#na_szybko, EMOCJE

STRZEL SOBIE W ŁEB, JEŚLI UWIĄZUJESZ PSA NA ŁAŃCUCHU LUB TRZYMASZ GO W KOJCU

Niektórzy ludzie nie rozumieją, że „dosypywanie od czasu do czasu swojemu psu jedzenia do miski, to nie wszystko”

Teoretycznie jestem z Krakowa.
Teoretycznie, bo mimo wszystko większość swojego życia spędziłem na obrzeżach tego pięknego, aczkolwiek gęsto pokrytego smogiem, miasta. A jeszcze ściślej ujmując, wychowałem się na wsi. Może nie takiej zabitej dechami „Polsce B”, bo i do samego Krakowa mam rzut beretem, lecz jakby nie patrzeć – wciąż na wsi. Nawet kury za domem jeszcze moi dziadkowie hodują.
Wiecie, i tutaj panują nieco inne obyczaje. Bracia uprawiają seks z siostrami, kobiety lepią garnki z krowiego gówna, a mężczyźni każdej niedzieli, po kościele, spotykają się pod sklepem na ławce, by przez resztę dnia oceniać przejeżdżające samochody i łoić najtańsze winiacze.

I wiecie, mimo pewnej dozy nienormalności, żadna z tych rzeczy mi nie przeszkadza. Przeszkadza mi natomiast coś innego. Pewien owoc wiejskiej mentalności, którą można także znaleźć i w miastach. A konkretniej na prywatnych posesjach. Tam, gdzie zwykle zagląda się tylko po to, by wymienić wodę lub dosypać karmy.

W psich kojcach i obok ich bud.

PRZESZKADZA MI TO, JAK LUDZIE TRAKTUJĄ SWOJE PSY

Zwłaszcza te większe. Te trochę mniej słodkie. Przeszkadza mi to, że niektórym ludziom wydaje się, że ich rola kończy się na postawieniu budy, zbudowaniu kojca i wymiany michy z żarciem od czasu do czasu.
I nie są to żadne odosobnione przypadki. Tak cała masa Polaków traktuje swoje psy. Jako coś co w sumie gdzieś tam sobie jest, czym co jakiś czas trzeba się zająć, na chwilę wypuścić z kojca i móc w razie czego postraszyć tym potencjalnych złodzei.

Bo to w końcu pies obronny. Zaprawiony w boju i wychowany w spartańskich warunkach skurwiel, który odgryzie jaja każdemu, kto wejdzie na posesje.
Tymczasem nie.

To zahukane, przerażone zwierze, które tylko przez przypadek jest przywiązane do swojego zwyrodniałego pana. Bo psy już tak mają. Niezależnie od tego jak je traktujemy, są wierne nawet największym bydlakom.
A ludzie to wykorzystują i trzymają je przez dłuższą część ich życia na zamkniętej przestrzeni.

Przywiązywanie psa na łańcuchu lub smyczy do budy, to chyba największe barbażyństwo jakie można wyrządzić swojemu zwierzęciu. Zaraz po tym jest zamykanie psów w kojcach i wypuszczanie ich jedynie na chwilę, by rozprostowały kości.

LEPSZY KOJEC TO ŻADEN LUKSUS

Śmieszą mnie tłumaczenia ludzi, którzy mówią, że wybudowali swoim zwierzęciom wypasione kojce, kupili najlepszą budę i generalnie teraz pies będzie miał w niebie. To trochę tak jakby mówić, że w sumie w więzieniach wymieniono skazanym materace i zainstalowano kablówkę. No niby lepiej, ale to wciąż pieprzone więzienie.

I teraz pozwólcie, że zwrócę się bezpośrednio do takich ludzi, bo wierzę, że i do nich dotrze ten wpis.
Zamiast pieprzyć takie głupoty, o których wspominałem przed chwilą, lepiej odpowiedzcie sobie w myślach na pytanie, które za chwilę wam zadam. Piszę to teraz konkretnie do CIEBIE i TWOJEGO sumienia. O ile tylko jeszcze je masz:

CZY UWIĄZAŁBYŚ YORKA LUB MOPSA NA ŁAŃCUCHU? CZY TEGO MNIEJSZEGO PSA TAKŻE TRZYMAŁBYŚ W KOJCU?

Nie? No pewnie, że nie, do kurwy maliny.
Więc jakim, cholera, prawem robisz to samo z nieco większym psem? Że co? Że duży, to niby bardziej odporny? Więcej może znieść? On może większość swojego życia spędzić w kojcu o wymiarach dwa na dwa, a mały piesek nie? Bo ten drugi trochę mniej skacze? Trochę ładniej pachnie? Trochę lepiej wygląda na zdjęciach?
Zapamiętaj sobie raz na zawsze jedną, cholernie istotną rzecz:

JEŚLI NIE MASZ WARUNKÓW DO TRZYMANIA PSA W DOMU LUB OBOK NIEGO, TO NIE POWINIENEŚ W OGÓLE GO MIEĆ!

