#tydzień_szkolny, EMOCJE, Relacje międzyludzkie

MATURA, MATURA… I CO DALEJ DO JASNEJ CHOLERY?

Co tak naprawdę czujemy, gdy czekają nas wielkie zmiany i co z tym wszystkim zrobić?

Poniższy tekst napisałem we wrześniu ubiegłego roku. Będąc w trzeciej, maturalnej klasie. Mam nadzieję, że jego przesłanie utwierdzi was w przekonaniu, że ze swoimi obawami, odnośnie tego, co czeka was po zdaniu matury, nigdy nie byliście i nie będziecie sami.
Miłej lektury i powodzenia.

WRZESIEŃ 2015

Pomiędzy żarcikami, uśmiechniętymi selfie, dowcipnymi anegdotkami i pozytywnymi artykułami siedzę ja. Zagubiony, rozbity wewnętrznie, zdezorientowany i pełen obaw. Przed wszystkim.
Udaję. Staram się robić dobrą minę do złej gry, lecz prawda jest taka, że od paru tygodni regularnie nachodzą mnie chwilę, gdy naprawdę nie wiem, co mam ze sobą zrobić.
Jeżeli czujesz to samo, to nie martw się. Dzisiaj nie będę męczył Cię tekstami, że będzie lepiej, bo prawdę mówiąc sam nie wiem jak będzie. Napiszę tylko i wyłącznie tyle, że nie jesteś sam. Razem siedzimy w tym gównie. Spróbujemy jednak razem, na żywym organizmie, sprawdzić jak to wszystko działa i co z tym wszystkim zrobić. Posłuży nam do tego pewien chłopiec, który opowie Nam, a przede wszystkim Tobie, swoją historię. Dla ułatwienia jego historię przedstawiłem tak, jakby on sam Ci to opowiadał. W pierwszej osobie.

Uprzedzę Cię tylko przed jednym – zanim zabierzesz się za lekturę tego tekstu, to musisz wiedzieć jedno. To nie będzie jeden z tych tekstów, które mogłeś przeczytać tutaj wcześniej. Nie. Zwykle pisząc teksty opieram się na jednej prostej zasadzie: Główna myśl jest moja, reszta to podkolorowana rzeczywistość. Dzisiaj dostaniesz coś, czego prawdopodobnie żaden inny bloger na tym poziomie Ci nie da. I choć wszyscy twardo twierdzą, że ich blogi są pełne pięknych idei oraz ich własnych, niczym nienaruszonych myśli, to generalnie wszyscy robią czytelników w konia. Nawet ja. Dziś zaserwuję Ci inne danie. Szczerość. I to taką, że po drodze być może się zatrzymasz i już nigdy tutaj nie wrócisz, twierdząc, że Anonimek stał się sentymentalnym nudziarzem. Droga wolna, nikogo tutaj nie trzymam.

Dlatego tym razem nie każę Ci zapinać pasów i przygotować się na jazdę bez trzymanki. W końcu może okazać się tak, że za chwilę będziesz musiał je rozpinać.
Jednak chyba nikomu nie zaszkodzi jeżeli rozsiądziesz się w fotelu i mimo wszystko przygotujesz się do podróży. A tą zaczniemy klasycznie, tak jak pan bóg przykazał – od samego początku:

TEN PIERWSZY RAZ

Kiedy mam siedem lat jestem tym, któremu wszystko wydaje się proste. No bo przecież wszystko jest proste. Rodzice się rozwodzą? Żaden problem. Zwyczajnie pytam taty, czemu nie mogą do siebie wrócić? Przecież tatuś tak bardzo kocha mamusie. Każdy tatuś kocha mamusię. Tego uczyli nas w szkole i przedszkolu.
Umiera dziadek? Ale dlaczego? Przecież ludzie tak po prostu nie mogą sobie umierać. Przecież to smutne. On na pewno się obudzi mamusiu, na pewno. Obudzi się prawda? Mamusiu, nie płacz. Dziadziuś się obudzi. To chyba pierwszy raz gdy tak naprawdę świadomie się wzruszyłem. Coś nowego. Wcześniej płakałem tylko wtedy, gdy nie dostawałem tego czego chciałem. Dziś płaczę, bo jest mi to zabierane. Nie chcę żeby dziadziuś leżał tam na dole. On nie może tak tam leżeć.
Próbuję sobie to wmówić i przez chwilę to działa. Jednak bardzo szybko zrozumiałem, że chyba jednak może. Powoli zaczynam to rozumieć i to jest straszne.

