Bez kategorii

10 PIOSENEK, PRZY KTÓRYCH MÓGŁBYM ROZBIĆ SIĘ SAMOCHODEM

Londyn, Londyn i po Londynie. Nawet nie wiem, gdzie te 6 dni uciekło, ale muszę Wam przyznać, że było niesamowicie. Niestety oprócz wspaniałych zdjęć (którymi zresztą podzielę się z Wami w przyszłym tygodniu), przywiozłem także ze sobą ogromnego lenia. Chociaż nie, to nie jest dobre określenie, biorąc pod uwagę, że codziennie jestem zajęty tysiącem spraw. Ujmę więc to inaczej: aby przestawić się na właściwy tryb pisania, pozwolę sobie dzisiaj wrzucić coś lżejszego, aby nie przeżyć zbytniego szoku, związanego z powrotem przed klawiaturę. Tak, wiem – cholernie to naciągane, ale liczę na waszą wyrozumiałość.

Dlatego dzisiaj trochę sobie posłuchamy muzyki. A konkretniej 10 utworów, które moim zdaniem byłyby odpowiednie, abym się przy nich rozbił samochodem. Yep, nie przecierajcie oczek, dokładnie o tym będzie dzisiejszy tekst.

Skąd taki pomysł? Ano ostatnio jeden z moich przyjaciół skasował brykę, zatrzymując się na jednym ze słupów w naszej pięknej stolicy. Z jednej strony całe szczęście, że nic mu się nie stało, jednak z drugiej pozbył się w ten sposób samochodu, który kupił parę miesięcy temu i za który większość młodych gości dałaby się pochlastać. Zapytany przeze mnie czemu tak widowiskowo się rozkurwił, nie będąc nawet pod wpływem alkoholu (mimo iż było już grubo po 12:00!), odpowiedział, że chyba zbyt intensywnie wsłuchał się w piosenkę, która leciała z głośników. Tym kawałkiem był „Starman” w wykonaniu nieżyjącego już Davida Bowiego:

I to skłoniło mnie do tego, aby samemu zastanowić się nad tym, przy jakich kawałkach ja osobiście mógłbym zginąć i gdyby istniało jakieś życie po śmierci, to żebym mógł także później powiedzieć, że ”wcale tego nie żałuję”.

Tak powstała ta, chyba najbardziej popieprzona lista piosenek, jakie znajdziecie w polskiej blogosferze. Wujek Anonimek jak zawsze do usług.

1. PRO8L3M – RITZ CARLTON

Czym jest dla mnie ten zespół, pisałem już w TYM TEKŚCIE, ale dla pewności dodam, że jeśli miałbym zrobić jakąś skalę porównawczą polskiego rapu, to na samej górze byli by Ci goście, potem długo długo nic, Hans w wersji Solo, a później cała reszta, za którą raczej nie przepadam. Ten kawałek dodatkowo jest dla mnie kwintesencją powiedzenia „Carpe Diem”.
Jak tworzyć, to historię.
Jak kiedykolwiek, to teraz.
Jak kochać, to ideał.
Jak kraść, to siedem cyfr.

2. LED ZEPPELIN – WHOLE LOTTA LOVE

Seks, miłość, narkotyki i fura, która za chwile skosi drzewo. W to mi graj, bo właśnie tak mogę umierać.

3. PINK FLOYD – YOUNG LUST

Gdyby ktoś teraz spytał mnie jak się czułem, gdy przyjechałem do Londynu i pierwszy raz wyszedłem tam ”na miasto”, to puściłbym mu tą piosenkę. Jakby koroner badał moje ciało, to chciałbym krzyknąć z nieba do kogoś, aby puścił mu właśnie tą piosenkę.
Żyj szybko i umieraj młodo – to moje hasło, dobre nie?

4. EMINEM – LOSE YOURSELF

Jak spaghetti, to tylko to od mamy. Jak Eminem, to właśnie ten kawałek.
Zamiast rozpływać się nad tłumaczeniem dlaczego ta piosenka znalazła się na tej liście, po prostu zacytuję jej refren. On wytłumaczy to zdecydowanie lepiej ode mnie:

„Lepiej zatrać się w muzyce, w chwili
którą posiadasz, lepiej nie pozwól jej odejść
Masz tylko jeden strzał, nie spudłuj, nie spieprz tej szansy
Taka okazja zdarza się tylko raz w życiu, zrób to!”

5. AEROSMITH – DREAM ON

Fragment wykreślono z racji na zbyt osobiste przeżycia autora, związane z tą piosenką.

6. ALICIA KEYS – EMPIRE STATE OF MIND (PART II)

Bo tak. Njuuuuuuu joooooooorkkkkkkkkk!

