zbiory komórek

JAK POPEŁNIĆ SAMOBÓJSTWO?


Cześć,

Jestem Kacper. Nie znasz mnie, ale ja bardzo dobrze znam Ciebie. Rozumiem Twoje obawy, Twój strach, czuję teraz pustkę, która nawiedza Twoją głowę. Znam bezsens każdego dnia, który musisz rozpoczynać na nowo. Ten skrajny marazm toczący twój umysł.

Kiedyś tego nie rozumiałem i pogardzałem ludźmi, którzy odebrali lub chcą odebrać sobie życie. ‚Wybierają łatwiejszą drogę, ścieżkę tchórza’ – mówiłem. Była to dla mnie naturalna reakcja obronna. Bo wiesz… bo wiecie… prawda jest taka, że przez wiele lat sam nie mogłem pozbierać się po tym, że ktoś z moich najbliższych popełnił samobójstwo.

Musiałem także dojrzeć do tego, by tą historią – z Wami, moi czytelnicy oraz Tobą, tym, który trafiłeś na ten tekst w poszukiwaniu ucieczki – chcieć się podzielić.

Dokładnie tydzień temu minęła czwarta rocznica od tego, gdy ktoś bardzo mi bliski, odebrał sobie życie. Ciężko jest w ogóle opisać to, jak się wtedy czułem i co kołatało się w mojej głowie. To jak ogromny ból dotknął mnie po stracie tej osoby, jest nie do opisania.
Abstrakcja. Niezbadany gatunek literacki.

Rok później popełnił samobójstwo Robin Williams. Byłem wtedy zdecydowanie młodszy i na pewno dużo bardziej głupszy niż jestem teraz, więc postanowiłem zrobić z jego śmierci swój własny, osobisty worek treningowy. ‚Gardzę samobójcami’ – napisałem wtedy i do dziś bardzo tego żałuję. Rzucałem kamieniami na oślep, licząc, że uda mi się stworzyć tekst, który dotrze do przysadki mózgowej osoby, która chce targnąć się na swoje życie i jakimś cudem, w bardzo pokrętny sposób, wywołując poczucie winy, ją od tego odciągnąć.

Dzisiaj już wiem, że nie tędy droga. Samobójstwo, to nie zerwanie z chłopakiem. To nie słabe oceny w szkole. Retoryka, której wtedy użyłem, nie odciągnęłaby nawet myszy od zamiaru wejścia kotu do gardła.

Dlatego dzisiaj napiszę coś innego. Podzielę się z wami wszystkimi moją własną historią.
Kurtyna.

MAREK

Tak miał na imię mój kuzyn. Był dla mnie kimś więcej niż członkiem rodziny. Z nikim innym, nie miałem takiego kontaktu jak z nim. Byliśmy dla siebie bratnimi duszami. Jeśli miałbym teraz napisać, co nas łączyło, to musiałbym nazwać to miłością. Szczerą, bezwarunkową, braterską miłością.
Taką, która nie pyta i nie wymaga odpowiedzi. Miłością, która po prostu jest i która tli się pomimo wszystko.
Marek był ode mnie o parę lat starszy. Bardzo go szanowałem, bo był dla mnie autorytetem.

To on w dużej mierze wpłynął na obecną architekturę mojego światopoglądu. Nikt inny przed nim i po nim, nie karmił mojego mózgu taką ilością przemyśleń. To on nauczył mnie, że świat nie jest czarno biały i że istnieją jedynie odcienie szarości. Że niczego nie można jasno sklasyfikować oraz to, że w nawet najgorszym skurwysynie tli się coś dobrego. Że zawsze warto patrzeć na różne sprawy z paru perspektyw. Że szacunek nigdy nie jest za darmo i nie istnieje coś takiego, jak dobre whisky poniżej 100 zł za 500 ml.

Nauczył mnie także czegoś jeszcze…

FATUM NIE ISTNIEJE

Każdy z nas niesie swój krzyż i wszyscy musimy zmierzyć się ze swoimi demonami. W głowie każdego z nas odwieczną batalię toczą różne zjawy, a jedyną osobą, która może się im przeciwstawić, jesteśmy my sami.

