#na_szybko

NIE MA CZEGOŚ TAKIEGO JAK KREOWANIE SIEBIE NA KOGOŚ KIM NIE JESTEŚMY

Macie czasami tak, że coś wkurwia Was do tego stopnia, że musicie całemu światu wykrzyczeć swoje zdanie? Ja nieustannie. Dlatego założyłem bloga.

A rzeczą, na którą jestem chyba najbardziej wyczulony, jest bezmyślne powtarzanie wyświechtanych i nieprzemyślanych frazesów. A spróbuj tylko powiedzieć coś mało oczywistego, ubrać coś innego, zachować się w sposób niekonwencjonalny lub po prostu oryginalny, to możesz być pewien, że zawsze znajdzie się jakiś kretyn, który zarzuci Ci, że…

KREUJESZ SIĘ NA KOGOŚ KIM NIE JESTEŚ!

A skąd Ty do kurwy maliny możesz wiedzieć kim ja jestem? Odkąd to ”panie samozwańczy psychologu” badasz meandry mojego umysłu, aby móc niechybnie stwierdzić, że w danej chwili ”kreuję się na kogoś kim nie jestem”? Być może rzeczywiście kreuję się na kogoś innego, ale – i tutaj uwaga, bo jeśli lubisz powtarzać tego typu bzdury, to istnieje szansa, że w tej chwili wybuchnie Ci ten twój mały, pierdolony móżdżek – paradoksalnie dalej jestem sobą. Nie ma chwili, abym nagle stał lub kreował się na kogoś, kim, kurwa, nie jestem.

Bo…

ZAWSZE JESTEŚMY SOBĄ

Tylko, że czasami ubrani w inne zachowania, motywy czy sposób wypowiadania się. Nigdy nie kreujemy się na kogoś kim nie jesteśmy. Nawet jeśli udajemy kogoś innego, to zawsze jest to jakaś część nas. Bo w tej jednej, konkretnej chwili wcale nie jesteśmy jebanym Johnnym Deppem. Jesteśmy naszą wizją tego gościa. Sobą jak chuj.
I chuj.

I owszem, zdaję sobie sprawę z tego, że ktoś mi może teraz powiedzieć: ”hola, hola – Anonimek! Ale przecież nie piszesz niczego odkrywczego… przecież wszyscy wiemy, że tak właśnie jest. Ty tylko reinterpretujesz słowa, które wszyscy rozumieją”. Tia? To dlaczego tak beznamiętnie je powtarzacie? Niemal bezrefleksyjnie.

Po to właśnie jest ten wpis. I po to są dziesiątki mu podobnych. Abyście w końcu przestali być bezrefleksyjnymi cielakami, z klapkami na oczach! Żebyście zaczęli patrzeć na świat z różnych perspektyw i rozkminiali go na wielu płaszczyznach. Żeby nie targały wami ciągle te same, zgubne emocje, ale i też zdrowy rozsądek. Jakaś uporządkowana logika. Ta, której czasami mi brak, ale mimo to staram się o to, aby zrobić z Was ludzi lepszych niż ja sam. Taka moja donkiszotowska misja.

Jestem waszym internetowym tatuśkiem i wierzcie mi – tytuł ten zobowiązuje do czegoś więcej niż okazyjnego bzykania się z tą piękniejszą częścią mojej publiki. Choć w sumie, jakby był jakiś ładny chłopiec… nie jednak nie.
Wracając jednak do clue tego wpisu: Czasami też muszę wrócić z wami do podstaw i wspólnie, jeszcze raz przećwiczyć intelektualną tabliczkę mnożenia.

Bo wiecie, inaczej… nie byłbym sobą ;)

Poprzedni post Następny post

Mało? Mam dla ciebie parę propozycji:

  • Agenstain

    Albo nie rozumiem tego wpisu, albo totalnie się z Tobą nie zgadzam. Przecież ludzie naginają swoje wartości, cele, swoje „ja” żeby załóżmy przypodobać się innym. Robią przy kimś coś, czego normalnie nie popierają lub czego nigdy w życiu by nie zrobili gdyby nie bali się odrzucenia czy czegoś. Udają, że coś lubią bądź czegoś nie, szukając akceptacji. Jak w takich chwilach możemy powiedzieć, że wciąż, po części chociaż, są sobą? Czy może chodzi o to, że właśnie dlatego, że potrafią się na tyle dla kogoś zmienić by ten ktoś ich „lubił” dowodzi temu, że gdyby nie byli tacy „niewierni sobie” to by tego nie zrobili?