#tydzień_szkolny, książki

JAK CZYTAĆ LEKTURY SZKOLNE?

Najlepszy poradnik w sieci

Przypomniała mi się pewna historia. Kiedyś mój znajomy, po jednym ze sprawdzianów z jakiejś lektury powiedział do mnie, że „książki są do dupy! I żadnej już nigdy nie przeczyta”. Oczywiście dostał ode mnie za to srogi ochrzan, lecz któregoś dnia gdy przeczytałem pewien wywiad odnośnie czytelnictwa wśród młodzieży, to okazało się, że takie podejście jak mój znajomy ma blisko 40% polskich uczniów. Wynika to głównie z tego, że już od młodych lat są oni przez swoich nauczycieli przymuszani do czytania nudnych i niekoniecznie odpowiednich co do swojego wieku książek. Sorki, ale większość gimnazjalistów czy uczniów podstawówki ma totalnie gdzieś Hemingwaya albo Sienkiewicza. Chcą akcji, oryginalnych postaci i wyrazistych motywów. A nie 90 stronicowego opisu polowania na dużą rybę. Dam sobie rękę uciąć, że w tej książce bardziej od całej otoczki fabularnej gimnazjalistów ciekawi to, że główny bohater w pewnym momencie używa słów ‚ty kurwo’.

Kiedy chcesz zachęcić kogoś do biegania, to nie idziesz z nim od razu na maraton. Dokładnie tak samo jest z tym, gdy chce zachęcić dziecko do czytania – najpierw pokazujesz mu coś odpowiedniego dla jego wieku, a dopiero później przyjdzie czas na Bukowskiego i Kafkę.

Głupi ten Sienkiewicz!

Straszny nudziarz z tego Sienkiewicza! Wolę Monster High i Zmierzch…

Wiecie, tak to już jest, że nawet najsmaczniejsza kobieta, która chce uprawiać z nami seks w czasie, gdy my nie mamy na to najmniejszej ochoty może nam nie smakować. Chociaż nie, to słabe porównanie. My zawsze mamy ochotę na seks. To może inaczej – wyobraźcie sobie, że właśnie skonsumowaliście obfity obiad oraz równie duży deser. Jesteście pełni. Chwilę później przychodzi do was ktoś, kto podaje wam pewną wykwintną potrawę. Homara przykładowo – ja tam osobiście nie lubię, ale wypada twierdzić, że jest smaczny. No i taki ktoś mówi wam, że nie odstąpi was na krok zanim nie zjecie tego pieprzonego homara. Mało? To może dodajmy tej historii nieco kolorytu.

Patrzycie się na tą osobę i najchętniej kazalibyście się jej odwalić, gdyby nie fakt, że przystawia wam ona pistolet do skroni. Nie ma rady, musicie zjeść tego cholernego homara. Calutkiego.

Łapiecie? Mniej więcej tak samo jest ze szkolnymi lekturami. Z tą jednak małą różnicą, że zamiast homara, ktoś przykładowo każe Ci przeczytać Pana Tadeusza, tym kimś jest Twój polonista, a jego bronią jedynka z polskiego. Wierzcie mi lub nie, ale tym sposobem można obrzydzić uczniowi każdą książkę. Nawet najlepszą.


Postanowiłem więc stworzyć dla was coś na wzór krótkiego poradnika odnośnie tego, jak czytać szkolne lektury, aby was one zaciekawiły i następnym razem kiedy zabierzecie się za którąś z nich nie spędzały wam one snu z powiek. To jak, zaczynamy? Po pierwsze…

NIE CZYTAJ KSIĄŻEK NA SZYBKO!

Bo to trochę tak jakbyś nie czytał ich w ogóle. Lepiej przeczytać opracowanie ze streszczeniem niż psuć sobie czasami nawet naprawdę ciekawą książkę wertując ją i pomijając istotne szczegóły. To samo tyczy się czytania książek pod presją tego, że „jutro facetka zrobi z nich kartkówkę”. Szczerze, to już lepiej dostać tą jedynkę, na spokojnie sobie wszystko doczytać i po paru dniach poprawić otrzymaną ocenę niż obrzydzać sobie kolejną publikację tylko dlatego, że MUSIMY JĄ PRZECZYTAĆ NA JUTRO.
Owszem, można przerobić książkę w jedną noc a następnego dnia dostać z niej trójkę lub nawet czwórkę. Z doświadczenia jednak wiem, że na późniejszym etapie edukacji, np. w liceum, gdy mamy przed sobą perspektywę przeczytania choćby takiego Konrada Wallenroda, to robiąc to na szybko po prostu nic z niej nie zrozumiemy. Jest to zwyczajnie trudna lektura i należy czytać ją ze szczególnym namaszczeniem. No właśnie…

ZRELAKSUJ SIĘ I CZYTAJ LEKTURY ZE ZROZUMIENIEM

Powoli, delikatnie. Zupełnie jak na pierwszej randce z dziewczyną. Usiądź sobie spokojnie, wyluzuj się, zrób sobie herbatkę, przynieś ciasteczka i spraw aby w twoim otoczeniu nie było ani jednego rozpraszacza. Jeżeli Ci to pomoże, to puść sobie cichutko jakieś dźwięki natury lub muzykę klasyczną w tle. Przy tego typu akompaniamencie czytanie jest jednym z najprzyjemniejszych sposobów na odpoczynek.

Nawet specjalnie dla was opracowałem playlistę wprost idealną do czytania

No i najważniejsze – nie pędź od słowa do słowa jak perszing! Daj sobie chwilę na załapanie pewnych rzeczy, zbudowanie sobie w głowie projekcji świata przedstawionego oraz rządzących w nim praw. Czytanie książek nie ma być wyścigiem ale przyjemnością, która pobudzi twoją wyobraźnię i sprawi, że po paru stronach będziesz czuł się tak jakbyś był jednym z uczestników wydarzeń, o których właśnie czytasz.

Stary, co ja czytam?

Stary, co ja czytam?

WYZNACZ SOBIE CZAS NA PRZECZYTANIE KSIĄŻKI

Wspominałem wcześniej, że nie warto śpieszyć się z czytaniem książek. Warto dodać także, że jeżeli nie jesteś w stanie w ciągu jednego dnia przeczytać lektury, to ustal sobie, że np. każdego dnia będziesz czytał jeden lub dwa rozdziały, w zależności od tego ile masz czasu. To naprawdę dobra metoda, zwłaszcza jeżeli nie czytasz zbyt często lub jednokrotnie nie możesz poświęcić na czytanie tych paru godzin.

PODPIERAJ SIĘ OPRACOWANIAMI ORAZ EKRANIZACJAMI

Często bywa tak, że po przeczytaniu danej lektury czujemy, że w dalszym ciągu nie zgromadziliśmy dostatecznej wiedzy, aby otrzymać śpiewającą piątkę z nadchodzącej kartkówki. Wtedy z pomocą przychodzą nam opracowania. To dobra opcja jeżeli chcemy sobie „na świeżo” naszą wiedzę uzupełnić. Czasami po prostu zdarza się tak, że niektórych motywów i odniesień nie widać na pierwszy rzut oka i po prostu musimy podeprzeć się dodatkowymi materiałami. To żaden wstyd, przecież zostały one stworzone właśnie po to, aby nam pomagać w zrozumieniu lektur.
Tylko pamiętajcie – nie traktujcie opracowań oraz ekranizacji filmowych jako czegoś „zamiast” a raczej „oprócz”. Po pierwsze opracowania i plany wydarzeń nie wpadają tak w pamięć, jak cała książka, a po drugie filmy pomijają wiele wydarzeń.

"Facetka znów nam zadała jakieś pierdoły do przeczytania..."

„Facetka znów nam zadała jakieś pierdoły do przeczytania…”

CZYTAJ Z WYPRZEDZENIEM

Zdarza się tak, że nauczyciele zadają uczniom lektury jeszcze w czerwcu, abyśmy mogli je sobie na spokojnie przeczytać. Co prawda mało osób z tego korzysta, ale osobiście zachęcam do tego, aby czytać z wyprzedzeniem. Dzięki temu nie będziesz musiał robić tego na wariackich papierach, na dzień przed terminem oraz będziesz miał czas na to, aby z lekturą się najzwyczajniej w świecie zaprzyjaźnić. A jak już o tym mowa, to przede wszystkim…

UŚMIECHNIJ SIĘ I PODEJDŹ DO LEKTURY POZYTYWNIE

Owszem, wiele lektur widniejących na listach, to pozycje nad wyraz drętwe. To nie podlega wątpliwości. Jednak bardziej niż pewny jestem tego, że w liceum zaczniesz doceniać większość zadawanych Ci pozycji i po prostu je polubisz. Bo wiesz, jeżeli zaczniesz podchodzić do przerabiania ich z nieco bardziej pozytywnym nastawieniem, to gwarantuję Ci, że czytanie ich sprawi Ci masę frajdy. Promise!
Jeżeli samo pozytywne nastawienie nie pomaga, to osobiście mam pewną sztuczkę – kiedy już zaczniesz czytać daną książkę postaraj się trochę poczytać o okresie historycznym i realiach w nim panujących, które są przedstawione w książce. Zazwyczaj taki myk niesamowicie pobudza wyobraźnie i pozwala o wiele lepiej wciągnąć się w czytaną lekturę.

Czytanie może być ciekawe.  Serio, wystarczy się do niego odpowiednio zabrać

Czytanie może być ciekawe. Serio, wystarczy tylko się do niego odpowiednio zabrać


Macie jeszcze jakieś inne porady, którymi chcielibyście się podzielić? Piszcie w komentarzach!
A i prawie zapomniałbym. Jeżeli tylko interesuje was, jakie książki cenię najbardziej, to TUTAJ znajdziecie listę 10 tych, które są dla mnie najważniejsze.


Aha, prawie zapomniałbym – kliknij TUTAJ like’a, a od dziś i ty, i ja będziemy szczęśliwi. Możesz także zacząć obserwować mnie na moim PROFILU PRYWATNYM i dzięki temu jako pierwszy będziesz dostawał informacje o najnowszych wpisach.
Przypominam jednocześnie, że każdy chamski, wulgarny czy w jakikolwiek sposób czepialski komentarz zostanie natychmiast usunięty. To mój dom i to mi ma być tutaj wygodnie.

Poprzedni post Następny post

Mało? Mam dla ciebie parę propozycji:

  • Pozytywnie Pozytywna

    To smutne, że w szkole- już od szkoły podstawowej, zadawane są lektury, które w największym stopniu są czytane na siłę, na szybko i ‚na odwal się’… I potem efekt jest, jaki jest… Ktoś nie lubi czytać, bo… Bo lektury. Już samo słowo ‚lektura’ jest zniechęcające.
    Pomimo tego- fajnie, że motywujesz ludzi, młodych ludzi do czytania i przedstawiasz im książki oraz literaturę w o wiele lepszym świetle, niż robi to szkoła.

  • Aleksandra Muszyńska

    W podstawówce czytałam wszystkie lektury, niestety to bardzo zniechęciło mnie do książek. Od rozpoczęcia gimnazjum zaczęłam selekcjonować lektury i wybierać tylko te, które w moim odczuciu są warte uwagi, w przypadku reszty czytałam streszczenia szczegółowe. Oczywiście ma to swoje plusy i minusy, z jednej strony może dostanę za tróję zamiast piątki, ale przynajmniej czytam książki z przyjemnością i na nowo odkrywam ich piękno.

  • http://endlessbooks.blogspot.com/ Natalie Rosa

    Dzięki za ten tekst, teraz wiem, że słusznie przekonuję znajomych do czytania lektur jak normalnych książek i nie po łebkach, bo traci się jej sens ;)

  • http://www.wolinskisobasblog.pl Anka

    Dobrze ze juz nikt i nic mnie nie zmusza do czytania tego czego nie chce a sama wybieram to co chce czytac. P.S Ile ty masz lat dzieciaku?

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      Anka, nie lubię gdy ktoś tak się do mnie zwraca. Tak na przyszłość uprzedzam.
      Osiemnaście.

      • http://kbrylski.blogspot.com/ Beziu

        Dzieciaku.. jaka pogarda

  • Dominika

    Omawianie 1/3 lektur szkolnych to marnacja czasu. Weźmy takiego Wertera – spędzamy 2 tygodnie na omawianiu utworu, o którym właściwie wypadałoby wspomnieć na 1-2 lekcjach jako wprowadzenie do wzoru bohatera romantycznego. Dlaczego każe nam się czytać „Tego Obcego”? Dla wielu dzieciaków jest to książka wręcz nierzeczywista – wzorce i wydarzenia nie mają odniesienia do obecnej rzeczywistości, książka jest po prostu przestarzała. Czemu tak uparcie siedzimy w literaturze starożytnej? Rozumiem, Homer, ale męczenie Sofoklesa przez pół roku na zasadzie kolejnych porównań i wątków prowadzących do innych utworów nudzi się po 2 tygodniach. Czemu nie pokazuje nam się dobrych książek współczesnych autorów? Alice Munro, Etgar Keret, Sławomir Mrożek (niby jest, ale skrajnie okrojony), Jonathan Carroll, nawet King. To nie są jacyś niszowi pisarze znikąd, a jest tekst w żywym współczesnym języku. Dlaczego według naszego programu nauczania wartościowa literatura kończy się na „Kordianie” i „Krzyżakach”? -.- To smutne, że mamy tak niewiele lektur, które w jakikolwiek sposób nas interesują.

    • Alex Gajda

      „marnacja” xDDDD

  • http://little-black-balloon.blogspot.com Panna Pandora

    Stary człowiek i morze, przeczytałam do momentu „Ty kurwo”. Jakież to intrygujące było.

  • Katia

    A ja się zastanawiałam co mnie tak zniechęciło do książek. Chociaż teraz mamy ”quo vadis” do przeczytania i mówiąc szczerze bardzo mi się ta książka spodobała. C: Mam nadzieję, że szybko skończą remont szkolnej biblioteki bo chyba znów trafię na listę czytelników miesiąca w moim gimnazjum.

  • MajA.

    Uwielbiam Twoje teksty, ale obserwowanie Cię od (chyba) ponad roku źle wpływa na moją psychikę. Kiedy wrzucasz tekst, który już czytałam mam „lekkiego” mindfucka, zastanawiam się czy nie istnieję w dwóch rzeczywistościach :P A tekst tak samo dobry, jak na premierze. (W sumie to nic nowego, napiszę komentarz, jak coś spieprzysz. Więc no. Do napisania nigdy ;) )

  • Klaudia Duda Augustowska

    Do końca gimnazjum czytałam wszystkie lektury z założeniem ‚mus to mus’. W liceum… nie przeczytałam ani jednej. I wcale nie dlatego, że nie lubię czytać – wręcz przeciwnie – trudno mnie zobaczyć bez książki w ręku. Aczkolwiek omawianie czytanej książki, moim zdaniem, jest najgorszym, co książce można zrobić. Dwa tygodnie wertowania lektury w poszukiwaniu najróżniejszych cytatów, najczęściej dotyczących wyglądu bohatera lub każdej jego wypowiedzi… brrr, na samą myśl mam ciarki. Odbiera mi to całą przyjemność, psuje odczucia, zabija mi każdy pozytywny aspekt czytania.
    Streszczenie szczegółowe wystarczy, żeby zaliczyć test, a omówienie na lekcji wystarczy, by zdać maturę.
    Więc, o ile nie będę czegoś omawiać na lekcjach języka polskiego… to mówię tak. Wilde, Bułhakow, Stevenson, Salinger – autorów ‚lektur szkolnych’, których nie miałam zadanych, a przeczytałam, mogę wymieniać bez końca (no dobra, w pewnym momencie się zatnę, masz mnie). Chodzi o zasadę. W szkole tak, w domu nie – i na odwrót. I żaden, nawet najlepiej napisany Twój tekst mnie nie przekona.

  • Mela

    Dobry poradnik! Akurat muszę przeczytać Rok 1984. Dziwne, bo wolałabym pouczyć się zamiast tego biologii.

  • Lili

    40% tylko!!!
    OMG… to już wiem, czemu niektórzy nie myślą, nie żeby cóż, ale dla mnie jest nie do pojęcia jak można nie czytać książek, albo jedną rocznie. Tak się da? Taki poradnik może się przydać, ja nie wyobrażam sobie tygodnia bez dobrej książki, więc mam trochę ambiwalentny stosunek, ale ok. W sumie, nawet nie powinnam się dziwić, skoro każą dzieciom czytać „W pustyni i w puszczy”, albo „Krzyżaków”…
    Rozumiem zbytek kultury, ale „Ania z Zielonego Wzgórza” to już przesada! Tyle opisów w jednej książce to ble! Nie mogłam przez nią przebrnąć, kiedy to było… W każdym razie nawet „Lalka” w Liceum zdawać by się mogła przesadą, chociaż z drugiej strony sami raczej tego nie przeczytamy, nie oszukujmy się, chyba że na emeryturze, ale obstawiam nie w tym kraju. Nie wyobrażam sobie nie znać twórczości Mickiewicza, to tak jakby nie znać historii Polski! Przynajmniej moim zdaniem.

  • http://www.za-oceanem.blogspot.com/ Paulina K

    Podoba mi się ten artykuł. Kiedy zobaczyłam tutuł na FB, nastawiłam się negatywnie, bo jakoś w ułamku sekundy do głowy weszła mi myśl, że pewnie będzie to poradnik z szybkiego czytania. A tu zupełnie na odwrót! Ze wszystkimi radami się zgadzam i sama stosowałam często te metody będąc jeszcze w szkole.

    Nie rozumiem argumentów z niektórych komentarzy, że jest się zmuszanym do czegoś, czego się nie chce czytać. Ok, może nie każda lektura porwie każdego, ale jak nie spróbujemy danej stylistyki, to się nie dowiemy. To tak jak z jedzeniem- jak można mówić, że się czegoś nie lubi, jesli nigdy się tego nie spróbowało? Tak naprawdę kanon lektur w całej naszej edukacji szkolnej jest super przewodnikiem po stylach, epokach, tematach- a do tego mamy nauczyciela, który nas przez to poprowadzi, pomoże zrozumieć kontekst, podpowie jak interpretować. Jeśli ktoś nie potrafi docenić tej szansy na zapoznanie się z literaturą, to bardzo mu współczuję.