Nie ma czegoś takiego jak zły los. Ludzie bardzo często obwiniają jakąś siłę wyższą o to wszystko, co ich w życiu spotkało. Problem w tym, że to nie ona, a jednie zbiór przypadkowych zdarzeń kształtuje wypadki, które nas nawiedzają. Nie ma nikogo na górze, żadnego siwego gościa, który na zrzuca na nas gromy nieszczęścia. To tylko przypadkowe zdarzenia.
Życie w czystej postaci, o bardzo wysokim stężeniu kwasowości.

Jeśli chcemy odzyskać nad nim kontrolę, to przede wszystkim musimy wyzbyć się przekonania, że ktoś z góry kieruje naszym życiem. Że ponad nami jest pan w garniturze, który pociąga za sznurki naszego istnienia. To tylko ułuda. Taka, którą wkręca się nam wszystkim już od małego.

Czasami jest ciężko, chwilami jeszcze ciężej. Ale nie możemy pozwolić na to, by to wszystko, by robaki w naszej głowie pogrzebały światło naszego życia.
Stojąc plecami do ściany, coraz bardziej samotni – nie możemy poddawać się bez walki. Nie możemy myśleć, że nie ma żadnej nadziei.
Jest, ta stara suka zawsze gdzieś tam czeka.

PRZEGRANY

Marek mimo całej swej mądrości, właśnie tego nie potrafił zrozumieć. Twierdził, że całe cierpienie, którego doświadczył, jest winą wyższej materii, która nigdy nie pozwoli mu być szczęśliwym. Śmierć rodziców, wychowywanie przez dziadka, z którym nigdy nie miał dobrego kontaktu, utrata nogi.
Z perspektywy czasu wiedząc to, co wiem teraz, rozumiem, że miał on prawo myśleć, że to wszystko jest winą pewnej odgórnej siły. Jednak wiem też, że ja byłem tym, który miał obowiązek przekonać go, że to nie prawda.

ZAWSZE JEST KTOŚ, KTO CHCE CI DOKOPAĆ

Wczoraj zadałem moim czytelnikom pytanie – ‚jak szybko i bezboleśnie popełnić samobójstwo?‚. Większość ludzi nawet nie pomyślała o tym, żeby zainteresować się faktem, czemu w ogóle zadaje takie pytanie. Zamiast tego pisali, że odpowiednim rozwiązaniem są tabletki nasenne, skok z wysokiego piętra, złoty strzał lub kulka w łeb. No tak, przecież to takie oczywiste.
Nie winię Was za to. Sprowokowałem tą sytuację i liczę, że po dzisiejszym tekście zarówno Wy, jak i osoba, która trafiła na ten tekst całkowicie przypadkowo, szukając idealnego sposobu, by odebrać sobie życie, zmienicie swoje podejście do życia.

Bo tak, jak są osoby, które nawet nie zastanawiają się nad tym, czy paroma zdaniami mogą zrobić krzywdę, tak są też…

LUDZIE, KTÓRYM ZALEŻY

Gdybym mógł cofnąć czas, nie byłbym tylko biernym słuchaczem. Wygarnąłbym mu wszystko, co siedziało w moim sercu i niczym popiół z wygasającego pieca, rozrzuciłbym te wszystkie myśli tuż przed nim. Widząc jak jego uśmiech staje się coraz bardziej wyblakły, chwyciłbym go za dłoń i zabrał do środka siebie, aby zobaczył jak dużo dobra we mnie zaszczepił. Jak wiele dzięki niemu się nauczyłem. Jak zmienił mój szczeniacki pogląd na świat. Jak ważną i bliską osobą był dla mnie.