Bo to żadna łaska, że kupisz mu ocieplaną budę, w której i tak piździ wiatrem dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu. To żadna łaska, że postawisz mu zajebisty kojec, w którym psina nie może nawet pobiegać i większość swojego życia spędza za kratami.
Jeśli nie umiesz zajmować się psem i tylko od niechcenia raz na jakiś czas pójdziesz z nim pobiegać, to nie zasługujesz na to by go mieć.
Bo swoim podejściem na „odwal się” i zachowaniem w stylu „zajmuję się nim, bo w sumie muszę” jedynie sprawiasz mu ból.
Pomyśl o tym i może samemu spróbuj spędzić dwa dni w nawet całkiem sporym kojcu i w budzie, w której, w nocy odpada Ci nos z zimna.
Wtedy zrozumiesz jak bardzo bezduszny jesteś dla swojego zwierzęcia.

Amen, do kurwy nędzy.


Proszę was byście udostępnili ten wpis dalej, bo to nie kolejna z pierdół dotyczących seksu i podrywania lasek. Proszę was o to, bo mentalność niektórych osób po prostu trzeba zmienić. W innym wypadku te zwierzęta dalej będą cierpieć, a ludziom dalej będzie wydawać się, że droższy kojec, to całkiem słuszne rozwiązanie.
Proszę was o to nie jako bloger, którego czytacie, ale jako człowiek, któremu zależy na losie tych psiaków.
Proszę was także o to byście byli czujni na przejawy tego typu zachowań. Ja już dawno obiecałem sobie, że zgłoszę każdego, kto w ten sposób traktuje swoje zwierze. Wy także powinniście.


Aha, prawie zapomniałbym – kliknij TUTAJ like’a, a od dziś i ty, i ja będziemy szczęśliwi. Możesz także zacząć obserwować mnie na moim PROFILU PRYWATNYM i dzięki temu jako pierwszy będziesz dostawał informacje o najnowszych wpisach.
Przypominam jednocześnie, że każdy chamski, wulgarny czy w jakikolwiek sposób czepialski komentarz zostanie natychmiast usunięty. To mój dom i to mi ma być tutaj wygodnie.

 

Poprzedni post Następny post

Mało? Mam dla ciebie parę propozycji:

  • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

    Nie zmieściło się w tekście. https://www.youtube.com/watch?v=1quiKLMy0ng

  • zuzolekkk

    Bardzo pouczający i wzruszający post. Cóż…Taka jest okrutna prawda o tym co się wyprawia z tymi biednymi zwierzakami. Szczerze się wzruszyłam i popieram Twoje zdanie! :)

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      No dobra, tylko mi tu nie płacz!

  • https://www.facebook.com/ekstrawagancka ekstrawagancka Klaudyna

    Cieszę się, że pies mojej siostry, pomimo, że ma kojec, ma kilka godzinek dziennie do wybiegania po ogrooomnym placu. Niestety w godzinach otwarcia bramy, musi cierpliwie poczekać w sporym kojcu, bo i przejść się może i cieplutko ma. Później zaczyna się sielanka. Jemu to całkowicie pasuje, sam wie kiedy jest jego czas na powrót do budy, a kiedy może się wybawić i wyszaleć na ogromnym terenie. Patrząc na merdający ogon i chęć podkradania kiełbasek z grilla czy pluskania się pod kranem, to chyba nie jest to smutne, pieskie życie :) Za to nie raz widziałam psiaki, które spędzały cały dzień w kojcu. Nawet jedzenie przynoszono im do kojca. Całe życie za kratami, a dookoła ogromne podwórko, drzewka… – ale nie wypuszczą, bo pies zniszczy trawnik, bo zje posadzone kwiatki. Najlepiej zamienić rolę – psa wypuścić, właściciela w kocu zamknąć.

  • Olga Kozera

    Metoda na słodkie pieski zawsze działa- teraz wyrwałeś więcej lasek, niż w przeznaczonych do tego tekstach! Ale tak na poważnie: bardzo mądry i prawdziwy tekst, pod którym podpisuje się rękami i nogami! Ludzie, którzy tak traktują zwierzęta i nie potrafią się nimi należycie zająć, nie powinni ich mieć. Ale najsmutniejsze jest to, że jak wspomniałeś, ta psina nawet największego zwyrodnialca będzie kochać i będzie do niego przywiązana!

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      nie wiem o co chodzi, bo jestem tylko psem. Ale na wszelkie wypadek podpisuję się wszystkimi łapami.

