OPOWIEŚĆ, Relacje międzyludzkie, zbiory komórek

TE WSZYSTKIE SAMOTNE GROBY

Kiedy byliśmy dziećmi, wszystko było dla nas możliwe. Dzisiaj pozostały po nas tylko wspomnienia. 
Ciche, niewyraźne, jakby wstydliwe. Wspomnienia i omszałe groby. 

Poniższy tekst jest fragmentem z jednego z moich opowiadań, które na blogu pojawi się prawdopodobnie dopiero po nowym roku. Nie jest ono w żaden sposób związane z opowiadaniem zapowiedzianym na 20 października, które będzie traktować o czymś zgoła innym, ani także nie wiąże się z opowiadaniem pt. ‚Love Story‚. To kompletnie nowa opowieść. 
Światła! Zaczynamy…


Jest takie jedno miejsce, do którego przychodzę co roku. Kiedyś by zapomnieć, dzisiaj by wspominać.
Wspominać i przeżywać. I choć miejsce to z życiem niewiele ma wspólnego, to w głębi duszy czuję, że choć w ten jeden dzień, muszę tam być.

MEMENTO MORI

Miałem 14 lat, gdy przyszedłem tam po raz pierwszy. A uściślając – pierwszy raz sam z siebie. Nie wiem, co mnie do tego miejsca ciągnęło. Chyba coś w środku mówiło mi, że tam będę mógł w ciszy i spokoju podumać i przemyśleć pewne sprawy. Tam nikt nie będzie mi przeszkadzał.
Tym miejscem był parafialny cmentarz na obrzeżach Krakowa. Miejsce, w którym – jak mi się jeszcze wtedy zdawało – wszyscy są równi.

Spacerując pomiędzy alejkami, myślałem o śmierci. Bo w końcu, o czym innym można myśleć na cmentarzu? Sprawy, nad którymi chciałem tutaj w swojej własnej głowie podebatować, nagle z tych niesamowicie przejmujących stały się najbardziej trywialnymi. Teraz nie miały one znaczenia. Były niczym przy myślach, które kłębiły się w mojej głowie podczas tego tańca wzdłuż alejek. Tańca pomiędzy grobami. Spokojnego, dostojnego, niosącego ze sobą nutkę grozy – Danse Macabre.

‚Pamiętaj o śmierci – przed nią nie ma ucieczki’ – myślałem i szedłem dalej po cmentarzu, obserwując groby. 

WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH

Każdy kraj ma swój karnawał. Dni, w których ubieramy na siebie najlepsze ubrania, wydajemy bajońskie sumy na ozdoby, a wszystko robimy tylko po to, by zaimponować innym. Naszym polskim karnawałem są Święto Zmarłych oraz Zaduszki.
Nienawidzę tych dni i zawsze przychodzę tam sam, bez asysty innych ludzi. Najczęściej na parę dni po obchodach święta zmarłych.

Postrzegam ten czas jako taki, w którym zamiast zadumy oraz kontemplacji cierpienia – poz jakże właściwych dla tego okresu – ludzie przywdziewają szaty obłudy. Robią wszystko, by groby ich bliskich były jak najlepiej przyozdobione. Prześcigają się w doborze wieńców oraz zniczy. Wielu ludzi robi to na pokaz. Nie dla bliskich, lecz dla blichtru i budowania własnego ego.
Pamięć o naszych zmarłych bliskich winna być pielęgnowana codziennie. Każdego dnia, podczas każdej opowieści o nich. Czy to przy wódce podczas rodzinnych uroczystości, czy to podczas zwyczajnych wspominek.

Wszystkich Świętych oraz Zaduszki, to ten czas, ta krótka chwila, gdy cmentarz skrzy się od blasku kolorowych lampionów i zniczy. Tak nie powinno być. To niesprawiedliwe i sztuczne. Groby tylko na tą jedną chwilę mogą cieszyć się ciepłem kupionych na promocji kolorowych świeczek.

I tylko gdzieś tam w oddali, w zapomnianych przez ludzi i Boga ciemnych zakamarkach, w tych niemalże zalesionych okolicach, w zaniedbanych alejkach ledwo można dostrzec miejsca, z których nie bije żaden blask.

TE WSZYSTKIE SAMOTNE GROBY

Spacerując symetrycznymi ścieżkami, dotarłem w końcu do miejsca, które tak jakby już od dawna nie było odwiedzane przez nikogo. Stałem w miejscu, w którym przez bardzo długo stopy prawdopodobnie nie postawił żaden człowiek.
Była to alejka grobów, których już nikt nie odwiedzał. Groby te, były pokryte mchem, zarośnięte trawą, z przyrdzewiałymi krzyżami oraz brakiem jakiejkolwiek oznaki tego, by ktoś o nich jeszcze pamiętał. Na początku pomyślałem sobie, że krewni tych osób już najzwyczajniej w świecie umarli, a same groby są już bardzo stare. Jednak, gdy przyjrzałem się im bliżej, dostrzegłem, że daty śmierci tych osób wcale nie są, aż tak odległe.

