OPOWIEŚĆ

KIEDY MIŁOŚĆ NIE POZWALA NAM BYĆ BLISKO OSÓB, KTÓRE KOCHAMY

Mieszkam przy ulicy, która razem z litrami wódki, zmyła ze swoich chodników wiele osób, które w jakiś sposób tworzyły stelaż mojego życiowego krajobrazu.

Powiedzieć, że alkohol był popularnym elementem życia lokalnej społeczności, w której żyłem, to trochę tak, jakby powiedzieć, że w Polsce mamy delikatny problem z podziałem społeczeństwa względem partii, na które głosowali. Niezależnie od czasów, poziomu życia oraz kurtuazji danej rodziny, wódka zawsze wychodziła obronną ręką. A później zbierała swe żniwo w postaci parokrotnych, przewlekłych, a w końcowych rozrachunku i śmiertelnych marskości wątroby, wypadkach samochodowych oraz awanturach rodzinnych z udziałem pełnego wachlarza narzędzi hydraulicznych. Słowem (a właściwie paroma) – po kilku głębszych kogoś mogły ponieść nerwy, a ktoś inny mógł z tej okazji otrzymać cios kluczem francuskim w czaszkę i skończyć jako obraz z gatunku impresjonistycznych na znajdującej się za nim ścianie.

A WIĘC ŚMIERĆ NIE JEST MI OBCA…

Pamiętam, jak w kwietniu 2013 roku, któregoś poranka, do mojego pokoju weszła mama i oznajmiła mi, że wujek nie żyje.

Nie powinno to być dla mnie, ani dla nikogo z jego otoczenia zaskoczeniem. Wszyscy wiedzieliśmy, że ostro tankował, a i ze wszelkich rad lekarzy nic sobie nie robił. A jednak… dziwne uczucie. To trochę tak, jakby któregoś dnia podano w wiadomościach, że trawa od teraz jest fioletowa. Pewien konstant został zachwiany, a moje pojęcie o tym, czym jest życie nagle zostało zredefiniowane.

Śmierć zabrała go ze szpitalnego łóżka o 4:21 nad ranem. Mam nadzieję, że miała problem z uniesieniem go. Głupia suka.

WYPADEK DZIADKA

Na parę miesięcy przed moimi osiemnastymi urodzinami, mój dziadek miał dosyć poważny wypadek. Jakiś chuj, który zbyt wcześnie pomyślał o premii w MPK, zawrócił w niedozwolonym miejscu, przez co w efekcie auto mojego dziadka zatrzymało się gdzieś pośrodku przegubowego autobusu. Szczęśliwie mój dziadek przeżył, ale niestety kosztowało go to jedno płuco i zprasowane niczym akordeon żebra. Ale… ale przeżył.

Jego problemy zaczęły jednak pojawiać się na długo po wypadku. Duszności, problemy z ciśnieniem, nagłe przyśpieszenia akcji serca.

W końcowym rozrachunku od dłuższego czasu, nie ma tygodnia, aby pod moim nie pojawiła się karetka.

I to sprawiło, że zacząłem patrzeć na śmierć w trochę inny sposób niż zwykło się to robić.

OSTATNI UŚCISK DŁONI, OSTATNIE SŁOWA, OSTATNI ODDECH

Nie wyobrażam sobie, że któregoś dnia będę musiał z kimkolwiek się w ten sposób żegnać.

Nie wyobrażam sobie też, abym kiedyś zszedł na piętro, na którym mieszkają moi dziadkowie i dowiedział się o tym, że któreś z nich umarło.

Nie wyobrażam sobie, aby któreś z nich… lub ktokolwiek, kogo darzę miłością, powiedział do mnie na łożu śmierci, że mnie kocha, a ja nie mógłbym później tego uczucia od niego wyegzekwować. Patrzę w tej chwili na swoją maszynę do pisania, z której symbolicznie wystaje kartka z napisem…

tytuł roboczy: Ulica Alkoholików

powieść autorstwa Kacpra O.

… i myślę sobie tylko jedno. Oddałbym bardzo wiele, aby to, co zdążyłem już napisać było czystą fikcją literacką. Żadna książka, żadne opowiadanie, żadne zdanie nie jest warte tego, aby ktoś musiał umrzeć, aby ono powstało.

ZBYT WIELE

Ciężko jest przed sobą samym przyznać, że wcale nie jest się tak silnym, na jakiego się kreuje. A zdecydowanie ciężej jest powiedzieć o tym ludziom, przed którymi tak często zakładało się makijaż. Dla mnie śmierć kogoś kogo kocham byłaby po prostu zbyt poważnym ciosem. Emocje, które by ona we mnie wyzwoliła byłyby zbyt wielkie.

Zbyt wiele śmierci widziałem w swoim życiu, zbyt wiele osób z mojego otoczenia odeszło, zbyt wiele kieliszków wódki wypiłem na grobie swojego wujka, aby mógł przyjąć to wszystko na klatę i się nie załamać.

Nie wyobrażam sobie, abym był przy moich bliskich – niezależnie od tego, czy byli by to moi rodzice, dzieci, ukochana, czy właśnie dziadkowie – w dniu, w którym odejdą z tego świata. Rozsypuje mi się umysł, gdy myślę od dniu, w którym to nastąpi.

Kiedy odejdą, chcę być jak najdalej od nich. Nie dlatego, że ich nie kocham. Chcę być daleko, ponieważ kocham ich tak mocno, że pękło by mi serce, gdybym, któregoś dnia ujrzał ich, leżących na łóżku bez ducha w piersi.


Aha, prawie zapomniałbym – kliknij TUTAJ like’a, a od dziś i ty, i ja będziemy szczęśliwi. Możesz także zacząć obserwować mnie na moim PROFILU PRYWATNYM i dzięki temu jako pierwszy będziesz dostawał informacje o najnowszych wpisach.
Przypominam jednocześnie, że każdy chamski, wulgarny czy w jakikolwiek sposób czepialski komentarz zostanie natychmiast usunięty. To mój dom i to mi ma być tutaj wygodnie.

Poprzedni post Następny post

Mało? Mam dla ciebie parę propozycji:

  • Anonimm

    niestety zgadzam się w stu procentach i nw czy jestem w tym sama ale w stosunku do osób które najbardziej kocham(szczególnie dziadków) mam wręcz taką .. jakby to nazwać ? – barierę emocjonalną? bezpieczny dystans ? mauerbauertraurgkeit? tak jakbym obawiała się okazać zbyt wielu uczuć i jeszcze pogłębić nasze relacje bo boję się że strata tej osoby będzie mnie bolała jeszcze bardziej (?) Nie rozumiem i chyba nigdy nie zrozumiem.

  • olcia

    Tak prawdziwe, ze aż boli. Kiedy się tego doświadcza… tej straty, strach przed kolejną jest jeszcze gorszy. W moim życiu rozegrało się sporo takich tragedii- tata, babcia…. można by tak długo wymieniać. Czekam o kim następnym się dowiem, co następne złamie mi serce. Na takie rzeczy nie jestem w stanie się uodpornić niezależnie od czasu i próby zrozumienia tego wszystkiego. Smutne. Życie…
    O.