Bez kategorii

BYĆ PARTNEREM DRUGIEJ KATEGORII

Kiedy byliśmy dziećmi rodzice czytali nam bajki o rycerzach w lśniących zbrojach, o księżniczkach, o wróżkach i bohaterach bez skazy.
Dziś jestem dorosła i wiem, że każdy bohater ma swoją mroczną stronę.

Oto opowieść o moim bohaterze.

‚WŁAŚCIWIE TO ORYGINALNE WYKONANIE NALEŻY DO ROBERTY FLACK’

Nigdy nie pisałam opowiadań, nie nadaję się do tego. A przynajmniej tak twierdzili moi poloniści. Mówili: „Anka, ty się za cyfry i mnożenie lepiej zabierz, bo z takim stylem i takimi bykami, to możesz co najwyżej książki telefoniczne pisać”. Tak nazywam się Anka. Nienawidzę tego imienia.

Cieszyłam się z faktu, że mnie tu przyjęli. Krakowska ‚szóstka’, była dla mnie tym, czym dla Brytyjczyków było Cambridge czy Oxford. Z tą małą różnicą, że tamte są uniwersytetami, a ‚szóstka’ była liceum.
Wiele słyszałam opinii o tej szkole. Między innymi to, że ‚wszyscy faceci tutaj to pedały’, a ‚na biol-chem idą tutaj Ci, którzy nie dostali się do ‚dwójki’. Z tym pierwszym zgadzam się na pełnej rozciągłości. Zresztą spytajcie kogokolwiek, kto chodził lub chodzi do tej szkoły. Z miejsca potwierdzi. O ile oczywiście sam nie jest pedałem.
Druga opinia natomiast moim skromnym zdaniem jest mocno przesadzona.

Tak czy siak – on z całą pewnością nie był pedałem. Od razu wpadł mi w oko. Spytałam mojej koleżanki, która akurat chodziła z nim do klasy, czy go zna. Okazało się, że przypadkiem poznali się parę lat temu na jakiejś gimnazjalnej imprezie, w jednym z krakowskich pubów. Konkretnie w teraz już nie istniejącym ‚Towerze’ na ulicy grodzkiej. Pierwsza brama po lewej idąc od rynku głównego.

Miał na imię Kacper.

Poprosiłam ją o to, aby kiedyś mnie z nim spiknęła, przedstawiła nas sobie… cokolwiek bylebym tylko mogła go poznać. I tak też się stało. Na jednej z przerw Sonia (bo tak się nazywała), poprosiła go, żeby zszedł z nią do bufetu. Ja miałam już tam czekać i przez przypadek mieliśmy na siebie wpaść, a Sonia miała nas sobie przedstawić.

No i stało się. Wchodzą. Najpierw ona, potem on. W szarej, nieco za dużej marynarce, czarnej koszuli, trampkach i granatowych jeansach. Miał wyczesane do tyłu włosy i przyznam szczerze, że w tych ubraniach i tej fryzurze wyglądał niego głupkowato. Ale ja miałam to gdzieś.

Sonia od razu, gdy mnie zobaczyła, uśmiechnęła się do mnie i skierowała kroki w moją stronę. On, nieco skołowany, poszedł za nią.
Przywitałyśmy się, wymieniłyśmy parę zdań – że niby dla niepoznaki – i Sonia zaczęła nas sobie przedstawiać:

-Kacper… poznaj moją przyjaciółkę. To Ania.
-Ania? To jest Kacper. Chodzimy razem do klasy

Podaliśmy sobie ręce, uśmiechnęliśmy, a on od razu zwrócił uwagę na moją koszulkę:

-Fajna koszulka. Lubię tą piosenkę.
-Oh… tak? – spytałam zdezorientowana – Też słuchasz The Fugees? Rzeczywiście niesamowity mają ten kawałek.
-Właściwie to oryginalne wykonanie należy do Roberty Flack. Sonia, wybacz, ale muszę już lecieć. Miło było poznać.

Kompletne fiasko. Totalna destrukcja. Blitzkrieg.

OPOWIADAŁ MI SWOJĄ HISTORIĘ, A JA W NIM SIĘ POGRĄŻAŁAM

Gdybym chciała wam opowiedzieć całą naszą historię, opisać wszystkie 13 miesięcy naszego związku, to zrobiłoby się z tego jakieś cholerne ‚Love Story’. A ja nienawidzę romansów.
Opiszę więc to, co najważniejsze.

Zawsze wiedziałam, że jestem planem B. Przede mną był ktoś, kogo bardzo kochał, a kogo nie mógł nigdy mieć. Poznali się na jakimś obozie, a on z miejsca się w niej zakochał. Pojechał nawet do niej na drugi koniec Polski, żeby tylko móc ją zobaczyć. Rozumiecie? 15 latek, śmiga przez cały kraj, żeby pocałować, wypić kawę z jakąś siksą, którą poznał na obozie. Obłęd.
Obłęd, którego i ja pragnęłam. Mnie nigdy nie kochał tak mocno. Ja za to chyba kochałam go bardziej niż on ją.
Zawsze byłam tylko planem B. Ale godziłam się na to. Chciałam jego uczuć. Chciałam słuchać jego opowieści o tej drugiej. Chciałam czuć ten ból z każdym kolejnym, wypowiadanym przez niego zdaniem, które jej dotyczyło. Chciałam tego, bo wiedziałam, że kiedy skończy, to popatrzy na mnie tymi brązowymi, cielęcymi oczyma i przytuli się do mnie. Miałam w dupie to, czy robi to dlatego, że nie może przytulić jej, czy dlatego, że czuje potrzebę bliskości ze mną.
Był przy mnie. I tylko to się liczyło.

CHEMIA

W pewnym momencie naszego związku zrozumiałam, że chodzi chyba tutaj o to, że oprócz miłości jest pomiędzy nami swego rodzaju magnetyzm. Jakaś chemia. Coś, co sprawiało, że mimo jego wybrakowanych uczuć do mnie, on chce ze mną być. Jakiś substytut miłości.

Nie chcę tutaj budować mu pomnika, ale podzielam jego zdanie, że dobry i regularny seks, to 50% udanego związku. A nasz był bardziej niż dobry.
Czasami nieco monotonny, bo głównie robiliśmy to na pieska, ale cholera jasna – miałam wtedy 16 lat, a on robił ze mną to za każdym razem gdy się spotykaliśmy. I zawsze parę razy.

Ale wiecie – życie to nie bajka. Tutaj rzadko kiedy na ostatniej stronie napisane jest ‚happy end’.
Mimo iż bardzo byśmy tego chcieli, to nie można budować domu na pisaku. Wszystko, co trwałe potrzebuje solidnego fundamentu. Ja nie mogłam go postawić za nas dwojga.

ALCHEMIA

Czułam, że coś jest nie tak. Właściwie czułam to już od samego początku, ale jak wszystko może być w porządku, kiedy wiemy, że gdyby w mieście pojawiła się dziewczyna z tamtego obozu, to on z miejsca by ze mną zerwał. Ale teraz było inaczej. Był bardziej oschły niż kiedykolwiek, a ja obawiałam się, że nasze dni są policzone.

I były.

Zerwał ze mną w lutym 2014 roku. W jednej z kawiarni, na krakowskim Kazimierzu. W Alchemii.
Nie zamówił sobie nawet kawy, czekając na mnie. Chciał to załatwić szybko. Kiedy przyszłam, zamówił dzbanek herbaty. Jaśminowej. To była krótka piłka. Owszem, na początku starał się siebie poniżać, mówić, że to moja wina, że to on na mnie nie zasługuje…
Mówił to wszystko, a ja patrzyłam na niego i czułam jak coś we mnie umiera. Zgodziłam się na ten związek, bo bezgranicznie go kochałam. Wiedziałam, że nie będzie idealnie. Wiedziałam, że jestem ‚tą drugą’. Nie sądziłam jednak, że skończy się to tak nagle. Idiotka.

Herbata wystygła tak, jak jego uczucia do mnie. Choć z perspektywy czasu muszę przyznać, że teraz wcale nie jestem pewna tego, czy w on ogóle coś do mnie wtedy czuł.

KOCHAJĄC TYCH, DO KTÓRYCH NIE NALEŻYMY

Taki już nasz pierdolony los. Wszystkich tych, którzy kochają swoich partnerów, dla których jesteśmy jedynie planem B.
Niezależnie od tego czy jesteś mężczyzną, czy kobietą. Niezależnie od tego ile masz lat. To może spotkać i Ciebie. Chciałabym, aby nikt nie popełnił mojego błędu.

Chciałabym, abyście nigdy nie godzili się na to, byście byli partnerem drugiej kategorii. Bo zawsze, do końca będziecie czuli, że jesteście jedynie produktem zastępczym. Nigdy nie będzie wam dane poczuć pełni uczucia, nigdy nie zasmakujecie tej prawdziwej miłości.

Jeśli żyjecie w takim związku, zakończcie go. Bez względu na wszystko.

