Anonimek w trasie!, ZESTAWIENIA

KIEDY ZACZYNASZ BYĆ IRYTUJĄCYM PASAŻEREM?

Czyli, czego nie robić, by nie denerwować reszty pasażerów?

Wpis oryginalnie pojawił się dokładnie rok temu. Lubię sobie go przypominać za każdym razem, gdy wybieram się w podróż pociągiem. Wam także polecam. Dzisiaj dodatkowo możecie przeczytać go w nieco odświeżonej i poprawionej wersji. Miłego czytania!

Jakiś czas temu miałem tą wątpliwą przyjemność korzystania z polskich linii kolejowych. Podczas jazdy zdałem sobie sprawę, że w okół mnie krąży cała masa materiałów na tekst i nie czekając dłużej zacząłem go pisać. Robiłem to w czasie rzeczywistym, bo te igrzyska głupoty i absurdu działy się na moich oczach i nie chciałem aby cokolwiek mi umknęło. Tak więc całość jest utrzymana w formie, jakbym właśnie tam się znajdował i mam nadzieję, że niżej przedstawiona forma się wam spodoba i da wam możliwość lepszego wczucia się w to o czym piszę.


Właśnie mija 10 minuta od momentu kiedy usiadłem na miejscu w jednym z pociągowych przedziałów i mniej więcej właśnie przez ten czas zebrałem materiał na co najmniej dwa tomy książki pt. „Jak nie zachowywać się w pociągu?”. Niestety jestem dość leniwą bestią i ograniczę się jedynie do tego tekstu, w którym wyśmieję zachowania polaków podczas podróży pociągami. Przedstawię wam tutaj kilka sytacji, które najlepiej obrazują chwile podczas których wychodzi z ludzi tzw. „cebularstwo”. To jak dzieciaki? Zaczynamy? Okej, tak więc przede wszystkim musicie sobie zapamiętać, że na strasznych wieśniaków wychodzicie głównie wtedy gdy jesteście skąpi. Przykład?

KIEDY WOLISZ CZEKAĆ 30 MINUT W KOLEJCE I PRAWIE SPÓŹNIĆ SIĘ PRZEZ TO NA POCIĄG TYLKO DLATEGO, ŻE CHCESZ PRZYOSZCZĘDZIĆ 10 ZŁ.

Prosta sytuacja – stoję w kolejce po swój upragniony bilet do Gdyni (wiecie, na Openera jechałem) i po paru minutach, kiedy kolejka ciągle stoi w miejscu, powoli dochodzi do mnie, że jeszcze parę chwil i nie zdążę na pociąg. Za mną stoi jakieś 20 osób w tym parę, które będą – o ile uda im się kupić bilety – jechały ze mną w pociągu. „No nie zdążą, nie ma szans, a ja razem z nimi”  – myślę sobie. Szukam rozwiązania i po paru chwilach dochodzę do wniosku, że najlepiej będzie zadzwonić na infolinię PKP i dowiedzieć się, czy mogę kupić bilet bezpośrednio u konduktora. Dzwonię więc i okazuje się, że mogę ale będę musiał dopłacić 10 zł za tą przyjemność. „10 zł?” – pomyślałem – to przecież żaden wydatek biorąc pod uwagę, że ta kwota może uratować mi tyłek i dzięki niej wyrobię się na pociąg. Nie czekając więc dłużej wziąłem swój bagaż i popędziłem na peron. Problem w tym, że mimo iż dość sensownie i głośno rozmawiałem z kobietą z informacji, tak aby każdy usłyszał, to nikt z kolejki oprócz mnie z niej nie odstąpił. Naprawdę te 10 zł jest warte tego, żeby spóźnić się na pociąg? Co z wami jest nie tak ludzie?

Aha, dodam tylko tyle, że kobieta, która także miała zamiar jechać do Gdyni i stała za mną w kolejce oczywiście na pociąg nie zdążyła. Bo 10 złotych to za dużo i lepiej poczekać parę godzin na kolejny pociąg.

