Kültura, Lifestyle

NIE PRZESZKADZAJĄ MI ATEIŚCI W KOŚCIOŁACH

A wam?

O religii na swoim blogu pisałem już wielokrotnie. Zwykle mocno krytycznie. A czasami dla odmiany jeszcze bardziej krytycznie. Dzisiaj jednak nie o religii samej w sobie będzie, a raczej o folklorze z nią związanym.
Słowem – dzisiaj porozmawiamy sobie o tym, dlaczego wcale nie przeszkadzają mi ateiści w kościołach.

ATEIŚCI W KOŚCIOŁACH?

Miałem 14 lat, kiedy usłyszałem to od swojej mamy:

-Masz iść do kościoła, poświęcić koszyczek.
-Nie pójdę
-Pójdziesz
-Nie…

Poszedłem. Z wielkim żalem skierowanym w stronę mojej rodzicielki, przeklinając wszystkie świętości i obgryzając ze złości wargi do tego stopnia, że przez kolejny tydzień musiałem smarować je smalcem. Bo oto honor i przekonania młodocianego ateisty zostały zbrukane w najpodlejszy ze wszystkich sposobów. Wtedy jeszcze nie rozumiałem, że przekonania religijne tak naprawdę nie mają nic wspólnego z chodzeniem do kościoła po to, by uczestniczyć różnych ceremoniach.

Byłem jednak jednym z tych dwóch typów ateistów, którzy się tam znaleźli.
Mogę z całą stanowczością stwierdzić, że w tamtym okresie należałem do grupy tych, którzy  ateistami nazywają się tak tylko wtedy, gdy ich rodzice nie patrzą.
Wiecie – to ten typ, któremu jeszcze dobrze mleko z pod nosa nie wyschło. Już chcą podbijać świat, już dumnie nazywają siebie „osobami niewierzącymi”… lecz, gdy co niedziele trzeba iść do kościoła (bo starsi każą i pszypał) lub poświęcić koszyczek na Wielkanoc, to Ci mali buntownicy z niemałym oburzeniem (lecz koniec końców także i pokorą) muszą schować swoje „mocno zakorzenione przekonania religijne” do kieszeni i potulnie wykonać zadanie, zgodnie z wolą rodziców. I to byli Ci pierwsi, do których jeszcze te sześć lat temu i ja się zaliczałem.

Drugim typem są natomiast ci, dla których poświęcenie koszyczka na Wielkanoc niekoniecznie musi być bezpośrednio związane z wiarą. Dla nich jest to po prostu jedna z wielu tradycji wpisanych w nasz folklor.

I wiecie co? Ani ci pierwsi, ani ci drudzy mi nie przeszkadzają.

Dlaczego? Już tłumaczę – do pierwszych nic nie mam ze względu na to, że gdzieś do 14 roku życia sam byłem jednym z tych małych buntowników i doskonale rozumiem, co nimi kierowało. Już zaczynali podważać istnienie Boga, ale tak po prawdzie byli w tym bardzo wybiórczy i chaotyczni. Wierzcie mi lub nie, ale teraz wcale nie mam za złe moim rodzicom, że na Wielkanoc wysyłali mnie do kościoła. Co prawda kiedy posyłali mnie na święconkę, to nawet przez myśl im nie przeszło, abym nagle dzięki temu się nawrócił. Nic z tych rzeczy. Zwykle wysyłano mnie tam dlatego, bo w moim rodzinnym domu byłem najmłodszy, a każdy z domowników, oprócz mnie, był wtedy zaaferowany czymś ważnym lub zwyczajnie ze względu na swój wiek (np. babcia lub dziadek) nie był na siłach samodzielnie pofatygować się do kościoła oddalonego od domu o lekko ponad kilometr. Dlatego też rozumiem to, że nie każdy młodociany ateista musi być od razu hipokrytką, kiedy w wielką sobotę idzie święcić koszyczek. Z perspektywy czasu rozumiem to raczej jak coś na wzór „wysłania młodszego brata po dżem do piwnicy, bo my sami wolimy siedzieć przy stole i rozmawiać”. I takie same odczucia mam odnośnie tej drugiej grupy. Oni także mi nie wadzą.

