Lifestyle

9 RZECZY, BEZ KTÓRYCH NIE WYOBRAŻAM SOBIE WAKACJI

Od dwóch dni mamy lato…

…a od dziesięciu dni nie pojawił się tutaj żaden wpis. I generalnie – ostatnio mało co tutaj się pojawiało. Ale to się zmieni. Wreszcie odrobiłem się z masą rzeczy, któr… a co ja się będę tłumaczył. To nie w moim stylu – udajmy, że tych ostatnich dwóch miesięcy ciągłej absencji nigdy nie było, a teraz już wszystko wróci na właściwy dla siebie tor jazdy. Zaczynamy wakacje.

A tych z całą pewnością nie wyobrażam sobie bez obecności na…

OPEN’ER FESTIVAL

Od trzech lat pojawiam się regularnie na tej imprezie i z każdym rokiem coraz bardziej ją lubię. Muzyka, atmosfera, dużo dobrego jedzenia – coś pięknego. I najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że nie jeżdzę tutaj głównie dla wykonawców. Ci są dla mnie sprawą drugorzędną. Jeżdżę tutaj dlatego, że przez ten jeden tydzień w roku mogę spędzić czas z grupą moich najbliższych znajomych i przeżyć z nimi niesamowite chwile. Dodatkowo czas OPEN’era jest wyjątkowy dla mnie z jeszcze jednego powodu. To czas, gdy dzieją się cuda. Rok temu odzyskałem kogoś na kim bardzo mi zależało i ponownie się w tej osobie zakochałem. Chyba właśnie dla takich magicznych chwil lubię tutaj przyjeżdżać. Aby przeżyć coś bardziej. Powiedzieć komuś ”kocham Cię” gdy w tle leci ”Californication” Red Hot Chili Peppers. Powiedzieć przepraszam, gdy obok gra ”Creep” lub ”No Suprises” Radiohead.

Spojrzeć w oczy przeznaczeniu, zacisnąć pięść i odebrać od tego skurwiela życie, które mi zaplanował, by chwilę później trącić nim w przepaść i stąpać po plaży według własnych zasad.

Tak, bez tego festiwalu wakacje dla mnie nie istnieją.

WHISKY NA PLAŻY

Od 6 lat, co roku w wakacje jestem nad którymś z mórz. Chociaż nie – raz byłem nad oceanem. Tak czy siak wakacji nie ma, jeśli nie napiję się whisky w jakimś tanim barze przy plaży, z dala od zgiełku imprezowego centrum miasta, w którym się właśnie znajduje. Pamiętam, jak dwa lata temu zrobiłem poniższe zdjęcie będąc na See Bloggers w Gdyni. Nie jest może ono najlepszej jakości, ale jest dla mnie kwintesencją relaksu nad morzem. Ja, whisky i ludzie, którzy na tą jedną chwilę zapomnieli o bożym świecie. Zresztą tak, jak i ja.

JAZDA NA MOTORZE

Trzy miesiące temu coś sobie obiecałem. Najpóźniej w październiku tego roku zrobię sobie prawo jazdy i kupię motor. Konkretniej Hondę Shadow. Taką samą, na jakiej przygodę z motocyklami zaczynała moja mama.

To tylko plan, ale czułem, że jeśli tutaj o tym napiszę, to stanie się to czymś bardziej oficjalnym. Wielokrotnie jeździłem na motorze razem z moją mamą i tym razem pora, abym i ja kupił coś swojego i to ja… tym razem zabrał ją na zlot motocyklowy.

I biorę sobie Was na świadków, że za rok w wakacje to zrobię. Inaczej następne lipiec i sierpień będą czymś niepełnym.

VESPER MARTINI W RESTAURACJI PINOKIO NA MONTE CASINO

To kolejna atrakcja, którą zaliczam zawsze, ilekroć odwiedzam Sopot. A od czterech lat robię to, co roku. I zawsze… absolutnie zawsze – nie ważne czy jest to zima, czy lato – moje kroki prędzej czy później kieruję w stronę Pinokia. Bo robią tam najlepsze Vesper Martini jakie kiedykolwiek piłem.

Poproście koniecznie o wersję ze skórką z cytryny. Bajka.

WIZYTA W MIEJSCU, W KTÓRYM ŻYJE SIĘ WOLNIEJ

Lata temu, zanim poszedłem do liceum powiedziałem mojej byłej dziewczynie, że ”od teraz będę jeździł w miejsca, w które zwykle ludzie się nie wybierają”. Że będę odwiedzał wsie i miasta, do których nikt o zdrowych zmysłach się nie zapuszcza. Dlaczego? Cóż, chciałem zacząć poznawać Polskę. Miejsca, do których bez tak dziwnego postanowienia, nigdy bym się nie wybrał. I tak od paru lat w wakacje (często także i w zimie) jeżdżę do mało atrakcyjnych turystycznie miejscowości. Rok temu były to Rawicz, Białykał, Żmigród oraz Skarżysko-Kamienna. Dwa lata temu Bizoręda oraz Niemyje-Ząbki.

Dziwne? Tak. Ale uważam, że dziwniejsze jest coroczne smażenie dupy na plaży w Egipcie, chlejąc od rana darmowe drinki.