‚Kazimierz X – 24 listopada, 1996’, ‚Bogumiła X – 16 kwietnia, 1988’, ‚Józef K – 4 stycznia, 2001 roku’.

Usiadłem na jednej z ławek przy alejce i znów zacząłem rozmyślać o śmierci. Czy wspominałem już wcześniej, że będzie to dosyć dołująca historia?
Siedziałem tam już dłuższą chwilę, wpatrując się w zaniedbane groby, aż po chwili przysiadł się do mnie pewien starszy człowiek. Mężczyzna.
Byłem tak zadumany, że w ogóle bym się nie zorientował, że obok mnie usiadł ktoś obcy, gdyby nie to, że w myśli moje wdarł się jego ciepły głos:

-Z tej Boguśki, to niezła bladź była – powiedział bez żadnego wstępu i tym samym zaznaczył swoją obecność obok mnie.

Wystraszyłem się. Było ciemno, a ja ani trochę nie spodziewałem się tego, że ktoś mógłby teraz się do mnie przysiąść.
Lekko podskoczyłem i oszołomiony jego nagłym pojawieniem się spytałem, próbując zachować choć odrobinę zimnej krwii:

-Yyy… proszę? – tak, w tamtej chwili były to absolutne wyżyny moich umiejętności z zakresu komunikacji interpersonalnej
-No przecież siedzisz nad jej grobem i wpatrujesz się w niego, jak wół w malowane wrota już od dobrych dwudziestu minut. Dawno nikt tu nie był. Ty jakaś jej rodzina? – spytał
-Um… nie, właściwie to tak sobie tylko usiadłem, bo… nogi mnie bolały – skłamałem
-Nogi, rozumiem. Moje też już nie te, co kiedyś. Jak żem mówił, dawno już tu nikt nie przychodził. W sumie to nie dziwota, bo kobiecina za życia dała wszystkim popalić.
-To znaczy? – spytałem zaciekawiony
-No bo to, jak to się mówi, zła kobieta była. Miała nieślubne dziecko z jakimś żołnierzem właściwie tylko o nie dbała. I wiesz… to samo w sobie nie jest złe. Tylko, że ta suka miała też dwie córki, z mężem, którego na wojnie byli ubili. Powiadają, że nigdy ich nie kochała. Wiesz, u nas wieś jest mała, to ludzie gadajo i wszyscy o wszystkich wszystko wiedzą. Ty stąd, czy może przyjezdny?
-Właściwie to stąd, ale o tej kobiecie słyszę pierwszy raz. Może powiedzieć pan coś więcej?
-Ano mogę. Kiedyś, to cięższe czasy były. Rozumiesz – komuna, wszystkiego mało… zwłaszcza na wsi, jak kto gospodarstwa nie miał, ino chałupę postawioną. Pewnej zimy mróz był tak sakramencki, że trza było pod paroma pierzynami spać. No i kiedyś mi baby we wsi opowiadały, że ta cała Boguśka wszystkie pierzyny swojemu synkowi dała, a i sama pod dwoma spała. Córy natomiast musiały spać na gołej ziemi pod kocami. A spróbuj sobie kiedyś przespać noc w chałupie bez centralnego, bez ocieplonych ścian, w mróz taki, że woda w garnku zamarza. W czopkach i rękawiczkach społy, tak im było zimno.
-I co dalej?
-Jak to co dalij? Takie rzeczy to na okrągło się tam działy. Co baba przychachmęciła, to ino temu ino synalkowi, a te dwie córki, co ich się zrzekła później, w podartych ubraniach ganiały. Buty to u szewca już 5 rok naprawiały, bo im nowych nie kupiła. Takie to było babsko. Gówno by z pod siebie zjadła, byleby tylko im nie dać.
To i teraz na jej grób nikt nie przychodzi.
-A syn?
-Synowi się zmarło jakieś 6 lat temu. Kiedyś on tu przychodził, ale też niechętnie. Miał chyba żal do matki, że taką kurwą była dla reszty rodzeństwa. Co prawda nie z tego samego łojca, ale zawsze. Rodzeństwo w końcu.
-Rozumiem
-Nie wiem, czy rozumiesz. Takie piekło trzeba przeżyć lub chociaż obserwować na własne oczy, coby zrozumieć. Wiesz, kiedyś czytałem w takiej jednej książce, co to ją z parafialnej biblioteczki se… ten, no… pożyczyłem, że jeśli będziemy źli za życia, to nikt o nas nie będzie pamiętał. Nazywała się chyba jakoś…

ŻYJCIE TAK, BY NIKT NIE ZAPOMNIAŁ O WAS PO ŚMIERCI

Parę miesięcy temu, trafiłem na tą książkę. To śmieszne, ale także nie pamiętam jej tytułu. Udało mi się natomiast dotrzeć do cytatu, o który prawdopodobnie, wtedy na cmentarzu chodziło temu starszemu człowiekowi. Spisałem go sobie na serwetce, a brzmiał on tak:

Kiedy byliśmy dziećmi, wszystko było dla nas możliwe. Dzisiaj pozostały po nas tylko wspomnienia. 
Ciche, niewyraźne, jakby wstydliwe. Wspomnienia i omszałe groby. Ludzie o nas zapomnieli, bo my nie za życia nie pamiętaliśmy o nich. Wyrzekliśmy się dobroci i w zamian dostaliśmy tylko pustkę. Wieczną, skostniałą, nieprzeniknioną.