JESZ, JESZ… I POWOLI ZACZYNAM SIĘ ZASTANAWIAĆ, CZY NIE NAZWAĆ TEGO „ŻARCIEM”?

Klasyk. Ilekroć jeżdżę pociągiem, to zawsze znajduje się jakiś gość (ew. kobieta), który wyciągnie bułę z szyną, jajkiem oraz kiełbasą. I żre, i żre, i żre. I choćbyś niewiadomo jak wietrzył przedział, to w nim i tak będzie śmierdzieć. Przez kolejne parę godzin. Bo możecie być pewni, że w parze z wątpliwej jakości prowiantem zawsze idzie…

DZIELENIE SIĘ SMRODEM SWOICH SKARPETEK Z WSPÓŁPASAŻERAMI

Brak dezodorantu i porannego prysznica, to za mało? Bez obaw – burak na pewno uraczy cię swoimi skarpetkami, bo przecież nie będzie kisił swoich raciczek w butach przez całą drogę. Przecież to nie po bożemu! I nie było by w tym niczego złego, bo przecież każdy ma prawo do wygody, kiedy akurat jedzie te kilka – kilkanaście godzin. Zresztą sam ściągam buty, gdy jadę pociągiem i akurat próbuję się chwilkę zdrzemnąć. Tak żeby stopy odrobinę odpoczęły. Niestety różnica pomiędzy moimi skarpetami, a tymi należącymi do niektórych innych pasażerów jest taka, że ja swoje zmieniam. Średnio dwa razy dziennie. Dla nich najwyraźniej zmiana ich co dwa tygodnie, to za zdecydowanie za często.

Tymczasem na lotnisku w Tunezji…

PRÓBUJESZ BYĆ UPRZEJMY. WŁAŚNIE, PRÓBUJESZ

Znacie to uczucie kiedy jedziecie pociągiem i czytacie książkę? Albo robicie jakąkolwiek inną czynność, która ma umilić wam w danej chwili podróż? Albo nie daj boże pracujecie na komputerze i wymaga to stu procent waszego skupienia? Możecie być pewni, że wtedy zagada do was jakiś matołek i spyta „co ciekawego tam robicie”. O taki pretekst żeby zagadać.
I wy już nie jesteście w stanie wrócić do swojej pracy, czytania czy cokolwiek tam robiliście. Jesteście kompletnie w proszku, a każda próba zakończenia rozmowy z kimś takim przyniesie wam jedynie porażkę. Bo przecież nie wytłumaczysz takiemu komuś, że musisz zrobić coś pilnego, bo ten z całą pewnością śmiertelnie się obrazi i jeszcze wam naszcza do herbaty w czasie, gdy wy będziecie smacznie spali.

INTERESUJESZ SIĘ MOJĄ PRACĄ

Kolejne bardzo podobne zachowanie do tego, które opisywałem wcześniej. Wyobraźcie sobie taką sytuacje:
Piszecie właśnie artykuł. Na bloga przykładowo. I siedzi obok was ktoś, kto ciągle pyta się o arkana tego, co właśnie robicie. Piszecie – on czyta. Justujecie tekst – on pyta się do czego to służy. Zmieniacie natężenie światła w laptopie – on robi wielkie oczy, mówi „wow”, a następnie sprawdza czy jego komórka też tak potrafi. Okazuje się, że jednak potrafi. Gość się cieszy i się tym wam chwali.
No cholera jasna, nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak taki ktoś potrafi być irytujący.
Ja zdaję. Właśnie siedzi obok mnie.

Mam nadzieję, że tym tekstem dałem wam trochę do myślenia i liczę, że wy także podzielicie się ze mną paroma spostrzeżeniami na temat tego, co wkurza was w pasażerach pociagów, samolotów, łodzi podwodnych, czy czym tam sobie podróżujecie.


