Blogosfera, Lifestyle

JAK ZACZĄŁEM PISAĆ BLOGA?

Wiecie? Tak naprawdę nigdy oficjalnie się z wami nie przywitałem

BO TAK NAPRAWDĘ ŻADEN BLOGER NIE POWINIEN WITAĆ SIĘ ZE SWOIMI CZYTELNIKAMI

Tak robią tylko cieniasy, które na 99% przyciągną do siebie jedynie paręnastu czytelników i kilka zbłąkanych duszyczek, które trafiły na ich bloga tylko dlatego, że akurat na nim znajdowała się grafika z Googli, której akurat szukali. Tak więc…

Zakładasz bloga?

W takim razie nigdy, ale to nigdy nie zaczynaj od tekstu „CZEŚĆ, TO MÓJ PIERWSZY WPIS”. Nigdy.


Pamiętam kiedy 7 lipca 2009 roku założyłem swojego pierwszego bloga. Dziś, po tych sześciu latach, w końcu, ponownie na niego zajrzałem.
Popłakałem się.
Na początku ze śmiechu, później jednak zrozumiałem, że wcale nie ma się z czego śmiać. Wyciszyłem się na moment i zapłakałem ponownie. Tym razem ze szczęścia. Zrozumiałem, że gdybym w wakacje 2009 roku nie założył tej wylęgarni żalu i tekstów pokroju „emo Martynki” (na pewno kojarzycie), to dzisiaj pewnie nawet bym nie śnił o pisaniu bloga i wszelkie plany na przyszłość, razem z moimi wielkimi marzeniami, poszłyby do kosz
Wszystkie, bez wyjątku.

NA POCZĄTKU BYŁ CHAOS…

Wszystko zaczęło się we wtorek, 7 lipca, 2009 roku o godzinie 17:16:23 (Nie ściemniam, na bloxie – moim ówczesnym portalu – podawali godzinę z dokładnością, co do sekundy). Wtedy popełniłem swój pierwszy wpis. Miałem 12 lat.

Dzisiaj, po prawie sześciu latach mam przyjemność pokazać wam, jak to się stało, że teraz możecie mnie czytać? Wtedy wpis te przeczytało nieco ponad 60 osób.
Teraz przeczyta go parędziesiąt tysięcy.

Pisownię zachowałem oryginalną:

 

„Więc jak to się zaczęło?”

Był to sierpień 2008 roku. Dnia dobrze nie pamiętam, ale było to jakoś pod koniec miesiąca. O ile mnie pamięć nie myli była przepiękna pogoda. Dzień dobiegał końca, godzina 18. No, może trochę później. O tej właśnie godzinie można było usłyszeć dźwięk telefonu… wstałem z koca (bo akurat wtedy wylegiwałem się na słońcu), podszedłem do telefonu, i jak to zwykle bywa najsampierw sprawdziłem kto dzwoni… byłem wtedy wielce uradowany ponieważ zobaczyłem, że dzwoni moja ukochana (Hehe, mocne słowa jak na 12 latka – przyp. Anonimek 2015). Odebrałem. Przebieg rozmowy wyglądał mniej więcej tak:

-Cześć Piękna

-Cześć… (już teraz dało sie usłyszeć że cos ja trapiło)

-Kochanie, co porabiasz?

-Nic, nic…

-Wyczerpująca odpowiedź (lekko zachichotałem)

-Kochanie, wiesz co? No bo…(Tu dłuższa chwila ciszy)

-No co jest?

-Wiesz… (chwila przerwy i szybkie dwa słowa) Z nami koniec. (I w tej chwili się rozłączyła)

-ale…

… Przez dłuższą chwilę stałem jak wryty. Po chwili połapałem sie o co chodzi. Dalej byłem oszołomiony całą ta sytuacją. Zwaliłem się na łóżko… nie kryjąc uczuć rozpłakałem się (A przed kim miałbyś kryć te uczucia, idioto? – przyp. Anonimek 2015). Płakałem bodajże przez naprawdę długa chwilę… (Poważna sprawa, niema co – przyp. Anonimek 2015) Kilkukrotnie próbowałem wyjaśnić ta sytuację, zadzwonić do niej… Lecz to nic nie dawało, gdyż nie odebrała ani jednego telefonu ode mnie (jak widać z dedukcją nie miałem wtedy problemu. Gorzej ze składnią). Mijały miesiące, a ja coraz bardziej popadałem w monotonię i rutynę. Ramowy plan dnia wyglądał tak:

1. Pobudka, Śniadanie…

2. Szkoła

3. Powrót do domu, następnie zadanie domowe, kolacja, siusiu i spanie

 

No i tak codziennie przez dobrych kilka miesięcy. Kilkukrotnie podchodziłem do tematu bloga… ale częściej kończyło się to na samych chęciach. Tak było do dzisiaj… I proszę powstał blog o nazwie „Anonimek” . Ja idę do 1 klasy gimnazjum i przede mną ciężkie chwile, chwile wielkich wzlotów i upadków, chwile wielkich zauroczeń i wielkich porażek… po prostu dużo różnorakich przygód przede mną. Kto wie może spotkam wielką miłość? (dupa, nie spotkałem – przyp. Anonimek 2015) Ale na szczęście mam: Anonimka. 


