Blogosfera, Emocje

BĘDZIE MI NIEZMIERNIE MIŁO, JEŚLI ZOSTAWISZ KOMENTARZ LUB LAJKA!

Tylko właściwie dlaczego miałbym, to robić?

Zacznę może od paradoksu coby już na początku czymś was zainteresować. Otóż istnieje sobie pewna grupa blogerów. Właściwie, to jakby tak spojrzeć na nich pod względem liczebności, to w całej blogosferze nie znajdziemy drugiej tak wielkiej grupy. I tutaj pojawia się ten wcześniej wspominany paradoks – oni tak naprawdę, wcale nie istnieją. Nigdzie. Mają blogi, ale absolutnie nikogo one nie interesują. Ale wiecie co? To wcale nie jest najlepsze! Fakt, że nikt ich nie zna i nikogo nie interesują wcale nie przeszkadza im w tym, aby na swoich blogach mieć dziesiątki lub setki komentarzy. Często nawet pod jednym wpisem. Wśród tych komentarzy występuje natomiast pewna ciekawa prawidłowość – wszystkie niosą ze sobą dwie informacje, z czego ta pierwsza zawsze jest fałszywa. Treść takiego komentarza zazwyczaj ogranicza się do siedmiu słów oraz załącznika w postaci linku – „Hej! Świetna notka, zapraszam na swojego bloga – xxx.blogspot.pl”.

No, to teraz już każdy wie, że chodzi mi głównie o blogerów z blogspota. Sami rozumiecie – tych gorszych, którzy do upadłego będą twierdzić, że platforma blogowania nie ma znaczenia oraz wpływu na jakość ich blogów. Owszem – nie ma, ale tylko pod warunkiem że nazywasz się Jessica Mercedes Kirschner albo tytułujesz się Madame Julietta.

No dobra, blogspotowicze wkurwieni, to możemy przejść to tematu głównego – Nigdy was nie zastanawiało, dlaczego ludzie są przekonani, że gdy na końcu swojego tekstu dopiszą prośbę – nawet najbardziej kurtuazyjną i elokwentną – o zostawienie komentarza, udostępnienie czy polajkowanie wpisu, to ktoś rzeczywiście to zrobi? Owszem, może i czasami, to się sprawdza, ale tylko w sytuacji gdy tekst merytorycznie broni się sam, a my chcemy jedynie podkreślić, że taka forma odwdzięczania się ze strony czytelników byłaby dla nas bardzo pomocna. Tylko, że problem polega na tym, iż większość osób, które praktykują takie żebry wcale dobrze nie pisze. Właściwie, to większość z nich pisze gównianie (a równe 2 miesiące temu obiecywałem sobie, że skończę z tymi porównaniami o fekaliach)! Nie tworzą niczego sensownego. Żyją w tym swoim przekonaniu, że gdy poproszą o komentowanie ich wpisów, to z miejsca pod ich miernymi notkami rozwiną się dyskusje na temat sensu istnienia.

Prosząc o komcie nie sprawisz, że będziesz bardziej popularny

Prosząc o komcie nie sprawisz, że będziesz bardziej popularny

Nie trzeba być specjalnie rozgarniętym, aby wiedzieć, że to nie autor ma prosić o reakcje czytelników tylko, to sama treść ma ich do tego skłaniać. Spójrzcie na czołowych blogerów w tym kraju. Mogą być kontrowersyjni, możecie się z nimi nie zgadzać, podziwiać a nawet stawiać im pomniki, ale jedno jest pewne – ich teksty zawsze wywołują jakieś, często nawet skrajne, emocje. Swoje pióra wyrobili tak, aby artykuły pisane przez nich przyciągały uwagę czytelników a następnie skłaniały ich do dyskusji. Zazwyczaj wbrew ich woli ;)

Wielu blogerów popełnia ten błąd, że już na starcie nudzą czytelników. Co z tego, że w rozwinięciu trafiają w sedno problemu skoro już po przeczytaniu pierwszego akapitu chce nam się ziewać? 