  • Dot

    Moja znajoma ma dwa duże psy, trzyma je w kojcu, obok domu. Kiedyś myślałam, że mają się z nią bardzo dobrze – przecież daje im jeść, opiekuje się nimi jak każdy inny porządny właściciel zwierzaka. Ale po przeczytaniu tego tekstu zdałam sobie sprawę, że te psy wcale nie mają się dobrze.
    1) Kojec mają nie za duży, na tyle nieduży, że kiedy jeden jest w środku, drugi woli leżeć na zewnątrz,
    2) ciągle im tam wieje, bo kojec nie jest niczym okryty ani ocieplony, tylko krata,
    3) wypuszczają je od czasu do czasu, może 1-2 razy/na dzień tylko na chwilę, żeby sobie pobiegały.
    Udostępniam tekst dalej, bo masz rację – to bardzo ważna sprawa uświadamiać ludzi.

  • http://www.read-me21.blogspot.com Dominika Mar

    Zgadzam się !
    Takich ludzi powinno się uwiązać na łańcuchu, żeby zobaczyli jak to jest.
    Obawiam się niestety, że ludzie i tak się nie zmienią… Dużo osób wciąż wychodzi z założenia, że zwierzę nie czuje tak samo jak człowiek, traktując je jak przedmiot.
    Powinny być testy dla potencjalnych właścicieli zwierząt, czy się nadają, aby je mieć…

  • Lukasz

    Po za tym co napisałeś, chyba najgorsze jest zostawianie psa w lesie i przywiązanie go do drzewa jak się go nie już chce. Pozbycie się go jak przedmiotu.

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      Eeee… nie przesadzaj. Co innego mają z nim zrobić, jak się znudzi? Do worka i do Wisły.

      • Lukasz

        Można go oddać głodnym i biednym Chińczykom.

  • Maddylena

    Dodaj do tego jeszcze ludzi, którzy przywiązują zwierzęta do zderzaka i jadą.
    Ale zaraz… To nie są ludzie.

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      Zdecydowanie nie.

  • http://dagmarakwitek.com DagmaraKwitek.com

    Nie zgadzam się. Dla takich barbarzyńców nie jest ważne czy psiak ma 6 kg czy 45. Pies to do budy powinien iść, ewentualnie na pokaz, by sąsiad zazdrościł, że stać mnie na yorka czy innego małego psiaka, który sporo kosztuje. A jak nierasowy, to spokojnie może spać na dworze, bo nie taki delikatny jak rasowy – pieprzone myślenie prymitywów :/ Udowodnione jest, że pies tęskni tak samo jak 2-3 letnie dziecko. Ciężko mi sobie wyobrazić co taki psiak musi czuć, kiedy jest traktowany metodami z obozów koncentracyjnych (bo czym to się różni?), a jak w pewnym momencie ugryzie „swojego Pana”, to pod siekierę lub bardziej ‚humanitarnie” do weta. Większość Polaków nie zasługuje by mieć zwierzęta i ich nie szanuje. Widzę to na każdym spacerze z moją Zoją. Co chwilę słyszę, że taki pies powinien chodzić w kagańcu (mam psiaka w typie boksera, który jest bardzo łagodny), raz już nie wytrzymałam i krzyknęłam do baby, że sama powinna sobie kaganiec nałożyć i aby się odwaliła. Cieszę się, że poruszasz taki temat, bo może w końcu coś się zmieni. Jakiś czas temu na mojej stronie również pisałam o podobnym problemie: http://dagmarakwitek.com/zwierzeta/jestes-opiekunem-psa-kota/

  • Natasha

    W końcu jakiś porządny wpis na tej grupie dla blogów! Bo na razie widziałam same lifestyle, wpisy o sytuacji w Paryżu oraz recenzje kosmetyków zakupionych w rossmanie na promocji -40%. Aż go udostępniłam na facebooku.

  • Anka

    Masz siostrę?

  • J.

