Emocje

POZWÓL IM ODEJŚĆ

„Głupcem jest ten, komu wydaje się, że przyjaciele są wieczni i naiwni wszyscy Ci, którzy wierzą w nieśmiertelność naszych uczuć”

Przyjaciele odchodzą, a miłość przemija – pisałem kiedyś w jednym ze swoich tekstów. Ludzie, z którymi obiecywałeś sobie dozgonną przyjaźń często są zastępowani przez innych. A ci przez następnych i następnych. Tak samo jest z osobami, które kochamy. Z naszymi ukochanymi.
Statystycznie rzecz biorąc masz nikłe szanse na wieczną przyjaźń ze swoim kumplem z ławki, czy dozgonną miłość z osobą, z którą sobie ją obiecywałeś. Dlatego też nie widzę powodu, abyś się przez to zadręczał.
Nie warto.

To moje słowa sprzed paru miesięcy. Chyba najwyższy czas coś do nich dodać.

MY, KOCHANKOWIE BEZ DATY WAŻNOŚCI 

Miałem 17 lat, gdy się poznaliśmy. Ode mnie była o cztery lata starsza. Pamiętam dokładnie ten dzień, gdy nasze drogi się skrzyżowały. Czekałem na dworcu w Lublinie, na odjazd w stronę Krakowa. Był sam środek najmroźniejszej zimy jaką pamiętam. Mój pociąg był spóźniony o trzy godziny, a ja miałem na sobie jedynie jesienną kurtkę, sweter, cienkie jeansy i przemoczone buty. Nie miałem przy sobie grosza przy duszy, bo dzień wcześniej wszystko przepuściłem w klubie.
Mówię wam – najgorsza melina w jakiej kiedykolwiek byłem. Brud, smród i droga Whiskey. A kolejki do kibli gorsze niż w Prozaku.

Siedziałem na tych cholernym dworcu i czułem, że za chwile zamarznę. I wtedy przyszła ona – miała kruczoczarne włosy, niebieskie oczy i sportowe buty. Nosiła na sobie także niebieski fartuch w białe kropki i na oko miała jakieś 15 kilogramów nadwagi. Całość zdobiła przetłuszczona twarz. To była sprzątaczka. Kazała mi podnieść nogi, bo akurat chciała tutaj umyć podłogę. I tak nie byłbym w stanie utrzymać moich skostniałych członków w powietrzu, więc po prostu wstałem i poszedłem w stronę baru. Jakimś cudem (serio, do teraz nie mam pojęcia „jak?”) wygrzebałem z kieszeni trzy złote. Ostatnie, brzęczące i uśmiechające się do mnie zawadiacko z mojej zmarzniętej ręki, trzy złote. Nie zastanawiając się dłużej, postanowiłem kupić kawę. Starczyło mi jedynie na jakąś paskudną lurę, ale biorąc pod uwagę to, że była ciepła, a cukier w saszetkach był darmowy, to byłem w siódmym niebie.
Niczym pieprzony bóg z pieprzoną kawą w ręce.
Kolejne dwie godziny pominę, bo były całkowicie nudne. No chyba, że chcecie czytać o tym, jak przez 120 minut błąkałem się po dworcu delikatnie pociągając z kubka, by aby na pewno kawa, którą kupiłem za swoje ostatnie pieniądze, wystarczyła mi do czasu, aż przyjedzie pociąg.

W końcu jednak nastała ta chwila i obskurne TLK zajechało na peron. Wsiadłem do swojego przedziału i poczułem, że szczęście się wreszcie do mnie uśmiechnęło. Cały przedział dla siebie. Co więcej – większa część wagonu świeciła pustkami. „Jeśli w ciągu następnych dziesięciu minut nikt się nie dosiądzie, to wygrałem życie” – pomyślałem sobie.
I rzeczywiście – pociąg ruszył i nikt się nie dosiadł. Kurwa, chyba rzeczywiście fortuna spojrzała na mnie przychylnym okiem. Najwyższy czas.
Zasłoniłem firanki, przygasiłem światło i pomyślałem sobie: „Jest tak jak lubię. Swojsko”.
Założyłem słuchawki i włączyłem sobie Floydów. Tak jak lubię.
Po chwili jednak zauważyłem, że ktoś otwiera drzwi do przedziału.

I tak ją poznałem.
Wiecie, jeżeli spodziewaliście się ładnego zakończenia, to muszę was zasmucić. To jedna z tych historii bez happy endu.
Choć sam do końca nie jestem pewien „jak?” i „czy w ogóle?” ten kawałek prozy miał lub mieć będzie jakieś zakończenie. Kropka kończąca ostatni rozdział nie została jeszcze postawiona. Nikt nie zna słów ostatniego akapitu.
Wiem jedynie, że po roku znajomości i niekończących się wieczorów, podczas których obiecywaliśmy sobie wszystko, co najpiękniejsze, ona musiała wyjechać. Pech chciał, że dostała stypendium na jakimś prestiżowym uniwersytecie w Stanach. Tysiące kilometrów ode mnie. Kochałem ją lecz z drugiej strony dobrze wiedziałem, że szczytem egoizmu byłoby trzymać ją przy sobie.

