OPOWIEŚĆ

KIEDY UMARŁ SZACUNEK WZGLĘDEM KOBIET?

”Jestem kelnerem”. Zazwyczaj, gdy ludzie słyszą te słowa, to na myśl przychodzi im chlanie w pracy, marne zarobki, wiecznie ujebana biała koszula, silne przedramię, wyrobione przez tysiące godzin noszenia tacek oraz dymanie panienek na zapleczu. Cóż, minąłbym się z prawdą o jakieś dwa zjazdy, gdybym chociaż części z tych rzeczy nie potwierdził.

Więc potwierdzam.

Które? Cóż, tego musicie już domyślić się sami.
Ja jednak, gdy myślę o swojej pracy, przed oczami mam zupełnie inne obrazy. I owszem – zdarzy nam się wypić kilka głębszych, szczególnie, gdy pracujemy po 19 lub 21 godzin dziennie. Jednak to, z czym kojarzy mi się praca kelnera najbardziej, to poznawanie życia od kuchni. Wchodzisz do wielkiego centrum kongresowego z plakietką „staff”. Za Tobą stoją dwa tiry ze sprzętem kateringowym, a przed Tobą conajmniej 8 godzin, rozkładania tego całego gówna. Kiedy przychodzą goście, widzą jedynie pięknie rozłożone szklanki, poukładane stoliki, poczęstunek… To po prostu ma być. Jak żarcie w lodówce, gdy jesteś gimnazjalistą. Jest i raczej nie zastanawiasz się, skąd ono się tam wzięło.
A jednak – ktoś musiał je tam włożyć. Ba, ktoś musiał na nie zarobić, kupić je, przywieźć i dopiero włożyć, abyś Ty mógł pod koniec powiedzieć: ”a innego sera w sklepie nie było?”

Well, tym się zajmujemy. Czyścimy, rozkładany, donosimy, częstujemy… a i tak ktoś powie, że ”wino jest za ciepłe, a ostrygi mogłyby być bardziej glutowate”. W takich warunkach ludzie po pewnym czasie zakładają maski. Wychodzą na salę i uśmiechają się od ucha do ucha. Dystyngowani, ubrani w idealnie skrojoną koszulę, pachnący.
A gdy tylko przejdą przez drzwi i znajdą się na zapleczu, to z miejsca ten czar pryska.

Do czego zmierzam?

Już tłumaczę.
Ludzie, którymi otaczam się w pracy, coraz częściej dają mi do zrozumienia, że jestem pieprzonym dinozaurem. Przez ostatnie dwa tygodnie do pracy chodziłem w kurtce z przyczepioną plakietką, którą dostałem na Strajku Kobiet. Przez ten czas chyba każdy z moich – zabrzmi to bardzo szyderczo – kolegów spytał mnie, ”co to mam ciekawego na piersi?”. Gdy odpowiadałem, że jest to plakietka ze Strajku Kobiet, zawsze otrzymywałem lekceważące spojrzenia w prezencie, uwagi o tym, że ”miejsce cip jest w kuchni, a nie na ulicach z transparentami”, a ja sam ”powinienem zacząć myśleć o poważnych rzeczach, a nie się wygłupiać”. Zbywałem to luźnymi komentarzami. Wyleciałem już z tylu miejsc, że nie zamierzam robić sobie wrogów w obecnej pracy. Zresztą – i tak w końcu stąd odejdę.
Nikt, absolutnie nikt z parodziesiętnej ekipy nie potraktował mnie poważnie. Nawet szef. Inteligentny, mogłoby się wydawać, koleś.

Tak czy siak, zrozumiałem wtedy, że mężczyźni w zdecydowanej większości nie mają szacunku do kobiet. Mówią im ”kocham Cię”, noszą za nie siatki, zabierają na randki w walentynki, ale to gówno dalej w nich siedzi. Ten brak szacunku. Lekceważące podejście, gdy rozmawiamy o feminizmie. Dla nich to dalej jest, kurwa, łysa baba z łechtaczką wielkości ich fiuta. I nie zrozumcie mnie źle – nie chciałem pisać tego tekstu. Wolałbym kolejny dzień z rzędu zapijać smutki genialną dwunastolatką. Zabierając się za niego, wiedziałem też, że jakiś kretyn z całą pewnością napisze mi w komentarzu, że ”moje otoczenie nie daje poglądu na ogół społeczeństwa”, ”że marginalizuję” – nie, cholera! To nie jest marginalizowanie. Myśl ta rosła w mojej głowie naprawdę przez lata i teraz, przechodząc przez horyzont zapalny, wreszcie znalazła swoje ujście na Waszych ekranach.

