#na_szybko

TE WSZYSTKIE PIERDOŁY, O KTÓRE LUDZIE ROBIĄ PROBLEM

Dzisiaj będzie na szybko, bez zbędnego owijania w bawełnę. Mam potrzebę wylania z siebie paru słów i niespecjalnie chce mi się przy tym robić większej otoczki. Stąd też styl samego wpisu może być odrobinę śmietnikowy.

Idźcie do łazienki po odświeżacz powietrza. Przyda się.

Na początku pytanie:

CO SIĘ STANIE, JAK OCENISZ KOMUŚ FANPAGE NA FEJSIE?

Jak być może wiecie moja mama otworzyła niedawno swój gabinet kosmetyczny. Jako, że jestem jej synem, to pomagam jej w ogarnianiu całej infrastruktury wokół jej działalności. Facebook, ulotki, grafiki, załatwianie promotorek – trochę tego jest. Aby ułatwić sobie pracę, buszuję od czasu do czasu po profilach innych salonów kosmetycznych, aby nauczyć się tego, ”w jaki sposób powinno się tego typu stronę prowadzić?”. Pech chciał że pewnego dnia trafiłem na gabinet znajomej mojej mamy. Nie wiem co się tam odjaniepawliło, ale omyłkowo go oceniłem. Na czwórkę. Totalnie tego nie zarejestrowałem i wróciłem do scrollowania fejsa.

Po godzinie dostałem powiadomienie, że zaniżam ogólną ocenę salonu, w którym nawet mnie nie było. Przypominam – stronę oceniłem na cztery gwiazdki. Do tamtej pory recenzji było tam dokładnie 18. Siedemnaście piątek i jedna jedynka. Pobawmy się więc w matematykę:

(17×5+1):18.

Wychodzi średnia: 4,77

Z moją czwórką? (17×5+4+1):19 = 4,74

A teraz co się stało po tym, jak swoją druzgocącą recenzją sprawiłem, że salon ten stracił całą klientelę?

Otrzymałem dwa telefony. Jeden od męża zainteresowanej strony, a drugi od samej koleżanki mamy. Opierdol aż miło. Przypominam – opierdol o ocenę 4/5 :)

Dodatkowo na forum publicznym zostały wysnute teorie spiskowe na temat tego, że uprawiam czarny PR i chcę zaszkodzić konkurencji. Chuj, że lokal mojej mamy jest oddalony o jakieś 10 kilometrów od miejsca, które ja potraktowałem swoją krytyczną opinią. Dodatkowo rozmowy na linii moja mama- jej koleżanka. Tłumaczenie się, wyjaśnianie. Milion słów z powodów czegoś co zasadniczo – nawet jeśli przypadkowe – powinno być komplementem.

Śmieszne? Niekoniecznie.

TAKIE KŁÓTNIE O PIERDOŁY MAJĄ MIEJSCE CODZIENNIE

Z milionów powodów. Z milionów nieistotnych powodów. A traktujemy je jakby były sprawami życia i śmierci. Nie ma półśrodków. Nie ma małych problemów. W erze internetu każdy problem urasta do miana ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej.

ZDROWY ROZSĄDEK NAJPIERW. DOPIERO PÓŹNIEJ EMOCJE.

Pamiętajmy o tym (jezu, aż głupio mi pisać w ten sposób przy okazji takiego tematu… no ale dobra, ukręcimy jeszcze z tego jakiś bat z morałem), aby to nie emocje rządziły naszymi decyzjami. Zamiast robić z igły widły, najlepiej w takich sytuacjach chwilę odczekać i spróbować rozwiązać (no kurwa, zupełnie jakby przeze mnie pokłóciło się dwóch najlepszych ziomków) sytuację na spokojnie. Zadzwonić, spytać co jest nie halo, zakończyć spór zanim tak naprawdę się zacznie i na zakończenie strzelić minetę na pogodzenie.

Ja rozumiem, że każdy lubi karmić wkurwa i czasami wszyscy mamy chęć komuś jebnąć na oślep. Problem w tym, że nigdy nic dobrego z tego nie wynika.

WYLUZUJCIE GACIE, LUDZIE

Bo gdy teraz, stosunkowo na chłodno, patrzę wstecz i przypominam sobie różne tego typu sytuacje, to większość problemów, które pojawiły się między mną, a moimi znajomymi, eskalowało właśnie z takich gówienek. Ktoś komuś coś polajkował, ktoś kogoś nie zaprosił, ktoś o kimś zapomniał.
Problemy o nic.

Warto sobie w takiej chwili zadać pytanie – czy naprawdę chcemy, aby każda nieistotna sprawa ewoluowała do rozmiarów nieznośnie bolącego pryszcza na samym środku pleców?

Cóż, jeśli tak, to znaczy, że żyjemy w bardzo spokojnych czasach. I w sumie powinniśmy się cieszyć, że na codzień są to nasze jedyne problemy.

But still – wkurwiać się o jakby nie patrzeć pozytywną recenzję? Kogoś tu chyba pojebało.

Poprzedni post Następny post

Mało? Mam dla ciebie parę propozycji: