#tydzień_szkolny, ZESTAWIENIA

15 PORAD, JAK PRZETRWAĆ W SZKOLE

Czyli niezbędnik każdego ucznia

Poniższa lista to absolutny pewnik. Ze wszystkich zasad korzystałem w szkole i mając porównanie z czasami, kiedy się do nich kompletnie nie stosowałem mogę śmiało stwierdzić, że gdy połączysz je w spójną całość, to twoje życie w szkole stanie się o wiele łatwiejsze.
O wiele, wiele łatwiejsze.

Na początek dam Ci najważniejszą radę…

NIE CHODŹ DO SZKOŁY

Oczywiście nie zawsze! Po prostu jeżeli tylko czujesz, że za parę dni masz bardzo ważny sprawdzian, a dodatkowo w tym samym terminie nauczyciele ubzdurali sobie parę kartkówek lub wypracowań, to najlepszym sposobem będzie przez te dwa lub trzy dni, w zależności od tego ile czasu potrzebujesz na nauczenie się tego wszystkiego, zostać w domu. Ewentualnie jeżeli Twoi rodzice nie pójdą na układ ‚zostaję w domu i się uczę’, to zgarnij drobne ze stołu i idź do jakiejś cichej kawiarni, w której w spokoju wszystkiego się nauczysz, by w ‚dzień sądu’ przyjść i zdać wszystko na pięć. Trust me, jako osoba, która w trakcie swojej szkolnej kariery oprócz samej szkoły miała na głowie bloga, pisanie opowiadań, oraz parę rozwijających się projektów, czasami musiałem olać jeden czy dwa dni w szkole, aby mieć więcej czasu na ogarnięcie tego wszystkiego.

I z tego co pamiętam, to jechałem na samych czwórkach i piątkach.
Nie licząc matematyki.

Jebać matematykę. Tzn…

TAK NAPRAWDĘ TO NAUKA MATEMATYKI JEST ISTOTNA

Nie dlatego, że kiedyś Ci się to przyda w życiu. Prawdopodobnie jeśli nie wiążesz swoich planów z naukami ścisłymi, to ten przedmiot będzie dla ciebie kompletnie bezużyteczny. Problem w tym, że on Cię nie ominie. Żeby zdać klasę, musisz mieć z niego conajmniej dwójkę. Żeby zdać maturę, musisz mieć chociaż te nędzne 30%. Ucz się go. Przede wszystkim. Co Ci z piątek i szóstek z tych – nazwijmy to – ‚twoich przedmiotów’, skoro faceta z majcy usadzi Cię w klasie, lub – w najlepszym wypadku – każe pisać poprawkę?
Pamiętaj – majca przede wszystkim. Miej chociaż to minimum. Później możesz siadać do tego, co naprawdę Cię interesuje.

Piszę to ja – gość, który przez swoje głupie podejście, co roku miał poprawkę z tego przedmiotu.

NIE BŁAZNUJ

To zasada, do której permanentnie należy się stosować. Co prawda robienie głupich rzeczy na lekcji da Ci chwilowe zainteresowanie klasy, ale na dłuższą metę się kompletnie nie opłaca. Po pierwsze: nauczyciele nienawidzą gdy ktoś rozwala im lekcje, a po drugie: z doświadczenia wiem, że gdy robisz coś ‚szpanerskiego’ lub po prostu głupiego, to ludzie nie śmieją się z twoich żartów, a… z Ciebie. A tego chyba nie chcemy, prawda?
No chyba, że lubisz robić z siebie idiotę. Wtedy droga wolna.

DUŻO CZYTAJ

Wszystkiego. Począwszy od serwisów informacyjnych (wos, historia), przez gazety tematyczne typu Focus lub National Geographic (fizyka, chemia, biologia) po dobre książki. Dzięki tej ostatniej rzeczy nauczysz się dobrze pisać wypracowania, samoistnie wpoisz sobie zasady ortograficzne oraz interpunkcyjne i, co najważniejsze, poszerzysz swój zakres słownictwa. A to na pewno pozwoli Ci dobrze zdać maturę z języka polskiego. O tym jak czytać lektury szkolne pisałem już TUTAJ.
Dodatkowo nie zatrzymuj się na prasie i literaturze polskiej. Jeżeli chcesz rozwinąć jakiś język obcy, który ewentualnie sprawia Ci trudności, to postaraj się nim otoczyć. Czytaj zagraniczne czasopisma, oglądaj filmy w oryginalnym głosem z napisami w tymże języku, słuchaj muzyki pochodzącej z tego kraju. Słowem – otocz się językiem.

To dobre zarówno w przypadku naszego, ojczystego języka jak i tych obcych.

SIEDŹ W PIERWSZEJ ŁAWCE

Zwykle ludzie boją się pierwszych ławek. Zupełnie bezpodstawnie. Siedzenie w pierwszej ławce niesie za sobą same wymierne korzyści. Po pierwsze: zawsze wiesz co się dzieje na lekcji, po drugie: nie ma możliwości, aby coś Cię rozpraszało, a po trzecie: pozwoli Ci to w opinii nauczycieli zyskać w łatkę prymusa. I nie przejmuj się tym, że ludzie będą Cię mieli za kujona. W następnym punkcie powiem Ci o czymś, co sprawi, że choćbyś nie wiadomo jak dobrze się uczył i nie wiadomo jak często wdawał się w prywatne pogaduchy z nauczycielem, to i tak zyskasz sympatię klasy.

Wydaje mi się, że skądś się znamy. Nie? No cóż, zawsze możemy to zrobić. SPYTAJ MNIE, o co tylko chcesz. Jestem do Twoich usług!

ZAKUMPLUJ SIĘ Z BELFRAMI

Nauczyciel to taki gatunek człowieka, którego albo się kocha, albo się nienawidzi. Na pewno zauważyłeś, że są lub byli w Twojej szkole nauczyciele, których ty nienawidziłeś, a Twoi koledzy lub koleżanki ich uwielbiali. Więc może drzeć z nimi koty, zacznij się z nimi dogadywać. Ja wiem, że teraz może jesteś trochę rebel i to wbrew zasadom, niehonorowe i wgl. (pisząc Twoim językiem).
Pomyśl jednak o tym w ten sposób – żrąc się z nimi nie zyskasz nic, a prawdopodobnie też dużo stracisz. Żyjąc z nimi w dobrej komitywie możesz naprawdę dużo zyskać.
Think about it!

UDZIELAJ SIĘ W ŻYCIU SZKOLNYM

Tym zawsze zapulsujesz. Zawsze coś sobie podciągniesz. Zawsze będziesz miał dzięki temu fory.
Po prostu to rób.

BĄDŹ CHARYZMATYCZNY

Ludzie uwielbiają liderów. A w szkole szczególnie. Jeżeli masz mocny charakter, potrafisz się wypowiedzieć i walczyć o swoje, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że dasz sobie także radę z negocjowaniem spraw na rzecz klasy. Nie dość, że w opinii nauczycieli staniesz się kimś z charakterem, kimś kogo zapamiętają, to jeszcze ilekroć byś się nie wypowiedział, to klasa zawsze stanie za tobą murem. Ta ostatnia rzecz przydaje się zwłaszcza wtedy, gdy powinie Ci się noga i trzeba będzie to jakoś odkręcić.

Kim jesteś? Jesteś liderem.
Czy jakoś tak.

NA POCZĄTKU ROKU PÓJDŹ NA ŁATWIZNĘ I NAŁAP DUŻO DOBRYCH OCEN

Bo właśnie wtedy jest najłatwiej. Tematy wprowadzające, zrelaksowani nauczyciele i ty, który wychodzisz temu wszystkiemu naprzeciw, by pokazać się z jak najlepszej strony. Serio, to jeden z lepszych sposobów, nie tyle na ułatwienie sobie życia pod względem ocen już na początku, co wyrobienie sobie dobrej opinii u różnych psorów.
Zaufaj mi – nauczyciele bardzo często wyznają zasadę ‚pustej kartki’. Jeżeli rok temu nie pokazałeś się z najlepszej strony, to wrzesień i własna, nieprzymuszona inicjatywa związania z nauką i samodzielnym zgłaszaniem się do odpowiedzi, to dobry moment by podreperować swoją opinię. A przy okazji wysiłek włożony w to jest praktycznie żaden.

Inwestuj w siebie i swoje pasje. To zdecydowanie lepsze niż piątka z przedmiotu, który Cię nie interesuje.

JEŻELI WIESZ, ŻE DOSTANIESZ JEDYNKĘ ZE SPRAWDZIANU, TO NA NIEGO NIE IDŹ

Lepiej jest dostać zero, które może być zamienione na każdą inną ocenę niż pałę, która do końca rozliczenia semestralnego będzie Ci bruździć. Ja od paru lat wyznaję zero-jedynkową zasadę: umiem na co najmniej trzy, albo nie umiem i podchodzę do pisania w drugim terminie. Ważną rzeczą, którą musisz zrozumieć, to fakt, że wszystko co robisz w szkole, robisz dla siebie. Nie przejmuj się tym, że twoja mama lub tata zobaczą na wykazie ocen takie zero. Lepiej jest napisać sprawdzian dzień po wywiadówce i pochwalić się, że dostało się z niego czwórkę lub piątkę, niż iść na niego średnio przygotowanym i dostać tróję na szynach. Ja pojąłem to dopiero na rozszerzeniach w liceum. Ty też wtedy to na pewno zrozumiesz.

A na zdjęciu głównym macie Carę Delavingne w obiektywnie Terrego Richarsdsona. Pisałem o nim już w TYM TEKŚCIE.

INWESTUJ W SWOJĄ WIEDZĘ

Nie tylko tą szkolną. Rozszerzaj swoje horyzonty poprzez kursy, spotkania z inspirującymi osobami, wolontariaty czy szkolenia. Wszystko to ułatwi Ci później Twoją karierę zawodową, a przy okazji może okazać się tak, że nadprogramowo zdobytą wiedzą zagniesz nie jednego nauczyciela. A uwierz mi – dobrzy nauczyciele to doceniają.

No właśnie, dobrzy. A co z tymi, których nie lubisz?

NIE KŁÓĆ SIĘ Z NAUCZYCIELAMI

Bo i tak nie wygrasz. Możesz mieć miliony na koncie, setki mocnych argumentów i perspektywę świetnego życia, a i tak możesz sobie napsuć krwi poprzez konflikty z nauczycielami. Oni zawsze znajdą sposób, żeby Cię udupić. Musisz złapać fakt, że w szkole to oni mają władzę.
Poza tym po co Ci to? Po jaką cholerę masz się z nimi użerać? Nie lepiej się z nimi polubić i żyć w zgodzie?
Wyjdziesz na tym o wiele lepiej.

STARAJ SIĘ ŻYĆ W ZGODZIE Z KUJONAMI

Z dwóch powodów – po pierwsze, nauczyciele od razu segregują uczniów na tych ‚fajnych, którzy lubią się uczyć i są błyskotliwi’ oraz tych… ‚spierdolonych’.
Załap się do tej pierwszej grupy. Ci ludzie nie gryzą. Zazwyczaj to niesamowicie inteligentne osoby, ale być może nie tak przebojowe jak inni.
I tutaj dochodzimy do drugiego powodu:
Gdy już się z nimi zakumplujesz, to w razie, gdy powinie Ci się noga i czegoś sie nie nauczysz, oni mogą Ci pomóc.

NAUCZ SIĘ ŚCIĄGAĆ

Jeśli czytałeś w podstawówce ‚Szatana z siódmej klasy’, to doskonale wiesz, że każdy nauczyciel ma jakiś schemat pytania, sporządzania sprawdzianów czy robienia kartkówek. Oczywiście nie namawiam Cię do tego, abyś przestał się uczyć i zaczął ściągać, lecz jeśli wiesz, że z jakiegoś przedmiotu jesteś noga, a jednak mimo wszystko fajnie byłoby mieć z niego prostym sposobem dobrą ocenę, to nie krępuj się. Znajdź metodę na swojego nauczyciela i zacznij kantować. W końcu szkoła ma uczyć także życia.
A życie nie zawsze jest fair ;)

ZACZNIJ INACZEJ PODCHODZIĆ DO OCEN

Nie wiem jak jest u Ciebie, ale z tego co się orientuję, to w większości szkół obowiązuje coś, co nazywa się „wagą oceny”. Wynika z tego, że przykładowo jedynka z odpowiedzi ustnej jest liczona podwójnie, a np. z kartkówki czy jakiegoś projektu pojedynczo.

Dlatego też jeżeli, nie mówię że na pewno, ale jeżeli zdarzy się tak, że będziesz musiał poprawiać oceny pod koniec roku czy semestru, to zacznij od tych najważniejszych. Nie skupiaj się na pierdołach „bo je łatwo zaliczyć” lecz zepnij dupę i zabierz się za to, co najtrudniejsze. Za sprawdziany przykładowo.

Dodatkowo w kwestii tego ‚jak podchodzić do ocen?’ pamiętaj o jednej arcy ważnej rzeczy: one tak naprawdę praktycznie w ogóle nie odzwierciedlają tego co umiesz. Zwłaszcza te końcoworoczne. Zrozumiesz to w klasie maturalnej.
Tutaj nie liczy się to, czy miałeś piątkę z polskiego czy dwóję z fizyki. Istotne jest jedynie to, jak zdałeś maturę. Ważne jest to, by o tym pamiętać zwłaszcza w ostatniej klasie, tuż przed maturą. Dlaczego? No cóż, umówmy się – mało jest osób, które potrafią pogodzić robienie wszystkich projektów, zadań dodatkowych (które zwykliśmy normalnie robić w celu podciągnięcia oceny) z rzeczywistą nauką.
W trzeciej klasie liceum robienie jakichkolwiek projektów i zadań dodatkowych, które jedynie minimalnie (jak większość zadań dodatkowych) łączą się z tym, co pod względem wiedzy jest dla nas istotne, całkowicie mija się z celem. Olej to, że na świadectwie możesz mieć wpisaną trójkę lub czwórkę z Twojego ulubionego przedmiotu, bo zawaliłeś jakąś pierdołę. Ciebie interesuje tylko wynik maturalny i pod takim kątem masz czerpać wiedzę w tej ostatniej klasie.

Choć oczywiście dobrze by było, byś przyswoił ten sposób uczenia się trochę wcześniej. Wiesz, każdy Ci powie ‚że uczysz się dla siebie’.
Za to mało osób łapie, że uczenie się dla siebie, to także umiejętność olewania tego, że nie masz najlepszej oceny w klasie. Nie potrzebna Ci piątka z rozszerzenia. Ani trochę. Wystarczy, że napiszesz maturę na sto procent.

SŁOWO NA KONIEC…

To wszystko czego mogłem Cię nauczyć. W tym momencie przestałeś być padawanem, a zostałeś Jedi. Niestety miecze świetlne na magazynie akurat się skończyły. Zamiast tego mogę jednak dać Ci motywacyjnego kopa w tyłek:

Pamiętaj, że szkoła oraz to jakie otrzymujesz tam oceny w większości przypadków nie ma żadnego wpływu na to, jak w przyszłości będzie wyglądać Twoje życie. Czy będziesz miał same piątki w drugiej klasie, czy może z paru przedmiotów ledwo zdasz, to zazwyczaj nie ma żadnego znaczenia. Możesz mieć same jedynki, a być świetnym fotografem, programistą czy kimkolwiek innym. I równie dobrze możesz całą swoją energię skupić na zdobyciu jak najlepszej średniej, na świadectwie i koniec końców skończyć na kasie w spożywczym, by później przez całe życie mówić swoim dzieciom, że nauka jest najważniejsza i gwarantuje świetlaną przyszłość.
Nie ma żadnej reguły potwierdzającej to, że dobre oceny zapewnią Ci dobrą pracę. No chyba, że chcesz być korpo-śmieciem.
Wszystko zależy od szczęścia i tego jak bardzo Ci będzie zależeć na tym, aby robić to co lubisz. Dlatego od samego początku inwestuj w siebie.
To jedyny gwarant sukcesu.
A nie jakaś piątka z majcy.

Gotowy? No to pakuj się i zapierdalaj do budy


Aha, prawie bym zapomniał – kliknij TUTAJ like’a, a od dziś i ty, i ja będziemy szczęśliwi. Możesz także zacząć obserwować mnie na moim PROFILU PRYWATNYM i dzięki temu jako pierwszy będziesz dostawał informacje o najnowszych wpisach.
Przypominam jednocześnie, że każdy chamski, wulgarny czy w jakikolwiek sposób czepialski komentarz zostanie natychmiast usunięty. To mój dom i to mi ma być tutaj wygodnie.

Poprzedni post Następny post

Mało? Mam dla ciebie parę propozycji:

  • https://trochekulturalnie.wordpress.com/ Karolina

    Mnie osobiście z majcy zadowoli dopuszczający, co do negocjowania spraw dla klasy, jeśli ona jest fajna, to zrozumie, że robiło się coś dla klasy i pomoże w kryzysowej sytuacji, jeśli nie, to zacznie wymyślać, że robiło się to dla siebie i żeby podlizać się wychowawczyni, osobiście swojej nie cierpię. A co do siedzenia w pierwszej ławce nie zawsze, jest to dobre.

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      Bo nauczyciel może Cię spytac jako pierwszego? Nie widzę żadnego powodu, any siedzenie w pierwszej ławce mogło być niekorzystne.

      • https://trochekulturalnie.wordpress.com/ Karolina

        Zależy od nauczyciela, u niektórych dobrze siedzi się z przodu, ale u paru nie. Nie chodzi o to, że może Ci spytać, bo to nie zależy od tego gdzie się siedzi. Są nauczyciele, którzy czepiają się tych co siedzą w pierwszej ławce, taka moja wychowawczyni, twierdzi, że całą lekcję gadam z koleżanką a siedzę przed nią i nie rozmawiamy ze sobą.

  • http://pokolenieZ.pl Dorian Widawski

    Z tą pierwszą ławką to chyba trochę zbyt odważnie. Po co marnować sobie kilkadziesiąt lat na siedzeniu i słuchaniu o niczym, podczas gdy w ostatnich zawsze toczą się żywe dyskusje. Chociaż z drugiej strony – na pewno łatwiej jest przetrwać omijając tyły.

    Ale jakby nie było – survival szkolny w siedmiu punktach. Sto procent działania, też potwierdzam

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      Ironizujesz z tym słuchaniem o niczym, co?

      • http://pokolenieZ.pl Dorian Widawski

        No… nie. Wykluczając te przedmioty, które są naprawdę gitez, a nie ma co mówić, ich jest najmniej, to na reszcie albo nauczyciel nudzi, albo przedmiot sam z siebie nudzi. A tak przynajmniej jest jakaś rekompensata.

  • Akson

    I dlatego przechodzę na domowe :)
    Nie trzeba się uzerac z nauczycielami, chodzi się tylko na ciekawe lekcje a sprawdziany się pisze kiedykolwiek się chce. Dodatkowo jest więcej czasu na zainteresowania i pogłębianie ciekawych tematów. Polecam.

  • http://www.mlodygentleman.pl/ Jan Machyński

    Wreszcie. Takie teksty naprawdę lubię i doceniam w Twoim wykonaniu. Rozumiem to, że chcesz pisać o seksie, ale zdecydowanie bardziej mi się podobają takie wpisy.
    Ze swojej perspektywy powiem – zabrałeś mi 100% teksu. Wypisałeś wszystko co ja sobie zaplanowałem i w sumie….dobrze. Będę musiał się nieco wysilić, a wysiłek robi mistrza ;)
    Niedowiarkom mówię – na własnej skórze, od pięciu lat stosowane. Działa.

  • Peterzig

    „Nie ma żadnej reguły potwierdzającej to, że dobre oceny zapewnią Ci dobrą pracę. No chyba, że chcesz być korpo-śmieciem.” Najlepszy moment IMHO. Tak trzymać, świetny artykuł :D

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      Do my best

  • http://molksiazkowyrecenzuje.blogspot.com/ Mól Książkowy

    Kłótnia z nauczycielem ma sens wtedy, gdy twoje oceny na edzienniku są całkiem inne niż oceny w dzienniku papierowym. Ewentualnie, gdy masz np. 3.5 i twoja ocena końcowa zależy od „dobrej woli nauczyciela”. W drugiej klasie mam 3 przedmioty rozszerzone i jeśli np. opuściłabym dzień bo „nie umiem na matmę” a tego samego dnia mam kartę pracy z wosu na którą umiem (ew. wszystkie odpowiedzi są w tekście) to wolę pójść i dostać banię z matmy niż potem męczyć się odpowiadając ustnie z wosu (nie cierpię mówić, nienawidzę odpowiedzi ustnej stojąc przed klasą, wolę pisać, bo łatwiej mi jest przejść do sedna sprawy). „(…) dasz sobie także radę z negocjowaniem spraw na rzecz klasy”. Od tego typu rzeczy mamy w klasie gospodarza-my ustalamy jedną wersję, gospodarz ją przedstawia nauczycielowi. Ja mogę iść negocjować w sprawie dla mnie ważnej (np. drugi termin sprawdzianu, bo mam tego i tego dnia zwolnienie). Jak wspomniałam, nienawidzę się wypowiadać ustnie jeszcze z jednej przyczyny-siedząc w pierwszej ławce na języku polskim nauczycielka mnie nie słyszy, nawet wtedy, gdy stoi obok mojej ławki. I nie lubię siedzieć w pierwszej ławce np. na niemieckim czy przyrodzie. Wolę w tym czasie poczytać książkę ukryta za plecami kolegów i koleżanek. No i błaznowanie, domena głównie panów (bez urazy). Jedyne moje wtyki pomiędzy treściami lekcji to „nie pogrążaj się bardziej” albo „aby myśleć musiałbyś najpierw zacząć myśleć”. A co do punktu z czytaniem-zgadzam się całym sercem. Czytać trzeba, najlepiej według upodobań, a jak nie ma się określonej dziedziny zainteresowań to czytać wszystko. Może to bez sensu, ale każdy tekst jest sprawdzany pod względem poprawności językowej (uczysz się nowych słów, utrwalasz ortografię, w bonusie poznajesz nowe rzeczy). I to chyba tylko tyle z mojego wywodu.

  • Black Angel m/

    Super post !

  • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

    Wiesz, nawet bym Ci przyznał rację, gdyby nie jedna mała rzecz. Kiedy szedłem do liceum wybrałem klasę 4 letnią. VI LO w Krakowie, klasa 0h2, oddział dwujęzyczny z językiem hiszpańskim. Możesz sobie to sprawdzić.
    Przez pierwszy rok uczyłem się jedynie hiszpańskiego (20 godzin tygodniowo) oraz polskiego i matematyki. Tych miałem po 2 godziny tygodniowo. Materiał z obu tych przedmiotów z klasy pierwszej przerobiłem jedynie w 10%, resztę miałbym do zrobienia w klasie pierwszej (ponieważ tak do której chodziłem była klasą tzw. „zerową”). Owszem, nie poradziłem sobie z matematyki, ale twój argument tutaj nie ma żadnego sensu, gdyż ANI TROCHĘ nie powtarzałem przedmiotów. Wszystko zarówno w klasie pierwszej jak i drugiej, o których wspominam w tekście było dla mnie nowością.
    Także, pocałuj mnie w dupę :)
    Z poważaniem,
    ten na którego bloga już nigdy nie wejdzie.