Jestem zdania, że lwia część katolickich świąt w naszym kraju jest po prostu bardzo mocno związana z naszą kulturą. To, że jesteś ateistą i spędzasz święta z rodziną, dzieląc się z nimi jajkiem, lub w przypadku Bożego Narodzenia – opłatkiem, wcale nie robi z Ciebie hipokryty.

Tak jak nie robi z Ciebie hipokryty to, że bierzesz ślub kościelny, bo twoja partnerka chciałaby mieć niezapomnianą do końca życia ceremonię. Dla mnie – i podejrzewam, że także dla wielu ludzi mi podobnych – to głównie folklor i piękna tradycja.

I osobiście, jako osoba niewierząca, nie wyobrażam sobie spędzić Wigilii czy Wielkanocy w miejscu innym niż dom rodzinny. Nie wyobrażam sobie, że w Wielką Sobotę mógłbym nie iść na rynek główny i nie poświęcić koszyczka pod Bazyliką Mariacką.

A Ci, którym mimo wszystko to przeszkadza i czują ogromną potrzebę wygarnięcia tym, którzy mimo swoich przekonań od wielkiego dzwonu pojawiają się w kościołach,  że „są niekonsekwentni w swoich przekonaniach” albo nie umieją czytać ze zrozumieniem, albo jeszcze chodzą do gimnazjum… albo są najzwyczajniej w świecie idiotami.


Aha, prawie zapomniałbym – kliknij TUTAJ like’a, a od dziś i ty, i ja będziemy szczęśliwi. Możesz także zacząć obserwować mnie na moim PROFILU PRYWATNYM i dzięki temu jako pierwszy będziesz dostawał informacje o najnowszych wpisach.
Przypominam jednocześnie, że każdy chamski, wulgarny czy w jakikolwiek sposób czepialski komentarz zostanie natychmiast usunięty. To mój dom i to mi ma być tutaj wygodnie.

Poprzedni post Następny post

Mało? Mam dla ciebie parę propozycji:

  • http://jagodowa-malpka.blogspot.com/ Jagodowa Małpka

    Polecam justowanie tekstu, dużo lepiej by się czytało. Skomentowałabym jakoś mądrze ale w sumie temat jest przez Ciebie wyczerpany.

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      Tak, a może od razu wyśrodkuję.

  • Karolina

    A mi to przeszkadza. Albo jest się katolikiem, albo nim się nie jest. Obchodzenie świąt, łamanie się opłatkiem, czy dzielenie jajkiem, będąc niewierzącym to moim zdaniem hipokryzja. To tak jakby brać od Kościoła to co mi pasuje tzn. święta, a darowanie sobie wiążących z tym obowiązków jak chodzenie do Kościoła w niedzielę, czy np. post w Piątek.

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      Zdziwiłabyś się gdybyś poczytała o tym ile w twoich katolickich świętach tak naprawdę jest „chrześcijaństwa”. Masa z tego, co dla Ciebie jest katolicką tradycją to po prostu pogańskie zapożyczenia.

      • http://www.lenberry.blogspot.com/ Karolina

        Ok, ale po co takie osoby chodzą do Kościoła? Nic nie denerwuje mnie bardziej niż osoby, które cały rok są zajęte leżeniem w niedzielę, a do Kościoła chodzą tylko w święta, aby się publicznie pokazać.

        • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

          Bo babcia, która jest bardzo wierząca nie da rady pójść z koszyczkiem? Bo jest schorowana, a ty chcesz zrobic jej przyjemność? Bo niektórzy chcą zrobić przyjemność swojemu partnerowi, który jest wierzący? Spójrz trochę szerzej. Nie każdy idzie tam się pokazać. Niektórzy po prostu chowają swoją ideologiczną dumę do kieszeni, żeby sprawić komuś innemu przyjemność. Ja chodzę tylko i wyłącznie dlatego, bo moi dziadkowie już nie są w stanie zrobić tego kawałka do kościoła, a ja mam całkiem zdrowe nóżki i mogę się poświęcić, żeby było im miło.