Gdybym mógł cofnąć czas zrobiłbym to wszystko. Bo zależało mi na nim. Był moim osobistym bohaterem. Jestem pewny, że gdyby wiedział to wszystko, zanim ze sobą skończył, to wszystko to wyglądałoby inaczej. Może to bardzo naiwne z mojej strony, może zbyt siebie przeceniam, ale głęboko wierzę w to, że dzisiaj zamiast pisać o nim w czasie przeszłym, piłbym z tym nieoszlifowanym diamentem dobrą łychę w jednym z krakowskich pubów i razem zastanawialibyśmy się, którą z panienek dzisiaj weźmiemy na celownik.

Bo tak to już jest, że…

CZASAMI NIE JESTEŚMY ŚWIADOMI TEGO, JAK WIELE ZNACZYMY DLA INNYCH

Nigdy mu tego nie powiedziałem, ale był dla mnie jak ojciec. Jak starszy brat, który opiekował tym młodszym, gdy oboje trafili do sierocińca.
Bo bywa tak, że żyjemy w przekonaniu iż na tym świecie nie ma osoby, której na nas zależy. Ale tak jak tu stoję, a właściwie jak siedzę – do tych wszystkich którzy urodzili się w domu pełnym bólu, którzy zostali nauczeni, by robić to, co inni, do tych wszystkich, którzy byli tresowani przez rodziców i nauczycieli, przez życie i pracę, którzy całe życie przeżyli w cieniu innych…

Nie jesteście sami. Każdy z nas ma chwile słabości. Wszyscy czasami czujemy się beznadziejni. Co więcej – wszyscy czasami jesteśmy beznadziejni. Ale to mija. To tymczasowy ból, z którego należy się otrząsnąć. Który obrasta nas, niczym półpancerz. On nie jest stały, on tylko czeka, aż przestaniemy zwracać na niego uwagę, by wrosnąć się w nas na stałe. Nie możemy na to pozwolić.

TOGETHER WE STAND, DIVIDED WE FALL

Warto rozmawiać. Warto utwierdzać swoich bliskich nawet w tych najbardziej banalnych uczuciach i sprawach. Bo to, co dla nas oczywiste, dla innych brak tej wiedzy może okazać się powodem do tego by skoczyć. By wypić. By połknąć. By strzelić.
Nieświadomość pewnych uczuć zawsze jest jak brakująca barierka w moście nad przepaścią.

Razem przetrwamy. Pewni swoich uczuć, przekonani o tym, że dla innych jesteśmy kimś więcej niż tylko zbiorem komórek, że uczyniliśmy wiele dobrego, mówiąc wiele oczywistych dla nas rzeczy. Podzieleni upadniemy.

Otwórzmy swoje serca i umysły na najbardziej proste wyznania. Każdy dzień traktujmy jak okazję do tego, by zrobić dla innych przysługę. Pokazujmy, że nam zależy. Nie niszczmy, a budujmy. Używajmy truizmów nawet wtedy, gdy wydaje nam się, że są zbyt proste.

Wyciągajmy dłoń do wszystkich, nie tylko do tych, którzy tej dłoni potrzebują. Zapobiegajmy, bo to lepsze niż wyciąganie wniosków.

Dzwońmy, bo po drugiej stronie, są ludzie, którzy chcą nam pomóc:

116 123 – Telefon zaufania dla osób dorosłych w kryzysie emocjonalnym
116 111 – Telefon zaufania dla dzieci i młodzieży
801 120 002 – Ogólnopolski telefon dla ofiar przemocy w rodzinie Niebieska Linia
800 112 800Telefon Nadziei dla kobiet w ciąży i matek w trudnej sytuacji życiowej
22 425 98 48 – Telefoniczna pierwsza pomoc psychologiczna

To nic nie kosztuje, a tego, co siedzi w twojej głowie nie można bagatelizować. Ci ludzie Ci pomogą. Ucieczka różne aktywności nie jest tym, co Cię uratuje. Tą rzeczą jest natomiast profesjonalna pomoc ze strony ludzi, którzy codziennie stykają się z osobami, które chcą targnąć się na swoje życie.