    No i niestety takimi bydlakami są moi rodzice. Mają psa, rasowego, z hodowli, owczarka niemieckiego, kupionego do ‚obrony domu’. Trzymają go w małym, brzydkim, zabłoconym i okropnym kojcu. Wypuszczają rzadko. Raz im uciekł i wrócił ‚z brzuchem’, bo to suka. No i szczenięta. No i co z nimi zrobić? Kilka umarło, dwa oddaliśmy, a jeden został. I teraz trzyletni kundel i jego matka cisną się w tym kojcu. Jedzą z jakichś starych garnków, resztki i gotowane im coś z kościami i kaszą. Jest mi strasznie przykro, że coś takiego dzieje się u mnie na podwórku. Ale nie mogę nic z tym zrobić. Nie lubię psów, one też są takie trochę dzikie. Nic dziwnego, rzadko są głaskane, najczęściej się je odpędza i krzyczy na nie… Staram się je od czasu do czasu wypuścić, mamy duże podwórko i biegają. Niestety, rzadko i tylko na kilka godzin. Na spacery wychodzą tylko kilkanaście razy w roku, jak ktoś się zlituje. Ale to nie takie proste. Gdy w wakacje chciałam je wziąć, młody zaczął na mnie skakać i nie dało zapiąć się smyczy. Po półgodzinie i tylko z pomocą mamy wreszcie go wzięłam, a z tej ‚bitwy’ wyszłam cała brudna i z nogami w siniakach i głębokich zadrapaniach (krótkie spodenki). Nieraz chciałam gdzieś to zgłosić, żeby je zabrali, tam gdzie miałyby lepiej. Ale już to jest lepsze od schroniska… Widzę ich miłość i przywiązanie do nas, a zwłaszcza do mnie, bo czasem się nimi zajmę. A ta radość, gdy podejdę… No i nie mogę nic z tym zrobić… Aż płaczę, jak to piszę. Widzę ten psi smutek i to, że siedzą cały czas w klatce, biedne. Nigdy nie zrobiłabym czegoś takiego, gdybym miała jakiś wpływ. A rodzice nie słuchają, wszystko mają w dupie. Mnie zresztą też, nie obchodzą ich dzieci, kłócą się i tyle… No cóż, może kiedyś będzie lepiej.

  • Klaudia D.

    Trochę przesadzony wpis. Psy mogą być trzymane na dworze, ich fizjologia im na to pozwala. A w dobrze ocieplonej budzie nie „piździ chłodem”, aczkolwiek jestem za tym, żeby udostępnić psu cieplejsze pomieszczenie – chociażby garaż. Problem leży w tym, że niektórzy ludzie w dupie mają czy zwierzak jest nakarmiony, ma miskę wody, albo czy nie trzeba mu wspólnego spaceru lub zabawy. Sama w prawdzie nie trzymałabym psa w kojcu, ale jeśli ktoś robi to z głową to nie mam nic do tego. Co mnie natomiast wręcz śmieszy w wiejskich społecznościach, to ich zdziwienie, kiedy widzą jak ktoś regularnie spaceruje z psem. Albo kiedy na smyczy go prowadzi! No po prostu czarna magia, co to za pomysły. Ogólnie chyba nie rozumieją tego, że pies może być członkiem rodziny, chodzić do lekarzy i fryzjera. ;)

  • Wiktor Małkiewicz

    Witaj w Disqus! Odkryj więcej dyskusji ciekawych tak jak ta. Disqus to coś więcej niż komentarze.RozpocznijDismiss ×

    18 Komentarzy

    Anonimove

    Wiktor Małkiewicz

    1 Poleć 5

    Udostępnij

    Sortuj według najlepszych

    Dołącz do dyskusji

    Kacper Ożóg Król Lew • 2 miesiące temu

    Nie zmieściło się w tekście.

    3

    Odpowiedz

    Udostępnij ›

    Lukasz • 2 miesiące temu

    Po za tym co napisałeś, chyba najgorsze jest zostawianie psa w lesie i przywiązanie go do drzewa jak się go nie już chce. Pozbycie się go jak przedmiotu.1

    Odpowiedz

    Udostępnij ›

    Kacper Ożóg Król Lew Lukasz • 2 miesiące temu

    Eeee… nie przesadzaj. Co innego mają z nim zrobić, jak się znudzi? Do worka i do Wisły.

    Odpowiedz

    Udostępnij ›

    Lukasz Kacper Ożóg • 2 miesiące temu

    Można go oddać głodnym i biednym Chińczykom.

    Odpowiedz

    Udostępnij ›

    Dominika Mar • 2 miesiące temu

    Zgadzam się !
    Takich ludzi powinno się uwiązać na łańcuchu, żeby zobaczyli jak to jest.
    Obawiam się niestety, że ludzie i tak się nie zmienią… Dużo osób wciąż wychodzi z założenia, że zwierzę nie czuje tak samo jak człowiek, traktując je jak przedmiot.
    Powinny być testy dla potencjalnych właścicieli zwierząt, czy się nadają, aby je mieć…1

    Odpowiedz

    Udostępnij ›

    Olga Kozera • 2 miesiące temu

    Metoda na słodkie pieski zawsze działa- teraz wyrwałeś więcej lasek, niż w przeznaczonych do tego tekstach! Ale tak na poważnie: bardzo mądry i prawdziwy tekst, pod którym podpisuje się rękami i nogami! Ludzie, którzy tak traktują zwierzęta i nie potrafią się nimi należycie zająć, nie powinni ich mieć. Ale najsmutniejsze jest to, że jak wspomniałeś, ta psina nawet największego zwyrodnialca będzie kochać i będzie do niego przywiązana!1

    Odpowiedz

    Udostępnij ›

    Kacper Ożóg Król Lew Olga Kozera • 2 miesiące temu

    nie wiem o co chodzi, bo jestem tylko psem. Ale na wszelkie wypadek podpisuję się wszystkimi łapami.