WAKACYJNY ROMANS

Każdy w swoim życiu potrzebuje mieć kogoś z kim przeżyje parę niesamowitych, często zwariowanych chwil, które będą zwieńczone rozstaniem się pod koniec wakacji. Bo jest w tym coś pięknego.

Ale akurat o tym więcej napiszę w poniedziałek.

WIZYTA NA PLAŻY NUDYSTÓW

Robię to od 6 lat i raczej nie zamierzam przestać. Pierwszy raz pojawiłem się na takiej plaży mając 15 lat. Powód? Prosty: chciałem popatrzeć na panienki, które opalają się bez opakowania. Szybko jednak zrozumiałem, że na takiej plaży znajdę jedynie pomarszczonych dziadków, parę czterdziestoletnich par, babcie, które łaso patrzą się na moje przyrodzenie i największą grupę – zboczeńców, którzy filują w krzakach i pytają ”czy mogą dotknąć”, tylko jeśli zbyt długo stoisz w krzakach, chcąc załatwić potrzebę fizjologiczną.

Jednak gdy siedzisz na plaży tak jak Cię pan bóg stworzył, z nieba leje się niesamowity żar, a obok ludzie nago grają w siatkówkę, to rozumiesz, że nie ma nic piękniejszego od chwili i miejsca, w których właśnie się znajdujesz.

I to jest coś niesamowitego.

Kiedyś napiszę o tym więcej.

CZYTANIE KSIĄŻEK W PLENERZE

Nawyk ten wyrobiłem sobie chyba z 5-6 lat temu, gdy pierwszy raz czytałem ”Nowy Wspaniały Świat” Huxleya. To taki Orwell, tylko, że trochę bardziej z nastawieniem na sci-fi. Leżałem sobie wtedy w ogrodzie i karmiłem swoje zmysły lekturą o idealnym państwie.

Tylko ja, książka i przyroda. Czy może być coś piękniejszego?

Cóż…

PEELING DLA MĘŻCZYZN – BODY BOOM

Pamiętacie tą markę? Kiedy miesiąc temu zacząłem z nimi współpracę i dostałem od nich paczkę peelingów do ciała w różnych zapachach, czułem, że robię z siebie idiotę. Później zacząłem podkradać mamie ich produkty, a teraz jako jeden z pierwszych facetów w Polsce (chyba jako drugi), dostałem do testów ich peeling dla mężczyzn.

I wiecie co? Nigdy nie lubiłem kawy. Wkurwiał mnie jej smak i czułem, że gdy rano się jej napiję, to serce bije mi mocniej niż po wciągnięciu kreski kokainy. Jednak jednej rzeczy kawie nie mogę odmówić – rozbudza mnie jak mało co. Problem w tym, że realnie nie lubię jej smaku. Zgoła co innego natomiast mogę powiedzieć o jej zapachu. Ten wprost uwielbiam i nawet on potrafi mnie postawić na nogi, gdy jest odpowiednio intensywny.

Wiecie – w ofercie różnych producentów kosmetyków były już całe linie produktów ”na kaca”, ”na pobudzenie”, ”after hard night”. I żaden z nich na mnie nie działał.

Ta cholera daje radę. Intensywny, kawowy zapach sprawia, że pod prysznicem czuję się jak parzone espresso. Natomiast gdy z niego wychodzę, to czuję się jak nowo narodzony.

Coś mi się zdaje, że z Body Boom w najbliższym czasie polubimy się jeszcze bardziej, a wy już teraz możecie sprawić sobie lub – jeśli jesteście dziewczynkami – swoim chłopcom, tatusiom lub wujkom prezent w postaci tego samego peelingu, który od paru dni używam i ja.

Dodatkowo z kodzikiem rabatowym „ANONIMEKALPHA” będziecie mogli mieć go o 20 procent taniej.
Śpieszcie się, bo jest ważny tylko do 30 czerwca ;)


Aha, prawie zapomniałbym – kliknij TUTAJ like’a, a od dziś i ty, i ja będziemy szczęśliwi. Możesz także zacząć obserwować mnie na moim PROFILU PRYWATNYM i dzięki temu jako pierwszy będziesz dostawał informacje o najnowszych wpisach.
Przypominam jednocześnie, że każdy chamski, wulgarny czy w jakikolwiek sposób czepialski komentarz zostanie natychmiast usunięty. To mój dom i to mi ma być tutaj wygodnie.

Poprzedni post Następny post

Mało? Mam dla ciebie parę propozycji:

  • http://terra-feliks.blogspot.com/ Hipis

    Chyba jestem stara i nieromantyczna, bo wakacje zaczynają kojarzyć mi się tylko z „muszę znaleźć pracę”. Ale dobra, tak źle nie jest – drugim podstawowym punktem programu jest Kraków. Dwa lata temu pojechałam tam pierwszy raz i od tego czasu jestem co roku. Po szkolnej harówce potrzebuję przejść do innego świata, pełnego historii, niezwykłęgo klimatu i luzu. Poza tym jak wakacje to i góry, jeźdżę od 9 roku życia i okey, mogę czasami skoczyć nad morze poza sezonem, ale wakacje bez góry to czas, który chciałabym wymazać z kalendarza – takiej opcji w ogóle nie ma. Gdy tylko wracam z jednych, zaczynam już myśleć o drugich za rok i to jedna z większych radości mojego życia.