Życie bezlitośnie obchodzi się z dzieciakami. Jeszcze nie do końca wszystko łapią, a już każe im się ten cały bajzel oglądać.

GDZIE JA DO CHOLERY JESTEM?

Bardzo dobrze pamiętam ten dzień. To był pierwszy września 2007 roku. Właśnie trafiłem w miejsce, które zdążyłem znienawidzić w ciągu pierwszych paru tygodni przebywania tam. To była Limanowa. Przeprowadziłem się tam razem z mamą. Życie nieco dało nam w dupę i tam zaczęliśmy szukać szczęścia. Oglądaliście może film „Chłopięcy Świat” z DeNiro i DiCaprio? Historia dokładnie taka sama. Chłopiec, jego matka i ojczym, którego dzieciak nienawidził.

Nie winię mojej mamy. Zawsze chciała jak najlepiej dla mnie. Po prostu tym razem nie wyszło. I to jak cholera. Po pięciu miesiącach przebywania w tej miejscowości, zdążyłem znienawidzić tam już chyba wszystkich i wszystko. Szkołę, nauczycieli, którzy na każdym kroku dawali upust swoim ksenofobicznym uprzedzeniom, sąsiadów, którzy co rusz dawali nam do zrozumienia, że tu nie pasujemy i tego buca, który związał się z moją mamą.
I tak kolejny raz w najmniej oczekiwanym przeze mnie momencie wpadłem po uszy w coś czego absolutnie nie rozumiałem, a już zdążyłem znienawidzić.

Jeżeli uważnie czytałeś większość tekstów na tym blogu, to chyba powoli domyślasz się kim jest ten chłopiec. Zresztą nawet nie staram się tego specjalnie ukrywać.


A teraz przejdźmy do tego, po co tutaj tak naprawdę przyszliście. Co to miało być? Ano tak, już prawie zapomniałem:

MATURA

Wszyscy zaprzątają sobie nią głowę. Trąbią wokół o lekturach, które nas do niej obowiązują, problemach przy pisaniu rozprawek, materiale, który powinniśmy powtórzyć, średnich wynikach z ubiegłorocznej matematyki. Patrzę na to z boku, widzę ludzi, którzy zaprzątają sobie głowę tylko i wyłącznie egzaminami maturalnymi i po cichu im zazdroszczę.

Bo sam w głowie widzę tylko jedno: Ludzi, którzy odchodzą.

TU GDZIE KOŃCZY SIĘ ZNANE, A WKRACZA SIĘ W OCEAN NIEPEWNOŚCI

Ludzi, za których dałbym sobie kiedyś rękę uciąć, a teraz… teraz już nawet nie silę się na żarty. Smutno mi. Bo wielkie przyjaźnie, a przynajmniej to, co tak kiedyś nazywaliśmy rozpadają się w ciągu jednej chwili.
Byli ludzie, nie ma ludzi. Parę lat temu obiecywaliśmy sobie, że będziemy wszyscy razem na zawsze. Dzisiaj widzę jak beznamiętnie mówią o tym, że wyprowadzą się do innego miasta lub wyjadą na studia za granicę.
I nie oszukujmy się. Już nigdy nic nie będzie takie jak dawniej.
Przyjaciele odchodzą. Nawet Ci, którzy byli dla nas wszystkim.

Matura? Cholera, pieprzyć maturę.
Chcecie wiedzieć co tak naprawdę czuje maturzysta? Proszę bardzo.

Absolutnie mam gdzieś maturę. Zdam ją najlepiej jak potrafię i na tym skończy się moja przygoda z tą rozdmuchaną przez wszystkich tragedią. Ani trochę się jej nie boję. Ja boję się tego, co po niej nastąpi. Boję się zmian, których słuszności nie jestem pewien. Serce mi pęka, gdy widzę przyjaciół, którzy rozjeżdżają się w różne strony świata. Próbuję powstrzymać łzy żegnając osobę, którą kocham, a która za parę dni jedzie na drugi koniec świata.