Jeżeli nie daliście rady dobrnąć do końca, to uspokoję was – ja także miałem z tym spore problemy.

Ten wpis, to dowód na to, że nawet największy tłok i analfabeta może mieć zadatki na całkiem niezłego blogera. Nawet z największego gówna można ulepić coś w miarę sensownego i po wielu latach ćwiczeń pisać tak, by miesięcznie przyciągać dziesiątki tysięcy czytelników. Sam z niedowierzaniem patrzę na moje pierwsze teksty i zastanawiam się: „jakim cudem „piszę teraz tak, jak piszę?”, skoro wtedy swoimi wypocinami nie dałbym się nawet bezdomnemu podetrzeć. Jeszcze by przeczytał i byłoby mi wstyd.”

Ale spokojnie, to nie koniec.

BŁAGAM, DOBIJCIE UMIERAJĄCEGO

Zakładam ten wpis ze względu na to że uważam żę wszyscy omijaja szerokim łukiem mojego bloga… Co jest ku***a ludzie? Staram sie pisać dobre opowiadania. Obiecuję, że jutro coś nowego napiszę. Proszę żebyści napisali mi jakieś komentarze odnośnie tego czego nie lubicie w moim blogu, a co wręcz uwielbiacie. Jażeli nie zobaczę jakiej kolwiek aprobaty z waszej strony po porstu usune bloga… to tyle…

Czwarty wpis, a ja już kłamałem. Zero odzewu, a bloga mimo to nie usunąłem. Miało nie być więcej lamentów. Notka, która początkowo miała być orędziem do narodu, która miała mnie wyciągnąć z dołka, wcale ostatnią nie była. Była jedną z dziesiątek… setek, które napisałem w późniejszym okresie. Właściwie to przez pierwsze parę miesięcy w każdej z nich  żaliłem się, że nikt mnie czyta. Wy nigdy tego nie róbcie. Bo…

NAWET GDY CZYTA WAS JEDNA OSOBA, PISZCIE TAK, JAKBYŚCIE ROBILI TO DLA SETEK TYSIĘCY

Nigdy, nie przyznawajcie się i nie próbujcie żalić, że nikt Was nie czyta. Bo kogoś takiego naprawdę nikt nigdy nie będzie czytał. Nie przyciągniecie czytelników prośbami o lajki i komcie bez niepowtarzalnej treści!
Nie istotne czy aktualnie czyta Was pięć, czy dwadzieścia osób. Jeżeli będziecie dawali z siebie wszystko i nie zwracali uwagi na niskie statystyki, to kiedyś będą czytały Was całe tysiące. Nawet jeżeli robicie recenzje kosiarek ogrodowych.
Mówię to ja – ten gość, którego przez ostatnie 5 lat nie czytał absolutnie nikt, a mimo to dalej robił swoje. Bo w końcu pojąłem, że płakanie nie ma absolutnie żadnego sensu, należy spiąć dupę i robić to, w co naprawdę wierzymy, że przyniesie nam sukces.
I robiłem to, robiłem, robiłem, aż…

W KOŃCU POWSTAŁ TEN BLOG

20 sierpnia 2013 roku dodałem tutaj swój pierwszy wpis. Już wtedy wiedziałem, że nigdy nie chcę pisać dla parunastu osób. Chcę, żeby czytały mnie setki tysięcy. I wiecie co? Wszystko wskazuje na to, że obecnie jestem już bliżej niż dalej osiągnięcia tego celu.

Wy także możecie to zrobić.
Nieistotne, czy chcecie polecieć na księżyc, objechać cały świat czy mieć kolekcje ferrari w garażu. Jeżeli tylko będziecie mieli w sobie zapał szczeniaka, któremu nie wmówiono, że coś nie jest dla niego i odrobinę pasji… to możecie, kurwa, wszystko.

I ani grama mniej.


Aha, prawie zapomniałbym – kliknij TUTAJ like’a, a od dziś i ty, i ja będziemy szczęśliwi. Możesz także zacząć obserwować mnie na moim PROFILU PRYWATNYM i dzięki temu jako pierwszy będziesz dostawał informacje o najnowszych wpisach.
Przypominam jednocześnie, że każdy chamski, wulgarny czy w jakikolwiek sposób czepialski komentarz zostanie natychmiast usunięty. To mój dom i to mi ma być tutaj wygodnie.