Aha, prawie bym zapomniał – kliknij TUTAJ like’a, a od dziś i ty, i ja będziemy szczęśliwi. Możesz także zacząć obserwować mnie na moim PROFILU PRYWATNYM i dzięki temu jako pierwszy będziesz dostawał informacje o najnowszych wpisach.
Przypominam jednocześnie, że każdy wulgarny, chamski czy choć trochę niemiły, względem mnie lub moich czytelników, komentarz zostanie natychmiast usunięty. To mój dom i to mi ma być tutaj wygodnie.

Poprzedni post Następny post

Mało? Mam dla ciebie parę propozycji:

  • Krystian Gryszkiewicz

    Jak wiadomo, dawno polubiłem już Twój profil ;) Co do tego posta. Ok rozumiem, że ktoś jest głodny ale chyba nie urwał się z Afryki. Jestem tego samego zdania co Ty! Takie coś mnie przeraża. Często jest jeszcze tak, że nie tylko śmierdzi w całym przedziale ale także można nadepnąć na kawałek szynki, która wypadła komuś z ust :/ Nie jest to miłe uczucie. Nie pytaj! W trakcie wykonywania jakiejś czynności, w sumie ważnej dla Nas to stało się juz u mnie standardem, że ktoś zacznie do mnie gadać. Najchętniej bym się wtedy wyprowadził z tego pomieszczenia. Niestety nie ma miejsca nawet na korytarzu. Co do skarpetek. Nic dodać nic ująć. Może nie zmieniam dwa razy dziennie jak ty ale codziennie to jest już maksymalny czas noszenia! Faktycznie niektóre osoby nie tylko oszczędzają 10 zł na bilecie ale także 2 zł na więcej skarpet. Masakra. No, a teraz do Ciebie ;) Bardzo fajny post. Już Ci pisałem, że czytam każdy i bardzo mnie się one podobają dlatego nie będę tego mówił ;) Mam nadzieję, że życie w tej traumie nie zepsuło ci całego festiwalu ;) Pozdrawiam!

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      Z tym festiwalem, to trochę nie do końca tak. Może o tym niedługo napiszę.

  • http://www.sylvieu.com Sylwia Koladyńska

    Nic nie mów… Dość często przemieszczam się PKP, nie na super długich odcinkach, bo ok. 3,5-godzinnych, ale na 99% w każdej podróży trafi się przysłowiowy parapet. Prawie zawsze. Jednak ostatnio pani, która siedziała ze mną w przedziale, powinna dostać nagrodę na bycie najbardziej obleśnym cebulakiem. Nadwaga na oko 40kg – i choć w tych przypadkach pamiętam o kłopotach zdrowotnych niektórych osób, łatwo było stwierdzić, że ta kobieta do nich nie należy – po 20 minutach wyciągnęła sowity zestaw z KFC, popiła colą i zagryzła paczką chipsów. Ubrana była wprost idealnie na ponad 30-stopniowy upał: zaskakujący, leginsowy komplecik w kolorze szarym, obcisłym tak, że chyba na mnie, w rozmiarze s, byłby dobry. Nie dość, że opięta była jak szynka, to wiadomo, jak widać pot na szarych ubraniach… A gdyby i tego było za mało – gołe, GOŁE stopy, ufajdane po noszeniu sandałów, trzymała na materiałowym siedzeniu. Myślałam, że szlag mnie trafi. Kocham jeździć pociągiem… </3

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      Waginsy, heh.

      • http://www.sylvieu.com Sylwia Koladyńska

        Żeby to były po prostu waginsy, to by było pół biedy… :D

  • Goha Groch

    Jutro czeka mnie dziewięciogodzinna podróż pociągiem nocnym… Ciekawe, jakie kurioza spotkam tym razem, bo ostatnio było to dwóch upoconych po uszy Azjatów, którzy całą drogę wymieniali się sprzętem brzęcząco-grającym. Szkoda tylko, że bez słuchawek… Życzcie mi szczęścia i spokoju ;)

  • http://vjuliett.com/ Weronika Truszczyńska

    Jakiś czas temu moja siostra jechała do Warszawy na lotnisko. W przedziale jechała z nią rodzinka z dzieciakiem. Matka i ojciec przewijali go na siedzeniach dwa razy…

    • Dot

      Z tym przewijaniem dzieci w każdym miejscu to już naprawdę przesada!!

