Bez kategorii, Kino!

POD MOCNYM ANIOŁEM – RECENZJA

Najnowszy obraz Wojtka Smarzowskiego to film, po którym będziesz miał kaca. Moralnego

Idąc na nocny maraton filmowy pt. „Noc Smarzowskiego” w krakowskim Multikinie, nie spodziewałem się, że właściwie idę na nocną premierę filmu, którego recenzje właśnie czytacie. Dotarło to do mnie dopiero wtedy, gdy zmęczony – po 9 godzinach spędzonych w kinie, wróciłem do domu i chcąc wystawić mu ocenę zobaczyłem, że oceniło go jedynie 46 osób. No ale co my się tak tu rozdrabniamy z tym wprowadzeniem? Chyba czas najwyższy otworzyć tą flaszkę.

Na wstępie chciałbym jednak od razu podkreślić, że w poniższej recenzji nie mam zamiaru skupiać się zbytnio na fabule. Jest ona moim zdaniem czymś drugorzędnym i to nie ona, lecz forma oraz kunszt reżyserski Wojtka Smarzowskiego świadczą o wielkości tego filmu. To jak? Po maluchu?

Pierwszą rzeczą na którą zwróciłem uwagę, oglądając ten film, był jego chaotyczny montaż oraz równie pokręcony sposób prowadzenia fabuły. Czas pijaka nie dzieli się na początek, rozwinięcie i zakończenie. Alkoholik do pojęcia czasu podchodzi na luzie i z małpką w kieszeni. Jest on, jak to określił sam Wojtek, mocno nielinearny. Dokładnie tak sam zabieg zastosowano w tym filmi. Przez pierwsze 20-30 minut fabuła kroczy swoim stałym rytmem i jak do tej pory wszystko jest w miarę klarowne. „Obraz zaczyna się rozmywać” kiedy do gry na dobre wkracza alkohol. Montaż staje się o wiele bardziej chaotyczny, oko kamery coraz częściej skupia się na ordynarnych detalach a sam widz w tej dominującej, pod względem długości, części filmu staje się ofiarą drastycznych zabiegów reżyserskich Pana Wojtka Smarzowskiego. Czy to się sprawdza? Cóż zobaczymy jak w 2014 roku spadnie liczba alkoholików w Polsce :)

de75ee3a8987cf42a20f04af58f587bb

Film z całą pewnością dla wielu widzów będzie o wiele mniej atrakcyjny niż cała reszta dorobku filmowego Pana Wojciecha. Co prawda jest to dalej to kino, za które go kochamy. Brutalne, ordynarne, chwilami budzące obrzydzenia ale i skłaniające do refleksji oraz dające niemałą rozrywkę i liczne powody do śmiechu.
Jednak tym razem reżyser postanowił pójść o krok dalej ze, znanym wszystkim, swoim zachowawczym podejściem do realizmu. Z widzem obchodzi się tutaj dość brutalnie nie szczędząc mu scen, w których jest zmuszony do oglądania głównych bohaterów, którzy leżą w swoich fekaliach, smrodzie oraz rzygowinach, z dziesiątkami flaszek koło siebie będąc w miejscach które przypominają raczej mocno zaniedbany chlew niż ich mieszkania. Wydawać by się mogło, że te wszystkie części składowe budujące scenerię oraz kreacje aktorów grających w tym filmie są mocno podkoloryzowane. Być może, ale tylko trochę. Tak się akurat złożyło, że uroki alkoholizmu mogłem poznać dość dobrze i muszę przyznać, że cała ta oprawa i sposób przedstawienia nałogu alkoholowego w dość zaawansowanym stadium są tutaj przedstawione po mistrzowsku. Charakteryzacja nie jest przesadzona, aktorzy wyglądają tutaj zupełnie tak, jakby rzeczywiście przez paręnaście lat grzali dzień w dzień gorzałę a motyw tzw. „robienia pod siebie” i odizolowania się od rzeczywistości, będąc cały czas „pod wpływem” jest tutaj idealnie ukazany. Wszak nadrzędnym celem każdego alkoholika jest to, aby mieć co wypić i jak najdłużej podtrzymać stan nietrzeźwości niejednokrotnie doprowadzając się do takiego stanu, w jakim znajduje się półroczne dziecko pozostawione na parę dni bez opieki. Wycieńczone oraz leżące w swojej nasiąkniętej moczem i kałem pielusze.

W swoim nowym filmie Smarzowski niejednokrotnie nawiązuje do swoich pierwszych obrazów. Mamy tutaj  charakterystyczną postać sanitariusza – „Pana Mietka”, który ze swojej porywczości znany jest już widzom obeznanym z filmem „Kuracja”. Sam motyw nielinearności czasu oraz scen, w których nie za bardzo wiadomo co co chodzi, pojawiał się już w jego dziewiczym filmie pt. „Małżowina”.

vzgtkqr1_my1qg7

Kolejną rzeczą, która zwróciła moją uwagę był fakt, jak Smarzowski dzięki niektórym swoim zabiegom reżyserskim ukazuje psychikę alkoholika. Mamy przykładowo tutaj taką sekwencje, w której paru głównych boaheterów mówi dlaczego piją. Muszę przyznać, że ta scena chyba w pełni oddaje fakt, w jaki sposób myśli osoba uzależniona. Nie koniecznie od alkoholu.

– Piłem kiedy polska zwyciężała i kiedy przegrywaliśmy.