Poprzedni post Następny post

Mało? Mam dla ciebie parę propozycji:

  • Paulaa

    Wielkie brawa dla Ciebie za to że sie nie poddałeś :) Dzisiaj sama czytam Ciebie NAMIĘTNIE !!!

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      Dobra, dobra – 6 lat temu uciekałabyś, gdzie pieprz rośnie!

  • Zuzanna Kołodziejczak

    Kurde, stary, wstrzeliłeś się tym tekstem w idealny moment, takiej motywacji teraz potrzebuję, wielkie dzięki, i życzę od cholery sukcesów w przyszłości ;)

  • mooonia

    No i brawo, Kacper! Pamiętam, że baaaardzo dawno temu trafiłam gdzieś na twojego bloga. Jakiś „fanboj” coś tam coś tam. No w każdym razie i tak już wtedy widać było, że masz zadatki na niezłego blogera (i być może pisarza!)

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      Tak było. Kiedyś odzyskam passy do tamtego konta i przypomnę wam parę tamtejszych wpisów. W końcu nie były takie złe.

  • Almondo

    Tak trzymac. A motywacja na koniec wrecz idealna.

  • http://www.mlodygentleman.pl/ Jan Machyński

    O proszę. Fajnie poznać trochę Twoich blogowych historii jeszcze zanim zatrudniłeś murzyna, aby Ci to wszystko pisał, co nam publikujesz.

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      Nie narzeka – dostaje parę bananów, a do tego ma gdzie spać.

  • Dominika Ścibor

    kurde aż mi lepiej, teraz mam taki kompletny brak motywacji że aż mi siebie szkoda haha, dzięki

  • https://notatkizpodziemia.wordpress.com/ Rara Avis

    Mój pierwszy blog? Nie pamiętam adresu ani nie mam do niego dostepu, ale pamiętam jak wyglądał. Ja, lat dwanaście. Blog na onecie. Czarne tło. Jadowicie zółte litery, czcionka jakieś 22, Monotype Corsiva. Co jakiś czas dodawałam smutne czarnobiałe zdjęcie i pisałam luźno wyrwane z kontekstu zdania na temat niespełnionej miłości. (Swoją drogą, co te 12-latki mają w głowach, że myślą wiecznie o tej miłości i wydaje mi się, że już jej nigdy nie doświadczą?) Potem zmniejszyłam czcionkę, zmieniłam ją na białą (o chryste panie, białe na czarnym, nie dziwie sie, że ludzie tego nie czytali) i już bez tych fantazyjnych zawijasów. Pisałam długie teksty ale w sumie o dupie maryni. A potem szał na blogspota, który trwał ze dwa lata, sprzedałam się za parę szmatek ze „współpracy”. Jezusie, byłam „blogerką modową”. A teraz mam podobne do Twoich ambicje. W sumie- mówiłam to paru znajomym, ale chyba Tobie samemu nigdy- że to własnie Twój blog zainspirował mnie do tego, żeby w końcu wziąć się za siebie i zacząć pisać zajebiste teksty, O CZYMŚ. Twój blog i vlogi Ajgora. Miał chyba jeden taki, w którym mówił, żeby wziąć się za siebie i ogarnąc dupe. No to go posłuchałam xD

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      Keep going. Jeszcze pół roku temu miałem taki sam szablon jak ty.

      • https://notatkizpodziemia.wordpress.com/ Rara Avis

        Wiem, bo czytałam Cię wtedy i celowo wybrałam taki sam szablon jak Ty miałeś ;) Wait for it, zaraz podniosą się głosy, że Cię kopiuję. To nic, że szablon jest ogólnodostępny, darmowy i mają go miliony ludzi, ale JA CIE KOPIUJĘ!

  • AngielskaPolka

    Dzięki ci wielkie za motywację! Ostatniego bloga pisałam mając lat 13/14 i byłam wówczas nawiedzona fanką pewnego zespołu, którego szkoda wspominać. Dziś staram się pisać o czymś. Może tymczasowo mi nie wychodzi, ale się staram. Żal mi tylko tego, że furorę robi tylko mój pierwszy wpis, który jest dosyć kontrowersyjny, a na resztę raczej nie ma zainteresowania. No, pożyjemy-zobaczymy. Aż usunę chyba notkę z przedstawieniem się…

  • Sara Stella

    Pierwszego bloga założyłam w 1 gimnazjum. Nie będę wspominać jak wyglądały notki chyba każdy się domyśla ze była niespełniona miłość, super oceny i tez źle i narzekanie na cały świat. Dwa lata temu założyłam bloga na blog spocie , wydawało mi się jaka jestem super blogerka. W ciągu hmm roku i chyba 3 miesięcy przeczytało moje 30 postów 740 osób. Teraz mam bloga od tego roku szkolnego ale przepaść jest ogromna jeśli chodzi o wpisy. Zmieniłam styl pisania, mam przejrzysty design i jest lepiej. ALE NIE WARTO SIĘ PODDAWAĆ :D