Zanim pomyślisz o tym, by wziąć do ręki tabletki, nóż czy żyletkę, których konsekwencje nie są ci znane, weź najpierw telefon, wykręć numer i zadzwoń. Tutaj przynajmniej możesz być pewny, że ktoś odbierze i Ci pomoże.


Aha, prawie bym zapomniał – kliknij TUTAJ like’a, a od dziś i ty, i ja będziemy szczęśliwi. Możesz także zacząć obserwować mnie na moim PROFILU PRYWATNYM i dzięki temu jako pierwszy będziesz dostawał informacje o najnowszych wpisach.
Przypominam jednocześnie, że każdy wulgarny, chamski czy choć trochę niemiły, względem mnie lub moich czytelników, komentarz zostanie natychmiast usunięty. To mój dom i to mi ma być tutaj wygodnie.

 

Poprzedni post Następny post

Mało? Mam dla ciebie parę propozycji:

  • Lukasz

    To już wiesz, ale właśnie po tekscie „Gardzę samobójcami” do Ciebie trafilem. I pamietam też tę falę hejtu na Ciebie. Fajnie, że zmieniłeś podejscie do tematu i ten tekst zdecydowanie mi sie bardziej podoba. Sorry, podoba, to może złe słowo. Tekst jest troche smutny, ale optymistyczny. Zawsze cos mozna zmienic.Nie mozna sie poddawac, choć zdaje sobie sprawe, ze to trudne.

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      Ja tylko chciałbym, żeby ludzie częściej zapewniali innych o swoich uczuciach. Nic więcej.

  • Ciri

    Cholernie dobry tekst. Jak wczoraj zadałeś pytanie na grupie to wiedziałam, że poruszysz ten temat na blogu. Raczej zbyt inteligentny z Ciebie facet żeby pytać poważnie o takie rzeczy na forum – Twoi czytelnicy o tym wiedzą, sądzę, że stąd właśnie ich podejście do tematu i niepoważne komentarze.
    Inaczej wygląda sprawa z tymi, którzy udzielali realnych rad.
    Swego czasu pojawiło się w moim życiu sporo ”depresyjnych nastolatek”. I ja starałam się pomóc. Jednak to były osoby pokroju Zosi. Tej, którą należy porządnie kopnąć w rzyć. Do takich osób akurat szacunku nie mam, myślę, że nie muszę się na ten temat rozwodzić. Kilka lat później zetknęłam się z kimś, kto realnie pomocy potrzebował. I teraz, chociaż nasze drogi już się rozeszły to wiem, że akurat w tej kwestii nie zawaliłam. A mimo wszystko myślę, że nikt nie może obwiniać się za samobójstwo osoby bliskiej, chociaż taka reakcja występuje niemal zawsze. Na świecie jest zbyt wiele szarości i barw, występują różne sytuacje… Pluć w twarz możemy sobie tylko wtedy, kiedy nie powiemy komuś jak bardzo jest dla nas ważny.
    Na pewnej ateistycznej grupie trafiłam na wątek ,,Po co żyć skoro i tak umrzesz, nic po tobie nie zostanie, jesteś nikim z perspektywy wszechświata i czasu”. Ludzie odwoływali się do religii, że właśnie ona nadaje ludzkiemu istnieniu znaczenie, niektórym jest to potrzebne. Ja uważam takie myślenie za błędne. Mam bliskich, plany, marzenia, ambicje. To nadaje mojemu życiu sens. Wiem, że mój czas jest ograniczony, że tylko tu i teraz mam szansę na szczęście i bycie dobrym człowiekiem. Wydaje mi się, że to jest lepsza motywacja do czerpania radości z życia. Żyjemy po to żeby dawać szczęście innym i zapisać się w tej nic niewartej historii świata, a nie po to żeby umrzeć.

  • Agnieszka

    Współczuje, ale z biegiem czasu zawsze dostrzegamy inne rozwiązania, które mogły by być lepszymi, niestety za późno. Trzeba pomagać i nie można wstydzić się poprosić o pomoc. Osobiście nie spotkało mnie nic podobnego i mam nadzieje, że nie spotka ani mnie ani nikogo innego. Nie ma co się wstydzić, trzeba szczerze mówić co się czuje.

