej, lub jakiejkolwiek konkretnej. Może nią być wszystko. Słowa waszych przyjaciół. Uśmiech ukochanej. Pocałunek ukochanego.
Wiara waszych bliskich.

No, dobra, to tyle.
Buźki.

KLAUDIA PART 2

-Mam wrażenie, że trochę wtedy przesadziłam
-A ja uważam, że napisałaś prawdę. Gdybyś wtedy pogłaskała mnie po głowie, to nic by się nie zmieniło
-Naprawdę umarł Ci dziadek?
-Tak, ale mam nadzieję, że nie dlatego piszesz
-Nie… piszę dlatego, że jestem naiwna i mimo wszystko przejmuję się trochę tobą.
-Serio?
-Tak, ale tylko trochę. Fiucie.
-Dzięki
-Mam nadzieję, że kiedyś znajdziesz tą swoją Karen i będziesz szczęśliwy.
-Też w to wierzę. A ten… co tam u Ciebie?
-No słuchaj, co się ostatnio stało…

DLACZEGO KOŃCZĘ Z PISANIEM TEGO BLOGA?

Miłosz pisał kiedyś, że poeci mają zimne, jak lód serca. Że jest to niemal warunek, by osiągnąć perfekcję sztuki. Coś w tym jest. Ale ja chyba tak nie potrafię. Im bardziej czuję żal, smutek i zimno w duszy, tym bardziej chcę uciec od tego. Od pisania o tym na blogu. Wiem, zawsze byłem z wami blisko. Ale chyba dotarliśmy do granicy, której przekroczyć nie dam rady. To niewykonalne. Przez lata pisałem tutaj o rzeczach rozmaitych. Polityce, uczuciach, kulturze, mediach, relacjach damsko – męskich, problemach… i wydaje mi się to wszystko błahe w obliczu tego, o czym pisać bym chciał. Zdawać by się mogło, że bije z tych słów jakiś rozbuchany pompatyzm, ale to kompletnie nie tak. Po prostu, wydaje mi się, że… wydoroślałem. Dojrzałem do tego, aby zająć się nowymi rzeczami. Uważam, że to było bardzo piękne pięć lat, ale najwyższa pora zamknąć ten rozdział. Rozpocząć kolejną przygodę.

Nie chcę zdechnąć zapomniany jak blogerzy, którzy zapomnieli o tym, czym jest rozwój. Dawniej moi idole, a dzisiaj jedynie parodie samych siebie, uczące innych jak zarabiać na medium, z którym internet powoli się rozstaje. Wrzucając nowe wersje, starych jak ich przyzwyczajenia, tekstów. To nie mój styl.

Chcę się rozwijać, chcę pisać jeszcze lepiej, chcę tworzyć jeszcze więcej. Ale potrzebuję do tego nowego miejsca. Czy to koniec? Oczywiście, że nie. Kiedy wrócę? Myślę, że to kwestia miesięcy. Jak? Na pewno nie tutaj. Na pewno nie do pisania kolejnej permutacji bloga. Wspominałem o tym wielokrotnie, ale bardzo chcę zacząć opowiadać Wam o swoim życiu w Anglii. O tym, jak się tam dostałem, jakie mam plany, czym się tam będę zajmował.

To wszystko i wiele więcej ciągle kłębi mi się w głowie, a ja muszę znaleźć miejsce, aby dać ujście tym wszystkim myślom. Co dalej? Zobaczymy. Jedno jest pewne. Nigdy nie zrezygnuję z pisania.

Z tą jednak różnicą, że teraz mam apetyt na coś znacznie większego.

GODZINA ZERO

Ten ostatni raz, próbuję uchwycić to, co zawsze chciałem przekazywać Wam pisząc tego bloga, ale chyba nigdy nie byłem na tyle odważny. Prawdę w jej najbrudniejszej formie. Właściwie jedynej słysznej formie.

Bo tak też zawsze chciałem pisać. Poza tym chyba byłem Wam to winien.

Spoglądam przed siebie, widząc jak Kraków budzi się do życia. Wsłuchując się w szum samochodów. Spoglądając na plamy po wymiocinach i przypalone ślady po papierosach, odciśnięte na barierkach. Nasłuchując śpiewu ptaków i jednocześnie przypominając sobie wszystkie te dzikie historie, których byłem tutaj świadkiem, a niejednokrotnie także i ich reżyserem. Widząc oczami wyobraźni to wszystko myślę sobie tylko jedno:

Teraz to dopiero czeka mnie przygoda.

Strony: 1 2

Poprzedni post

Mało? Mam dla ciebie parę propozycji:

  • Asia

    Kacper dziękuję.

  • Asia

    Dziękuję i trzymam kciuki 😉

  • Nanthni

    Oby to był prolog lepszego życia, dziękuję za wspaniałe godziny przed monitorem, owocujące godzinami rozmyślań sama ze sobą w tym smutnym jak pizda mieście. Trzymaj się!

  • http://instagram.com/allandnothingg Marcelka

    Trzymam kciuki, powodzenia!❤

  • Judy

    To było dobre 5 lat Kacper. Może będzie i 5 kolejnych w innym miejscu.

  • Zosia Nowicka

    Niesamowite 5 lat …. Byłeś jedną z tych osób która naprawdę potrafiła nastawić mnie do walki o lepszy kolejny dzień, pisząc pokazywałeś ludzką stronę wszystkich problemów i przez to tak bardzo do nas trafiałeś. Będę tęsknić i czekać na ciąg Twojej twórczości bez względu jaką formę ona przyjemie. Trzymaj się

  • http://cos-o-ksiazkach.blogspot.com/ Katarzyna Żmuda

    Poryczalam się i to w dodatku na ostatnich zdaniach. Jestem tu z Tobą od dawna i mam nadzieję, że ten rozpoczęty rozdział życia będzie dla Ciebie łaskawszy. Trzymaj się gościu! Czekam na nowe projekty i foty 😊

  • Amelia

    Zabawne. Siedzę przed ekranem laptopa w moim własnym wymarzonym miejscu i przypominam sobie początki. Gdy Twoje teksty były impulsem do rozpoczęcia rozmowy, nawet nie wiesz, ile relacji na Tobie zbudowałam. Jakkolwiek to brzmi, bez urazy. Te kilka lat temu byłam inna. To, co pisałeś, pomagało mi. Nie tylko Ty wydoroślałeś. Twoi czytelnicy również. I myślę, że wszyscy powinniśmy iść naprzód i naprzód. Trzymaj się, Kacpi. Podbijaj świat. Stwórz legendę.

  • Blocked

    Jeju no..ja będę tęsknić! Dziękuję! Za to, że dałeś nam cząstkę siebie, za to, że dzięki Twoim tekstom nauczyłam się inaczej postrzegać świat, za to jak motywujesz do działania, za to jaki jesteś i jaka ja stałam się czytając każdy kolejny rozdział (przepraszam, nie chcę Cie tutaj uprzedmiotawiac czy cos) ale jesteś jak taka naprawde dobra, wciągająca intrygująca książka… Hmm naprawde Cię polubiłam😊 Jak sie kiedys spotkamy to zamawiam przytulasa! A teraz leć pisać kolejne rozdziały swojego życia, bo chyba szykuje sie nowy bestseller😆