Bez kategorii

DLACZEGO JUSTIN BIEBER MA BYĆ GORSZY OD MOZARTA?

Krótka przypowieść o naszych gustach

Dzisiaj opowiem wam o tym dlaczego nie ma najmniejszego powodu co do tego, abyście czuli się gorzej tylko dlatego, że lubicie Krzysia Krawczyka, a nie na przykład Sigur Rós’a.

Ale najpierw zacznijmy od tego, że ja tak po prawdzie nie przepadam za Justinem Bieberem. Powiem więcej – oprócz wybranych kawałków, to totalnie nie lubię jego muzyki. Kiedyś przyznałbym nawet, że bolą mnie uszy, gdy jej słucham.
Tylko no właśnie: dlaczego do jasnej cholery miałaby obchodzić Cię moja opinia? Dlaczego miałbyś nie wierzyć w to, że to właśnie Justin Bieber jest najlepszym wokalistą na świecie? Jednym z tych, co to daleko w tyle zostawiają takich klasyków jak Louis Armstrong, Joe Cooker czy Paul McCartney. Dlaczego miałbyś uważać, że muzyka i aranżacje takich legend jak Pink Floyd lub The Beatles są gorsze od tych tworzonych przez Justina Biebera i jego dźwiękowców? Posłuchaj, coś Ci powiem:

NIE MA ANI JEDNEGO OBIEKTYWNEGO POWODU, ABY TWIERDZIĆ, ŻE BIEBER JEST GORSZY OD PINK FLOYD!

Chociaż czekaj, chyba łapię o co tak zwanym „krytykom” może chodzić. Bo nie gra on tak jak grali dwadzieścia czy trzydzieści lat temu? Tzn. Nie używa perkusji, elektrycznych gitar i tych wszystkich fajnych, analogowych instrumentów? Że zamiast tego jego muzyka jest robiona na komputerze? Że jest prostsza? No może i trochę jest, ale co z tego? To czyni ją gorszą?

Nie istnieją żadne normy mówiące, że muzyka elektroniczna oraz muzyka popularna są gorsze od tej klasycznej czy rocka. A jeżeli ktoś takie stworzył, to śmiało możecie wyrzucić je do kosza. Bo są gówno warte.

No ale okej, ktoś mógłby zaraz powiedzieć, że tylko szaleniec nazwie Biebera legendą większą od Michaela Jacksona czy Franka Sinatry. I znowu pudło. Jakieś 100 milionów fanów tego dwudziestoletniego kanadyjczyka przyzna, że bardziej szanują właśnie blondwłosego chłoptasia niż tych dwóch pozostałych. A zapewne drugie 100 milionów będzie zastanawiało się „kim jest ten trzeci?”. Pewnie jakiś DJ.
I ktoś może ich nazwać, zapewne całkiem słusznie , ignorantami. Być może coś w tym jest. Ktoś może iść o krok dalej i nazwać tych ludzi „totalnymi bezguściami muzycznymi”. I w tym momencie zapala mi się w głowie czerwona lampka. Przecież nie tędy droga. To niczyja wina, że ktoś lubi taką muzykę a nie inną. Nie ma sensu krytykować innych tylko dlatego, że uważają Biebera za boga muzyki współczesnej. Dla kogoś innego rzeczą dziwną i całkowicie nieakcpetowalną może okazać się fakt, że wieczorami słuchasz właśnie Franka Sinatry. Jaki będziesz miał argument, kiedy ktoś powie Ci, że to równie głupie jak słuchanie Jonas Brothers? Bo co? Ten pierwszy gra na trąbce i słuchali go nasi dziadkowie? So what? Ci drudzy mają fajne włosy i dawali natchnienie setkom tysięcy nastolatek przed telewizorami.

DO CZEGO ZMIERZAM?

Niejednokrotnie spotykałem się z tym, że dwie osoby kłóciły się pomiędzy sobą o to, który muzyk, piłkarz, aktor, pisarz, czy po prostu gwiazdor jest lepszy. Ba, sam niejednokrotnie usiłowałem wytłumaczyć innym, że artyści, o których mówią są niczym w porównaniu do mojego ukochanego zespołu – Pink Floyd. Niejednokrotnie prowadziłem o to batalie, aż w końcu zrozumiałem, że ani ja, ani oni nie mamy racji. Nikt nie ma.
Nie ma lepszych i gorszych. Co z tego, że jeden sprzedał parę milionów płyt, a drugi nawet platyny w radiu ESKA nie zgarnął? Co z tego, że ten gra Vivaldiego na skrzypcach, a ten w refrenie ma „la la la”? Nie ma ani jednego racjonalnego powodu co do tego, by twierdzić, że ten czy inny jest gorszy.

Bo dopóki na świecie będzie żyła choć jedna osoba, dla której ten drugi jest najlepszy, to nie masz prawa obiektywnie stwierdzić, że tak nie jest. I to jest piękne.