        • Ciri

          Chodzenie raz do roku do kościoła to raczej domena chrześcijan, a nie osób, które deklarują się jako ateiści. Wtedy też przystępują do sakramentów i mają spokój na cały rok. Dzieje się tak chyba dlatego, że w naszym kraju wiara jest bezmyślnie kultywowaną tradycją. ;)

  • Charlotte Hinata

    Popieram Cię w stu procentach. Rodzice dali mi wybór i wybrałam, nie chodzę do kościoła, nie wierzę w boga i sobie tak żyję już kilka lat.. Święta spędzam z rodziną. Nie jest to dla mnie święto kościelne tylko czas dla rodziców i rodzeństwa z którym widuję się tylko dwa razy w roku. Kiedyś koleżanka z klasy powiedziała, że mam coś poprzestawiane w głowie, bo nie wierzę, a składam życzenia podczas Wigilij. Czyli jak? Mam się odwrócić od rodziny, zamknąć w pokoju bo oni są wierzący, a ja nie? Nie rozumiem chrześcijan.

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      *niektórych chrześcijan.

      • Charlotte Hinata

        Owszem. Przepraszam za niedomówienie.

        • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

          Chill, po prostu tak często mi zarzucano generalizowanie, że już automatycznie ludzi poprawiam

          • Charlotte Hinata

            Spotkałam w swoim życiu już kilkanaście osób (jak nie kilkadziesiąt), które próbowały mi wmówić, że skończę w piekle, jestem bezbożnicą wystarczyło powiedzieć, że nie wierzę w bajkę o tatusiu siedzącym na chmurce w niebie. Bo prawda jest taka, że są różni ludzie. Przecież ateiści są źli i wolno na nich naskakiwać przy każdej okazji natomiast na chrześcijan nie wolno powiedzieć złego słowa. Znam kilka osób, które wierzą, ale w ten „fajny” sposób i da się z nimi spokojnie porozmawiać bez osądzania, ale kobieta która mieszka 2 piętra niżej już była u mnie kilka razy chcą porozmawiać o bogu bo „kochaniutka, nie widziałam, żebyś w niedziele szła do kościoła rano, tu mieszkają tylko chrześcijanie”. Dlatego tak to widzę.

  • http://bezstronnie-obiektywny.blogspot.com/ Biały Anubis

    Właśnie to samo pisałem gdzieś indziej, ale nie będę sucho przeklejał tekstu. Wielkanoc, czy Boże Narodzenie, to dla nas takie same tradycje kulturowe, jak… zabrakło mi przykładu. Ale mówiąc o tych świętach, nie wyobrażamy sobie ich w innych krajach, mimo że są one obchodzone. No, w USA jeszcze tak, bo widzieliśmy sporo filmów. Ale zauważamy wyraźne różnice między tymi świętami u nas, a u nich. Pewna osoba napisała na swoim blogu, że święcenie koszyczków jest bezsensowne, bo i tak na większość jedzenia nie skapnie nawet kropelka wody święconej, ale później ludzie i tak wyobrażają sobie czort wie jak lepszy smak. Nawet gdyby trafił cały garnek wody święconej wraz z kropidłem, to nie zmieniło by smaku, bo to woda, ale i tak nie o smak chodzi, a rytuał. Ludzie kiedyś składali zwierzęta i ludzi w ofierze różnym bogom. Teraz mamy bardziej cywilizowane obrzędy. Na szczęście, bo bym może stracił swój stoicki spokój, wysłuchując obrońców praw ofiar rytualnych. Bez kultury i tradycji naród ginie, więc mnie również ateiści (ci prawdziwi oraz nastolatkowie, buntujący się) nie przeszkadzają w kościołach.