    Odpowiedz

    Udostępnij ›

    ekstrawagancka Klaudyna • 2 miesiące temu

    Cieszę się, że pies mojej siostry, pomimo, że ma kojec, ma kilka godzinek dziennie do wybiegania po ogrooomnym placu. Niestety w godzinach otwarcia bramy, musi cierpliwie poczekać w sporym kojcu, bo i przejść się może i cieplutko ma. Później zaczyna się sielanka. Jemu to całkowicie pasuje, sam wie kiedy jest jego czas na powrót do budy, a kiedy może się wybawić i wyszaleć na ogromnym terenie. Patrząc na merdający ogon i chęć podkradania kiełbasek z grilla czy pluskania się pod kranem, to chyba nie jest to smutne, pieskie życie :) Za to nie raz widziałam psiaki, które spędzały cały dzień w kojcu. Nawet jedzenie przynoszono im do kojca. Całe życie za kratami, a dookoła ogromne podwórko, drzewka… – ale nie wypuszczą, bo pies zniszczy trawnik, bo zje posadzone kwiatki. Najlepiej zamienić rolę – psa wypuścić, właściciela w kocu zamknąć.1

    Odpowiedz

    Udostępnij ›

    Klaudia D. • miesiąc temu

    Trochę przesadzony wpis. Psy mogą być trzymane na dworze, ich fizjologia im na to pozwala. A w dobrze ocieplonej budzie nie „piździ chłodem”, aczkolwiek jestem za tym, żeby udostępnić psu cieplejsze pomieszczenie na ziemię – chociażby garaż. Problem leży w tym, że niektórzy ludzie w dupie mają czy zwierzak jest nakarmiony, ma miskę wody, albo czy nie trzeba mu wspólnego spaceru lub zabawy. Sama w prawdzie nie trzymałabym psa w kojcu, ale jeśli ktoś robi to z głową to nie mam nic do tego. Co mnie natomiast wręcz śmieszy w wiejskich społecznościach, to ich zdziwienie, kiedy widzą jak ktoś regularnie spaceruje z psem. Albo kiedy na smyczy go prowadzi! No po prostu czarna magia, co to za pomysły. Ogólnie chyba nie rozumieją tego, że pies może być członkiem rodziny, chodzić do lekarzy i fryzjera. ;)

    Odpowiedz

    Udostępnij ›

    J. • 2 miesiące temu

    No i niestety takimi bydlakami są moi rodzice. Mają psa, rasowego, z hodowli, owczarka niemieckiego, kupionego do ‚obrony domu’. Trzymają go w małym, brzydkim, zabłoconym i okropnym kojcu. Wypuszczają rzadko. Raz im uciekł i wrócił ‚z brzuchem’, bo to suka. No i szczenięta. No i co z nimi zrobić? Kilka umarło, dwa oddaliśmy, a jeden został. I teraz trzyletni kundel i jego matka cisną się w tym kojcu. Jedzą z jakichś starych garnków, resztki i gotowane im coś z kościami i kaszą. Jest mi strasznie przykro, że coś takiego dzieje się u mnie na podwórku. Ale nie mogę nic z tym zrobić. Nie lubię psów, one też są takie trochę dzikie. Nic dziwnego, rzadko są głaskane, najczęściej się je odpędza i krzyczy na nie… Staram się je od czasu do czasu wypuścić, mamy duże podwórko i biegają. Niestety, rzadko i tylko na kilka godzin. Na spacery wychodzą tylko kilkanaście razy w roku, jak ktoś się zlituje. Ale to nie takie proste. Gdy w wakacje chciałam je wziąć, młody zaczął na mnie skakać i nie dało zapiąć się smyczy. Po półgodzinie i tylko z pomocą mamy wreszcie go wzięłam, a z tej ‚bitwy’ wyszłam cała brudna i z nogami w siniakach i głębokich zadrapaniach (krótkie spodenki). Nieraz chciałam gdzieś to zgłosić, żeby je zabrali, tam gdzie miałyby lepiej. Ale już to jest lepsze od schroniska… Widzę ich miłość i przywiązanie do nas, a zwłaszcza do mnie, bo czasem się nimi zajmę. A ta radość, gdy podejdę… No i nie mogę nic z tym zrobić… Aż płaczę, jak to piszę. Widzę ten psi smutek i to, że siedzą cały czas w klatce, biedne. Nigdy nie zrobiłabym czegoś takiego, gdybym miała jakiś wpływ. A rodzice nie słuchają, wszystko mają w dupie. Mnie zresztą też, nie obchodzą ich dzieci, kłócą się i tyle… No cóż, może kiedyś będzie lepiej.