    • Ewelina Chmielewska

      Bez przesady, gdzie mają przebrać to dziecko, skoro w większości pociągowych łazienek nie ma przewijaków?

  • http://nitefeith.blogspot.com Ro

    Piszesz, że dookoła Ciebie olimpiana głupoty i wieśniactwa, a ja mam wrażenie, że od dłuższego czasu to tutaj jest paraolimpiana dobrego tekstu.

    1. „1. KIEDY WOLISZ CZEKAĆ 30 MINUT W KOLEJCE I PRAWIE SPÓŹNIĆ SIĘ PRZEZ TO NA POCIĄG TYLKO DLATEGO, ŻE CHCESZ PRZYOSZCZĘDZIĆ 10 ZŁ.” (..)

    Wyobraź sobie, że gdyby reszta „wieśniaków” pomyślała tak samo to stałbyś w takiej kolecje w pociągu – niby na miejscu, ale i tak swoje wystać będziesz musiał. Poza tym.. nie rozumiem komu oceniać (bo na pewno ani mnie ani Tobie) dlaczego ludziom chce się tak stać – może zwyczajnie nie boją się o to, że się spóźnią, a może wolą przyoszczędzić tę dychę żeby móc kupić sobie trzy browce – ich świętę prawo stać w tej kolejce – przypominam, że jak debil również w niej stałeś.

    Koniec końców: czy kogokolwiek powinno interesować to, że przyszedłeś za późno i nie zdąrzysz sobie słuchawek kupić?

    3. „3. DZIELENIE SIĘ SMRODEM SWOICH SKARPETEK Z WSPÓŁPASAŻERAMI”

    Naprawdę sądzisz, że to skarpetki albo brak higieny? Bo bardziej śmierdzi kiedy zwyczajnie ktoś wyleje na siebie butelkę płynu po goleniu, dodatkowo zaperfumuje się i koniec końców wymiesza się to z miksturami kolejnym perfum. Również Twoich. To dopiero śmierdzi.

    4. Często jeżdzę pociągami, zazwyczaj dystanse są kilkuset kilometrowe – zawsze z książką i jeszcze nikt mi nie przeszkadzał.

    Myślę, że nic tak nie irytuje kiedy obok nas siedzi pseudointeligent, który ma się za lepszego, bo nie żałował dopłacić 10zł do biletu ;)

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      Nie sorry, tylko brak internetu. Pani już nie będzie nam przeszkadzać. Komentujemy treść i nie tykamy siebie nawzajem. Ty tego niestety nie rozumiesz. Zostawiam komentarz, bo jak najbardziej masz prawo do wyrażenia opinii o tekście, ale w momencie gdy naruszasz moją prywatność nazywając „pseudointeligentem” odbierasz mi całą chęć na jakiekolwiek dyskutowanie z tobą. Ale ciebie to już nie dotyczy :)

    • olka998877

      Dobrze powiedziane i napisane. Jak ktos moze nazwac drugiego czlowieka cebulakiem i jechac po nim jak po drodze bo najzwyczajniej go nie stac na drozszy bilet ? Smiechu warte, a i nawet tego szkoda.