7. HADDAWAY – WHAT IS LOVE

Bo nie ma to jak rozjebać się wyobrażając sobie, że już nigdy nie przesłucham 10 godzinnej wersji tego gówna.
Gówna, które kocham śpiewać, nucić i zarażać nim innymi. Gówna, które jest straszne pod praktycznie każdym względem i które jednocześnie jest w stanie zawsze wywołać na mojej twarzy uśmiech. Bo do końca życia pamiętać będę, jak na korepetycjach w jednym z akademików AGH od samego początku zajęć do momentu aż wychodziłem z budynki, jacyś studenci postanowili przesłuchać właśnie 10 godzinną wersję. Kwintesencja stanu umysłowego studentów tejże uczelni.
Kocham was chłopaki.

8. RADIOHEAD – CREEP

No bo, kto nie chciałby umrzeć przy Radiohead?

9. SIA – CHANDELIER

Już wyobrażam sobie jak tuż przed refrenem wciskam na maksa pedał gazu, zamykam oczy i razem z Sią zaczynam drzeć ryja niczym świstak z filmiku poniżej.
So cute.

10. PASSENGER – LET HER GO

Jadę do dziewczyny powiedzieć jak bardzo ją kocham, tuż przed jej odlotem na drugi koniec świat, wiedząc, że jeśli nie zdążę, to już nigdy jej nie zobaczę. Ale w pewnym momencie fura wpada w poślizg, ja wypadam z trasy i przypięty pasami, widzę jak silnik zaczyna się dymić. Pojawia się jakiś płomień. Kamera poza pojazdem. Uderzam pięścią, krzyczę, nie słuchać mnie. W tle przebitki jak ona przygotowuje się do wyjazdu, przechodzi przez odprawę, bramki, a wszystko w akompaniamencie tej piosenki. Macie to?

To dobrze, bo właśnie pojawiła się iskra, zbliżenie jeszcze raz na mnie walącego z całej siły pięścią w szybę. Wybuch. Piosenka się kończy i wchodzą napisy końcowe.

12 nominacji do Oscarów. Dziękuję, dowidzenia.


To tyle na dziś. Napiszcie w komentarzach pod tekstem, przy jakich kawałkach wy wyobrażalibyście sobie śmierć – czy to w samochodzie czy w jakiejkolwiek innej sytuacji.
Do zobaczenia w sobotę*

*Seks_sobotę ;)


Aha, prawie zapomniałbym – kliknij TUTAJ like’a, a od dziś i ty, i ja będziemy szczęśliwi. Możesz także zacząć obserwować mnie na moim PROFILU PRYWATNYM i dzięki temu jako pierwszy będziesz dostawał informacje o najnowszych wpisach.
Przypominam jednocześnie, że każdy chamski, wulgarny czy w jakikolwiek sposób czepialski komentarz zostanie natychmiast usunięty. To mój dom i to mi ma być tutaj wygodnie.

Poprzedni post Następny post

Mało? Mam dla ciebie parę propozycji:

  • http://terra-feliks.blogspot.com/ Hipis

    Pomysł, żeby zastanawiać się nad muzyką, przy której można by umrzeć, jest absolutnie porypany, i nie mam pojęcia, jak mogłam sama na to nie wpaść wcześniej. Muzyka i akademik AGH, czego chcieć więcej od dobrego tekstu.
    Mam kilka takich piosenek, ale na miejscu 1. jest Avantasia – Symphony Of Life. To wejście perkusji, wokal… Milion razy przy niej umierałam i wstawałam, znów umierałam i postanawiałam jednak dać światu kolejną szansę. Miejsce 2. to zupełnie inny klimat, Hammock – Then The Quiet Explosion, ale zupełnie nie nadaje się do rozbijania samochodem, niee. To kwintesencja pogodzenia się z życiem. Miejsce 3. chyba Hunter – O wolności. Albo jakikolwiek inny ich kawałek. Jestem z tą muzyką na tyle związana emocjonalnie, że gdybym nie usłyszała jej przed śmiercią, czułabym się jakby mój ulubiony wnuk nie przyszedł na mój pogrzeb.

  • http://www.pkndl.pl Ania [PKNDL]

    Jakbym miała umrzeć przy Radiohead, to wolałabym umrzeć.

    Słyszałeś kiedyś o tym, że Coldplay, to Radiohead dla mam? Mnie śmieszy.

  • Dot

    Ja najchętniej nie umierałabym wcale.
    Świetne utwory :)

  • Zołza

    Prawdopodobnie „i will survive”, tak ironicznie ;)

  • Prorok Czorok

    Skontaktuj się z firmą s-car z nami a przeprowadzimy cię przez sprzedaż samochodu szybko, fachowo i bez stresu. Działamy na terenie Kielc. Zapraszamy do kontaktu z nami. http://s-car.pl