    Odpowiedz

    Udostępnij ›

    Anka • 2 miesiące temu

    Masz siostrę?

    Odpowiedz

    Udostępnij ›

    Natasha • 2 miesiące temu

    W końcu jakiś porządny wpis na tej grupie dla blogów! Bo na razie widziałam same lifestyle, wpisy o sytuacji w Paryżu oraz recenzje kosmetyków zakupionych w rossmanie na promocji -40%. Aż go udostępniłam na facebooku.

    Odpowiedz

    Udostępnij ›

    DagmaraKwitek.com • 2 miesiące temu

    Nie zgadzam się. Dla takich barbarzyńców nie jest ważne czy psiak ma 6 kg czy 45. Pies to do budy powinien iść, ewentualnie na pokaz, by sąsiad zazdrościł, że stać mnie na yorka czy innego małego psiaka, który sporo kosztuje. A jak nierasowy, to spokojnie może spać na dworze, bo nie taki delikatny jak rasowy – pieprzone myślenie prymitywów :/ Udowodnione jest, że pies tęskni tak samo jak 2-3 letnie dziecko. Ciężko mi sobie wyobrazić co taki psiak musi czuć, kiedy jest traktowany metodami z obozów koncentracyjnych (bo czym to się różni?), a jak w pewnym momencie ugryzie „swojego Pana”, to pod siekierę lub bardziej ‚humanitarnie” do weta. Większość Polaków nie zasługuje by mieć zwierzęta i ich nie szanuje. Widzę to na każdym spacerze z moją Zoją. Co chwilę słyszę, że taki pies powinien chodzić w kagańcu (mam psiaka w typie boksera, który jest bardzo łagodny), raz już nie wytrzymałam i krzyknęłam do baby, że sama powinna sobie kaganiec nałożyć i aby się odwaliła. Cieszę się, że poruszasz taki temat, bo może w końcu coś się zmieni. Jakiś czas temu na mojej stronie również pisałam o podobnym problemie: http://dagmarakwitek.com/zwier

    Odpowiedz

    Udostępnij ›

    Maddylena • 2 miesiące temu

    Dodaj do tego jeszcze ludzi, którzy przywiązują zwierzęta do zderzaka i jadą.
    Ale zaraz… To nie są ludzie.

    Odpowiedz

    Udostępnij ›

    Kacper Ożóg Król Lew Maddylena • 2 miesiące temu

    Zdecydowanie nie.

    Odpowiedz

    Udostępnij ›

    Dot • 2 miesiące temu

    Moja znajoma ma dwa duże psy, trzyma je w kojcu, obok domu. Kiedyś myślałam, że mają się z nią bardzo dobrze – przecież daje im jeść, opiekuje się nimi jak każdy inny porządny właściciel zwierzaka. Ale po przeczytaniu tego tekstu zdałam sobie sprawę, że te psy wcale nie mają się dobrze.
    1) Kojec mają nie za duży, na tyle nieduży, że kiedy jeden jest w środku, drugi woli leżeć na zewnątrz,
    2) ciągle im tam wieje, bo kojec nie jest niczym okryty ani ocieplony, tylko krata,
    3) wypuszczają je od czasu do czasu, może 1-2 razy/na dzień tylko na chwilę, żeby sobie pobiegały
    i się załatwiły.
    Udostępniam tekst dalej, bo masz rację – to bardzo ważna sprawa uświadamiać ludzi.

    Odpowiedz

    Udostępnij ›

    zuzolekkk • 2 miesiące temu

    Bardzo pouczający i wzruszający post. Cóż…Taka jest okrutna prawda o tym co się wyprawia z tymi biednymi zwierzakami. Szczerze się wzruszyłam i popieram Twoje zdanie!

  • Wiktor Małkiewicz

    #NA_SZYBKO, EMOCJE

    STRZEL SOBIE W ŁEB, JEŚLI UWIĄZUJESZ PSA NA ŁAŃCUCHU LUB TRZYMASZ GO W KOJCU

    Niektórzy ludzie nie rozumieją, że „dosypywanie od czasu do czasu swojemu psu jedzenia do miski, to nie wszystko”

    Teoretycznie jestem z Krakowa.
    Teoretycznie, bo mimo wszystko większość swojego życia spędziłem na obrzeżach tego pięknego, aczkolwiek gęsto pokrytego smogiem, miasta. A jeszcze ściślej ujmując, wychowałem się na wsi. Może nie takiej zabitej dechami „Polsce B”, bo i do samego Krakowa mam rzut beretem, lecz jakby nie patrzeć – wciąż na wsi. Nawet kury za domem jeszcze moi dziadkowie hodują.
    Wiecie, i tutaj panują nieco inne obyczaje. Bracia uprawiają seks z siostrami, kobiety lepią garnki z krowiego gówna, a mężczyźni każdej niedzieli, po kościele, spotykają się pod sklepem na ławce, by przez resztę dnia oceniać przejeżdżające samochody i łoić najtańsze winiacze.