  • Oliwia Bloog

    To ja ostatnio jechałam pociągiem i był facet, który miał około sześćdziesięciu lat. Siedział na początku przedziału, a ja tak jakoś w środku. Nie dość, że zdjął buty, położył nogi na siedzenie naprzeciwko jego to jeszcze zaczął rozmawiać przez telefon, to oczywiście musi krzyczeć do tego telefonu, bo nikt go nie usłyszy -,- Jak mnie denerwują tacy ludzie, zamiast rozmawiać normalnym tonem to ten drze się -,-

    • Dot

      Ci drzący się do telefonów są najgorsi. Niemniej od ludzi drzących się do swoich koleżanek/kolegów, którzy siedzą obok. I tak cały przedział słucha o tym, że ją właśnie rzucił chłopak albo że on wydał fortunę na wymarzone słuchawki. Naprawdę tak mnie to interesuje…

  • olka998877

    bardzo sobie cenie Twojego bloga, ale wydaje mi ze ze obrazanie ludzi tylko dlatego ze chca zaoszczedzic 10 zl to nie powinno byc nazwane cebulactwem ! ciesze sie ze Ciebie stac i mozesz sobie pozwolic na zaplacenie za bilet drozej, na prawde. A moze Ci ludzie jechali innym pociagiem i mieli czas poczekac za biletem ? A moze przed toba stalo x osob ktorzy po prostu chcieli zaplacic karta bo u konduktora nie mozna ? Troche zbyt mocno wszystkich wsypales do jedengo wora. I tak nawiasem, ja osobiscie nie nazwalabym tego skapstwem ale to oddzielna kwiesta.

    P.S
    Wiem ze polacy maja sklonnosci do posiadania weza w kieszeni, ale to wedlug mnie nie byl najlepszy przyklad pokazania tego.
    Sory za brak znakow ale to nie moja wina.

  • http://mazgoo.blogspot.com MAZGOO

    moim zdaniem nie zawsze ta oszczędność idzie w parzę z totalnym sknerożydostwem froteryzującym się lekko o nazwę pewnego śmierdzącego warzywa, mamy wredne czasy, czasami kasy faktycznie brakuje i nie ma różnicy czy w kolejce stoi ktoś kto w portfelu ma ostatnie 10 zł czy osoba która przez gapowatość zostawiła kartę w domu lub czeka własnie na przelew wypłaty czy kieszonkowego od rodziców… nieistotne…wszyscy tkwimy w jednej kolejce… rozumiem,że chodziło Ci bardziej o tych którzy opływaja w sygnety i dmuchają nos w dolarówki ale nie zawsze da się wszystkich wrzucić do jednego wora, bo jak do bębna pralki wsypiesz kolorowe skarpetki to po praniu nie wyciagniesz tylko czarnych lub szarych… to tak nie działa… zresztą nie każdy jest na tyle doinformowany aby taką informację posiadać ;) ale fakt czasami dają popalić :P mnie np. zastanawia zawsze podróż MPK po całym miescie w poszukiwaniu promocji – tu 20 groszy taniej, tam 30 groszy, tam 5 groszy a po mieście podróżują na biletach za 2,80… hm… :D

    Twój wpis idealnie można podsumować sceną z filmu Dzień Świra :) Kiedy to kultowy już Adaś M. poszukiwał idealnego, ba… chociaż dobrego miejsca w przedziale… scena z zakonnicami – dobitnie długim, osinowym kołkiem na takiego cebulaka ;)

  • Sara Stella

    Jak jechałam ostatnio do Warszawy to koło mnie siedziała taka pani, która jechała chyba ze znajomymi i mężem do Gdyni bodajże to było. Całą drogę rozmawianie a dlaczego to tak a czemu nie inaczej a po co a jak. A w momencie gdy już słodko chyliłam się ku krainie snu na cały wagon wydarła się (inaczej się nie da nazwać tego) do jakiejś pani, która szła z pieskiem JAKI ON BOSKI, MILUSI, SŁODZIUSI I ONA TEŻ TAKIEGO CHCE!. Ewentualnie jak ktoś na Tobie zasypia, co chwilę wychodzi do toalety, narzeka, pije alkohol (zdarzało się). Ewentualnie lubi zabawy seksualne ze swoją dziewczyną w pełnym przedziale. Cóż ludzie i parapety.

