OPOWIEŚĆ

NA POCZĄTKU ZAWSZE JEST ”GŁUPIE MARZENIE”

Nikt nigdy nie powiedział mi, że mogę osiągnąć wszystko

20 sierpnia 2013 roku napisałem tutaj swój pierwszy wpis. I tak, wiem. Kochanie, wybacz mi, że zapomniałem o naszej rocznicy, ale cóż… jestem tylko mężczyzną.

Tego dnia, ponad 4 lata temu siedziałem w pierwszym rzędzie na koncercie Rogera Watersa i myślałem sobie: cholera, marzenia się spełniają.
To był mój drugi koncert w życiu.

A MOŻE BY TAK… ZACZĄĆ PISAĆ BLOGA I SPRAWIĆ, BY CHOCIAŻ 100 OSÓB CHCIAŁO TO CZYTAĆ?

7 lipca 2009 roku zacząłem tworzyć swój internetowy pamiętnik. W głośnikach leciał Eminem, a ja tłukłem w klawiaturę, wylewając swoje żale w stronę ludzi, których nie znałem. Miałem wtedy zaledwie 12 lat, a czułem się, jakbym był czterdziestoletnim wieszczem. Przyjaciele i rodzina z politowaniem przekonywali mnie, że to, co robię jest świetne i że czyta się to jak książkę.

Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że chodzi im o książkę telefoniczną. Ewentualnie Panoramę Firm.

Robiłem to przez parę lat, otwierając z częstotliwością zmiany bielizny nowe blogi, miejsca, w których przeżywałem swoje – nazwijmy to – literackie katharsis. Choć z literaturą miało to tyle wspólnego, co J.Dąbrowski z merytorycznym przekazem. 20 sierpnia 2013 roku usiadłem jednak na dupie, zacząłem planować, skrobać i założyłem sobie jeden cel: za miesiąc, to, co piszę czytać ma minimum sto osób. To było 4 lata temu. Wczoraj spojrzałem w statystyki. W ostatnim miesiącu weszła tutaj właśnie okrągła setka.

Sto tysięcy osób. Cóż, wszystko zaczyna się od głupiego marzenia.

LATO ’07

Należało do najlepszych wakacji mojego życia. Razem z mamą odwiedziłem Wiedeń, Węgry, polskie morze, a także spędziłem dwa tygodnie w naszych górach. Zdążyłem się zakochać, poetycko zerwać, a także stać się naczelnym podrywaczem w mojej szkole.

Tak, ten koleś poniżej to ja:

A nie, sorki – to mój ojciec. O nim będzie później. Ja jestem tutaj:

Ciacho, prawda?

Jak więc wspominałem, były to najlepsze wakacje mojego życia. Wtedy też poznałem tych śmiesznych gości, którzy od mniej więcej 30 lat wyglądają jak karykatury samych siebie. Mimo iż miałem wtedy zaledwie 11 lat, to czułem przeogromną dumę, że będąc na kolonii, w czasie, gdy reszta dzieciaków słuchała Basshuntera oraz tego mołdawskiego zespołu, którego nazwy nie potrafię teraz ani wymówić, ani tym bardziej napisać, ja słuchałem właśnie tych gości. Krzyczeli, grali na gitarach i mieli niepowtarzalny wygląd, który wkręcił się w moją głowę i przez lata gdzieś tam sobie ewoluował, aż pod koniec gimnazjum sam zacząłem nosić się tak jak oni.

Słuchałem ich przez całe wakacje, nie mając pojęcia jak się nazywają, bo miałem ich nagranych na nieopisaną płytę, na której kawałki nazywały się ”track 01”, ”track 02” itd.

Później mój tata powiedział, że ci goście to The Rolling Stones. Największe gwiazdy w historii światowego rocka.

MÓJ PIERWSZY TRIP

W pierwszej klasie liceum dosyć mocno zainteresowałem się zespołami takimi jak The Doors, Pink Floyd, Jefferson Airplane oraz takimi pozycjami literackimi, jak przykładowo Drzwi percepcji Aldousa Huxleya (od której zresztą pochodzi nazwa zespołu The Door). Tak się akurat złożyło, że mój znajomy interesował się nimi wcześniej i zaproponował, byśmy wspólnie zarzucili kwasa. Czasy nam sprzyjały, bo tego typu substancje mniej więcej do czerwca 2015 roku w świetle polskiego prawa były legalne.
Legalne i… cholernie tanie. 14-godzinny trip kosztował nas wtedy jakieś 4-5 zł na głowę. Nie mam pojęcia, czy osoba, która to produkowała, robiła to charytatywnie, czy nie, jednak nam ten układ odpowiadał.

Każdy z nas włożył do ust kartonik z królikiem Bugsem…

…i po czterdziestu minutach znaleźliśmy się w całkowicie innym stanie świadomości:

-Wiesz co?
-Hmm?
-Jest takie pięć zespołów, które chciałbym jeszcze usłyszeć. Na Watersie już byłem, więc jeszcze tylko Gilmour i zasadniczo to już trochę tak, jakbym był na Pink Floyd. Koniecznie muszę też usłyszeć Red Hot Chilli Peppers, Guns n’ Roses, Radiohead no i…
-No i?
-Chciałbym iść na Rolling Stonesów.
-Zapomnij. Oni bywają w Polsce mniej więcej co… 20 lat. Ostatnio byli w 2007, kolejnego koncertu nie doczekasz.
-A inne kraje?
-Cóż, musiałbyś poczekać na trasę po Europie, bo inne wypady zajebałyby Cię pod względem wydatków. Nikłe szanse, żebyś ich posłuchał live.
-Może masz rację, to tylko jakieś takie moje głupie marzenie.
-…
-…
-Ładujemy kolejnego kartona?
-Ładujemy.

TWO LOST SOULS SWIMMING IN THE FISH BALL

Cholernie chciałem do niej wrócić. Każdej nocy zasypiałem z myślą o niej. Doszło do tego, że w pewnym momencie wolałem śnić niż żyć na jawie, bo wtedy istniała szansa, że nie myślałbym o niej. To był jeden z najcięższych okresów mojego życia. Zapuściłem się, znów zacząłem palić, przytyłem, a flaszka whisky była moim ulubionym towarzyszem. Pięknie i kolorowo wyglądało to, gdy wtedy o tym pisałem, ale ciążyło mi to do tego stopnia, że ja naprawdę czułem, że mam alkoholowy problem. A gwoli ścisłości, nie miałem jeszcze nawet 20 lat.

Jednak któregoś dnia znów się spotkaliśmy. I wszystko było jak dawniej.

PS Teraz już poszła sobie w pizdu i wszyscy żyli długo i szczęśliwie, ale czuję, że właśnie tego potrzebowałem. Udowodnić sobie i innym, że nawet, jeśli to ma nie przetrwać, to na tą krótką chwilę wrócimy do siebie. Że miłość przezwycięży to wszystko i przez tę namiastkę wieczności, jaką było te 9 miesięcy razem, znów będziemy tylko dla siebie.

NA POCZĄTKU ZAWSZE JEST ”GŁUPIE MARZENIE”

Pamiętajcie – wszystko zaczyna się od pomysłu, marzenia, pozornie nierealnego punktu w przyszłości. Najpierw bardzo chcesz to osiągnąć, ale podświadomie czujesz, że jest to niemożliwe. Dlaczego? Bo wszyscy dają ci do zrozumienia, że to głupota.

Ale jeśli bardzo tego pragniecie, to dążcie do tego. Nie powiem Wam, że wszystko jest możliwe, bo to kłamstwo. Cieszę się z tego, że i mnie nikt nie karmił tego typu frazesami. Chciałbym jednak, abyście pamiętali, że warto podążać za tym pozornie nierealnym – i przede wszystkim ”głupim” – punktem.

Bo ani się nie obejrzycie, a będziecie stali w tłumie dwustu tysięcy osób, którym prawdopodobnie także kiedyś powiedziano, że nigdy nie będzie im dane usłyszeć koncertu The Rolling Stones.

Od dwóch godzin nieustannie się uśmiecham.

Słucham na żywo You Can’t Always Get What You Want i myślę sobie, czując to mocniej niż kiedykolwiek wcześniej:

Właśnie, że, kurwa, mogę. Właśnie, że mogę…


Aha, prawie bym zapomniał – kliknij TUTAJ like’a, a od dziś i ty, i ja będziemy szczęśliwi. Możesz także zacząć obserwować mnie na moim PROFILU PRYWATNYM i dzięki temu jako pierwszy będziesz dostawał informacje o najnowszych wpisach.
Przypominam jednocześnie, że każdy wulgarny, chamski czy choć trochę niemiły, względem mnie lub moich czytelników, komentarz zostanie natychmiast usunięty. To mój dom i to mi ma być tutaj wygodnie.

Poprzedni post Następny post

Mało? Mam dla ciebie parę propozycji:

  • Natalia

    Jak zawsze genialny wpis. Uwielbiam, że nawet jak piszesz o dość oklepanych „prawdach życiowych” zawsze robisz to w swój niepowtarzalny sposób. Oby tak dalej. Życzę większej ilości czytelników, bo jak najbardziej na to zasługujesz ;)

  • strawberry_swing

    A nie swimming in the fish bowl?