OPOWIEŚĆ

CHCIAŁBYM KTÓREGOŚ DNIA WAM O SOBIE OPOWIEDZIEĆ…

Ale nie tak jak zwykle.

Chciałbym abyście mieli pełne spektrum tego, kim jestem i co mną kieruje. Bez obaw – nie jestem psychopatą. I choć swoje za uszami mam, to gwarantuję Wam, że w dniu, w którym to się stanie, wcale nie dowiecie się, że stałem za zamachami w Paryżu lub śmiercią Magdaleny Żuk.

Chciałbym po prostu zerwać raz na zawsze z pewną formą i sprawić, byście poczuli, że macie do czynienia z twórcą z krwii i kości. Bo blogi jakie znamy teraz, już dawno umarły. YouTube wszystko zaorał, a i ja po swoich kolegach (chociaż nie wiem czy to dobre określenie, bo od lat powtarzam, że nie za bardzo przepadam za blogosferą) widzę, że powoli im się odechciewa. Dawni idole po raz kolejny obiecują wielkie powroty, bujając się po Azjatyckich krajach i po części zastanawiając się gdzie popełnili błąd i dlaczego było nim ”zaniechanie wejścia na YouTube”.

Ja mam ten komfort, że…

NIGDY NIE ZARABIAŁEM PRAWDZIWEJ FORSY NA BLOGU

I chyba to sprawiło, że dalej cieszy mnie to, co robię. Nie doświadczyłem chwil, gdy zarabiało się tutaj dziesiątki tysięcy miesięcznie i dzięki temu nie dotknął mnie kryzys blogosfery objawiający się przejściem reklamodawców na YouTube’a. Przynudzam? Zatem wrócmy na właściwe tory.

Po części pluję sobie w brodę, że nie przycisnąłem swojego bloga w stronę komercjalizacji, a z drugiej strony dzięki temu nie czuję teraz świstu bicza nad swoją głową. Jedyne dwa motywatory, które popychają mnie w stronę tworzenia nowych treści… to wy. I moje zamiłowanie do pisania.

OBIETNIC BYŁO WIELE

Dzisiaj nie będzie żadnej. Bo nie chcę skończyć jak Ci, którzy pierdolą o tym, jak to ich blogi upadały i ponownie rosły. Nie chcę skończyć jako ktoś, kto od paru lat szuka swojej drogi i pierdoli swoim czytelnikom, że tym razem będzie inaczej. Nie będzie. Nigdy nie było.

Ale jedno jest pewne: w moim życiu nadchodzą kurewskie zmiany. Tak duże, że gdyby były pryszczem, to maź, która by się z niego wylała, starczyłaby na wykarmienie całej afrykańskiej wioski.

Boję się jak cholera, ale wiem, że idę w dobrą stronę. Nigdy nie przestanę pisać. Nigdy nie przestanę dążyć do jeszcze większej szczerości pomiędzy sobą, a Wami. Nigdy nie przestanę, bo to jest to, czym żyje.

Pasją pisania. Pasją do tworzenia nowych rzeczy. Pasją do tego, aby robić rzeczy, na które inni by się nie odważyli. Głupio, z naiwnością dziecka… ale konsekwentnie i z wiarą, że to, co robię, rzeczywiście ma sens. Fajna sprawa, powinniście kiedyś spróbować.

Chciałbym któregoś dnia Wam o sobie opowiedzieć coś więcej.

Ale ten dzień musi jeszcze trochę poczekać. Nie dlatego, że miał nastąpić on dzisiaj lub za miesiąc. Ani za dwa czy pięć. Znałem jego datę dokładnie już od 5 grudnia 2015 roku, kiedy rzuciłem swoją stacjonarną szkołę. Zaczynałem w to także wierzyć, gdy w tym roku otrzymałem wyniki z matur. Po dwóch latach poślizgu. Lecz tym tym razem jednak jestem pewny – bardziej niż kiedykolwiek – że ten dzień rzeczywiście nastąpi:

Poprzedni post Następny post

Mało? Mam dla ciebie parę propozycji:

  • pannazwilka

    Nie lubię pisać komentarzy, bo w większości brzmią one albo zbyt patetycznie, albo jakby pisały je 12-latki.
    Jednak na to chciałam odpowiedzieć.
    Powodzenia w obranej drodze. Myślę, że wiele masz osób które Cię w tym wspierają (nawet, jeśli w gruncie rzeczy Cię nie znają).
    Keep going :)

  • Lukasz

    Już od jakiegoś czasu zauważyłem, że albo ktoś przestaje pisać, albo pisze, ale bardzo mało. Większość właśnie przechodzi na YouTube. Weźmy Hanie, Pawła Opydo, Weronike itd. Wielu blogerów ,,starej daty” pisze bardzo rzadko.
    Czekam, cholera, na te twoje wielkie zmiany. Poradzisz sobie.

  • Dot

    Nie mogę się doczekać. Powodzenia! Jesteśmy z Tobą!

  • Jackie Daniels

    Niesamowite, ze piszesz tyle a przy tym nie mowisz nic. Rzucasz konkretami, ale i tak po przeczytaniu Twojego tekstu mam wiecej pytan niz na starcie. Niezle.. chyba tu jeszcze zajrze