#na_szybko, EMOCJE, Kino!

BĄDŹMY DLA SIEBIE, NIE DLA SWOJEGO EGO – Czyli czego nauczył mnie film „Birdman”?

Uwierzcie mi, czasami umiejętność interpretowania wytworów kultury przydaje się także do czegoś innego niż tylko zdania matury z języka polskiego na sto procent.

Późno, bo późno, ale w końcu obejrzałem Birdmana. Nie czas na recenzję, bo film swoją premierę miał już dobry miesiąc temu, więc pozwólcie, że ograniczę się jedynie do tego, aby powiedzieć wam, że dałem mu niewyżebraną dziewiątkę. A to spory komplement.
I tak po obejrzeniu go, przyszła mi do głowy jedna myśl, którą chciałbym podsumować ten film, a która przy okazji jest na tyle uniwersalna, że aż poświęcę jej cały tekst na blogu.
A co, w końcu po to go założyłem, aby dzielić się z wami swoją, czasami nawet zbyt bezpośrednią, szczerością. Okej, o czym to ja miałem? A no tak, myśl.
Więc obejrzałem tego całego człowieka ptaka (serio, nie zwracajcie uwagi na mój lekceważący ton – ten film jest genialny i żaden luzacki przymiotnik napisany przez jakiegoś osiemnastolatka mu tego nie odbierze. Cholera, ale jestem samokrytyczny) i pojąłem jedno. Pojąłem coś, co być może siedziało we mnie już od bardzo wielu lat, a na pewno od czasu, od kiedy zacząłem tworzyć coś dla większej grupy osób, niż jedynie dla paru znajomych i rodziców.
Obejrzałem ten film i zacząłem myśleć:

Bądźmy sobą.
Bądźmy najlepsi jakimi tylko potrafimy być.
Ale nie dajmy się nigdy pokonać własnemu Ego.
Nie pozwólmy, aby ono wyznaczało to, kim jesteśmy.

Żyjesz DLA siebie, czy POD DYKTANDO własnego Ego?

Żyjesz DLA siebie, czy POD DYKTANDO własnego Ego?

Może mało odkrywcze, ale dla kogoś, kto cokolwiek tworzy niezwykle zbawienne. I nie mam na myśli tutaj, że nic nie znaczymy (bo niejednokrotnie odniosłem wrażenie, że reżyser dokładnie to chce powiedzieć zarówno głównemu bohaterowi, jak i nam). Znaczymy więcej niż to sobie wyobrażamy. Bo sens naszego istnienia nie zamyka się jedynie w naszych głowach, ale także tych, którzy nas kochają.
Tylko nie zamykajmy się w klatce razem z naszym przerośniętym ego. Bo z niej wyjdzie tylko jeden wygrany i werdykt wcale nas nie usatysfakcjonuje.
Nie dajmy nigdy wygrać własnemu ego. Walczmy. Walczmy dla siebie. Nie dla tego trzyliterowego skurwiela zaczynającego się na literę „E”.

RODZICE KIEDYŚ MI MÓWILI: „Uczysz się dla siebie i dla nikogo innego”

Teraz jak nigdy wcześniej, klarowniej niż kiedykolwiek, rozumiem co mieli oni na myśli. Wszystko co robimy nie ma żadnego sensu jeżeli robimy to po to, aby coś udowodnić komukolwiek innemu niż nam samym. Walczysz po to, aby znów być sławnym? Nie, to miałkie. Walczysz, by skompromitować, tych którzy przegrali? Daj spokój.
Walczysz by udowodnić swoim wrogom, że potrafisz? A co Cię oni obchodzą? Po co miałbyś cokolwiek udowadniać komuś, kogo nawet nie lubisz?
Walczysz by połechtać swoje ego fanfarami ludzi, którzy Cię oglądają? Naprawdę?

Jeżeli dla kogoś walczysz i nie robisz tego charytatywnie, jeżeli komukolwiek chcesz coś udowodnić, to niech tą osobą będziesz TY SAM.
A nie jakieś pierdolone EGO, które pomagało Ci w momentach triumfu, a w chwila słabości stawało się twoim gwoździem do trumny.

Nie dajmy pochłonąć się naszej pysze. 
Walczmy o podium dla siebie, a nie dla niej. Bo wygrana tylko po to, aby zaspokoić własne ego nie ma żadnego sensu. Niezależnie od tego jak spektakularna by ona nie była.


Aha, prawie bym zapomniał – kliknij TUTAJ like’a, a od dziś i ty, i ja będziemy szczęśliwi. Możesz także zacząć obserwować mnie na moim PROFILU PRYWATNYM i dzięki temu jako pierwszy będziesz dostawał informacje o najnowszych wpisach.
Przypominam jednocześnie, że każdy chamski, wulgarny czy w jakikolwiek sposób czepialski komentarz zostanie natychmiast usunięty. To mój dom i to mi ma być tutaj wygodnie.