Ja nie potrafiłam. Zamiast tego wolałam słuchać jego piosenki…

Wygrywając palcami mój ból
Wyśpiewywał swoimi słowami moje życie
Delikatnie zabijał mnie swoją piosenką

… Mimo iż zabijało mnie to od środka, z każdym kolejnym dniem kochałam go coraz bardziej.


Aha, prawie bym zapomniał – kliknij TUTAJ like’a, a od dziś i ty, i ja będziemy szczęśliwi. Możesz także zacząć obserwować mnie na moim PROFILU PRYWATNYM i dzięki temu jako pierwszy będziesz dostawał informacje o najnowszych wpisach.
Przypominam jednocześnie, że każdy wulgarny, chamski czy choć trochę niemiły, względem mnie lub moich czytelników, komentarz zostanie natychmiast usunięty. To mój dom i to mi ma być tutaj wygodnie.

Poprzedni post Następny post

Mało? Mam dla ciebie parę propozycji:

  • Zuza

    Jeden z najbardziej oddziałujących na uczucia, a przynajmniej moje uczucia, tekstów. Muszę przyznać, że złapał mnie za serce nawet odrobinę bardziej niż Love story.

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      Mam nadzieję, że ktoś wyłapał ten subtelny konflikt pomiędzy tą dziewczyną, a bohaterką „Love Story”. Ten przytyk, że wyszłoby z tego jakieś „love story”, gdyby zaczęła opisywać wszystkie perypetie.

  • Natasha Kramarenko

    Nie jestem osobą, która lubi komentować w internecie, ale to muszę. Opowiadanie jest mi niesamowicie bliskie, bo sama przeżyłam coś identycznego. Zaczęło się niewinnie, poznaliśmy się, był seks bez zobowiązań, związek bez reguł. Pasowało nam to. Przyszedł jednak moment, w którym zrozumiałam, że chcę reguł, chcę miłości, i że kocham. On jasno mówił, że z tego nic nie będzie, że jest dobrze jak jest, że nie chce miłości i nie może zmusić się mnie kochać. Nie mogłam się z tego wyplątać, byłam jak narkomanka, pragnęłam go, choć nie czułam się od tego lepiej. Postanowiłam nie naciskać, po prostu być przy nim. Często zrywał ze mną z różnych bezsensownych powodów na kilka godzin czy dni, ale coś, może ja, ciągnęłam nas do siebie z powrotem. Trwało to ponad rok. Często wątpiłam, mocno cierpiałam. Po jednym z takich rozstań, stwierdziłam – to koniec. Byłam gotowa go odpuścić na zawsze. Powiedziałam mu wszystko, wszystkie swoje uczucia, żale. Był to koniec mojego świata. Moja historia, w tym momencie, tak banalnie, obraca się w happy end. Po takim czasie cierpienia wyznał mi jak bardzo zmieniłam jego życie, jak bardzo przeraził się, że może mnie zabraknąć i że zrozumiał jak bardzo cierpiałam przez niego. Z koszmaru wszystko zmieniło się w kolorowy sen. Czasem różowy, czasem szary, ale nigdy nie żałujemy, że tak się stało. Czasem cierpienie jest jedyną drogą, jaka naprawdę może połączyć dwoje ludzi. Oczywiście trzeba wiedzieć kiedy skończyć, ale nie należy od razu tracić nadziei.

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      Cóż, przeczytaj Love Story, moje ostatnie opowiadanie. Trochę tam wspominam o tej przerwie i tym, że czasami jest ona konieczna.

  • Blanka Niziurska

    12/10, przebiło Love Story.

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      A napisałem to w półtorej godziny…
      Eh, chyba przerzucę się na wiersze.

      • k

        Widać, jest sporo błędów w tekście. Treść to równoważy, ale mimo wszystko

        • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

          A teraz zwróć uwagę na to w czyjej narracji napisany jest ten wpis oraz pierwszy akapit właściwego tekstu :)
          Nie ma za co.

          • k

            Ou, ok. Wkurzyłam się, zanim połączyłam fakty. Zwracam w takim razie honor.
            Teraz uważam, że dodałeś ten motyw, po części żeby nie musieć edytować tekstu, ale to taka moja mała paranoja

  • lublana

    Dlaczego Alchemia… tak myślę, że wszelkie końce powinny odbywać się w nieznanych nam miejscach, może znanych i mało lubianych. Może to absurdalne ale dlaczego bliskie nam miejsca miałaby się stać złym wspomnieniem? a przynajmniej dla mnie taką stałaby się Alchemia.

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      Alechemia jest dla mnie spalona z innych powodów ;)

  • http://ekstrawagancko.blogspot.com/ Ekstrawagancka

    A idźże! Złe wspomnienia wracają przy takich tekstach…