Ostatnio wrzuciłem gdzieś link do swojego postu. Wyświetlił się tylko tytuł – bez leadu. Taki urok Facebooka. Problem w tym, że wyszło z tego lekkie szambo, bo tytuł bez żadnego uzupełnienia był strasznie krzykliwy i wiele osób skomentowało to tak, że nawet nie muszą czytać artykułu, aby stwierdzić, iż jest on do dupy. Co oczywiście w tej sytuacji było kompletną głupotą, bo to trochę tak, jakby oceniać fabułę filmu znając jedynie jego tytuł. Ja oczywiście zacząłem tłumaczyć, że zmieniliby zdanie, gdyby tylko przeczytali mój artykuł. Wtedy pojawił się tam pewien komentarz, który jakby nie patrzeć był właśnie iskrą zapalną do napisania tego wpisu. Jego autor pytał w nim – „Dlaczego właściwie mielibyśmy przeczytać twój tekst?”. No cholera… bingo! Gość trafił w sedno, wcale nie celując. Otóż wielu blogerów popełnia ten kardynalny błąd, że już na starcie nudzą „swoich” czytelników. I wcale nie bez przyczyny użyłem tutaj cudzysłowu, bo przecież pisząc w ten sposób oni nigdy nie pozyskają własnych czytelników. Nie potrafią w paru linijkach nikogo zainteresować swoją treścią. Co z tego, że w rozwinięciu trafiają w sedno problemu, skoro ja, jako czytelnik, już po przeczytaniu pięciu pierwszych linijek mam dość? Weźmy to na logikę – kiedy w klubie, przez pierwsze 30 minut, wieje nudą na, to wcale nie czekamy aż się rozkręci tylko dopijamy drinka i idziemy w inne miejsce. Lepsze. To trochę, jak z oglądaniem filmów do obiadu. Nie chcemy przejmującego dzieła o zniewolonych karaluchach w Mozambiku, które otwiera 20 minutowa sekwencja rozmyślań nad sensem karaluchowatego bytu. Nie, nam potrzebne jest efekciarskie kino akcji, które spowoduje, że nawet nie zorientujemy się, kiedy ta papka ze szpinaków zniknęła z naszego talerza! Kogo obchodzi fakt, że dany film jest w top 100 na IMDB, kiedy ja przez pierwsze 30 minut oglądania go zdążyłem zasnąć? Wtedy zamiast 12 Gniewnych Ludzi wolę włączyć sobie trzymającą w napięciu od pierwszej sekundy szklaną pułapkę, która wcale tak świetnym filmem nie jest. A jednak reżyser paroma sztuczkami powoduje, że już po 10 minutach muszę iść po kolejną porcję Popcornu.  

Oczywiście nie będę tłumaczył wam, jak pisać żeby być czytanym i komentowanym, bo po pierwsze – Tomek Tomczyk w dużej mierze, w swojej książce już to zrobił, po drugie – głupio by to wyglądało, gdyby jakiś początkujący bloger kogokolwiek i czegokolwiek uczył, a po trzecie – nie chce mi się, bo mam w planach za chwilę obejrzeć Szklaną Pułapkę. Zapamiętajcie tylko dwie rzeczy – więcej ciekawej treści, mniej pierdolenia. I do przodu!

Ps. Oczywiście zachęcam do komentowania, lajkowania, udostępniania, pytania na asku, subskrybowania, tatuowania sobie na tyłku moich inicjałów, polecania znajomym, dawania „+1” w Google+, dodawania na Twittera oraz odmawiania różańców w mojej intencji. Nawet nie wiecie jak te czynności wiele dla mnie znaczą.

Komć za komć, obs za obs. <3

Kocham was.

Poprzedni post Następny post

Mało? Mam dla ciebie parę propozycji:

  • Ichigo Kiss

    co racja, to racja :D widać że podchodzisz do tego z dystansem i w dodatku masz ciekawy styl pisania :D nic tylko pogratulować i czekać na coś więcej ;) daje okejke :P :3

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      A polajkujesz mi fanpejdża? Zrobię Ci dobrze, jak będzie trzeba :)

      • Ichigo Kiss

        podaj linka to może podlajkuje :P

        • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

          Gdzieś tam z boku się schował. W bloku socjalnym

          • Ichigo Kiss

            My Dear, nie mam czasu tego szukać :P tyle rzeczy na głowie, że wrrr xd

  • http://poklikany.pl/ Poklikany

    No dobra, już więcej nie będę!

  • Krystian Gryszkiewicz

    Siemka. Jak ja lubię jak ty coś piszesz. Masakra. Jeszcze mój wielce wkurwiający problem nawiedzonych gimbów czyli tz OBS za OBZ KOM za KOM. Przecież to już na samą myśl o tym mnie nosi. Najczęściej są to blogi lifestylowe albo jak to one nazywają modowe(choć do tego im jeszcze daleko) :P No trudno nic nie da się z nimi zrobić:) Wiem, że masz teraz negatywne zdanie na temat blogspotu przez te właśnie osoby ale ja np widzę wiele normalnych ludzi, obserwuje ich oni mnie nie zawsze. Staram się do nich zaglądac i komentować ich posta tak jak robie to w twoim przypadku :) Pozdrawiam :D

  • http://nitefeith.blogspot.com Ro

    Myślę, że ciut za późno zacząłeś blogować. Najwięcej tego syfu kiedyś było na onecie. Konkursiki, gdzie do wygrania były komentarze (np. w liczbie 50;100;150), nad którymi oczywiście ślęczał potem autor niczym męczennik, bo najwyraźniej uznał, że ta strata czasu jest warta paru dodatkowych wpisów na jego blogu.

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      Doskonale pamiętam tamte czasy. Rok 2008/2009 – istne apogeum!

  • Black Angel m/

    Blogspot…
    Co w nim złego ?