    • PocoCiTo

      O nie, jakie straszne

  • Daria Rusin

    No cóż.. Od czego by tu zacząć. chodzę do 2 klasy profil humanistyczno językowy. Moja szkoła ma bardzo wysoki poziom. Uważam, że rada o nie przechodzeniu na sprawdzian jest nie trafiona. Poza tym, że u nas za takie coś dostajesz jedynkę (chyba że zadzwoni rodzic z informacja ze po prostu nie daliśmy rady przyjść do szkoły, albo nie ma Cię dosyć długo) nie ma żadnych zer, ani pustych miejsc, na uzupełnienie tej oceny masz tydzień od powrotu. Zresztą skoro się nie nauczyłeś to nie ma co robić wymówek i nie przychodzić do szkoły, powinno się stawić czoła i dostać to na co się faktycznie zasługuje.
    Co do nie chodzenia przez trzy dni, dla mnie to tez jest absurdalne. Szczerze mówiąc mam w tygodniu 7 polskich, 7 angielskich i 6 historii. Dużo informacji dowiadujemy się na lekcjach. Tak rozszerzonej wiedzy na pewno nie znajdziemy w książkach czy nawet dodatkowych źródłach, zresztą po co nam szukać nie wiadomo ile skoro możemy pójść na lekcje się tego dowiedzieć. Do rzeczy.. Nie przychodząc trzy dni żeby nauczyć się na jeden sprawdzian prawdopodobnie w trakcie tych trzech dni mogą być inne sprawdziany, ale jeśli nie.. To przez te trzy dni będzie na lekcjach tak dużo informacji, których nie da się znaleźć w książce, że możemy mieć zawalone kolejne trzy sprawdziany. I gdzie sens? Zresztą jest czas po zajęciach. Nie mówcie, że nie.. Systematyczna nauka można wiele zdziałać. Nawet jak się nie ma pamięci. Ja osobiście mam średnia 4.11 i mam czas dla przyjaciół, rodziny i na naukę. Potrafię znaleźć czas na wszystko, bo to jest kwestia zorganizowania.
    Warto jest też brać odpowiedzialność za swoje działania. Przecież jak będziesz pracować to nie będzie takiej sytuacji, że kiedy zbliżają się terminy jakiegoś projektu robionego w domu weźmiesz sobie trzy dni wolnego żeby go zdążyć zrobić, bo wcześniej nie było jak, albo mi się nie chciało. Ani też nie możesz nie przyjść w dniu oddania projektu, bo wylecisz z pracy.
    Takie jest moje zdanie, nie warto mieć wymówek i robić wszystko żeby się wymigac od sprawdzianu. Chociaż oczywiście jak kto chce..
    Do autora. Dziękuję za te 7 porad, jednak do mnie i do mojej szkoły raczej nie pasują ;) ale może do innych tak, nie odbierz tego jako hejt. Wyraziłam tylko swoje zdanie oparte na moim liceum ;) pozdrawiam :)

  • https://drevdhevd.wordpress.com/ Drevdhevd

    To gdzie siedzę zalezy od przedmiotu. Są lekcje- podstawy przedsiębiorczości, działanośc gospodarcza- któe mnie nudzą. na których wolę coś przeczytać, naszkicować pare tekstów na bloga, zając się zadaniem domowym na inny przedmiot- siadam w ostatniej ławce. A jest biologia, która mnie cholernie interesuje i którą lubię- jakbym mogła to usiadłabym nauczycielce na głowie ;D

  • Paulina

    ‚to jakie otrzymujesz tam oceny w większości przypadków nie ma żadnego wpływu na to, jak w przyszłości będzie wyglądać Twoje życie.’. Szkoda że dopiero teraz to pojęłam :D Wiecznie miałam średnią ponad 5.0 i mnie to jakoś nie uszczęśliwiało. Teraz mam 2 z matmy i czuję się z tym zajebiście dobrze. Nie nawidzę tego przedmiotu, mam za to parę takich ,kórych uczę się z chęcią i na nich się skupiam. Interesuję się malarstwem i pisarstwem- temu poświęcam całą moją energię. Generalnie szkoła to taki mały przedsionek piekła,który opali dupę,żeby uodpornić ją na prawdziwy ogień- przynajmniej ja tak to widzę. Jestem pierwszy raz na twoim blogu…Oj. I chyba nie ostatni ;)

    • http://anonimove.com/ Kacper Ożóg

      Ja szkołę widzę trochę inaczej. Oczywiście, ukierunkowuje, uczy etc. Ale w dużej mierze, przynajmniej w mojej opinii, ma człowiekowi wskazać miejsce w szeregu. Pokazać, że nawet jak masz rację, to jej nie masz w obliczu wyższej instancji. Zupełnie jak w korpolandii – masz być trybikiem.
      Dlatego ja szkołę traktuję z przymróżeniem oka. Mam gdzieś to, jaką mam ocenę z zachowania, uczę się tego co mnie intereuje, a przez wszystko inne przechodzę na totalnym luzie. Mnie interesuje to wszystko, co robię poza szkołą. A robię zdecydowanie więcej niż moja nauczycielka od matematyki.

  • Nikola

    A ja powiem tak..Trafiłam tu przypadkowo i już dodaję Twojego bloga do zakładek! Coś czuję, że zostanę tu na dłużej :)

  • Marcela

    Bardzo ciekawy tekst :) ja uważam, że w dzisiejszych czasach nauczyciele nie są osobami z powołania, z pasją, potrafiącymi zarazić swoimi zainteresowaniami uczniów, tyło zwykłymi szarymi ludźmi, często przydkowo zostającymi nauczycielami, którzy jedynie czekają od pierwszego do pierwszego na należące się im pieniądze, a powinni być to ludzie, będący szczęśliwymi, że biorą udział w kształceniu światopoglądu młodych i potrafiącymi jak najlepiej przekazać im to co mają do zaoferowania, a może tylko mi się wydaje, że to zjawisko dotyczy jedynie obecnych czasów, może zawsze tak było

  • http://nieobiektywny.pl/ Nieobiektywny

    Powiem tak.
    Zgadzam się w 99%, ten 1% będzie na „anty” – bo na co dzień działam po drugiej stronie barykady ;)

  • http://narwany.blogspot.com/

    Jak to czytam to cieszę się, że już nie chodzę do szkoły :D Nie mam samych miłych wspomnień dlatego też napisałem coś na swoim blogu- Zapraszam
    http://narwany.blogspot.com/2015/03/szkoa-uczyczego-wasciwie.html

  • Emilia Kuczyńska

    Prawie każdą radą mogę się podpisać! :)
    Jednak u nas nie ma możliwości „zostań dwa dni w domu” czy też „nie idź na sprawdzian”

  • http://nieobiektywny.pl/ Nieobiektywny

    7 czy 8 rad? ;) Jako ten zły i i niedobry, stojący po ciemnej stronie mocy odniosę się do Twoich punktów ;)

    1 nie zgadzam się – bo tylko się to nawarstwia, 2 zgadzam się, 3 zgadzam się, 4 50/50, 5 zgadzam się, 6 nie zgadzam się – i tak cię to czeka, 7 zgadzam się, 8 zgadzam się

    Skracając do jednego zdania. Szkoła i tak Cię nie minie. Najważniejsze jest to co napisałeś na samym końcu od zdania „Pamiętaj, że szkoła oraz to jakie otrzymujesz tam oceny w większości przypadków nie ma żadnego wpływu na to, jak w przyszłości będzie wyglądać Twoje życie.” i tak do samego końca. Szkoła znacząco zmieniła się na przestrzeni lat, z mojej perspektywy – wolałem szkołę lat 90tych i przełomu wieków. Wy jako pokolenie uczniów także zmieniliście się i to wcale niekoniecznie na leprze, raczej na gorsze. Siedząc już kilka lat w tym zawodzie obserwuje jak bardzo roszczeniowi są uczniowie, jak bardzo zubożał ich język, większość nawet już nie ma chęci do nauki – chce mieć wszystko podane na tacy.

  • http://headivided.wordpress.com headivided

    Nie chodż do szkoły – zgadzam się w 100% NIestety dopiero w ostatniej klasie liceum zauważyłam, że znacznie bardziej opłacalne jest dla mnie nie przychodzić na bezsensowne lekcje i zamiast tego pouczyć się w domu.
    Siedz w pierwszej ławce – z tym się nie mogę zgodzić. Jasne,że czasem pomaga w skupieniu itd, ale jednak nie mogę wtedy robic nic innego. Przykład? Na matematyce naszej wychowawczyni dobre 10-15 minut zajmuje sprawdzenie obecności, zebranie usprawiedliwień, oddanie zaległych rzeczy. I jeśli siedziałabym z przodu to w tym czasie nie mogłabym rysować, zrobić zadania na angielski, czy też douczyć się na sprawdzian z historii.
    Jeśli wiesz, ze dostaniesz jedynkę ze sprawdzianu to na niego nie idź – proste jak świński ogon, prawda? Nigdy nie mogłam zrozumieć ludzi, którzy przychodzą na pewną „kapę” a potem poprawiają w drugim terminie na 3.
    Świetny poradnik, pozdrawiam :)

  • http://narwany.blogspot.com/

    Casem odpuszczenie sobie zajęć jest dobry rozwiązaniem, bo przynajmniej człowiek ma więcej czasu, którym sam może dysponować. Znam to z doświadczeń studenta. Błaznować można ,ale trzeba wiedzieć kiedy. Wklasie przed nauczycielem nie jest to wskazane, chciaż znam przypadki kiedy, ktoś zorbił z siebie błazna na lekcji i upiekło mu sie bo nie odstał jedynki.. Czytanie rozwija i to jest pewne, ale dotyczy sie tylko języka polskiego. Na innych przedmiotach nie zawsze jest to sposób na wybrnięcie, a szkoda, bo pewnie wtedy wszyscy uczniowie czytaliby na potęge. No a w szkole tak już jest, że nauczyciel ma zawsze rację, więc po prostu trzeba te kilka lat swojej edukacji przesiedzieć cicho, jeśli chce się żyć.