    I wiecie, mimo pewnej dozy nienormalności, żadna z tych rzeczy mi nie przeszkadza. Przeszkadza mi natomiast coś innego. Pewien owoc wiejskiej mentalności, którą można także znaleźć i w miastach. A konkretniej na prywatnych posesjach. Tam, gdzie zwykle zagląda się tylko po to, by wymienić wodę lub dosypać karmy.

    W psich kojcach i obok ich bud.

    PRZESZKADZA MI TO, JAK LUDZIE TRAKTUJĄ SWOJE PSY

    Zwłaszcza te większe. Te trochę mniej słodkie. Przeszkadza mi to, że niektórym ludziom wydaje się, że ich rola kończy się na postawieniu budy, zbudowaniu kojca i wymiany michy z żarciem od czasu do czasu.
    I nie są to żadne odosobnione przypadki. Tak cała masa Polaków traktuje swoje psy. Jako coś co w sumie gdzieś tam sobie jest, czym co jakiś czas trzeba się zająć, na chwilę wypuścić z kojca i móc w razie czego postraszyć tym potencjalnych złodzei.

    Bo to w końcu pies obronny. Zaprawiony w boju i wychowany w spartańskich warunkach skurwiel, który odgryzie jaja każdemu, kto wejdzie na posesje.
    Tymczasem nie.

    To zahukane, przerażone zwierze, które tylko przez przypadek jest przywiązane do swojego zwyrodniałego pana. Bo psy już tak mają. Niezależnie od tego jak je traktujemy, są wierne nawet największym bydlakom.
    A ludzie to wykorzystują i trzymają je przez dłuższą część ich życia na zamkniętej przestrzeni.

    Przywiązywanie psa na łańcuchu lub smyczy do budy, to chyba największe barbażyństwo jakie można wyrządzić swojemu zwierzęciu. Zaraz po tym jest zamykanie psów w kojcach i wypuszczanie ich jedynie na chwilę, by rozprostowały kości.

    LEPSZY KOJEC TO ŻADEN LUKSUS

    Śmieszą mnie tłumaczenia ludzi, którzy mówią, że wybudowali swoim zwierzęciom wypasione kojce, kupili najlepszą budę i generalnie teraz pies będzie miał w niebie. To trochę tak jakby mówić, że w sumie w więzieniach wymieniono skazanym materace i zainstalowano kablówkę. No niby lepiej, ale to wciąż pieprzone więzienie.

    I teraz pozwólcie, że zwrócę się bezpośrednio do takich ludzi, bo wierzę, że i do nich dotrze ten wpis.
    Zamiast pieprzyć takie głupoty, o których wspominałem przed chwilą, lepiej odpowiedzcie sobie w myślach na pytanie, które za chwilę wam zadam. Piszę to teraz konkretnie do CIEBIE i TWOJEGO sumienia. O ile tylko jeszcze je masz:

    CZY UWIĄZAŁBYŚ YORKA LUB MOPSA NA ŁAŃCUCHU? CZY TEGO MNIEJSZEGO PSA TAKŻE TRZYMAŁBYŚ W KOJCU?

    Nie? No pewnie, że nie, do kurwy maliny.
    Więc jakim, cholera, prawem robisz to samo z nieco większym psem? Że co? Że duży, to niby bardziej odporny? Więcej może znieść? On może większość swojego życia spędzić w kojcu o wymiarach dwa na dwa, a mały piesek nie? Bo ten drugi trochę mniej skacze? Trochę ładniej pachnie? Trochę lepiej wygląda na zdjęciach?
    Zapamiętaj sobie raz na zawsze jedną, cholernie istotną rzecz:

    JEŚLI NIE MASZ WARUNKÓW DO TRZYMANIA PSA W DOMU LUB OBOK NIEGO, TO NIE POWINIENEŚ W OGÓLE GO MIEĆ!

    Bo to żadna łaska, że kupisz mu ocieplaną budę, w której i tak piździ wiatrem dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu. To żadna łaska, że postawisz mu zajebisty kojec, w którym psina nie może nawet pobiegać i większość swojego życia spędza za kratami.
    Jeśli nie umiesz zajmować się psem i tylko od niechcenia raz na jakiś czas pójdziesz z nim pobiegać, to nie zasługujesz na to by go mieć.
    Bo swoim podejściem na „odwal się” i zachowaniem w stylu „zajmuję się nim, bo w sumie muszę” jedynie sprawiasz mu ból.
    Pomyśl o tym i może samemu spróbuj spędzić dwa dni w nawet całkiem sporym kojcu i w budzie, w której, w nocy odpada Ci nos z zimna.
    Wtedy zrozumiesz jak bardzo bezduszny jesteś dla swojego zwierzęcia.

