Relacje międzyludzkie, Seks & relacje damsko męskie

JAK WYGLĄDA NAJGORSZA RANDKA W ŻYCIU?

Z pamiętnika młodego świntucha…

Brakowało mi tego. Usiąść w barze, zamówić piwo i móc opowiedzieć swoim czytelnikom kolejną historię, w której główną rolę będą grały emocje. Już kiedyś próbowałem. Pamiętacie?  Owszem, to było beznadziejne. I choć pisane prosto z serca, to cieszę się, że moje kolejne tworzywo zdecydowanie różni się – i stylistycznie i merytorycznie – od tego, co ”wydałem” przeszło rok temu. I nie… to nie jest to, co właśnie czytacie. To coś, co tym razem naprawdę zamierzam wydać.

Ale ja nie o tym. O babkach dziś będzie. No bo w końcu sobota. Pasy zapięte? Okej, a więc jedynka i włączamy się do ruchu.

MAM PECHA DO TYCH KATARZYN.

Bo ona Katarzyna na imię miała. Katarzyna z domu Bąk. To była pierwsza Kasia, z którą się umawiałem. Po pewnym czasie jednak oboje uznaliśmy, że dzieci z tego nie będzie i rozeszliśmy się do domów. Trwało to jakieś 30 sekund. Zasadniczo to niczego jej nie brakowało. Miała duże, ponętne piersi, krągły tyłek, długie włosy… i jakieś 40 kilogramów nadwagi. Sumarycznie była wyższa ode mnie o głowę, mimo, że chodziła w balerinach i cięższa niż dwóch mnie. Od tego czasu już nie umawiam się z dziewczynami z Tindera, które na zdjęciach pokazują jedynie twarz.

NAJGORSZA RANDKA

Tym razem miało być inaczej. Chodziliśmy razem do szkoły, a ja mniej więcej od początku roku chciałem się z nią umówić. Pech chciał, że wyglądałem wtedy jak mała pomyłka genetyczna. Tj. nie do końca mała, bo zasadniczo ważyłem wtedy 94 kilogramy. Nie wiem, co mnie podkusiło, ale fryzurę też miałem inną niż zazwyczaj. Wiecie – takie długie kudły zaczesane do tyłu. Że niby na Hitler Jugend. Jak patrzę na swoje zdjęcia z tamtego okresu, to myślę jednak, że bardziej przypominałem wujka Staszka z Bełchatowa, niż powabnego aryjskiego chłopca.

Jednak jakimś cudem udało mi się schudnąć, zmieniłem fryzurę, ogarnąłem się… słowem: ciastko z cukrem. To już trzy słowa. Fuck it.

Umówiliśmy się.
Przypadkiem.

Akurat odprowadzałem swoją przyjaciółkę na dworzec i jakoś tak się stało, że gdy wracałem z peronu, to na siebie wpadliśmy. Chwilę później byliśmy już na piwie.

Rozmawiało nam się tak sobie. Ona o kwiatkach, ja o sytuacji geopolitycznej w Ugandzie. I wierzcie mi, staram się robić wszystko, aby nie wyjść na buca, który drze łacha z dziewczyny, z którą się spotkał… no ale… no ale się nie da. Zresztą czytajcie dalej:

-A wiesz, że ostatnio zapisałam się do szkoły artystycznej?
-Hmm.. i co tam ciekawego sobie lepisz?
-Maluję.
-Woha, serio? Poka.

Tak się składa, że moja była dziewczyna była malarką (Buzi, Zuza), więc miałem jakieś porównanie.
Zobaczyłem. Tak jak myślałem, były średnie. Zmieniliśmy temat.

-Idziemy do kina?
-No w sumie… czemu nie? Masz jakieś propozycje?
-No Blade Runn…
-… no bo ja chciałaby iść na ”Botoks”
-A może jednak na coś innego?
-Wszystkie filmy Vegi są takie prawdziwe, strasznie chcę zobaczyć ten
-Ale wiesz, że…
-… chodźmy! Sam zaproponowałeś kino, to ja zaproponuje film. Chodźmy na ”Botoks”.
-Ale ja już byłem
-Oj no… to pójdziesz drugi raz.

Kurwa, czego człowiek nie robi, żeby zaliczyć.

-Podobał Ci się?
-Bardzo…

Nie takiej odpowiedzi oczekiwałem. Dobrze, że chociaż nie rozwinęła swojej wypo…

-… a najlepsze było to, że Patryk Vega niesie nim przesłanie odnośnie tego, że aborcja jest zła. Bardzo podoba mi się to, gdy w filmach pojawia się jakiś głębszy przekaz. Ten był niesamowity. I tak dosadny.
– Nawet jeśli jest szkodliwy społecznie?
– A głupoty gadasz! Dobrze, że ktoś wreszcie o tym głośno mówi!

Ja pierdolę.

-… no i te wszystkie anegdoty z życia lekarzy. To jak ta dziedzina naszego życia jest zepsuta. Powiem tak: wszystko, co w tym filmie zostało pokazane jest prawdą. Brutalne, ale szczere. Wiem, bo moja ciocia pracowała kiedyś jako sprzątaczka u Rydygiera (szpital w Krakowie).