  • http://angielskapolka.wordpress.com AngielskaPolka

    W moim wypadku sprawdziła się prosta zasada – miej wyjebane, a będzie ci dane. W ostatniej klasie edukacji obowiązkowej zadaniami domowymi się nie przejmowałam, jak od czwartej klasy z resztą. Gdy nauczyciel zaczynał maglować temat matury, to wychodziłam do biblioteki, a uczniów, którzy powtarzali jak papugi to samo, co nauczyciele („Jak nie zdasz matury, to się nie dostaniesz na studia, nie dostaniesz dobrej pracy itd.”), ignorowałam. Chcieli mnie w pewnym momencie wywalić, ale dyrekcja miała związane ręce. Sęk w tym, że to ja lepiej na tym wyszłam, niż moi koledzy, którzy kuli po nocach jak głupi i wchodzili nauczycielom tam, gdzie słońce nie zagląda.

  • http://www.igusisko.blogspot.com Klaudia Wroblewska

    Anonimek mnie zablokował bo nie podoba mu się moja wypowiedz gdzie go nie obrażam ani nic złego mu nie powiedziałam. Smutno chłopczyku!!

  • Mateusz Konefał

    Szkoda, że trafiłem na ten tekst tak późno…

  • ING BANK SLASKI

    ale gówniany poradnik, nie zdalem przez to roku ;///

  • xx

    W liceum straciłam pewność siebie, najlepsza szkoła w województwie zrównała mnie z ziemią. Stosuję zasadę z niechodzeniem, ale moi rodzice uważają to za coś niedopuszczalnego. Twierdzą, że niszczę sobie życie nie chodząc na sprawdziany na pierwszy termin, że jestem głupia i nieodpowiedzialna. I mogłabym się zgodzić, gdyby nie to, że naprawdę pisząc drugi raz oceny są lepsze, bo pisze się to bardziej na spokojnie. masz wtedy jedną ocenę, a nie dwie i średnią z nich. Szkoła to cholernie stresująca sprawa. Z jednej strony nauczyciele, dla których liczy się tylko wynik, a z drugiej rodzice, którzy wyrzuciliby mnie z domu, gdybym chciała zrobić coś łatwiejszą drogą.
    Wydaje mi się, ze zasada miej wyjebane jest bardzo dobra, ale nie do wykonania, jeżeli jest się perfekcjonistą, który wszystko chciałby mieć idealnie. I dlatego później się cierpi.

  • Daniel Kasprzak

    do tego powinna być jeszcze jedna zasada nie fikaj nie wychodź z szeregu nie wyróżniaj się inność może w szkole zabić

  • http://terra-feliks.blogspot.com/ Hipis

    Na studiach chyba specjalnie czytam takie teksty, żeby uświadomić sobie, jak bardzo uratowały mi tyłek naturalne zdolności do nauki, i już mnie nawet nie wkurza to, jak bardzo się marnowałam w liceum, że mogłam więcej, lepiej, wyżej.
    Niektóre Twoje zasady stosuję na studiach, w szkole nie musiałam. Chociaż nie, nigdy nie usiądę w pierwszej ławce. Wykładowcy nie powinni widzieć, co sobie rysuję, i nie każdy zrozumie, że rysowanie pomaga mi się skupić.
    No i uważam, że jeżeli ma się totalnie same jedynki i dwójki to się zwyczajnie jest głupim albo leniwym. No sorry, ale nie uwierzę że ktoś może nie być w stanie dostać chociaż tego 3 na koniec w gimnazjum lub w liceum, bo to naprawdę nie jest ten poziom, żeby aż TAK nie ogarniać (wykluczam sytuację, gdy ktoś jest ofiarą zdarzeń losowych albo wrednego nauczyciela). I jeżeli ktoś jest aż tak ograniczony/leniwy w szkole, to jakoś nie widzę jego sukcesów życiowych, jeżeli w końcu nie zepnie tyłka. Lepiej nauczyć się harować już w szkole, im szybciej tym lepiej dla zdrowia. No i olewać – w liceum nauczyłam się olewactwa i to mi życie czasami ratuje.