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      Trzeba… należałoby.

  • X

    Cóż, sama jestem po próbie, długim leczeniu, które nadal trwa.
    Początkowo zdiagnozowano mi depresje, teraz już wiadomo, że to zaburzenia dwubiegunowe i zaburzenia osobowości typu boderline. Jest ciężko, ale walczę i jestem z siebie dumna.
    Dziękuje za ten tekst
    szczególnie, że się znamy, ale ty o niczym się nie dowiesz :)

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      Nie zamierzam.

  • Ula

    Za miesiąc minie rok odkąd umarła moja kochana przyjaciółka. Miała tylko 16 lat w chwili śmierci, a ja wciąż myślę o tym co mogłam zrobić, a czego nie zrobiłam, aby jej pomóc. Nawet nie znam dokładnej przyczyny jej śmierci i to boli jak cholera. Zostają mi tylko domysły.
    Wiem co czujesz i nie życzę tego nikomu. Najgorsza jest świadomość, że mogłeś coś zrobić, a nie zrobiłeś.

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      To zdecydowanie najgorsze

  • Emocjonalna duszyczka

    Bardzo we mnie uderzył ten tekst. Nie wiem co najbardziej, czy część „Fatum nie istnieje”, czy może ta o Twoim kuzynie. Na obydwu płakałam, a ja nigdy nie płaczę przy czytaniu czegokolwiek. W każdym razie, dziękuję. Naprawdę.

  • arkp

    Cholernie nie podobał mi się tekst, w którym wyraziłeś, że gardzisz samobójcami. W tamtym okresie sama miałam różne myśli i było mi źle, że autor jednego z moich ulubionych blogów ma takie podejście do tej sprawy. To było jak nóż w plecy. Na szczęście po dziesiejszym tekście nóż zniknął. Cieszę się, że teraz patrzysz na to z innej perspektywy. Nie każdy musi chcieć dźwigać swój krzyż ;)

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      Czasami trzeba do pewnych spraw dojrzeć.

  • Anna

    Aż musiałam się zarejestrować, żeby to napisać…
    Dziękuję za ten tekst.
    Nawet nie wiesz jak wiele zmieniłeś.

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      Chyba się domyślam

      • Anna

        Nie wiem jak Ty to robisz, że zawsze trafiasz z odpowiednim tekstem w odpowiedni czas.

        • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

          Staram się ;)

  • Dot

    Domyślam się jak wiele musiało Cię kosztować napisanie tego tekstu. Tym bardziej Ci za niego dziękuję :)
    Mam nadzieję, że pomoże on wielu osobom.

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      Też na to liczę.

  • Dominika

    Przytoczę pewną historię. Miała miejsce dwa tygodnie temu. Na jednej z imprez mój kumpel upił się. Ba, upił. On się kompletnie zeszmacił, psując swojemu już-nie-przyjacielowi urodziny. Spowodował bójkę. Szarpał się ze mną i nie tylko. W końcu zaczął płakać i krzyczeć, że wszyscy go nienawidzimy, że nie doceniamy, że ma tego dość. Wszyscy dookoła wrzeszczeli na niego, że ma się uspokoić, przeprosić, przestać… Ale nie w tym było sedno. Zanim pozwolił mi do siebie podejść, poszarpał, pokrzyczał. Schowałam strach do kieszeni i spokojnym głosem powtarzałam, że chcę tylko porozmawiać. Prawie dotykając się nosami tłumaczyłam, że w każdym człowieku jest dobro, o którym zapominamy. Że nie musi się szarpać, bić, ani krzyczeć, bo wiem, że będzie żałował, bo wiem, że w głębi jest dobry, tylko nie pokazuje tego na prawo i lewo. To była jedyna rzecz, która poskutkowała. Przeraziło mnie, że nikt nie pomyślał, żeby spojrzeć na to z innej strony. Woleli się szarpać, a chłopak prawie skoczył pod samochód! Może i jego zachowanie nie było słuszne, ale on chciał tylko kogoś po swojej stronie. Powinniśmy starać się zrozumieć. Nie tylko tuzin tych, którzy myślą poprawnie, ale także tego jednego, który myśli nie do końca odpowiednio, bo coś musiało spowodować, że stał się zły.

