#na_szybko, Kino!, Kültura

NIE MUSISZ LUBIĆ SWOJEGO NAUCZYCIELA

Ale kiedyś mu podziękujesz

Wczoraj, z racji tego, że co roku lubię nadrabiać wszelkie oscarowe produkcje wziąłem się za Whiplash. Filmu, który specjalnie odłożyłem sobie „na później”, ponieważ chciałem uniknąć tego całego oscarowego hype’u, by później móc ocenić go zgodnie z własnym sumieniem, a nie pod wpływem wszelkich recenzji i tego ile statuetek zdobył.

Jaką ocenę mu ostatecznie dałem? To już możecie sobie sprawdzić na moim profilu, na Filmwebie. Bo dzisiaj nie mam zamiaru go ani recenzować, ani rozkładać na czynniki pierwsze. Chciałbym za to, podobnie jak w przypadku Birdmana, opowiedzieć wam o tym, co z tego filmu rzeczywiście wyniosłem.

I teraz tak – postaram się poprowadzić ten tekst tak, aby oszczędzić wam jakichkolwiek spoilerów na temat fabuły tego filmu. Jednak zdaję sobie sprawę, że może mi się to nie udać, więc jeżeli chcecie obejrzeć ten film, to zróbcie to przed przeczytaniem tego tekstu. Jeżeli jednak on was nie interesuje, to usiądźcie grzecznie, postarajcie się tatusiowi nie przeszkadzać i… śmiało czytajcie dalej.


Kiedy jakieś 3 miesiące temu oglądałem Birdmana, nie sądziłem, że ten film mnie tak wiele nauczy. „Ot zwykła historia o podstarzałej gwieździe blockbusterów, która przeżywa kryzys wieku średniego” – myślałem sobie.

Do Whiplash podszedłem podobnie. Liczyłem, że to po prostu dobrze nakręcony film o ambicjach z wątkiem muzycznym w tle. I wiecie co? Nie pomyliłem się – to kawał dobrego kina, które uczy nas tego, że czasami nie warto być pokornym i tym bardziej nie warto godzić się z tym, że „do czegoś nie jesteśmy stworzeni”. Nawet jeżeli sto razy coś nam się nie uda, a ludzie wokół sugerują nam, że „może warto spróbować czegoś innego”, to nie powinniśmy się poddawać.

Nie, jeżeli czegoś bardzo mocno pragniemy.

Whiplash, to film w dużej mierze o walce z samym sobą i swoimi słabościami. O tym, że należy przekraczać granice swoich możliwości i podążać za swoimi ambicjami. To film o wędrówce w głąb samego siebie i emocjonalnym dorastaniu. Jednak nie to jest najważniejsze.

Jest to film także o czymś jeszcze. Rzeczą, którą zrozumiałem po obejrzeniu tego filmu, to to, że

WYMAGAJĄCY, SUROWI I CHARYZMATYCZNI NAUCZYCIELE, KTÓRZY STAWIAJĄ NAM Z GÓRY NA DÓŁ JEDYNKI, SĄ JEDYNYMI SŁUSZNYMI NAUCZYCIELAMI

Jest w tym filmie nawet taka scena, w której J.K. Simmons – nauczyciel głównego bohatera – tłumaczy Milesowi Tellerowi (główny bohater), że ludzie mogą go nie lubić za jego metody, mogą go za nie nawet nienawidzić. Ale dzięki temu on ich przynajmniej czegoś nauczy:

Zmotywuje do przekraczania własnych granic. Pokaże, być może nawet w sposób nieco brutalny, że to właśnie w pocie, krwi i łzach powstają najpiękniejsze dzieła, największe teorie i najznakomitsze idee.

Bo tak naprawdę jeżeli chcecie osiągnąć coś w dziedzinie, którą kochacie i która was pochłania bez reszty, to życzę wam, abyście tylko na takich nauczycieli trafiali. Nie potrzebni wam mili belfrowie, którzy pozwalają wam przekładać sprawdziany i będą wam szli na rękę. Nie potrzebni wam pedagodzy, którzy będą bali się na was nawrzeszczeć. Nie potrzebni wam nauczyciele, którzy w chwilach słabości poklepią was po ramieniu i powiedzą „nic się nie stało”.

WHIPLASH

Zrzut ekranu 2015-06-25 o 18.48.23

Potrzebni wam ludzie, którzy złapią was za bety, dadzą w pysk i powiedzą, że jesteście do dupy. I jeżeli wtedy odpuścicie, to znaczy, że mieli rację. Nie jesteście warci funta kłaków.
Natomiast jeżeli mimo to się nie poddacie, to macie szansę stworzyć coś genialnego.

Bo nie ma słów gorszych od „nie przejmuj się”, „dobra robota” czy wyżej wspomniane „nic się nie stało”. Ponieważ gdyby na przestrzeni wieków wszyscy mentorzy i nauczyciele chcieli w ten sposób motywować swoich uczniów, to nasz świat byłby nijaki i bezwartościowy.
I nie mielibyśmy ani wzorów matematycznych, ani wielkich odkryć naukowych. Nie mielibyśmy tylu wspaniałych dzieł literackich, filmów ani muzyki, która w ciągu paru sekund jest w stanie doprowadzić nas do tego, że po naszych policzkach pociekną łzy. Nie odkrylibyśmy połowy miejsc na ziemi, że o lotach w kosmos nie wspomnę.

Nie mielibyśmy ani Elvisa, ani Mozarta.

 

 

Justin Bieber być może by się uchował.

 

 

 
Choć w sumie i tego nie jestem pewien.


Aha, prawie bym zapomniał – kliknij TUTAJ like’a, a od dziś i ty, i ja będziemy szczęśliwi. Możesz także zacząć obserwować mnie na moim PROFILU PRYWATNYM i dzięki temu jako pierwszy będziesz dostawał informacje o najnowszych wpisach.
Przypominam jednocześnie, że każdy wulgarny, chamski czy choć trochę niemiły, względem mnie lub moich czytelników, komentarz zostanie natychmiast usunięty. To mój dom i to mi ma być tutaj wygodnie.

 

Poprzedni post Następny post

Mało? Mam dla ciebie parę propozycji:

  • Sara Stella

    Mistrzostwo. Idę oglądać

  • V.

    Kacperku kochany… Co innego mogę Ci tutaj napisać niż to, że znowu masz rację?

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      Hehe, no ba.

  • Ola Kowalska

    Piszesz coraz lepiej! Tylko pogratulować! To sama przyjemność czytać wieczorami nowe wpisy. Prawie za każdym razem dochodzę do wniosku, ze masz racje i trudno sie z tobą nie zgodzić. Czekam na kolejne posty :)

  • MajA.

    Ciekawe kogo jeszcze przyciągnął snapchat…
    Mam zdanie. Tylko takie samo jak Ty. :D
    Czasem dobrze sobie uświadomić nawet te najprostsze prawdy.
    Kacper… robisz to dobrze. ;)

  • Aga

    Bo surowy nauczyciel nauczy cię więcej.. Wspaniały blog , świetne teksty , oby tak dalej ! :)

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      oczywiście, że tak.

  • kasia.katarzyna

    Snapchat przyciągnął również mnie. ;) Sama przekonałam się, że „Ci Najgorsi” nauczyciele najwięcej potrafią nauczyć, takich zapamiętuje się na całe życie.
    Bardzo podoba mi się Twój styl pisania.