    Amen, do kurwy nędzy.

    Proszę was byście udostępnili ten wpis dalej, bo to nie kolejna z pierdół dotyczących seksu i podrywania lasek. Proszę was o to, bo mentalność niektórych osób po prostu trzeba zmienić. W innym wypadku te zwierzęta dalej będą cierpieć, a ludziom dalej będzie wydawać się, że droższy kojec, to całkiem słuszne rozwiązanie.
    Proszę was o to nie jako bloger, którego czytacie, ale jako człowiek, któremu zależy na losie tych psiaków.
    Proszę was także o to byście byli czujni na przejawy tego typu zachowań. Ja już dawno obiecałem sobie, że zgłoszę każdego, kto w ten sposób traktuje swoje zwierze. Wy także powinniście.

  • Darek

    A moje zdanie jest odmienne. Nie będę tu wychwalał autora, bo uważam że popadł w skrajności. Świat nie jest czarno biały. A ogromnie kolorowy. W skrócie. Nie kojec, nie łańcuch, nie dom, nie ogród a miłość właściciela są dla psa najważniejsze. I jeżeli pies będzie na łańcuchu, czy w kojcu, czy w ogrodzie (a ogród, podobnie jak dom, to DUŻY KOJEC) a nie będzie miał spacerów, zabawy, wspólnie spędzanego czasu, uwagi właściciela – nie będzie miało znaczenia gdzie mieszka.
    Jest jeszcze jedna rzecz, która mi się nie podoba w Waszych postach. Zrzucanie ludzi ze wsi do jednego worka i chwalenie „miastowych”. Jednakże to ludzie ze wsi przygarniają psy wyrzucone przez tych z miasta. W mojej wsi co najmniej 1/4 psów to podrzutki. I pomimo iż jest to mała wieś to jednak ludzi chodzących z psami na spacery jest dużo więcej już się Wam zdaje. Najbardziej „lubię” jak oceny dokonują ludzie na podstawie jakiś utartych schematów nie mających nic wspólnego z rzeczywistością. Nawet jedno z drugim na oczy nie widziało wsi od 10 lat, chyba ze z okna samochodu. A wiecie ile z tych Waszych interwencji miało miejsce w miastach? Grubo, naprawdę grubo ponad połowa. Na wsi zwierzęta, niezależnie jakie, traktuje się z dużo większym szacunkiem, nie zawsze miłością, ale szacunkiem. Owszem zdarzają się „czarne owce” ale sprawcie sobie statystyki organizacji pomagającej np psom i uderzcie się w piersi. Wyprowadzanie psów na wsi a w mieście: Kiedy mieszkałem w mieście widziałem nie raz jak to wygląda. Pięć minut przed blok, szybka fajka, bo zimno i do domu. Pies sie nawet wysrać dobrze nie skończył. Albo szybkim tempem 10 min dookoła garaży i do domu i tak raz dziennie i tyle. Pies ka każdym spacerze z podkulonym ogonem bo właściciel wkurwiony, że go musi wyprowadzić. Tak takie rzeczy się działy w mieście i nadal sie dzieją tylko WY nie zwracacie na nie uwagi. A „u nas na wsi” jak pies idzie na spacer, niezależnie czy 30min czy 6 godzin (praca w polu,lesie- zabiera sie wtedy psa ze sobą) ma pełną swobodę, ale tez i uwagę swojego właściciela. Mieszkałem w mieście (szkoła), mieszkam na wsi i tu i tu są ludzie „zli” ale i dobrzy. A widzenie tylko jednej strony medalu Panie Kacper uważam za hipokryzje.

  • Wanda

    Mam wakacje i od kiedy mam więcej czasu słyszę wielogodzinne wycie pieska uwiązanego do szopy. Właścicielka (ok. 80 l.) karmi go dość dobrze i wyprowadza raz dziennie na krótki spacer na krótkiej smyczy. Jest także syn tej pani, który wyprowadza go niesystematycznie ( jest alkoholikiem). Dziś zaproponowałam tej pani, że gdy tylko będę mogła to będę zabierała pieska na spacer. Często wyjeżdżam, więc nie mogłam obiecać systematycznych spacerów. Pani się zgodziła tłumacząc się ,że piesek bez uwięzi ucieka robiąc podkopy a sąsiedzi się skarżą.
    Czy zrobiłam dobrze wiedząc, że nie mogę o stale pomagać? Poza tym, muszę się upewnić, czy piesek jest szczepiony oraz odrobaczyć i odpchlić go.
    Dziś wyszłam z nim na godzinny spacer po okolicy wsi. Miałam wysuwaną smycz po moim umarłym piesku i dzięki niej ani ja ani piesek się nie umęczyliśmy. Tak dobrze dawno się nie czułam!