KŁÓTNIE ODNOŚNIE PRZECIWNYCH GUSTÓW SĄ BEZSENSOWNE

Ty lubisz czarny, a ona czerwony. Ona lubi kwiatki, ty kochasz pokrzywy. Dla niej 50 Twarzy Greya jest książką doskonałą, ty uwielbiasz Bukowskiego. Ona lubuje się w chińskim disco i Bee Gees uważa za Bogów, a dla Ciebie to banda patałachów i najchętniej to puściłbyś sobie teraz „Wish You Were Here” oraz odszedł w stronę morza. Nie ma sensu kłócić się o to, który z słuchanych przez was artystów jest lepszy. Bo żaden nie jest. A przy okazji są wszyscy.

Pamiętajcie o tym, że to właśnie wasze gusta, nieistotne jak głupie w opinii innych by one nie były, są tymi najbardziej prawidłowymi. Nie dajcie sobie wmówić, że to czego słuchacie, co czytacie lub oglądacie jest gorsze od tego, co lubią inni. Nie pozwólcie sobie wcisnąć, że wasze upodobania są gorsze od upodobań waszych znajomych.
Lubisz Ojca Chrzestnego? A może Love Story? Tak? W takim razie nie ma ani jednego powodu by uważać, że” Love Story” jest filmem gorszym od „Lotu nad kukułczym gniazdem”. Nawet jeśli większość uważa, że jest.

A jeżeli widzisz choć jeden logiczny powód dla którego tak miałoby być, to mi go podaj. Tutaj. Teraz.
Gwarantuje Ci, że będzie on błędny.


Aha, prawie bym zapomniał – kliknij TUTAJ like’a, a od dziś i ty, i ja będziemy szczęśliwi. Możesz także zacząć obserwować mnie na moim PROFILU PRYWATNYM i dzięki temu jako pierwszy będziesz dostawał informacje o najnowszych wpisach.
Przypominam jednocześnie, że każdy chamski, wulgarny czy w jakikolwiek sposób czepialski komentarz zostanie natychmiast usunięty. To mój dom i to mi ma być tutaj wygodnie.

Poprzedni post Następny post

Mało? Mam dla ciebie parę propozycji:

  • Karolina Krzyżanowska

    chciałam wymyślić jakiś konstruktywny komentarz, ale.. Nic nie wymyślę. Bardzo mi się podoba!

  • http://www.mlodygentleman.pl/ Jan Machyński

    Kolejny raz pozytywnie mnie zaskoczyłeś. Rób tak dalej – internet stanie się bogatszy i bardziej wartościowy.

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      Przepraszam, obiecuję poprawę.

  • Pandy Semen

    ‚najchętniej to puściłbyś sobie teraz „Wish You Were Here”’-przeczytałam to, gdy w tle leciała sobie właśnie ta piosenka.

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      Miłe uczucie, prawda?

      • Pandy Semen

        Ciekawe :”)

  • Thegemeloo

    Świetnie napisane, zastanawia mnie tylko jakie kawałki Biebera lubisz ? Moja świadomość jego muzyki kończy się na jakiś dwóch piosenkach które puszczali w radiu 4 lata temu dużo tracę?

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      „Mistletoe” oraz „As Long as you love me”

  • Justyna Tederko

    Świetnie, ktoś w końcu podziela mój punkt widzenia! ;) Jak mówię to komuś ze znajomych to się dziwią, jak mogę bronić Kwiatkowskiego, kiedy słucham całkiem innej muzyki. Ano mogę.

  • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

    I jak tu się przyznać ludziom, że napisałem ten tekst na kolanie w ciągu 30 minut, bo nie wiedziałem o czym dzisiaj napisać? Cholera.

    • Karolina Krzyżanowska

      takie najlepsze!

    • http://charlesnigma.pl/ Maciek Kwiatkowski

      To tekst, który z chęcią sam bym napisał :)

  • Jacek Rudziński

    oczywiście, o gustach się nie dyskutuje, i nikomu nie powiem, że słuchanie Biebera jest gorsze od słuchania Mozarta. Ale jednak powiem, że muzyka Mozarta jest lepsza od muzyki Biebera (mimo że lubię posłuchać Biebera). Chodzi o proces tworzenia muzyki, o harmonię, o doświadczenie, o kunszt, o trzymanie się pewnych kanonów przy tworzeniu. Pod tym względem, a są to powszechnie uznane zasady przy tworzeniu dzieł muzycznych, Bieber stoi daleko w tyle za klasykami czy nawet wspomnianym Sigur Ros.
    I też teraz zacytuję: „A jeżeli widzisz choć jeden logiczny powód dla którego tak miałoby być, to mi go podaj. Tutaj. Teraz. Gwarantuje Ci, że będzie on błędny.”

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      Kanon to kwestia umowna. Jesteś w stanie udowodnić mi, że większość ma rację tylko dlatego, że jest większością? Nie ma obiektywnej prawdy i to jest piękne jeżeli chodzi o gusta :)

      Owszem, też uważam, że tworzenie muzyki klasycznej jest trudniejsze i wymaga o wiele więcej talentu, czasu i poświęcenia, ale z drugiej strony… na pewnej płaszczyźnie nie mogę powiedzieć, że ta muzyka jest lepsza. Dla mnie, jako osoby – jest. Lecz obiektywnie nie jestem w stanie tego w żaden sposób udowodnić.