TO MIEJSCE JEST ZBIOROWĄ MOGIŁĄ

Spocony, zmęczony, po odbębnieniu 17 godzin w miejscu, które z pełnym szacunkiem nazywam ”robotą”, siadam na stołku i marzę o tym, aby przytulić się do Niej. Do mojej Julki. Aby wspólnie otoczyć się miłością i darzyć uczuciem nieskazitelnym – uwaga, napierdalam Elizę Orzeszkową – jak woda w górskim strumieniu. A w opozycji stoją oni. Dwóch kelnerów, którzy rechoczą i ślinią się do siebie. Jeden z nich trzyma w ręku telefon i pokazuje drugiemu zdjęcia – cytuje – ”szmaty, którą dzisiaj, po pracy będzie obracał”. Obydwoje komentują jej ciało, a jeden z nich dodaje, że ”ta dupeczka, to musi mieć fach w ręku”.

Patrzę na nich i myślę sobie tylko jedno. To miejsce jest zbiorową mogiłą. Tutaj umarł szacunek do kobiet.
Na nagrobku napisane jest tylko smutne: ”na zawsze w naszej pamięci”.

Światła na sali gasną, a my rozchodzimy się do domów. Ktoś dzisiejszej nocy wyrucha niezłą szmatę.


Aha, prawie zapomniałbym – kliknij TUTAJ like’a, a od dziś i ty, i ja będziemy szczęśliwi. Możesz także zacząć obserwować mnie na moim PROFILU PRYWATNYM i dzięki temu jako pierwszy będziesz dostawał informacje o najnowszych wpisach.
Przypominam jednocześnie, że każdy chamski, wulgarny czy w jakikolwiek sposób czepialski komentarz zostanie natychmiast usunięty. To mój dom i to mi ma być tutaj wygodnie.

Poprzedni post Następny post

Mało? Mam dla ciebie parę propozycji:

  • pistaciia

    A teraz wyobraź sobie kiedy to kobieta musi słuchać takich rzeczy, niekoniecznie o niej samej, ale o jakiejś „random” dziewczynie, koleżance np. z instagrama. Tylko słyszy się, „ale fajna dupa, zajebista szmata”. TAK TERAZ MÓWI KAŻDY! To jest dramat.
    Poza tym, co zdziała kobieta, broniąc kobiet? Nic. Będzie wyzywana od feministek, od tych co kiedyś zostały skrzywdzone, nienawidzą mężczyzn itp. A one tylko walczą o to, co facetowi przysługuje z zasady – szacunek do jasnej cholery.

  • http://angielskapolka.wordpress.com AngielskaPolka

    I ludzie mi się dziwią, że im jestem starsza, tym większa ze mnie hetera…

  • Aga

    Jednak szacunek nie jest przypisany do każdego. Niektórym się nie należy, nie zasługują na niego. To co mówią jest chamstwem poprostu.
    Tylko czasem problem tkwi w kobietach. Tak w nich. Bo to one same czasem mówią do siebie ” cześć suko”, „ty zdziro”. To niby koleżeńskie gadanie z tego co słyszałam. Teraz kobieta dowali bardziej kobiecie niż mężczyzna. Zazdrość siedzi tak głęboko w kobietach że niektóre chcą być „szmatami” przy swoim „bad boy”. Ranią siebie nawzajem, obgadują nawet w bliskim gronie.
    Wszystko się zmienia strasznie i teraz szacunek do kobiet jest często zakrzywiony przez nie same. Często ta „niezła szmata” sama tak o sobie mówi. ” Bezlitosna suka” i takie tam. Kobiety same nazywaja się tak, a potem dziwią i oburzają.
    Jestem kobietą, ale nie pozwoliłabym sobie na to żeby „kolezanka” mówiła na mnie suczko. Coraz częściej śmiem stwierdzić że baby to chuje. Sa kobiety które się szanują i bardzo to doceniam lecz też przykro mi że trafią na „faceta” który uważa że miejsce kobiety jest w kuchni. Mnie nauczono szacunku,ale czasem trudno go ukazać „snapchatowym suczkom”.
    Nie chcę wprowadzać hejtu ani nic w tym stylu, po prostu niektóre kobiety same zakrzywiaja to czego nie powinny i pokazują się ze złej strony gdzie później są oceniane ogółem.
    Miejsce kobiety nie jest w kuchni. Prawdziwy mężczyzna będzie jej pomagał, wspierał i traktował z szacunkiem na jaki on też zasługuje od niej.
    Szacunek względem kobiet często umiera przez nie same.
    Jak się kocha okazuje się szacunek tej osobie. W obie strony. Nie tylko kobiety powinny być traktowane z szacunkiem ale też mężczyźni.
    Kobiety powinny być wolne mieć wlasna wolę, a za często Wola być z kimś kto je nie szanuje. Śmieci się wyrzuca a nie je.

  • Magdalena

    Super tekst, jak zawsze.

  • http://psychologiafotografii.pl/ Emilia Mańk

    Wróciłeś. Fajnie się znowu Ciebie czyta w takiej formie jak kiedyś ;)

  • http://terra-feliks.blogspot.com/ Hipis

    Ps. Żeby mógł umrzeć musiałby się kiedykolwiek narodzić.

  • emilka

    problem istnieje też w powszechnej akceptacji zjawiska, nieraz dziewczyna słysząc, że jest „dobrą dupą” wręcz nie może powstrzymać radości:)