 

Poprzedni post Następny post

Mało? Mam dla ciebie parę propozycji:

  • http://vjuliett.com/ Weronika Truszczyńska

    Dziękuję mojemu tacie, za to że chciał mnie wczoraj zaciągnąć na „Disco Polo”, dzięki czemu mój instynkt samozachowawczy nakazał mi szybko wybrać jakiś inny film, byle nie skończyć oglądając Kota śpiewającego jakieś weselne hity. Birdman to jeden z najlepszych filmów, jakie dane mi było obejrzeć. Uwielbiam to, że pierwsze sceny to kompletny mindfuck, bo tak naprawdę nie wiadomo co się dzieje i o co chodzi. Film zostawia olbrzymie pole do interpretacji i zdecydowanie zasłużył na oscarowy triumf.

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      Właśnie za to go polubiłem – tego filmu nie oglądasz. Ty go czytasz, a później zastanawiasz się nad tym, jak go zinterpretować.

  • Tina Calder

    Odniosę sie do słów chyba każdych rodziców których tu użyłeś ,,uczysz sie dla siebie i dla nikogo innego” zawsze myślałam że to takie pieprzenie o Chopinie. W podstawówce byłam wzorową uczennicą , nigdy nic poniżej WZOROWY, wygrywałam wszystkie konkursy, udzielałam sie bo dostawałam za to pochwały i czułam sie jak księżniczka, no po prostu dziecko z serialu amerykańskiego. Jednak wiadomo z wiekiem te oklaski cichły i aspiracje małej dziewczynki zniknęły. W moim życiu pojawił sie wielki przełom, a wręcz dwa. Pierwszym było gimnazjum, gdzie kompletnie olałam szkołę, musiałam walczyć o przejście do następnej klasy. Ale to drugie to zdecydowanie najważniejsza rzecz w moim życiu. Na miesiąc straciłam głos, gdy wrócił, był zupełnie inny,, nagle okazało sie że beztalencie potrafi śpiewać i to naprawdę dobrze (wiem jestem narcystyczna). Zaczęły sie plany na życie związane z muzyką i bańka mydlana pękła. Spojrzałam na swoje oceny i sie przeraziłam ,,Jaka szkoła muzyczna przyjmie mnie z takich gównem?” Trzeba było spiąć dupę i nagle gdzie w pierwszej klasie miałam średnią 1.22, teraz w trzeciej zrobiło sie 3.50 i nadal walczę. Dopiero zrozumiałam ich słowa, tymi ocenami walczę nie o poklask i bycie w centrum ale o własną przyszłość i życie. A więc bądźmy sobą i nie zapominajmy o swoich marzeniach. AMEN

  • https://www.facebook.com/ekstrawagancka ekstrawagancka Klaudyna

    Chętnie przybiję piątkę, właśnie za dziewiątkę! Dla takich filmów warto chodzić do kina i nawet wysłuchiwać szeleszczącej paczki chipsów dwa rzędy wyżej…
    Najpiękniejsze filmy to te, które można interpretować na milion sposobów a i tak wciąż będzie to poprawne. Dla mnie film ten niósł ze sobą nieco inne przemyślenia, tym razem nie tylko o własnym EGO, a o tym, jak postrzegają nas ludzie. Czasami szufladkują przez naszą przeszłość, przypinają nam łątkę ze względu na coś, co raz się wydarzyło a my pozwalamy sobie w to wierzyć. Nawet, gdy próbujemy czegoś nowego, nastawiamy się na życiowe zmiany, ale to przeszłość ciąży jak kula u nogi.

    Film widziałam już jakiś czas temu, ale wciąż nie mogę wyjść z podziwu gry aktorskiej, poruszonej tematyki i pracy kamery… na czas seansu odfrunęłam gdzieś tam wysoko, razem z Birdmanem :)

  • AnatolijOlij

    Dzięki za ten post!

  • Jan Szlązak

    Ego to JA! Tutaj miałeś chyba na myśli SUPEREGO w rozumowaniu Zygmunta Freuda. Jednak nie możesz znać Freuda, gdyż jesteś tylko skretyniałym gówniarzem. Popracuj nad stylistyką. Ogranicz wulgaryzmy, jeśli chcesz by czytali te wypociny myślący ludzie. Nie utwierdzaj się w przekonaniu, że piszesz o kulturze. Nie. To nie jest kultura. Pisząc o bajkach PIXARa i Bukowskim nie piszesz o kulturze tylko pop-kulturze ignorancie. Dodatkowo jeszcze badziewnej. Ponad to – dorośnij do posiadania prawdziwej relacji miłosnej z kobietą bo jeszcze komuś krzywdę zrobisz. Czytanie tego wszystkiego jest bardzo przykrym doświadczeniem.

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      Słuchaj, powiedz mi jak to jest być śmieciem, który ma życie nudne na tyle, że sprawdza ciebie, twoje teksty, twoją aktywność tylko po to, aby powiedzieć „chujowe, pozdrawiam”?
      Zresztą to i tak już nie istotne. Już nie będziesz nam przeszkadzał.