Także ten. Jakbyście zastanawiali się jak jednym sposobem spieprzyć sobie zaliczenie z retoryki na studiach, to tutaj macie idealny przykład.

Ale najlepsze było dopiero przed nami. Przez cały wieczór otrzymywałem od niej sygnały, które wraz z upływem czasu (i alkoholu) stawały się coraz silniejsze, a każdy z nich mówił: ”tak, podobasz mi się – chcę czegoś więcej niż rozmowy”.

Trzymanie za rękę, zalotne spojrzenia, rozmowa schodząca na temat seksu. Cholera, z interpretacji wierszy miałem zawsze szóstki, to i kobietę bez problemu odczytam. Cóż, myliłem się.

Kiedy myślałem, że jest to ten moment, kiedy już witałem się z gąską, usłyszałem sakramentalne:

-podupcyło cię, typie?

No dobra. Nie do końca to usłyszałem. Cofnijmy taśmę:

-Zaraz, co ty robisz?
-Um… chcę cię pocałować
-Dlaczego?
-A dlaczego nie?

Tak, to jest ten moment kiedy pewna część mnie myśli sobie ”zaraz, to jakiś bug systemu – przecież grałem według zasad, ona nawet jechała na kodach… co jest?”

-Dlaczego myślisz, że możesz mnie pocałować?

Odsunąłem się, żeby złapać lepszy pogląd na sytuację, która właśnie zaczęła się wydarzać. Nie pomogło.

-Myślisz, że jestem łatwa?

Cóż…

-To się pomyliłeś!

I nie zrozumcie mnie źle. Nie uważam, że kobiety mogą być puszczalskie. Bo skoro faceci mają prawo do kurwienia się, to czemu nie mogłyby robić tego kobiety? Chodzi po prostu tutaj o pewnego rodzaju nazewnictwo i to, jakie sygnały dostajemy od drugiej osoby. Idzie łatwo, idzie gładko, jest miło… a więc wieczór zakończy się czymś miłym lub perspektywą spieniężenia relacji w najbliższym czasie. To zwykłe uproszczenie myślowe, które pozwala nie zwariować. Tak więc drogie panie – spokojnie! Dalej jestem po waszej stronie.

-Chyba pójdę na stronę – powiedziałem zmieszany
-Chyba powinieneś wyjść

Okej, to taki moment, w którym każdy by się wkurwił. Idziesz z nią na najgorszy film, jaki oglądałeś od lat. Ciężko jest złapać wspólny temat. Ona z każdą chwilą coraz bardziej się rozkręca. Do tego wysłuchujesz bredni, na które wcale się nie pisałeś. Przecież całkiem przyjemnie ci się z nią rozmawiało w szkole. A ona każe Ci spieprzać.

To trochę tak jakby nauczyciel słuchał twojej wypowiedzi, co chwila wtórując Ci słowami typu ”znakomicie”, ”brawo” czy mówiąc ”no wreszcie się pan nauczył”, a na sam koniec powiedział:
”Dostaje pan dwóje. I to i tak nic nie zmienia w pana sytuacji. Do zobaczenia we wrześniu”.

I tak się właśnie poczułem. Jakby ktoś pokroił na talerzu moją godność i męską dumę, a następnie wszystko to włożył do ust, przeżuł i wypluł.
A później kazał temu kolesiowi bez nóg, który stoi w rogu przyjść tutaj bez kul i na to wszystko nasikać. A ten koleś przez ostatnie dwa tygodnie ładował w żyłę heroinę, więc jego mocz był mniej więcej w odcieniu piwa Guinness. Kurwa, przeterminowanego.

Tak się poczułem. Jak ktoś, kto mimo założonych ubrań ma wrażenie, że jest nagi. Wstałem, popatrzyłem na nią i pomyślałem sobie:

”Napiszę o Tobie tekst, Katarzyno”.


Aha, prawie bym zapomniał – kliknij TUTAJ like’a, a od dziś i ty, i ja będziemy szczęśliwi. Możesz także zacząć obserwować mnie na moim PROFILU PRYWATNYM i dzięki temu jako pierwszy będziesz dostawał informacje o najnowszych wpisach.
Przypominam jednocześnie, że każdy wulgarny, chamski czy choć trochę niemiły, względem mnie lub moich czytelników, komentarz zostanie natychmiast usunięty. To mój dom i to mi ma być tutaj wygodnie.

Poprzedni post Następny post

Mało? Mam dla ciebie parę propozycji:

  • Kaśka S

    Kurcze, to z moim imieniem nawet nie ma co do Ciebie startować 😂😂

  • Dot

    Współczuję!

    „Jak patrzę na swoje zdjęcia z tamtego okresu, to myślę jednak, że bardziej przypominałem wujka Staszka z Bełchatowa, niż powabnego aryjskiego chłopca.” Haha, jakie porównanie :D

    „kiedy już witałem się z gąską, usłyszałem sakramentalne:
    – podupcyło cię, typie?” xD

  • hagotata

    Jeszcze dodaj, że wyczaiłeś ją na skupie żywca xD