– Piję bo lubię.

– Bo mnie mój szef wkurwia.

– Piję gdy jestem smutny.

– Bo jestem nieśmiała.

– Piję gdy jestem szczęśliwy

Pamiętam jak kiedyś z ust mojego, świętej pamięci już, wujka usłyszałem, że pije on tylko wtedy kiedy są czyjeś imieniny. „Ale przecież codziennie, ktoś obchodzi imieniny” – zripostowałem. Nie musiał odpowiadać. I bez jego komentarza zrozumiałem, o co mu chodzi. Bo tak naprawdę każdy powód jest dobry. Noc czy dzień, smutek czy szczęście – wódka jest najlepsza na wszystko i wszystkich.

Właściwie to zastanawiam się czy jest jakikolwiek sens pisać coś o aktorach i ich sposobie gry? Jeżeli znacie filmy Pana Smarzowskiego, to doskonale zdajecie sobie sprawę z tego, że u niego aktorzy sprawiają wrażenie jakby dana rola była wpisana w ich kod DNA. Poza tym sam reżyser przyznaje, że on nie lubi zmieniać ekipy aktorskiej. Twierdzi, że Ci aktorzy to naprawdę wysoka półka i że są to osoby którym broń boże nie trzeba tłumaczyć, jak mają grać. I jest to oczywiście w pełni słuszne stanowisko, gdyż każdy z aktorów, którzy występują w jego filmach to naprawdę high Level jeżeli chodzi o aktorstwo w Polsce, czego w mojej opinii koronnym przykładem są takie perełki jak Marian Dziędziel, Arkadiusz Jakubik czy też Kinga Preis.

Nie tyle w filmie, co w samej idei nakręcenia takiego obrazu podoba mi się to, iż sam Wojtek Smarzowski od początku trzymał się tego, że ten film ma wstrząsnąć osobami, które być może jeszcze nie zdają sobie sprawy z tego, że alkoholizm to także choroba. Główny bohater jest tutaj pewnego rodzaju symbolem człowieka, który zmaga się z problemami alkoholowymi. Jak to reżyser mówił w jakichś materiałach prasowych: – Ten film jest podzielony na trzy części. W pierwszej chciałbym rozbawić widza, w drugiej chcę aby poczuł on obrzydzenie do głównego bohatera, a w trzeciej natomiast sam poszedł się leczyć.

426464_1.1

 

MOJA OCENA NA FILMWEB:

Muszę przyznać, że ostateczny werdykt – wystawienie oceny, zajęło mi zdecydowanie więcej czasu niż zwykle. Na początku tej recenzji pisałem, że do filmu podszedłem w bardzo emocjonalny i personalny sposób. Historię przedstawioną na ekranie dopasowałem do swojego własnego bagażu doświadczeń i mam wrażenie, że gdyby ktoś tuż po seansie kazał mi ocenić ten film, to zdecydowanie wlepiłbym mu 9. a może i nawet 10.
I właściwie nie widzę powodów, żeby mu tej dziewiątki nie dać? W końcu, jakby nie patrzeć mamy tutaj do czynienia z bardzo dorosłym, świetnie zrealizowanym i wspaniale obsadzonym dramatem. Dlatego też filmowi  „Pod Mocnym Aniołem” z czystym i niezanieczyszczonym napojami wyskokowymi sumieniem wlepiam zasłużoną 9.

Zrzut ekranu 2014-01-18 o 20.56.30

No i oczywiście zachęcam was do dzielenia się spostrzeżeniami i opiniami w komentarzach ;)

Poprzedni post Następny post

Mało? Mam dla ciebie parę propozycji:

  • klaudia nowak

    Bardzo dobra recenzja, czytałam z przyjemnością i zdecydowanie zachęciłeś mnie do pójścia do kina :)

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      Bardzo mi przyjemnie, że dobrze Ci się czytało :)

  • http://twobagsliving.blogspot.com/ lu in two suitcases

    Trafiasz w sedno, świetna recenzja! Miałam bardzo podobne odczucia i chociaż nie lubię filmów Smarzowskiego za ich dosadność i brzydotę, to akurat ten trochę powiercił we mnie i porządnie zapadł w pamięć, być może ze względu na temat. To jest po prostu bardzo dobrze zagrany film, niesamowicie naturalny – no bo komu łatwo zagrać takie role?

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      Mam pewną sugestię – wejdź na filmweba i sprawdź obsadę każdego z filmów Smarzowskiego. Nie musisz robić tego dokładnie, wystarczy że rzucisz okiem. Zauważysz pewną ciekawą zależność, która w pewnym stopniu odpowie na twoje, być może retoryczne, pytanie – „no bo komu łatwo zagrać takie role?” :)

      • http://twobagsliving.blogspot.com/ lu in two suitcases

        Nie muszę sprawdzać :) Widziałam kilka jego filmów, wiem mniej więcej kto u niego gra, stąd właśnie to pytanie retoryczne.

  • Dot

    Wiem, że recenzja jest sprzed 1,5 roku, jednak dotarłam do niej dziś i postanowiłam skomentować. Mam ten film na liście ‚do obejrzenia’, bo wydaje mi się, że jest wart obejrzenia, a dzięki Twojej recenzji jeszcze bardziej utwierdziłam się w przekonaniu, że koniecznie muszę go zobaczyć.
    Świetny tekst :)