Boję się samotności, która coraz częściej mnie nawiedza. Kiedyś mogłem zadzwonić po 20 osób i w ciągu godziny wszyscy poszlibyśmy ekipą na piwo. Owocowe rzecz jasna, bo wtedy wszyscy upijaliśmy się dwiema butelkami. Zresztą na więcej i tak nas nie było stać.
Kiedyś wszyscy byliśmy nierozłączni. Wszystko było proste. Trawa była zieleńsza, światło było jaśniejsze, otoczeni przyjaciółmi, spaliśmy pod gołym niebem w noce pełne cudów.

Żyliśmy wielkimi oczekiwaniami. Teraz pozostała nam tylko…

NIEKOŃCZĄCA SIĘ RZEKA

Z oczekiwań, które mieliśmy parę lat temu, zostało mi niewiele. Dalej marzę i wiem, że te marzenia zrealizuję. Myślałem jedynie, że ludzie, których kochałem będą mi w tym towarzyszyć. Zamoczyłem nogi w pewnej rwącej rzece, nie wiedząc tak naprawdę, na co się piszę. I zanim się obejrzałem ktoś popchnął mnie z impetem na głębszą wodę. I już nie ma odwrotu. Trzeba popłynąć razem z jej nurtem. Liczyłem, że w prezencie od życia dostanę solidną łódź, wiosła, zapas jedzenia, butelkę znośnej whisky i buziaka w lewy półdupek na pożegnanie. Tak jak mówiłem – oczekiwania były wielkie. Wszyscy liczyliśmy na coś więcej.

Zamiast tego wrzucono nas do zimnej rzeki, w której nawet ryby pływają w swetrach. Na odchodne dano nam co najwyżej nadpalonego papierosa. Sam nie wiem po co – chyba tylko z przyzwoitości. Nikt nie mówił, że będzie łatwo. Nikt też nie uprzedzał, że będzie tak cholernie trudno.

CZEKAJĄ NAS ZMIANY…

Matura to dobry moment, by pojąć co tak naprawdę jest dla nas ważne. Bo lwia część z tych rzeczy jest nam bezlitośnie odbierana. Ludzie, którzy się dla nas liczyli – odchodzą. Komfort psychiczny, który zapewniała nam perspektywa tego, że „właściwie nic nie musimy” – pryska. Nasza strefa komfortu znika. Jako dzieci nie byliśmy w stanie tego zrozumieć. Nie bez przyczyny matura nazywana jest egzaminem dojrzałości. To czas kiedy jesteśmy świadomi zmian i powinniśmy się nad nimi zastanowić. Spojrzeć wstecz i jakoś w nich odnaleźć. Nie można do nich przywyknąć, ale można pamiętać o pewnym wyświechtanym truizmie, jednym z moich ulubionych wersów Budki Suflera:

„A po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój”

…ZAWSZE I WSZĘDZIE

Nie ważne czy masz lat sześć i umiera Ci dziadek. Nieistotne czy właśnie trafiasz do nowego środowiska wbrew twojej woli. Nie ważne czy za parę miesięcy czeka Cię matura. Nie liczy się też to, że odchodzą od Ciebie ludzie, którzy byli dla Ciebie wszystkim. Życie zawsze, w najmniej spodziewanym momencie będzie rzucało Cię na głęboką wodę, bez pytania o to, „czy można?”. Nie ma sposobu na to, by się do tego przyzwyczaić.

Pamiętacie to uczucie, gdy pierwszy raz wsiadaliście na rower? Nie wiem jak wam wy, ale mi te pierwsze chwile wcale nie sprawiały przyjemności. Wywracałem się, rozwalałem kolana, haratałem skórę i płakałem za każdym razem, gdy zaliczałem glebę. A możecie mi wierzyć – wywracałem się regularnie. Już nawet nie liczę ile razy skrobałem krwawe szlaczki ze swojej krwi na rozgrzanym asfalcie w paru.

A właśnie – czy wspominałem wam, że ostatnio zrobiłem aż 60 kilometrów? Uwierzycie? Całe 60 kilometrów…


Aha, prawie zapomniałbym – kliknij TUTAJ like’a, a od dziś i ty, i ja będziemy szczęśliwi. Możesz także zacząć obserwować mnie na moim PROFILU PRYWATNYM i dzięki temu jako pierwszy będziesz dostawał informacje o najnowszych wpisach.
Przypominam jednocześnie, że każdy chamski, wulgarny czy w jakikolwiek sposób czepialski komentarz zostanie natychmiast usunięty. To mój dom i to mi ma być tutaj wygodnie.

Poprzedni post Następny post

Mało? Mam dla ciebie parę propozycji:

  • MajA.

    Sądziłam, że jesteś bucem. Uroczym, niegrzecznym, pewnym siebie Kacprem. I nim jesteś. Ale jak każdy myślący człowiek masz też inne oblicza. Jakoś mnie ten tekst uspokoił. Płaczę, ale mimo wszystko…
    Dziękuję.

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      Nigdy nie ukrywałem, że taki jestem. Ale za to mnie lubicie. Za to, że… czasami pozwalam się nie lubić. Bo wcale nie jestem od tego by darzyć mnie sympatią. Ja jestem tym, który kopię w tyłek i przykręca śrubę. Każdy takiego potrzebuje.

  • anula1234

    Warto było poczekać na ten tekst ;)

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      Dobra, dobra – to ja go pisałem 2 tygodnie.

  • Ania

    Świetny tekst Anonimku, jedyny w swoim rodzaju. Bardzo dobrze się go czyta. Treść- jakby wszystkie nurtujące mnie problemy zebrane w jednym miejscu. Genialnie. Oczywiście za Pink Floydow też propsuje

  • Anna Zielińska

    Za każdym razem kiedy czytam Twojego bloga utwierdzam sie jeszcze mocniej w przekonaniu, ze jestes moim ulubionym blogerem i jak bardzo lubie tu wracać.
    Jednak dzisiaj utożsamiam sie z tym co napisales jeszcze bardIej niz kiedykolwiek. Dobra robota

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      Oj nie słodź mi, bo się w sobie zamknę…

  • LubięJeśćJeże

    Takich tekstów to mi tutaj brakowało! Jestem w takiej samej sytuacji co Ty. Może moi znajomi nie zamierzają rozjeżdżać się na cztery strony świata, za to mnie ciągnie dość daleko, bo do Szkocji. I wiem, że harówka, by zarobić na utrzymanie, nauka i jeszcze prawdopodobnie życie pod jednym dachem z obcokrajowcami… obcymi obcokrajowcami będą początkowo istną tragedią. Dopóki się nie przyzwyczaję. Przepraszam z góry za takie rozwlekanie, ale jestem emocjonalną nudziarą z nutką zacięcia do filozofowania… w każdym razie dążę do tego, że do wszystkiego można się przyzwyczaić. Nawet do tak diametralnych zmian, do tego, co początkowo sprawiało nam ból i było jakimś rodzajem dyskomfortu psychicznego. Odejdą jedni ludzie, przyjdą nowi. Bo tak naprawdę nic nie jest na zawsze. A jeśli naprawdę będzie Ci zależeć na kontakcie ze znajomymi, to znajdziesz na to sposób. W dwudziestym pierwszym wieku mamy skype’a, facebooka, samochody i masę innych rzeczy usprawniających komunikację, więc głowa do góry i najwyższa pora się z tym pogodzić. Niestety innej rady nie ma.
    Na tym kończę, bo miałam oglądać The Walking Dead.

    Szczery tekst, gratuluję, że się na to odważyłeś

  • Małgorzata Szostak

    Czytam Cię na bieżąco i zdecydowanie ten wpis jest moim ulubionym. Jest genialnie napisany. Chciałabym kiedyś przeczytać Twoją książkę, bo wiem, że należałaby do tych, które czyta się jednym tchem.

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      Poczekaj na opowiadania. W sumie kusi mnie, żeby jakiś teaser (10 stronicowy fragment) puścić wcześniej. Tak dla wąskiego grona czytelników.

      • Małgorzata Szostak

        Mam nadzieję, że załapię się do tego grona.

  • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

    – Tutaj macie playlistę do tego tekstu. Myślę, że w pełni oddaje klimat całości.

  • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

    –> https://open.spotify.com/user/anonimek/playlist/749Z24QtKyIDiM54DEGr65 <– Tutaj macie playlistę do tego tekstu. Myślę, że w pełni oddaje klimat całości.

  • Karolina

    Ja przed samą maturą dowiedziałam się, że moi „przyjeciale” okazali się skończonymi dupkami. To jest moment, kiedy wszystko się zmienia.