Każdego dnia nasze czyny zapisują się na kartach życia innych ludzi. Każdego dnia robimy dobre i złe rzeczy. Pamiętajmy jednak o śmierci. Jej nie unikniemy.

Uniknąć możemy jedynie zapomnienia. Możemy sprawić, że gdy już to wszystko się skończy, nie podzielimy losów tych zapomnianych grobów.

Bo nie ma nic smutniejszego niż widok zarośniętych trawą mogił, o których już nawet dozorcy cmentarza nie za bardzo chcą pamiętać.


Aha, prawie zapomniałbym – kliknij TUTAJ like’a, a od dziś i ty, i ja będziemy szczęśliwi. Możesz także zacząć obserwować mnie na moim PROFILU PRYWATNYM i dzięki temu jako pierwszy będziesz dostawał informacje o najnowszych wpisach.
Przypominam jednocześnie, że każdy chamski, wulgarny czy w jakikolwiek sposób czepialski komentarz zostanie natychmiast usunięty. To mój dom i to mi ma być tutaj wygodnie.

Poprzedni post Następny post

Mało? Mam dla ciebie parę propozycji:

  • Lukasz

    Tez jak jestem na cmentarzu zwrocilem uwage nieraz na te zapuszczone groby, ktore notabene nie sa wcale stare. I to troche kurwa przejebane. Ze po smierci, kazdy ma Cie w dupie i nawet nikt nie odwiedzi, nie zateskni. Troche smutny ten tekst, ale mi sie podoba. Szanuje.

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      Najgorsze w tym wszystkim jest to, że wiele z nich świadczy o tym, jaki ktoś był. Ale czuję – i choć nie pasuje mi to do tekstu – że masa z nich zwyczajnie jest zapominana, bo krewni to bezduszne chuje.

      • Lukasz

        Pewnie prawda gdzieś tam leży pośrodku. Mimo wszystko, to trochę przykre odejść w „niesławie”. Nie pogodzonym z najbliższymi. A to jest chyba jest jeszcze gorsze, kiedy za życia był ktoś dobry, a po śmierci i tak mają na Ciebie wszyscy wyjebane.

        PS Jestem ciekaw całego opowiadania, bo ten fragment zapowiada naprawdę coś fajnego.

        • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

          Myślę, że Love Story było tym, czym były nowe Star Warsy. Bańka oczekiwań narosła tak duża, że musiałem dać po części ludziom to, czego oczekiwali i do czego i ja ich trochę przyzwyczaiłem. Dlatego ten tekst jest pierwszym i ostatnim, jakie pojawią się w opowiadaniu, które pojawi się po nowym roku.
          W tym zapowiedzianym na 20 października także nie będzie niczego, co kiedykolwiek tutaj dodałem.

        • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

          Soon ;)

  • zakonnik

    Chujowo jest jak idziesz w ten kurewsko ważny dzień zmarłych przez cmentarz, jak boss, po środku i patrzysz na te groby ludzi, na których rodzina ma wyjebane- bo umarli.
    Może i jestem z chuja wziętym pedałem, niby bez uczuć, to jednak smutno mi się robi na ten widok.

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      Stary, zluzuj gacie. Tutaj nikt Cię nie ocenia. Whisky starczy dla wszystkich ;)

      • zakonnik

        dzieki za te whisky przyda sie

        • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

          De nada

  • Aleksandra

    Każdy z nas jest tylko chwilą i przelotnym zużywaczem tlenu.
    P.S. Lubię te Twoje wpisy nie o seksie ;)

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      Tych o seksie statystycznie jest najmniej.

  • https://noconformist.wordpress.com/ NieKonformistka

    Uwielbiam to, jak piszesz i już nie mogę doczekać się kolejnego tekstu. Kolejnego opowiadania. Kolejnego fragmentu. Czegokolwiek.

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      Dzięki.

  • Dot

    „Wielu ludzi robi to na pokaz. Nie dla bliskich, lecz dla blichtru i budowania własnego ego.” Zgadzam się. Całe szczęście są również tacy, i to całkiem sporo, którzy odwiedzają groby swoich bliskich i dbają o nie nie tylko wtedy, od święta, ale przez cały rok.
    Często na cmentarzu widuję zaniedbane groby, zarośnięte trawą, ze zniczami, które już dawno przestały się palić. Zawsze wtedy myślę, że bliscy tych osób są schorowane, mieszkają daleko i nie mogą zadbać o grób. Czasem zdarza mi się podnieść przewrócony znicz czy poprawić kwiatki na innym grobie, zwłaszcza że dla mnie to tylko kilkusekundowa czynność.