  • gabiszu

    o ile wiem, dlaczego wkurzają cię śmierdziele, czy ciekawscy, tak nie potrafię zrozumieć w czym przeszkadzają ci osoby oszczędne? czemu boli cię, że ktoś woli poczekać na następny pociąg, niż dopłacić? ja sama staram się oszczędzać jak to tylko możliwe, z racji tego, że jestem studentką, która sama się utrzymuje, a 10 zł to dla mnie trzy obiady, więc jeśli mam wybrać pomiędzy poczekaniem kilku godzin, a głodowaniem trzy dni, zawsze wybiorę to pierwsze. wiem, że ciężko zrozumieć coś, czego się samemu nie doświadczyło, ale nie usprawiedliwia to bycia ignorantem.

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      Podałaś tak skrajny przykład, że aż mi się łezka w oku zakręciła. Współczuję Ci, ale twoja ciężka sytuacja materialna nie usprawiedliwia tego, żeby wszystkich wokół zrównywać ze sobą.

      Kobieta, która stała za mną ewidentnie chciała jechać TYM pociągiem. Nie wyglądała także na kogoś, kto musi oszczędzać. Wąż w kieszeni sprawił, że czekała kolejne parę godzin na następny pociąg.

      • gabiszu

        ale to nadal jej kieszeń, jej wąż, jej stracony czas, więc czemu tobie to przeszkadza? nie rozumiem ludzi, którzy zawracają sobie głowy jakimiś obcymi babskami, które same sobie rzucają kłody pod nogi

        • gabiszu

          poza tym, mój przypadek wcale nie jest taki skrajny jak ci się wydaje, wielu studentów żyje tak jak ja, i tu nie chodzi o ciężką sytuację finansową, po prostu lubię samodzielność i wolę być „biedną” studentką, niż brać kasę od rodziców

  • http://angielskapolka.wordpress.com AngielskaPolka

    Absurd lotniska. Niekoniecznie z pasażerami, ale wart opowiedzenia – podanie złej informacji o locie, przez co spóźniasz się na samolot, ale w obsłudze klienta ci wciskają, że nie masz racji i za bilet ci nie zwrócą. Bilet lotniczy, pal licho, kosztował mnie £30 funtów, ale przepadł mi bilet na festiwal Rock am Ring, za który zapłaciłam £200. O zwrocie kosztów można pomarzyć, bo pan pod krawatem ma rację. Co do pasażerów, to wczoraj jechałam do domu busem. W połowie drogi wsiadają dwaj otyli panowie i nie dość, że wali od nich potem na kilometr, to jeden z nich miał chyba jakiegoś Touretta czy Downa, bo darł się przez telefon na cały pojazd, a ludzie dopiero po pracy lub szkole, zmęczeni i chociaż wiele osób mówi kulturalnie by się uciszył, to on nic, nawet jego koleżka nie reaguje. Tolerancyjna Anglia, kurczę mać, gdzie się masz podporządkować pod niepełnosprawnych umysłowo.

  • Ola

    Najbardziej irytują mnie osoby, których plecak bądź torebka musi mieć osobne miejsce w autobusie wypchanym po brzegi…

  • http://www.mocnakawka.pl/ Mocna Kawka

    Podróżowanie pociągiem to okazja do zaobserwowania niezliczonej ilości niespotykanych zachowań; jajka na twardo, herbata w słoiku, nakręcany budzik w kieszeni, żeby nie przespać stacji docelowej, siłowe otwieranie rozsuwanych drzwi podczas jazdy pociągiem, w celu poprawy tężyzny fizycznej, gry w berka z konduktorem – klasyka gatunku ;)