  • https://www.instagram.com/szotkaszprotka/ szotkaszprotka

    Był dla mnie kimś więcej niż członkiem rodziny. Z nikim innym, nie miałam takiego kontaktu jak z nim. Byliśmy dla siebie bratnimi duszami. Jeśli miałabym teraz napisać, co nas łączyło, to musiałabym nazwać to miłością. Szczerą, bezwarunkową, braterską miłością.
    Taką, która nie pyta i nie wymaga odpowiedzi. Miłością, która po prostu jest i która tli się pomimo wszystko. Był ode mnie 2 miesiące i 8 dni starszy. Mieszkał w domu obok, za płotem. Całe życie spędziliśmy razem. Nie jak kuzynka i kuzyn, ale jak siostra i brat. Chociaż przez 13 lat swojego życia byłam jedynaczką, nie czułam się tak bo miałam jego. Razem chodziliśmy do przedszkola, do jednej klasy w podstawówce i w gimnazjum. Razem spinaliśmy się po drzewach, wracałam od niego cała w siniakach, czasem się kłóciliśmy i razem spędzaliśmy najlepsze chwile naszego dzieciństwa. Chociaż poszłam do innego liceum, nasz kontakt stał się jeszcze lepszy. Staliśmy się dojrzalsi. Raz przyśniło mi się, że umarł, nie mogłam się pozbierać i uświadomiłam sobie jakie moje życie byłoby bez niego smutne. Chyba wtedy zrozumiałam, że był nie był tylko moim kuzynem, ale najlepszym przyjacielem. Później napisaliśmy maturę, raptem pół roku temu. Nie wszystko poszło po naszej myśli, ale on mimo, że chciał ją poprawić poszedł na studia, a ja zostałam w domu, również z myślą, że za rok osiągnę swój cel. Kiedy tylko wracał od razu do niego biegłam. Mogłabym z nim rozmawiać cały dzień. Nikogo takiego nie miałam. Kogoś kto potrafił się ze mnie śmiać i ciągle mi dokuczać, ale zawsze mnie wysłuchał i mogłam powiedzieć mu wszystko. Przyjaciele mogą czasem odejść, ale myślałam, że on będzie zawsze, bo to w końcu ktoś więcej niż przyjaciel. To moja rodzina, tak jakby mój brat. Tak strasznie go kochałam. Był dla mnie jedną z najważniejszych osób na świecie. Nikogo takiego nie miałam i już nigdy nie będę miała. Czasem myślałam sobie jak będzie wyglądało nasze życie w przyszłości, kiedy założymy swoje rodziny i może będziemy mieszkać daleko. Ale miał być. Zawsze.
    Ostatni raz spotkaliśmy się dwa dni przed tym jak nas zostawił. Był taki jak zawsze, uśmiechnięty, nabijał się ze mnie, opowiadał mi dużo rzeczy. Był taki zadowolony, odkąd poszedł na te studia. Dużo rzeczy sobie planowaliśmy. Zarówno rzeczy, które chcielibyśmy zrobić w ciągu roku, jak i najbliższych dziesięciu lat. Naprawdę nic nie wskazywało na to co się wydarzy.
    Pamiętam też moją ostatnią wiadomość do niego kilka godzin przed tym kiedy to się stało. Zapytałam czy słyszał, że nasz znajomy z gimnazjum popełnił rano samobójstwo. W odpowiedzi dostałam trzy literki : „Tsk”.
    Nie kontynuowałam rozmowy. Nie wiedziałam, że będzie to ostatnia wiadomość, którą od niego dostanę. Kilka godzin później odebrał sobie życie.
    To było tydzień temu. Miał 19 lat. Poukładany, mądry, miał mnóstwo przyjaciół, dużą rodzinę, pomocny, pracowity. Nigdy w życiu nikt mu nie dokuczał. Zdawało się, że nie miał żadnych problemów.
    Pewnie nigdy w życiu nie dowiem się dlaczego. Nie wiem, czy kiedyś się z tym pogodzę. Strasznie będę za nim tęsknić. Czuję się jakby ktoś zabrał cząstkę mnie. Już nigdy nic nie będzie takie samo. Takie jakie mogłoby być gdyby to wszystko się nie zdarzyło.
    Myślałam, że takie rzeczy dzieją się tylko w książkach, w internecie, może w patologicznych rodzinach, gdy ktoś popadnie w długi, w alkoholizm, narkotyki. Nie wiedziałam jak bardzo się mylę.