Pozwoliłem jej odejść.
I tak jak codziennie łudzę się o to, że kiedyś wróci, to tak samo codziennie naiwnie wierzę w to, że moje uczucia do niej nigdy nie zgasną. Może jednak warto?
Ponoć nadzieja umiera ostatnia. Twarda suka.

Powyższe pięć akapitów, to fragment mojego opowiadania, nad którym pracuję od paru tygodni. Ci, którzy wypełniali ankietę parę dni temu, wiedzą, że planuje takowe wydać. Chciałbym, żeby była to krótka historia, której początek ma bezpośrednio nawiązywać do tego, co mogliście przeczytać wyżej. To jedna z wielu zmian i nowości, które zamierzam wprowadzić w nadchodzących miesiącach w swoim życiu. Zawsze chciałem pisać coś więcej niż bloga, a wy sami od dłuższego czasu dawaliście mi do zrozumienia, że mam do tego predyspozycje. Plan jest prosty – wydawać co miesiąc jedno opowiadanie. 12 miesięcy życia. 12 najciekawszych historii, które zawsze chciałem wam opowiedzieć, a czułem, że blog to zbyt prymitywne miejsce, do tego, by tutaj o nich rozprawiać.
Czy się uda? Kurwa, jasne, że się uda. Daję sobie na to rok. Od dzisiaj.
A teraz wróćmy do dalszej części tekstu. Coś ważnego miałem wam do powiedzenia:

POZWALAJ INNYM ODCHODZIĆ

Przyjaciołom, bliskim, osobom które kochasz. Bo jeżeli będziesz uporczywie ich przy sobie trzymać, zaciekle walczyć o ich uczucia, to oni i tak odejdą. Pełni popsutej krwi i z nieskończoną goryczą kierowaną w Twoją stronę.

Nie trzymaj ludzi przy sobie wbrew ich woli. Jeżeli oni chcą Cię opuścić, to nigdy się przed tym nie broń. Nie buduj przed nimi muru, nie błagaj, nie kajaj się. Oni i tak by od Ciebie, prędzej czy później, uciekli. Jeśli nie fizycznie, to przynajmniej mentalnie staliby się dla Ciebie nieobecni.
Pozwól im odejść.

Bo będzie to najważniejsza i najbardziej szlachetna próba, która Cię czeka. Oni i tak by odeszli. Jeśli natomiast otworzysz im furtkę do tego, by ruszyli w swoją stronę, to istnieje prawdopodobieństwo, że kiedyś wrócą. Niewielkie, ale za to takie, które jeśli tylko się spełni, to sprawi także, że już nic nie będzie w stanie was rozdzielić.
I wtedy żaden osiemnastoletni szczeniak nie powie Ci już, że tylko głupcy wierzą w nieśmiertelność ludzkich uczuć.
Nigdy.

Bo tak naprawdę każdy z nas wierzy w bezkres uczuć. Nawet jeżeli kiedyś twierdził, że tego typu myślenie jest właściwe jedynie dla naiwnych idiotów.

Koniec końców – czy nie lepiej właśnie jest być takim naiwnym głupcem? Kto powiedział, że moment pożegnania winien pełnić rolę zakończenia?
Ja swojego jeszcze nie napisałem.

„Nikt nie zna słów ostatniego akapitu”

Zrzut ekranu 2015-08-05 o 21.21.41


Aha, prawie bym zapomniał – kliknij TUTAJ like’a, a od dziś i ty, i ja będziemy szczęśliwi. Możesz także zacząć obserwować mnie na moim PROFILU PRYWATNYM i dzięki temu jako pierwszy będziesz dostawał informacje o najnowszych wpisach.
Przypominam jednocześnie, że każdy wulgarny, chamski czy choć trochę niemiły, względem mnie lub moich czytelników, komentarz zostanie natychmiast usunięty. To mój dom i to mi ma być tutaj wygodnie.

 

Poprzedni post Następny post

Mało? Mam dla ciebie parę propozycji:

  • Lukasz

    Rozstania z kimkolwiek nigdy nie są łatwe, ale czasami konieczne. Uważam, że podjąłeś słuszną decyzję z dziewczyną, choć pewnie było kurewsko ciężko. Zawsze jest jakaś nadzieja. Zaaaajebisty tekst.

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      Poczekaj na opowiadanie. Za trzy tygodnie dokładnie je zapowiem.

      • Lukasz

        Poczekam, poczekam.

  • http://polishonion.com/ Agata

    Opowiadanie – trochę jakbym czytała Bukowskiego.

    • Konstancja Wojdak

      Bukowski pisze trochę bardziej obcesowo. Tak czy inaczej – świetny tekst.

      • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

        W końcu mój

  • duri

    Ja tam naiwnie wierzę, że „to już na zawsze”. Myślę, że takie myślenie daje ludziom poczucie komfortu i bezpieczeństwa. Dlatego też zawsze mocno rani, jeżeli te obietnice zostają złamane. Cała ta „bezpieczna strefa” się rozpada i człowiek czuje się bardziej bezbronny niż kiedykolwiek. Ale myślę, że jak się kogoś kocha, to naturalną rzeczą jest widzenie go w swoich planach i przyszłości, planowania z nim reszty życia. Przynajmniej dla większości kobiet.

    • Oskar Juszczyk

      Nie tylko kobiet… :/

  • http://madee.pl/ Magdalena Stankiewicz

    Wszystko spoko, tylko…dlaczego to jest takie trudne? :(

  • Justyna Niepsuj

    Kurczę, mam wrażenie, że tym tekstem wszedłeś na jakiś wyższy poziom. Strasznie mi się podoba. i w dodatku wpasowałeś się w moje ostatnie rozważania na temat związków i poświęcania się w stylu „od zawsze chciałam studiować w Krakowie, ale mój chłopak idzie na studia do Wrocławia, więc ja też tam pójdę”. Wiem, że chodzi trochę o co innego, ale działa na podobnej zasadzie. Jeśli dużo dla kogoś poświęcisz, to jeśli później zerwiecie, to zamiast dobrych wspomnień, zostaje Ci żal. Podobnie jest w sytuacji, kiedy nie pozwalasz komuś odejść. Zostaje żal, bo ostatnie tygodnie razem były na siłę i zacierają nam obraz o tych wcześniejszych, świetnych momentach. Przypuszczam, że Ty i Twoja była dziewczyna z uśmiechem na ustach wspominacie spędzony razem czas. A o to przecież chodzi, żeby niczego nie żałować. ;)
    Z niecierpliwością czekam na kolejny tekst w tym stylu :)
    PS Jak kiedyś wydasz książkę, to masz jak w banku, że ją kupię ;)

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      Na razie jedynie opowiadanie

  • whatever

    dodałabym tylko jeszcze jedną rzecz, coś czego wydaje mi się niektórzy nie chcą zrozumieć. jeśli kogoś tracimy, to nigdy nie dlatego, że ktoś go nam odebrał. nie można być złym na osoby, do których ktoś bliski odszedł, bo to kompletnie nie ich wina. jeśli ktoś chce odejść, to to zrobi i to jest tylko i wyłącznie jego decyzja.

  • Zireael

    To opowiadanie, te pięć akapitów, to tylko fikcja, czy historia z Twojego życia?
    Tak btw. to świetny tekst i powodzenia w realizowaniu swojego postanowienia:)

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      Wszystkiego dowiesz się w okolicach 20 sierpnia. W drugą rocznicę bloga.
      PS. #TeamTriss

  • wera935678

    Ludzie umierają albo odchodzą. Taka kolej rzeczy.

  • Jan

    Któż nie czeka na dłuższą formę … umiesz pływać, teraz czas na większą wodę.
    Keep Rocking Men! Good, solid writing.

    Przeczytałem. Wchłonąłem. Odetchnąłem. Piszę, bo czuję że trafiłeś w moment i w temat, a moje spostrzeżenie dzisiaj, jest bardzo pokrewne. Ludzie nie są w życiu przypadkowo, jeśli spotykasz kogoś to zawsze po coś. Albo odejdzie i zniknie tak szybko jak się pojawił, albo zostanie, będzie w pobliżu, zrobi wszystko żeby nie odejść, ostatni akapit, będziecie pisać po prostu, po kolei, razem..
    Spierzyłeś? Nikt nie wie, czy na pewno. Idziesz? Good for you, póki czujesz że warto, zapierdalaj w drodze po własne szczęście i jej – Na jedno wychodzi. Nie ma przypadkowych spotkań, zawsze jest cel.
    Cholera, czuję że Twój tekst, wejdzie z niezłym pierdolnięciem i przekazem. Jak każdy tekst.
    Dzięki za dzisiaj.

  • Zuza

    Coś czuję, że za max. 2 lata twoje nazwisko stanie się sławne ;)
    Świetnie piszesz, a powieści z pewnością staną się bestseller’ami.

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      Też tak czuję :)

  • Dot

    Bardzo prawdziwy i mądry tekst. Czytanie Ciebie to czysta przyjemność.

  • navystarling

    Cholera. Nie wiem. W dziwny nastrój wprawił mnie ten tekst. Mam osiemnaście lat. 1/3 życia przepieprzyłam, wpatrując się w dziwnego, intrygującego mnie (teraz już) faceta. Ale nie wyobrażam sobie być z nikim innym, chociaż nigdy go nawet nie pocałowałam.. A jednak zna mnie on na wylot. Pozwoliłam mu odejść, zawrócił, a ja znów go wypuściłam. NIE WIEM. W dziwny nastrój wprawił mnie ten tekst..