OPOWIEŚĆ

Kochany Pamiętniczku…

Dawno nie gadaliśmy.

Ostatni taki wpis machnąłem chyba ze dwa lata temu. Well, od tego czasu sporo się zmieniło. Zaczęły czytać mnie dziesiątki tysięcy. Z setek miesięcznie zrobiły się setki dziennie. Nawet w pracy, nie mogę mieć spokoju. Wiesz? Dzisiaj podeszły do mnie dwie przeurocze dziewczyny, które chyba w tej jednej, konkretnej chwili były najszczęśliwszymi osobami na świecie. Bo oto spotkały swojego ulubionego blogera. Zrobiło mi się głupio przed nimi. Nie miałem pojęcia, co mogę powiedzieć, a one oczekiwały chyba czegoś więcej.

I czasami płaczę.

Życie, to nie tanie opowiadanie o miłości. Nawet jeśli przez chwilę sprawia takie wrażenie, to musimy pamiętać o tym, że wszystko ma swój koniec. Cóż… ja o tym chyba zapomniałem i dopiero teraz dociera do mnie, jak drogie i bolesne są konsekwencje tego typu wygód. Z prędkością samolotu zaryłem o glebę i pech chciał, że pozostałem przy życiu. Wiję się w agonii jak upośledzona dżdżownica, próbując przegryźć się przez asfalt.

Kobieta, która kocham i za którą skoczyłbym z mostu, znika z mojego zasięgu wzroku, a najgorsze jest to, że nie potrafię jej pomóc. Stoję w rozkroku, mogę tylko obserwować jak runą rusztowania. Najgorsza jest bezradność. Świadomość tego, że nie możesz komuś pomóc. I tracisz wszystko. Po kolei są Ci odbierane wszystkie świętości. Sakrum razem z szambem wpada do ścieku, pozostawiając po sobie jedynie gówniany zapach.

I chyba nie potrafię już pisać.

Usycham w mieście, które kocham i którego jednocześnie nienawidzę. W blasku tanich reflektorów, które teraz każdy bardziej wyszczekany gnojek może sobie kupić, by przez moment poczuć się jak gwiazda. Po drugiej stronie ekranu, nawijając do Ciebie, jak ważne są lajki i subskrybcje.

Mój świat umiera i najgorsze jest to, że nie mogę tym nic zrobić.

Chyba.

Poprzedni post Następny post

Mało? Mam dla ciebie parę propozycji:

  • http://jaworowi.cz/?utm_source=disqus Jakub Jaworowicz

    Kacperku to Twój Best post Ever ! I wcale nie jest gorzki… no może troszeczkę :)

  • https://www.instagram.com/whitewhitedaisy/ Monika

    Zawsze z lekkim niedowierzaniem i zdumieniem przyjmuję do wiadomości, że Kraków, ten cudowny Kraków może się komuś znudzić i wywoływać negatywne emocje. Mam przyjemność często tam bywać i za każdym razem wracam z wielkim sentymentalnym kacem. Mówienie o nim „moje miasto” to chyba jedno z moich marzeń. Ale… podobno ziszczony sen jest rozczarowujący ;)

    Ten wpis przypomniał mi pewną refleksję Tatyany Varukha. Chętnie bym ją tu zamieściła, ale limit znaków jest zdecydowanie zbyt mały, a ta myśl przepięknie długa. Google powinno Cię pokierować.

    Niech moc będzie z Tobą.