  • olivka

    Kacper, dziękuję. Że walczysz o takich jak ja. Ale to bez sensu. Możesz walczyć o tych, którym jest trudno. Ale nie o tych, którzy są na dnie. Ja jestem. Jeszcze przez chwilę. Ale dziękuję nawet za tę chwilę z Twoim tekstem.

    • Diana Pietrzyk

      Kochana Olivko pamiętaj,że nie ma sytuacji bez wyjścia i od każdego nawet najgłębszego dna można się odbić, wiem że to na razie może brzmieć dla Ciebie beznadziejnie,ale nigdy nie trać nadziei,choćby nie wiem co. Nie wiem w jakiej jesteś sytuacji, co cię tak przygnębia i ile masz lat,ale może warto zmienić otoczenie,pójść na terapię to też jest pomocne i na pewno wrócą do Ciebie jeszcze dobre dni. Pozdrawiam serdecznie.

  • Szymon Bryk

    Kolejny fałszywiec który wlepia kłamliwy tytuł dla swojego artykułu, będącego tylko jakimś reportażem zamiast tutorialem do samobójstwa.

  • takasobie

    Popieram komentarz Szymona. Po pierwsze samobójcy nie mają przyjaciół (prawdziwych), po drugie nie potrafią prosic o pomoc. Ten artykuł zaliczam do porad w rodzaju „weź sie w garść” osobie w depresji. Myślę, że za wiele lat, jak staniesz się osobą bardzo dojrzałą zrozumiesz dużo więcej o życiu i jego prawidłach. Zapewne usuniesz mój koment jako zbyt agresywny. Trudno.
    Pozdrawiam.
    NIeszczęśliwie uratowana z próby samobójczej.

  • PackanaMuchy Komar

    Te słowa,które napisałeś są piękne,nieskazitelne,są esencją wrażliwości ale wiedz że są umysły,które życia nie mają siły ogarnąć,Ból na każdym kroku,poniżenie ze strony rodziny(żona,dzieci)….Otoczenie(egoizm,oportunizm,nepotyzm)….Mnie brak już sił.Po prostu brak….

  • tsetse

    Zapraszają do dyskusji…więc się przyłącze:)
    Nie czytałem tego artykułu…nie wiem czy celowo, czy tez nie chciało mi się..egoistycznie mogę powiedzieć, że też skłaniam się ku samobójstwu. Dlaczego? Bo oskarżono mnie o coś, czego nie dokonałem. Mam nawet wyrok, że jestem winny…nie potrafię się bronic, a mój adwokat nie spojrzał dostatecznie dobrze do pism i spalił na panewce…ale starał się..dla siebie i dla mnie, bo mu za to zapłaciłem…najgorsze z tego jest bezsilność i utrata dziecka… i tym dwóm kwestiom dedykuje to, co pragnę zrobić..wiem, że muszę..bo nie chce się już męczyć…całe życie chciałem być kochany i przez kogoś rozumiany…wyszło ze nie jestem kochany i zapewne nikt mnie nie kocha..wiec..cóż..czas zrobić miejsce tym, co jeszcze są nie narodzeni i niech im się wiedzie.. mnie się nie udało. pozdrawiam i żegnam.