  • Natalka

    Czasem, czytając Twoje wpisy, myślę sobię „kolejny nastolatek mówi, że ma rację…” niektore wljsy aż zioną niedojrzałością.
    Ale ten…
    Chyba podbił moje serce, o ile służy do czegoś więcej niż pompowania krwii.
    Czasem warto sobie uświadomić, że prócz Ciebie istnieje jeszcze prawie 8 mld ludzi i niektòrzy z nich mają podobną sytuacje do twojej.
    Cóż, życie lubi kopać po dupie. Dlatego moja dupa jest taka fajna ;-)
    Pozdrawiam.
    Powodzenia w spełnianiu narzeń!

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      Ja nigdy nie mówię, że mam rację. Ja ją po prostu mam.

  • strawberry_swing

    „Nobody said it was easy
    No one ever said it would be so hard” – Coldplay
    Aż się wzruszyłam

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      To naprawdę Coldplay? Kurwa, nie miałem pojęcia.

  • Zuza Braszak (Zdemoralizowana)

    Po pierwsze – jeśli uważasz, że twoje przyjaźnie skończą się wraz z liceum, to współczuję przyjaciół.
    Po drugie – ja nie mogę się doczekać, kiedy skończę z tym licealnym gównem.
    Aczkolwiek tekst świetnie napisany. Wyczuwam 100% z polskiego ;)
    Maturzyści łączmy się w cierpieniu.

  • http://wmuszce.pl/ Mateusz Pełka

    Wszystko bardzo szybko przemija i z czasem jest coraz gorzej. Rok temu bałem się tego co spotka mnie na studiach. Teraz nawet nie wiem gdzie się podział pierwszy rok. Za tydzień zaczyna się kolejny i ja tego nie czuję. Uciekły mi wakacje i nawet nie wiem co wtedy robiłem. Teraz „życie chwilą” zaczyna mieć swoje minusy, ale siedzi zbyt głęboko by dało się to wykorzenić. Cały czas jest coś do robienia i nigdy nie ma na nic czasu. A on nie ubłagalnie ucieka i ucieka, i ucieka…

  • Aśka Pietruszka

    Pamiętam, jak kończyłam liceum i zastanawiałam się co dalej z przyjaciółmi z rodzinnego miasta. I wiesz co? Nie było tak źle. Dużo znajomości utrzymywałam jeszcze do niedawna i było prawie tak, jak gdyby nic się nie zmieniło. Dopiero teraz dostałam takiego kopa w dupę, że będąc w domu czuję się jak odludek. Plusy są takie, że po dwóch latach w innym mieście mam tam już nowych znajomych, kilkoro starych też się zachowało.

  • Karo

    Maturą nie ma co się przejmować, jak się człowiek do niej uczy to ją zda. Ja się mało co uczyłam i zdałam, na takim poziomie, że dostałam się na wymarzoną uczelnie i kierunek.
    Moje znajomości z liceum się skończyły, kilka dni przed zakończeniem roku, ludzi pokazali swoje prawdziwe twarze, że po prostu człowiek był im potrzebny, żeby dał pracę domową czy pomógł w pisaniu wypracowania.
    Obiecałam sobie, że ja im pokaże, ja w życiu osiągnę to o czym od zawsze marzyłam, a one będą na tej swojej wsi, jedna nie zdała matury z dwóch przedmiotów, nie współczuję jej, ma to na co zasłużyła.

    • Dot

      Moje licealne przyjaźnie też się skończyły i strasznie nad tym ubolewam. Ale cóż, tak już musi być. Musimy ‚dać im odejść’.

  • http://www.alicjadobry.pl/ Alicja

    Kacper, piszesz genialnie – ryby w swetrach, rewelacja! – zachwyca mnie Twój styl, a mam porównanie, bo czytam niemało :)
    Matura… Tak, to już dwa i pół roku temu, jak ten czss umyka! Istotnie, to egzamin dojrzałości, który paradoksalnie łatwo zdać, jako tescik, który serwują nam na szkoly blat. Gorsza sprawa, gdy już w ręku masz świadectwo i… dobrze, że się boisz. To znaczy, że MYSLISZ, a z kolei taki obrót sprawy zapewnia Ci (bardziej niż bezmyślnym rówieśnikom) możliwość podjęcia dobrej decyzji. Wybierz kierunek studiów, który da Ci SZCZESCIE, nie myśl zbytnio o przyszłej pracy, bo na doba sprawe żadne studia gwarancji nie dają. Lepiej uczuć sie tego, co Cie ciekawi :) Nie popełnij mojego bledu :/ http://www.alicjadobry.pl/?m=1

  • Dot

    Zgadzam się z Karo, matura to wbrew pozorom nic nieznaczące wydarzenie w porównaniu z całością innych testów, którym codziennie poddaje nas życie.

