Bez kategorii

MIEJSCE, W KTÓRYM WSZYSTKO STAJE SIĘ PROSTE

Macie takie?

Położyłem się na łóżku i pomyślałem: 223. Dokładnie tyle dni dzieli mnie od rozpoczęcia na dobre nowego życia. I jakieś 140 od tego, jak przeprowadzę się z Polski do Anglii. Na minimum 3 lata. Ja pierdolę.

Podniosłem się z wyra, złapałem za telefon, ubrałem dwie różne skarpetki, narzuciłem na siebie kurtkę, buty i poszedłem w stronę przystanku. Chciałem znaleźć się w jedynym miejscu, w którym potrafię myśleć, gdy coś mnie przytłacza.

Telefon. Słuchawki. Muzyka. Włącz.

Dojechałem. 2 minuty i 47 sekund drogi od przystanku. Jestem na miejscu. Staję sam, naprzeciw mnie góry. Stoją i przyglądają się mi. Muszę przyznać – cholera, teraz zrobiło się intymnie. Patrzę w ich stronę i czuję, jakbym patrzył w lustro. Zwierciadło, które raz dziennie może udzielić Ci wszystkich odpowiedzi, których pragniesz.

Sam na sam. Tylko ja i 49°56’32.2″N 19°52’57.7″E

MIEJSCE, W KTÓRYM WSZYSTKO STAJE SIĘ PROSTE

Każdy takie ma. Swój azyl, kryjówkę, miejsce, do którego ucieka się zawsze, gdy w naszej głowie dzieją się rzeczy, z którymi możemy sobie nie poradzić. W „Lunatykach” Jana Favre, był to dach bloku. W Californication tym miejscem była droga dojazdowa do lotniska. W „Roku 1984” Orwella był to kąt mieszkania, do którego dostępu nie miało Oko Wielkiego Brata. Każdy z nas ma takie miejsce.

Moje jest w Parku.

Zabierałem tutaj wszystkie swoje kobiety i zabierałem tu także samego siebie, gdy przestawały być moje. Zabierałem tutaj swoje myśli i swojego laptopa, aby stworzyć z nich coś nieśmiertelnego. Zabierałem tutaj wykreowane przeze mnie postaci i pokazywałem im to miejsce, aby poczuły się jak u siebie i otworzyły się przede mną. Zabierałem tutaj swoje obawy, lęki, marzenia, plany i ambicje. Każde z osobna czuły tutaj to samo, co ja, gdy pierwszy raz przekroczyłem próg bramy prowadzącej do tej magicznej celi.

Zabierałem tutaj alkohol, bo stąd nigdy nie mogła zabrać mnie policja. Znałem każdy kąt tego miejsca. Było, jest i już zawsze będzie moje.

Nikt mi tego nie zabierze.

I wreszcie: długo zabierałem się do tego, aby Wam o nim napisać. Uważam, że skoro znamy się już tyle lat, to z całą pewnością na to zasługujecie.

Tutaj wszystko staje się proste. Znajdziecie tu odpowiedź na każde ze swoich pytań.

Jeśli tylko kiedyś będziecie w Krakowie, to wsiądźcie w coś, co zawiezie Was do Borku Fałęckiego. Następnie odnajdźcie autobus linii 245 i przejedźcie 10 przystanków. Ten, którego nazwy drugim członem jest „Rynek”, będzie zarazem tym, na którym powinniście wysiąść. Powyżej znajdziecie dokładną lokalizację miejsca, o które mi chodzi. Udajcie się tam i gdy już dotrzecie, to zatrzymajcie na chwilę.

Być może… wcale Wam tego nie obiecuję, ale być może jeśli zamkniecie oczy, a wasz oddech zgra się z rytmem kołyszących się drzew, to poczujecie to samo, co ja. Dźwięk miejsca, w którym słychać tysiące wiatrów.
Każdy w innym tonie, opowiadający swoją… całkowicie odmienną od reszty historię.

Dźwięk miejsca, w którym wszystko staje się proste.


Aha, prawie bym zapomniał – kliknij TUTAJ like’a, a od dziś i ty, i ja będziemy szczęśliwi. Możesz także zacząć obserwować mnie na moim PROFILU PRYWATNYM i dzięki temu jako pierwszy będziesz dostawał informacje o najnowszych wpisach.
Przypominam jednocześnie, że każdy wulgarny, chamski czy choć trochę niemiły, względem mnie lub moich czytelników, komentarz zostanie natychmiast usunięty. To mój dom i to mi ma być tutaj wygodnie.

Poprzedni post Następny post

Mało? Mam dla ciebie parę propozycji: