Bez kategorii

DZIEŃ, KTÓREGO NIENAWIDZĘ NAJBARDZIEJ

Zawsze przychodzi punktualnie.

(tekst pierwotnie miałem opublikować wczoraj, stąd czas którego użyłem)

Jako dziecko nie mogłem się go doczekać. Na parę miesięcy wcześniej wykreślałem z kalendarza kolejne dni, oczekując go jak świętego mikołaja. Jak pierwszego telefonu od dziewczyny. Jak koncertu Pink Floyd.  Czułem wtedy przeogromne podniecenie, a kiedy w końcu nastawał – spełnienie.

Dzisiaj czuję jedynie pustkę.

POWIEM WAM, JAK TO BĘDZIE WYGLĄDAĆ…

Obudzę się w ten dzień jak zwykle – około 14:00. Żeby jak najbardziej odwlec wyrok stawienia czoła rzeczywistości, którą rodzice zgotowali mi… no, już 21 lat temu. Cóż, przynajmniej w stanach mógłbym się już na legalu napić łychy w barze. Następnie pójdę do łazienki i spojrzę w lustro w nadziei, że coś się zmieniło. Spoglądam w nie i myślę sobie: ”Dalej jesteś brzydki”.
Wydaje mi się, że jedyną rzeczą, która się zmieniła, są moje oczy. Chyba jeszcze bardziej mętne niż rok temu.

Następnie zejdę na dół, do dziadków, spytać się, ”co dzisiaj jest na obiad”. W odpowiedzi powiedzą mi, że rosół. To dobra informacja. Później babcia wręczy mi prezent i jako jedna z niewielu osób, powie, że ”chciałaby być ze mnie dumna”. To pierwsze szczere życzenia, jakie dostanę dzisiejszego dnia. I przy okazji jedne z ostatnich. Później nastąpi tylko tendencja spadkowa.

Odpalam wiadomości. Oho, właśnie 36 osób przypomniało sobie, że istnieję. Na codzień mają mnie w dupie, dzisiaj chcą być mili. Bo tak wypada. Bo to taka tradycja. Tak trzeba.
Wśród nich będzie paru znajomych, których chciałbym uściskać.

Otwieram piwo, bo kac po wczorajszej, marnej próbie wykasowania dnia następnego, nagle ze sprzymierzeńca staje się największym wrogiem. Wypijam duszkiem. W radiu leci właśnie refren mojego ulubionego kawałku. Zabawne.

„Year after year,
Running over the same old ground.
What have we found
The same old fears.
Wish you were here.”

No właśnie – co nowego znaleźliśmy? Ciągle to samo szambo. Te same obawy. I tak… chciałbym, żebyś tu była. Żeby ktokolwiek tu był. Nikt konkretny, po prostu, żebym miał komu powiedzieć, jak bardzo go k…
Dobra, nie czas na rozklejanie się, Kacper. Jeszcze kawał ”pięknego” dnia przed Tobą.

Około 17:00 – 18:00 odezwą się ludzie, których mam w dupie. Zawsze tak jest. Będą życzyli mi ”sukcesów, spełnienia artystycznego, no i oczywiście, hehe, wielu chętnych, hehe, czytelniczek”. Podziękuję im, w myślach próbując zatrzymać odruch wymiotny. Później przyjdzie myśl na temat tego, jak bardzo się cieszę, że nie utrzymuje z nimi kontaktu. Niech ten ich pierdolony bunkier spłonie w pizdu.

Parę godzin później przypomni sobie o mnie mój ojciec. Rok ze sobą nie rozmawialiśmy, więc w jego opinii, to dobra chwila, aby na jeden dzień odnowić kontakt. Dam sobie mojego dziewiętnastocentymetrowego penisa odciąć, że i tym razem napisze mi ”wszystkiego najlepszego, synu”. Szkoda, że tak to się skończyło. W przyszłości postaram się nie popełnić jego błędów.

Wieczorem, gdy będę już zasypiał odezwie się moja była dziewczyna. Złoży mi życzenia, spyta co u mnie – miło z jej strony. Paradoksalnie będą to kolejne szczere słowa, które dzisiaj usłyszałem. Ironia, co?

No i na koniec moja mama. Nigdy nie zawodzi. Począwszy od dnia, kiedy zarabiając jakieś 700 zł na rękę, próbowała zorganizować mi najpiękniejsze urodziny, wydając na tort i skromne prezenty 1/10 swojej pensji, przez czasy, gdy co roku mówiła mi, że jestem najlepszą rzeczą, która przytrafiła się w tym jej pokręconym życiu, po dziś dzień. Złota kobieta. Najlepsza osoba na świecie. Gdy składa mi życzenia, po policzkach spływają mi łzy. Bo kiedyś miałem czelność w nią wątpić.

A ona nigdy nie zawodzi. Nie zasługuję na nią.


Dzisiejszego dnia będę czuł smak alkoholu w ustach, oddech znajomych podczas składania mi życzeń, dezorientację, złość.

LECZ PRZEDE WSZYSTKIM…

…będę czuł pustkę. Nie wiem, kto to kurwa wymyślił, ale należy mu się solidny kop w jaja. Świętować dzień, podczas którego dowiadujemy się, że jesteśmy o rok bliżej do śmierci? Te wszystkie wiadomości, życzenia… po co to wszystko? Po cholerę mi prezenty, skoro jedyną rzeczą, której potrzebuję jest lek na poczucie nieprzeniknionej nicości?

Nie wiem czy to cynizm, rozgoryczenie wynikające z faktu, że tak naprawdę jestem coraz starszy, poczucie samotności, czy może zwykłe wkurwienie na splot niefortunnych zdarzeń, jakim jest moje życie.

Nie mam pojęcia. Wiem natomiast jedno:

Dzisiaj jest po prostu kolejny dzień z mojego życia i jedyną rzeczą, która się zmieniła to to, że cycki, które próbuję spalić od lat, są coraz bardziej obwisłe.


Aha, prawie bym zapomniał – kliknij TUTAJ like’a, a od dziś i ty, i ja będziemy szczęśliwi. Możesz także zacząć obserwować mnie na moim PROFILU PRYWATNYM i dzięki temu jako pierwszy będziesz dostawał informacje o najnowszych wpisach.
Przypominam jednocześnie, że każdy wulgarny, chamski czy choć trochę niemiły, względem mnie lub moich czytelników, komentarz zostanie natychmiast usunięty. To mój dom i to mi ma być tutaj wygodnie.

Poprzedni post Następny post

Mało? Mam dla ciebie parę propozycji:

  • Martyna Sobczak

    Też nienawidzę swoich urodzin, doskonale Cię rozumiem.