    Nie każdy tatuś kocha mamusię.

    ‚Życie bezlitośnie obchodzi się z dzieciakami. Jeszcze nie do końca wszystko łapią, a już każe im się ten cały bajzel oglądać.’ kwintesencja życia. Cudnie to ująłeś!

    Limanowa! Piękne miejsce! To właśnie tam pierwszy raz spróbowałam moich sił (nóg) na carvingach.

    ‚Bo wielkie przyjaźnie, a przynajmniej to, co tak kiedyś nazywaliśmy rozpadają się w ciągu jednej chwili.’ Ostatnio zawiodły mnie dwie przyjaciółki. Nie bez powodu je tak nazywałam, bo wiele nas łączyło, były ze mną w dobrych i złych momentach, wspierałyśmy się nawzajem, udzielałyśmy rad jak to przyjaciele. A teraz żadnej już nie mogę tak nazwać, bo to byłoby kłamstwo. Jednej nie mogę już dłużej ufać, a dla drugiej ważniejsi są dawni przypadkowi znajomi, na których jeszcze rok temu narzekała – że wykorzystują, że nie są przyjaciółmi, że biorą, a nie dają nic od siebie. Cóż, wybrała. Ja również.

    PS Pisząc ten tekst, mam wrażenie, że otworzyłeś się przed nami, czytelnikami, jak jeszcze nigdy. To bardzo osobisty tekst. Dzięki za niego!

    PS2 Świetny utwór, bardzo mi się spodobał. Dzięki Tobie poszerzam horyzonty muzyczne :)

  • Maciej Makuszewski

    Trochę powiało mi na początku Jasonem Huntem, temat matury i rozważania, co dalej i co się zmienia już teraz w maturalnych umysłach. Ale potem naprawdę pozytywnie zaskoczyłeś. Jestem gotów zapłacić za Twoją twórczość.

  • gaba

    a ja, jak to ja, muszę się przyczepić, a co! jak mówisz, że jakiś cytat jest twoim ulubionym, to, na boga, sprawdź najpierw, czy napisałeś go poprawnie… budka suflera śpiewa „a po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój”, pokahontaz śpiewa „koniec końcem zawsze po burzy wychodzi słońce”, a mnie wkurza pozerstwo.

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      Pomylić się to jedno, a zarzucać komuś pozerstwo tylko dlatego, że to zrobił, to coś, czego nie toleruję. Dlatego jeszcze raz zobaczę tego typu przytyk i pożegnamy się. Bez odbioru.

      • gaba

        no przepraszam, jasne, każdy się może pomylić, po prostu według mnie, jeśli ktoś pisze, że coś jest jego ulubione, to nie powinien się w tym mylić, to tak jakby powiedzieć, że moim ulubionym pisarzem jest Henryk Słowacki, a ulubionym zespołem Pink Stones. dla mnie to dziwne.

  • Róża

    Naprawdę dobry tekst. Ryby w swetrach są ekstra! No i powodzenia zarówno na maturze jak i w dalszym życiu :)

  • Lilou

    Dzięki Kacper, dobry tekst, również na powtórne przeczytanie, no….ewentualnie potrójne ^^

  • Beata Filipczak

    Kiedy czytam to w poniedziałkowy ranek, pijąc kawę i próbując się zmusić do wyjścia z ciepłego łóżka, tydzień przed studniówką, na którą wpadnie moja przyjaciółka obejrzeć poloneza „bardziej dumna niż moja matka”, gdy wiem że niedługo wyjeżdża za granicę, zaraz po maturze, robi mi się strasznie strasznie smutno, ale chyba miłość i tęsknota zawsze idą w parze <3 dziękuję za tekst ^^ jest świetny!

  • kola213

    Polecam dobre podręczniki przygotowujące do matury http://www.taniaksiazka.pl/t/repetytorium-maturalne/.