  • Anna Bartczak

    Karolino, praktycznie cały chrześcijanizm jest zaciągnięty z innych wierzeń. Kiedyś robiono ofiary ze zwierząt i ludzi, teraz ofiarą jest jajko. Sam pomysł ołtarza, przy którym kapłan odprawia modlitwę zaciągnięty jest z kultu bogini płodności. Jeśli by się zastanowić, to wszyscy chrześcijanie odprawiają „pogańskie” rytuały. Skoro oni mogą, to dlaczego ateiści nie? Ja jestem deistką, mój partner jest ateistą a święta obchodzimy razem z rodzinami. Dla nas to czas rodzinnego spędzania czasu, celebrowania dnia. I nie idziemy do kościoła żeby się „pokazać”, tylko żeby być wsparciem dla reszty rodziny lub żeby godnie ją reprezentować.
    Kacprze, bardzo ciekawy post, trafiający w samo sedno problemu. Wiele osób nie ma pojęcia o pochodzeniu ich religii, wypominając ateistom ich „grzeszki”. A wystarczyło by przeczytać parę książek.

  • Ciri

    A ja nienawidzę świąt i nie czuję potrzeby kultywowanie tej tradycji. Być może wiąże się to z tym, że w moim domu jest to czas absurdalnych wręcz porządków i kłótni. Rozumiem jednak tych ateistów, którzy z wielką te dni obchodzą. Bo i co mają robić? Skoro mają wolne, mogą spotkać się z rodziną, spędzić mile czas… To może być zupełnie świeckie, a w świętach jest o wiele mniej chrześcijaństwa niż się niektórym wydaje. Chociaż szczerze mówiąc, nie do końca pojmuję chodzenie na pasterkę czy święcenie koszyczka przez takie osoby. To już są zwyczaje typowo katolickie, które niewierzący spokojnie mogą sobie odpuścić. I z tego co mi wiadomo, właśnie to robią, nie znam j rodziny ateistów, która obchodziłaby święta tak ,,po bożemu”. Co innego, gdy tylko jedna osoba w rodzinie jest niewierząca. Wtedy cały ten obrządek na ogół wiąże się z chęcią zrobienia bliskim przyjemności. ;) A co do ślubu ateisty i osoby wierzącej… Tu pojawia się problem. Zakochanie
    zakochaniem, ale co dalej? Ślub kościelny to chwila aktorstwa, która wystarczy, aby zrobić ukochanej osobie przyjemność, ale jak
    później wychowywać dzieci? Są rzeczy ważniejsze niż religia, ale wiara
    ma ogromny wpływ na nasze życie, wiąże się ze światopoglądem. Dlaczego
    tak niewielu ateistów decyduje się na
    przysięgę jednostronną? A późniejsze chrzczenie dzieci i wychowywanie
    ich po katolicku to już w ogóle kosmos, i to niestety, dość często spotykany. A przecież oboje rodziców może
    przekazywać swoje przekonania potomkowi i gdy on dorośnie mógłby
    zdecydować. Ale jakoś tak wychodzi, że w większości przypadków to
    ateiści ustępują. Każda sytuacja niby jest inna, każdy związek rządzi
    się swoimi prawami, ale mimo wszystko uważam, że powinniśmy jednak być wierni swoim przekonaniom. Zawsze są się ustanowić kompromis, ale to trudna sztuka.

    • Ciri

      da się* Jakoś tak wygląda mój komentarz, poza tym kila słów ucięło. No nic, wesołych świąt! ;)

  • http://terra-feliks.blogspot.com/ Hipis

    Wydaje mi się, że ci ateiści, którzy wygarniają innym za chodzenie do kościoła po prostu podchodzą po swojemu do ateizmu. To znaczy, rozumiem ich postawę. Gdybym była ateistką to absolutnie nie chodziłabym do kościoła i nie uznawała żadnych świąt. Bo jak mówię A to mówię też B. Tak samo jako katoliczka nie wyobrażam sobie, że miałabym jednych zasad przestrzegać, a innych nie, bo mi się nie podobają. Ale nie widzę powodu, by na kogoś się wkurzać za jego bardziej „ugodowe” postawy albo za to, że zwyczajnie lubi święta. Spotkanie się w gronie rodziny jest zawsze ważne. Podobnie np. z pogrzebami. Byłoby smutno, gdyby na pogrzeb katolickiej babci nie przyszedł wnuk-ateista.
    A katolików to tylko cieszy, bo a nóż widelec jednak ktoś się nawróci ;)

  • Agnieszka Dominika

    Fajny artykuł. Nie powiem. :) Czytałam kilka Twoich poprzednich i też mi się podobają. Dołączam do grona Twoich fanów.