  • Ann

    Co roku jeżdżę nad morze pociągiem, więc takich typów zdążyło się już trochę uzbierać. Jednak najbardziej z nich denerwujący są właśnie rodzice z dziećmi. Albo dzieci z rodzicami, trudno zdecydować. Na wstępie powiem, że oczywiście nie wszyscy, ale ci konkretni bez ograniczeń, którzy zachowują się jakby między domem, a miejscem publicznym nie było różnicy i nie zastanawiają się nad tym, że są jeszcze inni ludzie z nimi. Miałam w tamtym roku taką sytuację: w przedziale z kuszetkami jadę ja, mój młodszy brat, moja mama i ciocia, a po paru stacjach dosiada się do nas matka z synem, na oko 8 letnim. Niby fajnie, bo będzie towarzystwo dla mojego brata i nie będzie się nudził. Ale jak się niedługo później okazało owe „towarzystwo” ma ADHD, a przynajmniej tak się zachowuje. Gówniarz zaczął skakać po wszystkich kuszetkach, co chwilę wypytywał się innych, cóż takiego porabiają (patrz punkt 4 i 5) i nawet ładne „nie twój interes” nie pomogło. I tak przez 7 h + 1h gry na konsoli, gdzie mamusi udało się go zamknąć i był cicho (ale konsola już niestety nie). Jednak w jednym momencie przeszedł samego siebie. Mama zaczęła grać z moim bratem w grę, gdzie jaki kolor się znajduje i żeby go pokazać, a tamten się wprosił. I w końcu padło na kolor żółty. W tym momencie smarkacz złapał mnie za cycka. Dlaczego? Zgadnijcie, jaki kolor miała ta bluzka… A co z mamą? Poszła spać. Pewnie zmęczona podróżą.
    Podsumowując: w dalszym ciągu nie wiem, co mnie bardziej irytuje, czy rodzicie, którzy wszystko mają w dupie i nie patrzą, co ich pociechy porabiają, czy może skutki tej postawy w formie małych pasażerów bez kagańca.

  • malika

    Trasa Radom-Krynica Górska. Pierwsza podróż pociągiem, jakieś 8 lat temu. Pociąg podjeżdża na peron, ludzie w oknach, myślę sobie: ,,pewnie głowę chcą przewietrzyć bo w środku duszno” (dziecięce myślenie). Ludzi na peronie tyle, jakby za darmo bilety rozdawali ale w końcu majówka, trzeba się ruszyć. Większa część zrezygnowała, zapakowałam się z mamą (ledwo) i nie, nie można nikogo przez przypadek szturchnąć walizką, nadepnąć na but bo pcha się pod nogi bo mimo wielokrotnych przeprosin trzeba kurwić i drzeć ryja na cały wagon. Trzecia podróż, kilka lat później, na trasie Świnoujscie-Radom. Koniec sierpnia, skwar niemiłosierny, w wagonie starsza para więc się zaczyna: nie otwierać okna bo przeciąg, nie otwierać drzwi przedziału bo zawiewa po nogach. Najgorzej kiedy wytoczyli siatę wałówy: na kolana wyjechały wyżej wspomniane jajka, kiełbasa, kaszanka i tak dalej. 14 godzin w skwarze i smrodzie. Odkąd poszłam na studia byłam zmuszona kursować pociągami bo ze względu na dużą odległość innych opcji nie było. Miejscówki przy toaletach na walizce nie są fajne, szczególnie kiedy ktoś z problemami gastrycznymi okupuje toaletę przez bite 7 godzin. Fetor skarpetek i ewidentny brak bliższych kontaktów z prysznicem, pijaństwo (no niech se pani walnie browara, ja dam), plotkarstwo (bo cały przedział musi wiedzieć ile razy ona jemu dała dupy itp.), głośnie rozmowy przez telefon, osobne miejsce dla torebusi i wzrok zabójcy kiedy upomnisz się, ze to Twoja miejscówka albo po prostu jakiś cebulak, który kłóci się, że to ona ma to miejsce na bilecie (owszem, w innym wagonie albo nie ma wcale). Na szczęście od ponad roku jeżdżę busem, nocnym.